- Gemmo.,. Gemmo! Och, jak bardzo cię potrzebuję, Zanim zdołała się odezwać, klęczał u jej stóp kryjąc twarz w fałdach jej sukni. Konwulsyjne drżenie wstrząsnęło całą jego postacią, boleśniejsze czyniąc wrażenie od łez. Stała nieruchoma. Nie mogła nic zrobić, by mu dopomóc, nic zgoła. Musiała patrzeć bierna i nieruchoma, ona, która oddałaby życie, by mu zaoszczędzić bólu. Gdybyż miała odwagę schylić się nad nim, objąć go ramionami i przycisnąć do serca, i bronić choćby własnym ciałem od wszelkiej dalszej krzywdy i cierpienia, może odzyskałaby Artura, może nastałby dzień i pierzchły czarne mary. Ale, nie, nie! Jakże zdołałby zapomnieć? Czyż nie ona wtrąciła go do piekła, ona sama, tą oto prawą ręką? Pozwoliła minąć chwili jedynej. Zerwał się szybko i usiadł przy stole, dłonią zakrywając oczy i gryząc dolną wargę, jakby ją chciał przegryźć. Po chwili spojrzał i rzekł spokojnie: .
A ja: .
- Gdzie? - Widząc jadącego na rowerze mężczyznę machnął lekceważąco ręką. .
nieobecność rodzeństwa Bandrowskich i Hackbeilówny przedłużała się, zwrócono na to wreszcie - p o c z t e r e c h d n i a c h - uwagę w Zakopanem, w pensjonacie, w którym mieszkali, i dano znać do Pogotowia. Cóż, kiedy kierownictwo pensjonatu nie umiało powiedzieć nic więcej, prócz tego, że owi turyści wyszli w góry 23 lipca na j e d n o d n i o w ą wycieczkę i dotychczas jeszcze nie wrócili. Zdumiewająca doprawdy obojętność i bezmyślność! Doświadczony ratownik, jakim był Zaruski nie mógł mieć żadnych wątpliwości, że tylko jakiś poważny wypadek spowodował tak długą nieobecność ludzi, których ekwipunek i zapasy obliczone były na kilkunastogodzinną zaledwie wycieczkę. Gdzież jednak miał skierować wyprawę ratunkową, nie mając żadnych danych. co do trasy obranej przez grupę Bandrowskiego? Widać z tego, jak ważną sprawą jest pozostawienie w pensjonacie i w schroniskach dokładnych informacji o projektowanym szlaku wycieczki turystycznej czy taternickiej. Gdyby ów pensjonat podniósł alarm: we właściwym czasie - tj. już na drugi dzień po wyjściu Bandrowskich - jest więcej niż prawdopodobne, że udałoby się ocalić całą trójkę. Od wczesnego ranka 27 lipca ekipa ratunkowa była przygotowana do wymarszu. Zaruski próbował tymczasem natrafić na jakiś ślad zaginionych, wypytując turystów, którzy w ostatnich dniach byli w górach, telefonując do schronisk po polskiej i słowackiej (ówczesnej węgierskiej) stronie. Wreszcie w godzinach popołudniowych - a więc w momencie gdy Bandrowski już nie żył - udało się Zaruskiemu ustalić, że poszukiwani turyści mieli zamiar wyjść na Granaty i wrócić tego samego dnia do Zakopanego. Masyw Granatów jest rozległy, rozłożysty, wiele w nim możliwości zabłądzenia, wiele stromych ścian i podciętych żlebów. Jednakże pierwszą myślą Zaruskiego był "komin Drege'a", miejsce, które bardziej niż jakiekolwiek inne tworzy naturalną pułapkę górską dla niedoświadczonych. Było już blisko siódmej wieczór, gdy wyprawa Pogotowia dotarła do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Tam, w miejscu skąd najlepiej widać ściany Granatów, zatrzymano się i poszły w ruch lornetki. Długi czas lornetowanie nie dawało wyniku. Choć słońce oświetlało jeszcze szczyty, w niższych partiach panował już mrok. Kominy i żleby tonęły w wieczornym zmierzchu. Trudno w takim oświetleniu odróżnić od skalistego i trawiastego otoczenia drobny, nieruchomy punkcik, jaki tworzy ciało człowieka w ścianie. Już ekspedycja miała ruszyć dalej, gdy przewodnik Staszek Gąsienica-Byrcyn dostrzegł postać ludzką na platformie w połowie wysokości "komina Drege'a". Po chwili zobaczył ją Zaruski i inni. W pozycji półsiedzącej, z nogami wiszącymi w powietrzu, jedną ręką wspierała się o ściankę komina, wykonując niezrozumiałe dla ratowników ruchy w tył i naprzód. Wiemy już, że te wahadłowe ruchy ułatwiały Marii Bandrowskiej - bo ona to była - ześlizgiwanie się po płycie skalnej ku przepaści. Po pięciu dniach daremnego wyczekiwania pomocy, po utracie towarzyszki, po dokonanym na jej oczach samobójstwie brata - znajdowała się u kresu odporności nerwowej. Otchłań, w której leżały potrzaskane zwłoki, ciągnęła ku sobie z niezwalczoną siłą. Teraz już połową ciała zawisła nad przepaścią. Jeszcze ułamki sekund i ściany Granatów pochłoną nową ofiarę... Zaruski przyłożył do ust trąbkę sygnałową ((7)), zatrąbił kilkakrotnie, a potem krzyknął wolno i dobitnie: - Czekać spokojnie! Idziemy! .
- Chodź. Pokażę ci coś - Cleo pociągnęła go za sobą do samochodu. Nie stawiał oporu. Gdy wyjeżdżali dostrzegł Rudego w niezwykłym nastroju, szedł po pas w wodzie w poprzek sztucznego stawu z szeroko rozwartymi ramionami w stronę wyspy z napisem EDEN. A gdy tam dotarł szczęście odebrało mu siły i padł tuż obok uśpionej alkoholem półnagiej barmanki, która przestała już być Ewą. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Nocował? .
- minęło już wiele lat, odkąd płakał naprawdę - ale wiedział, że jeśli się wykrzywi i zawyje, dostanie od matki wszystko, czego zapragnie. .
Niejednokrotnie osoba mająca problemy z poprawną pisownią decyduje się, jak w znanym mi przypadku, na podjęcie studiów niezgodnych z własnymi zainteresowaniami. Rezygnacja wynika z obawy, że nie podoła egzaminom wstępnym. Pomimo sukcesów, niektóre z tych osób nie mają poczucia satysfakcji i do końca życia iatują, że nie pracują zgodnie ze swoim powołaniem. .
wyrównanie rachunków z SS-manem. Wypiliśmy po parę kieliszków i znów .
- Co ty mówisz? - wykrzykn±ł udaj±c zdumienie, bo już wiedział o zachwianiu się .
stanowczo nie w ten sposób, abyśmy w tej produkcji mieli .
utworzyło się nowe drobnomieszczaństwo, które .
Margaret była taka namiętna, tak gwałtowna, że pewnego dnia w przypływie zazdrości goniła go z nożem w ręku dookoła kuchennego stołu. Cóż to za upokorzenie, że ją porzucono! Zawsze sama podejmowała inicjatywę i opuszczała mężczyzn, którzy przestali się jej podobać, więc nie mieściło jej się w głowie, że jakiś smarkacz mógłby mieć jej dosyć. Zresztą wkrótce później zdobyła swą wulgarną urodą Leslie Cartera. Ten człowiek, który mógłby otrzymać rękę najbogatszej, najładniejszej debiutantki z amerykańskiego lifeu stał się niewolnikiem podstarzałej kelnerki. Poślubił ją. Aby uświetnić pochodzenie ukochanej suto opłacił heraldyka, który wśród jej przodków doszukał się paru angielskich lordów i niemieckich książąt. jetset przyjęła to za dobrą monetę. Instytut piękności poprawił rysy i wygląd Margaret, nauczycielka tańca wpoiła jej maniery wielkiej damy, a sprowadzony z Anglii profesor nauczył ją pięknej wymowy z akcentem charakterystycznym dla angielskiej arystokracji. Mimo to wrodzona wulgarność niekiedy dawała znać o sobie. Wyrywały się jej mimowoli gwarowe powiedzonka. Jej przyjaciółki z Piątej Avenue, w ich żyłach płynęła błękitna krew, śmiały się serdecznie z tych ekscesów i uważały je za kaprys, świadczący o cudownej osobowości. .
bywają podobne do moich, ale moja metoda jest zasadniczo .
.
zimnym, m±drym, obojętnym, gotowym do wszystkiego, prawdziwym Lodzermenschem, .
Jeśli partnerzy wspólnie decydują się na mówienie o tym, co się pomiędzy nimi dzieje, wtedy wiadomo, że narażają się obydwoje, więc poważnym i zasadniczym rozmowom przestaje towarzyszyć atmosfera zagrożenia, nikt nie musi się wychylać z inicjatywą, można nawet losować, kto zaczyna. W poradni dokładnie uzgadnialiśmy, że na przykład we wtorki po położeniu dzieci spać zawsze przeznaczają na ten cel po pół godziny lub trzy kwadranse i obydwoje mają powiedzieć, co złego i co dobrego spotkało ich ze strony tego drugiego w minionym tygodniu. .
- Przysłał mi. .
- A jeśli McKittrick weźmie pieniądze i mimo to pozwoli jej zeznawać? - Frank poszedł po teczkę. - Albo jeśli rano zażąda więcej gotówki? .
zadr, jakie przygotowali dla oficerów planujących trasę przelotu. Źaden .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Nie chcę umierać!... Nie chcę umierać!... - krzyczało w niej wszystko. I wtedy zaciskała drobne pięści na ramie okiennej, jakby się bronić chciała przed nadchodzącą śmiercią. Dygotała w takich chwilach z niepojętego wzruszenia. .
nabierając sił i wigaru. Po zaprzestaniu pracy zawodo- .
- Sygnał słabnie! - Decker wpatrywał się w podświetlony czytnik odbiornika. Mokre ubranie przylgnęło mu do ciała. Esperanza przyspieszył jeszcze bardziej. Ledwo zdążył włączyć wycieraczki, zauważył przerwę w sznurze pojazdów, wpadł pędem na autostradę i zaczął wyprzedzać inne samochody. .
jeszcze żyli, między oczy. Ale nie strzelał z pozycji stojącej, tylko .
.
szamanow .
- Nie wiem, na ile ci to pomoże, ale masz tu czystą chusteczkę, którą znalazłem w schowku w samochodzie - powiedział Esperanza. - Spróbuj zatamować krwawienie. Skręcili za McKittrickiem na prawo i zjechali z drogi numer 25. Obok znaku z napisem ROCKMAN ROAD Esperanza zatrzymał się na chwilę i wyłączył światła. .
Delta Force .
kolegów dawnych - ale teraz, w miarę wzrostu jego potęgi, wszyscy się odsuwali i .
patrz±c na niego i cał± sił± tłumi±c łkanie, jakie wzbierało w jej sercu, i chęć .
swiecie .
- Ja już dawno nie widział, bo ja swoje kury już latem zjadł. Podszedł Kargul bliżej, wziął ostrożnie jajko w swoje ogromne łapsko, obejrzał je uważnie,jakby było ze złota, i z powrotem położył na dłoni znalazcy. .
na terenie Niemiec szeregu napadów rabunkowych i morderstw. Do stolika .
W zestawie znajduje się program'Kapturek' do stymulowania rozwoju orientacji przestrzennej (Anny Mieszkowskiej i Józefa Surowańca). Dwa dalsze programy służą usprawnianiu funkcji percepcyjno-motory-cznych i ich integracji, a tym samym przygotowaniu do nauki czytania .
- To z pewnością oznacza, że ujdę w tłoku. .
- Kto nie udał się? .
- Na eksport posturę on ma prosto marnieńką, jak kozieł czy inna skacina. .
kilka metrów. .
zaniepokojone osoby doznały dużej ulgi. .
człowiek pewnej sfery, rozumie mnie chyba. Dlatego, że ja cał± dusz± nienawidzę .
mógł. .
Fauows podczas pobytu w Europie szukał pieniędzy także w innych bankach; starał się również zgromadzić dowody potwierdzające ucieczkę najmłodszej córki cara. Siódmego października 1935 roku w sprawie Anastazji napisał nawet do Adolfa Hitlera, kanclerza Niemiec: "[Anastazja] cudem uniknęła śmierci z ręki Jurowskiego i innych Żydów, którzy zamordowali carską rodzinę". W liście pytał, czy w ministerstwie spraw wewnętrznych "nie zachowały się zeznania Żyda Jurowskiego, który przywodził żydowskim zbrodniarzom". Hitler, którego Fauows tytułował "szanownym" i "wielkim", nie odpowiedział na list. .
wykwalifikowanych .
- Jest już kto? .
musiała nastąpić, gdyby współdziałały tylko dwie pierwsze siły. .
5. Nakarmi nas dziwnymi ochłapami, obok których tajemnicza breja zalatuje stęchlizną, twierdząc, iż spożywamy mięso z jarzynami. .
Ujrzał nagle okropny wzrok siostry, uświadomił sobie, co mówi i urwał. Porucznik nie podjął tematu, chociaż przed oczami duszy zamajaczył mu czarowny obraz. Kolejne, unieruchomione samochody i wyskakujący z nich, rozwścieczony złoczyńca, wszędzie spóźniony, zmuszony do korzystania z ulicznych telefonów... Dezorganizacja w przestępczym przedsiębiorstwie i cała szajka wszystkie w ogóle szajki, brnące przez zimową breję i pchające się do autobusów... Otrząsnął się z uroku. - Wiadomość jest ważna i może nam coś da - powiedział sucho. - Powtórz to wszystko dokładnie i szczegółowo. I od razu proszę żadnego waszego udziału! Oni działają brutalnie Pawełek posłusznie powtórzył wszystko czego się dowiedział przez Zbinia. Janeczka siedziała spokojnie. -Proszę bardzo, my się tego nie dotkniemy - zapewniła porucznika. - Po całej Polsce jeździć i tak nie damy rady, więc zajmiemy się czymś innym. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
świata z tego, który człowiek już uzupełnił poznawczą swą pracą. .
otępiały, podniecony, zły, lub zachwiany emocjonalnie. Może też .
Legrasse, mocno poruszony i z lekka oszołomiony, na próżno wypytywał o historyczną przynależność tego kultu. Castro, oczywiście, wyznał prawdę, kiedy powiedział, że jest to głęboka tajemnica. Uczeni z Tulane University nie potrafili rzucić żadnego światła ani na kult, ani na ten posążek, wobec tego detektyw przybył do najwyższych autorytetów w kraju i usłyszał niewiele więcej poza grenlandzką opowieścią profesora Webba. Gorączkowe zainteresowanie, jakie wzbudziła wśród zebranych opowieść Legrasse'a, a także przywieziona przez niego statuetka, znalazło odbicie w korespondencji poszczególnych uczestników zebrania; natomiast w oficjalnej publikacji stowarzyszenia niewiele wzmiankowano na ten temat. Ostrożność zawsze cechuje tych, którym zdarza się zetknąć z szarlatanerią i czarami. Legrasse wypożyczył na pewien czas statuetkę profesorowi Webbowi, który jednak wkrótce zmarł. Została zwrócona Legrasse'owi i wciąż znajduje się w jego posiadaniu, a niedawno miałem nawet możność ją sobie obejrzeć. Jest rzeczywiście potworna i bez wątpienia podobna do rzeźby młodego Wilcoxa. Nie dziwię się, że opowieść rzeźbiarza tak bardzo wzburzyła mego wuja, bo przecież znał już relację Legrasse'a. Można sobie wyobrazić, jakie myśli wzbudziło w nim to, co usłyszał od wrażliwego młodego człowieka, który ujrzał we śnie nie tylko samą figurkę i dokładny zapis hieroglificzny, jak na statuetce znalezionej na bagnach i na grenlandzkiej płaskorzeźbie, ale jeszcze na dodatek usłyszał co najmniej trzy słowa formuły wymówionej przez eskimoskich wyznawców czarnej magii, a także wyznawców kultu w Luizjanie. Wydaje się więc najzupełniej oczywiste, że profesor Angell z miejsca zainteresował się sprawą i chciał ją poznać jak najdokładniej; ja jednak w głębi ducha podejrzewałem, że młody Wilcox gdzieś usłyszał kiedyś o tym kulcie i po prostu zmyślał opowieści o swoich snach, aby kosztem mego wuja podtrzymać tę tajemnicę. Zgromadzone wycinki z gazet i opowieści o różnych snach były dość przekonującym świadectwem; jednakże mój racjonalny umysł i niezwykłość całej tej sprawy skłoniły mnie do wyciągnięcia wniosków, które wydawały mi się najrozsądniejsze. Tak więc, po dokładnym zapoznaniu się z manuskryptem i zestawieniu go z teozoficznymi i antropologicznymi notatkami, a także z opowieścią Legrasse'a, odbyłem podróż do Providence, żeby zobaczyć się z rzeźbiarzem i powiedzieć mu kilka słów prawdy co do tego, że tak bez ogródek okpił uczonego i starego człowieka. Wilcox nadal mieszkał sam w budynku Fleur-de-Lys na Thomas Street, będącym szkaradną wiktoriańską imitacją siedemnastowiecznej bretońskiej architektury, który ozdobionym stiukami frontem puszył się wśród pięknych domów w stylu kolonialnym położonych na wzgórzu i zażywał cienia pod najwspanialszą w Ameryce georgiańską strzelistą wieżą. Zastałem go przy pracy i z miejsca zorientowałem się po rozrzuconych we wszystkich pokojach rzeźbach, że mam do czynienia z autentycznym i wybitnym talentem. Jestem przekonany, że kiedyś zyska rozgłos jako jeden z największych dekadentów: teraz wyraża się w glinie, ale kiedyś w przyszłości ujawni w marmurze wszystkie te mary nocne i twory fantazji, które Arthur Machen pokazuje w swojej prozie, a Clark Ashton Smith w poezji i malarstwie. Ciemny, drobny, niedbale ubrany, ledwie obrócił się słysząc pukanie i spytał, czego sobie życzę, nawet nie wstając. Dowiedziawszy się kim jestem, okazał pewne zaciekawienie; mój wuj wzbudził w nim zainteresowanie wypytując tak dociekliwie o jego sny, ale nigdy nie wyjawił mu przyczyny swojego zainteresowania. Ja również nie przyczyniłem się do wzbogacenia jego wiedzy w tym zakresie i starałem się, zachowując pozory, jak najwięcej z niego wyciągnąć. Szybko zorientowałem się, że opowieści o jego snach były naprawdę szczere i nie budzące wątpliwości. To właśnie one i wciąż jeszcze żywe ich wspomnienia wywarły wpływ na całą jego dalszą twórczość; pokazał mi statuetkę będącą wytworem schorzałej wyobraźni, której zarysy, świadczące o sile ciemnych mocy, głęboko mną wstrząsnęły. Nie przypominał sobie, aby kiedykolwiek przedtem widział taki przedmiot, znany mu był tylko ze snu, a jego ręce kształtowały go bezwiednie. Był to bez wątpienia potwór z jego majaczeń sennych. Nie ulegało wątpliwosci, że nie miał najmniejszego pojęcia o kulcie, otoczonym tak ścisłą tajemnicą, może jedynie wuj uchylił rąbka tajemnicy surowo strzeżonej w jego katechiźmie; znowu więc zacząłem się zastanawiać, w jaki sposób zostały mu przekazane tak niesamowite wrażenia. Mówił o swoich snach dziwnie poetyckim stylem, ze straszliwą wyrazistością zobaczyłem ociekające wodą miasto Cyklopów zbudowane z oślizgłego zielonego kamienia - którego wymiary geometryczne, jak Wilcox dość osobliwie zaznaczył, były nieprawidłowe - i słyszałem w przerażającym oczekiwaniu nieustanne, półprzytomne wołanie z podziemi: "Cthulhu fhtagn", "Cthulhu fhtagn". Słowa te stanowiły część strasznego rytuału, który mówił o sennym czuwaniu zmarłego Cthulhu w kamiennej krypcie w mieście R'lyeh, co mną wstrząsnęło do głębi mimo tak racjonalnego stosunku do tej sprawy. Byłem przekonany, że musiał przypadkiem usłyszeć kiedyś o tym kulcie i wkrótce zapomniał o tym, pogrążony w powodzi równie niesamowitej lektury i własnej wyobraźni. Potem, przy jego wzmożonej wrażliwości, znalazło to podświadomy odzew w snach, w płaskorzeźbie i w tej potwornej statuetce, którą trzymałem teraz w rękach; jeśli było to pewnego rodzaju oszukaństwo w stosunku do mego wuja, to najzupełniej niewinne. Ten młody człowiek, chwilami trochę afektowany, chwilami wskazujący brak dobrych manier, nie budził mojej sympatii; ale nie mogłem mu odmówić talentu, ani uczciwości. Rozstałem się z nim przyjaźnie, życząc mu sukcesu, na jaki zasługiwał jego talent. Sprawa tego kultu wciąż mnie fascynowała i chwilami snuły się przede mną wizje mojej własnej sławy, związanej z badaniami źródeł jego pochodzenia i wszelkich z nim związków. Wybrałem się więc do Nowego Orleanu, rozmawiałem z Legrassem i innymi uczestnikami dawnej obławy na czarnoksiężników, zobaczyłem tę straszną statuetkę, a nawet miałem możność zadać kilka pytań schwytanym jeńcom przebywającym jeszcze w więzieniu. Stary Castro, niestety, zmarł przed kilkoma laty. Wszystko, co usłyszałem z pierwszej ręki, choć nie było w tym nic więcej ponad to, co mój wuj tak szczegółowo potwierdził w swoich zapisach, na nowo obudziło moje zainteresowanie; czułem, że odkryłem ślad prawdziwej, tajemnej i bardzo starej religii, dzięki czemu mogę stać się sławnym antropologiem. Stosunek mój miał w dalszym ciągu podłoże materialistyczne i pragnąłem, aby nadal taki pozostał, a zbieżność sprawozdań ze snów i wycinków zebranych przez doktora Angella przyjmowałem z niewytłumaczalną przekorą. Jak już wspomniałem, zacząłem podejrzewać, a teraz mogę już powiedzieć, że wiem na pewno, iż mój wuj nie zmarł śmiercią naturalną. Przewrócił się na wąskiej dróżce prowadzącej przez wzgórze ze starej przystani wkrótce po przypadkowym zderzeniu się z jakimś murzyńskim marynarzem. Nie zapomniałem o obławie w Luizjanie na marynarzy, którzy byli wyznawcami tego kultu, i nie zdziwiłbym się, gdybym się dowiedział o ich skrytych metodach i zatrutych igłach, równie bezlitosnych i znanych od najdawniejszych czasów, jak wszystkie tajemnicze obrzędy i wierzenia. To prawda, że Legrasse'a i jego ludzi pozostawiono w spokoju, ale w Norwegii pewien marynarz, który dużo wiedział, nie żyje. Czyżby dogłębne badania prowadzone przez mego wuja, po zapoznaniu się z relacjami rzeźbiarza, dotarły do złowieszczych uszu? Wydaje mi się, że profesor Angell zmarł, ponieważ wiedział za dużo albo mógł się dowiedzieć za dużo. Czy mnie to również czeka, zobaczymy, bo niewątpliwie ja także niemało się dowiedziałem. .
obniża, ale nam tu nie o to chodzi, ale o zmianę cywilizacji. .
- Przepraszam - powiedział Decker. .
Co żyją skromnie, kraj swój nad wszystko kochają, .
- Nie wyniosłeś jej ze sobą? .
nawet i to? .
następnym rzucie będzie również 128 Taurańczyków, będziemy .
biodrowy i kolanowy. Nerw zasłonowy wchodzi do kanału zasłonowego i wychodzi na przyśrodkową powierzchnię uda głęboko między mięśnie. Dzieli się na szereg gałęzi, które unerwiają wszystkie mięśnie grupy przywodzicieli tj. mięsień zasłonowy zewnętrzny, smukły, grzebieniowy,. przywodziciel krótki, długi i wielki. Gałęzie skórne unerwiają skórę przyśrodkowej powierzchni uda. Unerwia też staw biodrowy. Nerw skórny boczny uda przechodzi przez talerz biodrowy, wychodzi na udo tuż przy przednim górnym kolcu biodrowym i unerwia swoimi rozgałęzieniami skórę bocznej powierzchni uda aż do kolana. .
spraw boskich jest jego udziałem, udziałem ludu zaś - symbol i .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
skierowane do Anioła pierwszego zboru. Anioł, który jest duchem .
- Ty tutaj, Jim! - zawołał podchodząc do niej po odejściu Lombardczyka, którego odwołano w inny kąt pokoju. "Jim" było dziecinną przeróbką jej niezwykłego! imienia: Jennifer. Koleżanki włoskie nazywały'q "Gemmą". Podniosła głowę zrywając się lekko. .
- Swoi?-babcia ze zgrozą popatrzyła na Marynię,-jakby biorąc ją na świadka, że Maryni mąż a jej syn stracił ostatecznie resztkę instynktu samozachowawczego. .
.
- Świetnie - stwierdził Esperanza. W świetle widać było, że przy pasie ma dziewięciomilimetrową berettę. Wyglądał jeszcze szczupłej niż w skąpym świetle reflektorów i latarki. Miał smagłą twarz człowieka, który dużo przebywa na powietrzu. Śniada skóra pocięta była drobnymi zmarszczkami. Właśnie miał zadać pytanie, gdy przyszedł policjant i wskazał gestem na człowieka stojącego za otwartą bramą, który miał na kombinezonie wymalowany napis: ROBOTY PUBLICZNE STANU NOWY MEKSYK. .
palcach. .
stanowiska indywidualnych ludzi w całej społecznej strukturze. .
"Kto?" - ale nikt nie odpowiedział. Słychać było szept, jakby się porozumiewali, kilku upadło na ziemię. "Latadywan?" - zapytał męski głos. .
Doroslego: obie .
ika recepcji hotelowej be głosy alarmu rozbrzmiały w mej podświadomoś- .
.
optymalnego uczucia tarcia. .
- Widocznie do porwania nie doszło dokładnie pod bramą powiedziała.Alice mówiła mi, że stały wówczas u wylotu pobliskiej uliczki i czekały na powóz, który po nie wysłałam. Rozejrzała się uważnie i dodała: - Myślała zapewne o rogu tamtej uliczki, gdzie kręcą się jacyś chłopcy. .
szlachta zorganizowana jest militarnie; wszelka szabla znajduje .
swoim szła za nimi i z pewn± zawi¶ci± przygl±dała się tym prostym, a bardzo .
tylnymi i przymocowujesz najpierw tylną tablicę - powiedział .
dnia Craig Osbourne spędził w centrali DSS. Dopiero wieczorem udało mu się wyrwać i o siódmej przyjechał do kliniki w Hampstead. Strażnik nie otworzył mu bramy. - Słucham pana, sir? - spytał przez kratę. .
spotkanie Jezusa i poprowadziły go do grobu, jeszcze zanim .
.
- Steve, kupę czasu. Się masz? - odezwał się jeden z nich. Zarówno on, jak jego towarzysz byli zbliżeni wzrostem i wagą ciała do Deckera - sześć stóp, sto dziewięćdziesiąt funtów, wąskie biodra i tors przechodzący w potężne ramiona, które nadawały tułowiu siłę niezbędną przy wykonywaniu zadań specjalnych. Mieli również tak jak on około czterdziestki. Ale w tym miejscu kończyło się ich podobieństwo do Deckera. Jego włosy były piaskowego koloru i lekko falowane, natomiast mężczyzna, który się do niego odezwał, miał włosy rude i ścięte krótko przy głowie. Włosy drugiego kolegi były ciemne, zaczesane gładko do tyłu. Obydwaj mieli, nie pasujące do ich uśmiechów i eleganckich garniturów, grube rysy twarzy i przeszywający wzrok. .
.
- zapytała wreszcie. - Owszem. - Linslade uśmiechnął się. - Muszę przyznać, że lepiej rozumiałem go teraz niż wtedy, gdy był żywy. Madeline zauważyła błysk rozbawienia w oczach Artemisa, ale próbowała to zignorować. .
Powiedz tylko śmiele, .
W ramach ćwiczenia spróbuj uruchomić trzy spośród grup .
.
- I jakże się przedstawia ten wasz nowy satyryk? - spytała rzucając mu spojrzenie przez ramię, na wpół odwrócona od szafy, którą właśnie otwierała. - Cezarze, proszę: oto twoje słodowe cukierki i placuszki. Swoją drogą, nie wiem, czemu wszyscy rewolucjoniści tak lubią łakocie? .
- Płonie korytarz i szyb windy. .
Następny pożar wystrzelił na północy. Rozszerzał się i przybierał na .
Peter poprosił, aby sama zjadła śniadanie i wszedł do łazienk% Nęciłaby go ciepła pływalnia, lecz musiał się spieszyć na spotkanł i z Brynerem. Skończywszy toaletę wrócił do sypialni i szybko ubrał s: przy pomocy Kima, podczas gdy Sue nie spiesząc się jadła omlet pi duńsku. W białym, eleganckim ubraniu Peter wyglądał młodziej, niż by wynikało z jego metryki. - Zostawiam cię samą, Sue. Bardzo żałuję, ale obowiązek.. Przygotuj swoje bagaże. Juro lecimy do Nowego Jorku. Do widzenia Posłała mu pocałunek na czubkach palców. Opuścił pokój trochę niespokojny o spotkanie, którego Bryner sii domagał. .
- Nie przyjął miejsca w Rzymie, bo nie chciał porzucić swej pracy tutaj. - Raczej z obawy przed trucizną ajentów Lambruschiniego. Już oni tam coś mają przeciw niemu, możesz być pewny. Jeśli kardynał, zwłaszcza do tego stopnia popularny, woli pozostać w takiej przez Boga i ludzi zapomnianej dziurze jak ta,, to wiadomo, co to znaczy, nie prawdaż, Rivarez? Rivarez puszczał kółka dymu. .
- Zaraz... trrr. Niech go jasny... trrr. Niech go jasny grom spali. Nie ma siary. - A zad? Pomacaj zad. .
nazwać, jeśli chcesz, mądrością albo rozróżnianiem. .
- Był bardzo grzeczny i szarmancki - wspomina Jenkins. - Wymienił mnóstwo nazwisk: doktora Maplesa z Florydy, doktora Badena z Nowego Jorku i wiele innych. Powiedział, że jego praca polega na podróżowaniu po świecie i szukaniu próbek tkanek, które nadawałyby się do badań porównawczych. Spytał, czy mamy takie tkanki. Odpowiedziałam, że tak. Niedługo potem zwrócił się do nas w tej samej sprawie Thomas Kline, prawnik z Waszynktonu z firmy Andrews & Kurth. Oświadczył iż Korte, dla którego pracował, wyjechał z kraju. Ponownie upewniłam go, że mamy próbki tkanki. Właśnie wtedy odezwali się po raz ostatni. Następnym razem spotkaliśmy się w sądzie i nie chcieli już ze mną rozmawiać.. W styczniu 1993 roku Thomas Kline skontaktował się z Fredem Manahanem, który - jak przypuszczał Kline - miał prawo dysponować próbkami tkanek. Manahan skierował go do Jamesa Lovela. 16 kwietnia, po wielu rozmowach telefonicznych, Kline napisał trzystronicowy list do Loveua, oficjalnie zwracając się do niego z prośbą o pomoc w uzyskaniu próbki tkanki Anastazji Manahan, w celu przeprowadzenia badania DNA w monachijskim Instytucie Medycyny Sądowej. Oświadczył ponadto, że instytut jest już w posiadaniu próbek krwi wielu żyjących członków rodziny Romanowów. Cytował także dwa artykuły na ten temat, które ukazały się w prasie naukowej (jednym z nich były praca brytyjskiego zespołu FSS pod kierownictwem doktora Petera Gilla). 18 czerwca Kline napisał kolejny list do Loveua, aby wyjaśnić rolę doktora Kortego w śledztwie. Kline odpisał, iż Korte jest doświadczonym badaczem, lecz nie jest lekarzem i dodał, że monachijski instytut często współpracuje z kryminologami i specjalistami z zakresu medycyny sądowej ze Stanów Zjednoczonych, "na przykład z doktor MaryDaire Kinę". Jamesa Loveua bardzo zaniepokoiły rozmowy z Thomasem Klinem. Nie będąc pewnym swojej sytuacji prawnej, zwrócił się o poradę do prawnika ze stanu Wirginia, Richarda Schweitzera, który podobnie jak Loveu był przekonany o tym, iż pani Manahan była córką cara. W rozmowie o Klinie Loveu zwierzył się Schweitzerowi: - On mnie zamęczy! Wciąż powtarza: "Musimy poznać prawdę! Nie możemy tego tak zostawić! Musimy działać! Musi pan się zdeklarować!" Schweitzer udzielił mu następującej rady: .
Wkrótce wzniesiono ogromny meczet, a wokół niego osiedliło się .
174 .
- Jak niby? .
.
- W zeszłym roku, służąc w batalionie spadochronowym SS na terenie Rosji, otrzymał postrzał w głowę. Musieli wstawić mu w czaszkę srebrną płytkę, więc teraz na siebie uważa. - A w jakich był stosunkach z AnnąMarią? - Genevieve zwróciła się do Renę. - ścierali się jak równy z równym, mamselle. Nie aprobował jej, a i ona go nie lubiła. Była za to w doskonałej komitywie z Ziemke. Flirtowała z nim bezczelnie, a on traktował ją jak swoją ulubioną siostrzenicę. - Co też bardzo się opłaciło - dodał Craig. - Przepustki na wyjazdy do Paryża, swoboda poruszania się. Muszę jednak podkreślić, że Niemcy wysoko sobie cenią związki z hrabiną. Proszę nie mieć złudzeń, pani i pani ciotka jesteście kolaborantkami. Opływacie w dostatek i luksus, gdy tysiące waszych rodaków niewolniczo pracują w obozach. Wasi przyjaciele, francuscy przemysłowcy i ich żony, którzy nierzadko uczestniczą w przyjęciach z okazji tych weekendowych konferencji, należą do najbardziej znienawidzonych ludzi we Francji. - Wyraził się pan wystarczająco jasno. .
- No to zastanówmy się, czy miała inne wyjście - zażądał prokurator. Zgodziłam się z nim i posłusznie zaczęłam się zastanawiać. Inne wyjście... Jakie? Opłacać Stolarka, zgrzytając zębami? Czym? Zerwać wszystkie kontakty Owszem, to mogła zrobić i potem upierać się, że zerwała je na długo przed poznaniem oblubieńca ale wszystko jedno, oblubieniec mógł mieć pretensje o przeszłość. - Ja bym miał - powiedział stanowczo prokurator .
Tuliła się do Boba jak mruczący kot. .
się w świętej nagonce przeciw temu .
teligentny. Błyskotliwa inteligencja pozwalała mu radzić sobie z naj- .
Jama brzuszna ma ograniczenie kostne jedynie z tyłu, w postaci kręgosłupa lędźwiowego, pozostałe ściany są miękkie, utworzone przez mięśnie. Ścianę górną tworzy przepona, ściany dalsze mięśnie skośne i proste brzucha. Ku dołowi jama brzuszna przechodzi w jamę miednicy, podzielona na miednicę większą i mniejszą. Miednica większa ma częściowe ograniczenie kostne, przez talerze kości biodrowych i zawiera narządy jamy brzusznej. Miednica mniejsza ma kształt pierścienia kostnego i zawiera część narządów moczowych, narządy płciowe i końcowy odcinek przewodu pokarmowego. Ściany kostne miednicy są wyścielone mięśniami. Dno miednicy mniejszej jest zamknięte przez mięśnie i powięzie krocza. Ściany jamy brzusznej są wyścielone od wewnątrz błoną surowiczą i otrzewną. Odróżnia się trzewną ścienną i trzewną. Przejście otrzewnej ściennej w trzewną tworzy krótsze lub dłuższe pasma zwane krezkami. Narządy mogą być pokryte w całości otrzewną lub tylko na niewielkiej powierzchni. W zależności od stopnia okrycia, otrzewną dzielimy na narządy leżące wewnątrzotrzewnowo i zewnątrzotrzewnowo. Narządy wewnątrzotrzewnowe mogą być okryte otrzewną w całości lub na znacznej przestrzeni, mogą być zawieszone na pasmach otrzewnowych czyli krezkach, dzięki czemu stają się ruchome.Narządy zewnątrzotrzewnowe są pokryte otrzewną na niewielkiej powierzchni, są najczęściej przyrośnięte do ściany jamy brzusznej, więc nieruchome. Wskutek takiego układu narządów stosunek otrzewnej ściennej do ścian mięsnych jamy brzusznej jest różny. W górze przylega ściśle do przepony, z przodu przylega do ściany przedniej, jedynie do poziomu pępka, poniżej jego pokrywa twory znajdujące się pomiędzy nią, a ścianą brzucha. Schodzi do miednicy mniejszej, pokrywa częściowo leżące w niej narządy, przechodzi na ścianę tylną pokrywając leżące tu narządy i dochodzi do przepony. Wskutek takiego przebiegu otrzewnej ściennej wyścielona przez nią przestrzeń zwana jamą otrzewnową jest mniejsza od jamy brzusznej, a między ścianami jamy brzusznej i miednicy z jednej strony, a otrzewną ścienną z drugiej strony, tworzą się przestrzenie nazwane odpowiednio: .
- Dlaczego ich wywożą? - spytał ojca Witia, przyglądając się ciekawie traktorowi, z którego jakaś niemiecka rodzina wyładowywała na peron swoje bagaże. .
- Nie, dzięki, dam radę, Ron. .
Pamiętaj, jest to największa jedność. A gdy następuje to w szóstym, gdy spotkały się twoja kobiecość z twoją męskością, twoje wewnętrzne yin i yang, stajesz się jednością. Przed tą jednością jest jeszcze jeden krok. Stałeś się jednością wewnątrz siebie. Teraz siódmą czakrą jest sahasrar. Oto czakra samadhi, ostatecznej ekstazy, totalnego orgazmu. Teraz spotyka się część z całością, spotyka się dusza i Bóg, spotyka się ty i wszystko... znikasz w totalnym orgazmie. Może tak o tym nie myślałeś, ale powiem ci to: wszystkie siedem czakr to siedem sposobów doznawania orgazmu. Jest pewien subtelny orgazm, gdy czujesz zaspokojenie jedzeniem, pewne głębokie zadowolenie. Jest pewien subtelny orgazm, gdy masz nad kimś władzę; politycy wyglądają na bardzo szczęśliwych i zdrowych - jeśli im się udaje. Gdy są u władzy, wyglądają bardzo promiennie. Energia zdaje się ich wypełniać, wyglądają na niewyczerpywalnych, nigdy nie są zmęczeni, biegają z jednego miejsca w drugie, robią tysiące rzeczy, nigdy nie są zmęczeni, są bardzo promienni. Hitler miał taką magnetyczną siłę, ten charyzmat. Skąd pochodzi ta promienność? Jest to orgazm władzy. .
Nationale. Dowiedziałem się o bezcennej pracy Richego z bardzo interesującego studium Georges'a Minois, "Kościół i nauka. Dzieje pewnego nieporozumienia. Od Augustyna do Galileusza"; dostęp do niej zawdzięczam Ośrodkowi Studiów Francuskich Uniwersytetu Warszawskiego. W tym samym roku, co studium Richego, wyszedł we Włoszech tom szkiców "Człowiek średniowiecza, z przedmową samego Jacques'a Le Goffa. Autor szkicu o zakonnikach, Giovanni Miccoli, widać nie zdążył już Richego przeczytać; napisał, że "u schyłku X wieku o Gerberta zabiegać będą królowie, cesarze i papieże, lecz jego kultura jest owocem pełnej trudu praktyki i wędrówki po wielkich, jak i podupadłych opactwach Zachodu w poszukiwaniu nowych ksiąg i nowych mistrzów" (tłum. M. RadożyckaPaoletti). Mój Boże, gdybyż to Gerbert wiedział, jak o niego zabiegano! W jego drodze do papieskiego tronu nie było nic z triumfalnego pochodu, życie przysporzyło mu rozczarowań i goryczy tyleż, co sukcesów, los go doprawdy nie rozpieszczał. To, że pracy Richego nie dostałem do rąk wcześniej, być może nie zrobiło źle niniejszym szkicom - są o czymś innym i są może nawet nieco ostrożniejsze w stwierdzaniu faktów mało pewnych; w części uzupełnią dociekania Richego; będą za to całkowicie odmienne co do przedmiotu zainteresowania. Nie będę zresztą zgadzał się ani z Georges'em Minois, ani z cytowanym przezeń historykiem Kośaoła, M. Davidem Knowlesem. Minois raczył bowiem napisać, że w owym X wieku "nie ma środowiska ludzi kształconych, zaś Knowles, że "Gerbert był samotną jaskółką". Wiek X, z jakim ja miałem do czynienia i któremu przyjrzymy się w tych szkicach, będzie zgoła odmienny niż to, co diagnozują Minois i Knowles. Ale bo też i my w Europie nie wszystkie epoki lubimy Dopiero kilkadziesiąt lat temu, a więc niedawno, .
przedstawicieli władz memorandum, w który°m przedstawił swoje wnioski z analizy .
- A winczesterka? .
dwupiętrowymi pawilonami fabryki, przez rzędy okien mżyło słabe ¶wiatło, a .
Rana pod opatrunkiem na twarzy piekła nie do wytrzymania. Silna dawka narkotyków pomagała trochę złagodzić ból. Założony pospiesznie opatrunek na twarzy chronił przed infekcją, ale w obecnej chwili przeszkadzał, bo po pierwsze zasłaniał widoczność dla prawego oka, a po drugie był przeraźliwie biały. Zapadał zmierzch i nawet z pięciu metrów można było przejść obok ukrytego w krzakach człowieka. Ale nie z białym bandażem na twarzy. Mężczyzna zdarł opatrunek z głowy. Odrzucił go w krzaki. Przełożył pistolet do drugiej ręki i sięgnął po okład, który wraz z krwią przykleił się do policzka. Szarpnął i oderwał go jednym pociągnięciem. Nie poczuł bólu, narkotyk ciągle działał. Zemdlałby jednak na pewno, gdyby zobaczył teraz swoją twarz w lustrze. Od szczęki do skroni biegła szrama, która natychmiast powinna być zeszyta. Przysiągł sobie że odnajdzie chłopaka, który załatwił go tak ostatniej nocy. Na moment zamarł w bezruchu nasłuchując. Był bezpiecznie ukryty na szczycie ruin. Z dołu dobiegł go głos, który śni się każdemu kryminaliście, chociaż raz tygodniowo. - Stać! Policja. Ręce do góry. Głos dobiegał z dołu zza krawędzi ruin i nie był skierowany do niego. Właściwie mógł się nie bać tej wyświechtanej formułki, bo od lat był z nią oswojony. Tyle, że to on ją zawsze wypowiadał, bo jako policjant miał do tego prawo. Wstał z miejsca i zgarbiony podbiegł do krawędzi ruin. W dole zobaczył stojącego policjanta z oddziałów specjalnych, który mierzył z Kałasznikowa do kogoś stojącego w podcieniach korytarza bez okien. Uniósł pistolet, wycelował w głowę osłoniętą czarną kominiarką i oddał trzy strzały. Tylko jeden był niecelny. Policjant wygiął się w tył. Kałasznikow odleciał w bok na kilka metrów. Mężczyzna opuścił pistolet. Oszczędzał amunicję. Patrzył z dziwną satysfakcją, jak jego ofiara wiła się z bólu, kopiąc nogami ziemię i zamiatając szeroko rozwartymi dłońmi powietrze. Każda przyjemność ma swoją cenę. Od strony gęstych krzaków nadleciała długa seria pocisków z Kałasznikowa. Przynajmniej połowa przeleciała obok mężczyzny tnąc gałęzie i obrywając liście z krzaków. Ale druga połowa utkwiła w podbrzuszu i płucach, odbierając jego ciału równowagę. Mężczyzna zachwiał się i runął głową w dół, spadając pięć metrów wzdłuż ceglanego muru, uderzył głową w ziemię, zabierając do wieczności wszelkie urazy wobec pozostających przy życiu ludzi i zwierząt. Prokurator cofnął się pod ścianę. Nie mógł patrzeć na wijącego się w agonii policjanta. Jego przeraźliwy krzyk wdzierał się w ostatnie zakamarki świadomości. Co innego było uganiać się za mordercą, a czym innym było przyglądanie się ofiarom. Osunął się pod ścianą kompletnie obezwładniony. Łysiejący blondyn wyjął z pod marynarki pistolet i odbezpieczył go. Prokurator czuł jak po jego plecach, leje się struga zimnego potu. Był pewien, że kule w pistolecie za sekundę wzbogacą jego wnętrze o kilkanaście gram ołowiu. Blondyn zachował się jednak irracjonalnie. Minął Prokuratora i ruszył w przeciwną stronę, strzelając do ciemnych sylwetek ukrytych w zaroślach policjantów. Tylko niezwykły zbieg okoliczności, zapadający zmierzch oraz nadzwyczajne szczęście pozwoliły mu oddać sześć niecelnych strzałów, zanim dwie serie pocisków przygwoździły go śmiertelnie do ściany. Kowbojskie buty z wężowej skórki nie są najlepszym obuwiem do biegania. Lolo klął w duchu swoje upodobanie do amerykańskiej mody. Był jednym z bliskich współpracowników prokuratora i jednym z najlepszych strzelców wyborowych. Krótką bronią potrafił z pięćdziesięciu metrów trafić królika w biegu. Oprócz wybornego "cela" posiadał również wysoki iloraz inteligencji, oraz wrodzony spryt. Gdy usłyszał pierwsze strzały, chwycił walizkę z pięcioma milionami dolarów i skoczył z nią w stronę ruin. Nawet nie wyciągnął swojego rewolweru. W jednej chwili ocenił sytuację. Policja musiała otoczyć cały teren. Natarcie szło z dwóch stron, zmuszając ich do ucieczki na południową część ruin. Jeśli dobrze się domyślał, to po tamtej stronie powinni znajdować się snajperzy. Nie długo czekał na potwierdzenie. Blondyn z czarną bródką i kręconymi włosami, ostrzeliwał się ukryty za krasnalami. Gdy jednak od strony zarośli ogień z pistoletów maszynowych zmiótł krasnale, zamieniając je w gipsowy pył, podjął decyzję o odwrocie. Odczołgał się przywarty do ziemi w stronę busa i gdy dotarł do tylnych kół poderwał się na równe nogi. Osłonięty samochodem ruszył w stronę szoferki słusznie rozumując, że samochodem szybciej wyjedzie z tego piekła. Nie zdążył nawet otworzyć drzwi. Snajper jednym strzałem powalił go na ziemię. Blondyn należał do ludzi, po których płaczą jedynie wierzyciele. Widząc to, Lolo chwycił walizkę pod pachę i ruszył biegiem pod osłoną korytarza w stronę południową. Przebiegł korytarzem piętnaście metrów i skręcił w lewo. Odnalazł prokuratora siedzącego pod ścianą. Dobiegł do niego, postawił walizkę z pieniędzmi i przyklęknął oczekując cudu, który pozwoliłby im wyjść z tego bałaganu choćby z życiem. - To są chłopcy z naszej komendy - zameldował Lolo. Prokurator wychylił się za załom muru. W głębi na placu koło srebrnego Mercedesa toczyła się walka wręcz. Skośnooki Koreańczyk celnym ciosem powalił policjanta z oddziałów specjalnych. Dla pewności, gdy ten już leżał dobił go ciosem w krtań. - Zdejmij go - rozkazał prokurator. Lolo pozostawił walizkę i odbiegł kilka kroków. Stanął w otworze po oknie i zamachał ręką do Koreańczyka. Kuląc się Koreańczyk rzucił się biegiem w stronę swego wybawienia. Lolo sięgnął po rewolwer. Koreańczyk zwinnie przebiegł przez plac omijając świszczące mu nad głową kule i wskoczył przez otwór na korytarz. Z dwóch metrów Lolo oddał trzy strzały. Być może dla Koreańczyka były one wybawieniem. Prokurator podniósł się z ziemi i podbiegł do nieżyjącego już łysiejącego blondyna o wyglądzie sklepikarza. Obok niego na ziemi leżał pistolet. Prokurator podniósł go. Strzały w lesie ucichły. Lolo podbiegł do prokuratora. Siedział tak jak przed chwilą oparty o mur. - Dawaj kajdanki - rozkazał prokurator. - Wyjdziemy z tego. No szybciej. Zapamiętaj: obaj zostaliśmy zaatakowani w czasie wykonywania śledztwa. Lolo kiwnął głową ze zrozumieniem. Przyklęknął przed siedzącym prokuratorem i założył na oba przeguby kajdanki. Musiał sobie poradzić sam, bo Prokurator w prawej ręce trzymał pistolet. Prokurator spojrzał w bok. Łysiejący blondyn siedział oparty pod ścianą. Oczy martwo utkwione w posadzkę zaczęły matowieć. - Rusza się? - spytał prokurator z nutą obsesji w głosie. Lolo spojrzał na leżące pod ścianą zwłoki. Huk wystrzału rozbiegł się echem w ruinach Goeringa. Kula wystrzelona z odległości dziesięciu centymetrów przebiła czaszkę na wylot. Lolo odleciał bezwładnie i padł zgięty na posadzkę. Nie wyglądał teraz na metr dziewięćdziesiąt wzrostu. .
lub innego środowiska. .
Przystosowanie seksualne jest procesem ewolucyjnym .
postacią obudzonej Siakti, mogą oni doświadczać mojej obecności .
- Kłamcy! Dranie! Decker zostawił włączone światła. Deszcz, spływający po twarzy Briana, błyszczał w ich blasku. .
- Oczekujemy tego - rzekł Thornton chłodno i usiadł. Po konferencji prasowej wielu dziennikarzy pozostało na sali, aby zadawać pytania zleceniodawcom badań. Schweitzer oświadczył, że wprawdzie akceptuje metody, jakimi doktor Gill posłużył się w swoich badaniach, ale "wyniki są sprzeczne z doświadczeniami wszystkich, którzy znali, rozmawiali i przebywali z Anną Anderson; trudno uwierzyć, że była polską chłopką". Remy przeniósł się do sąsiedniej sali i rozdawał tam dziennikarzom pięciostronicowy raport, w którym on i jego niemieccy naukowcy opisywali "przełomowe odkrycie. . . uzyskane niemal ze stuprocentową pewnością. Żadna z czterech cząstek DNA wydobytych z jądra komórki. . . nie pokrywała się z DNA cara lub jego żony". Na drugim końcu sali Thornton krytykował Remy'ego: .
dowy i kosztów jego zniszczenia. Otóż zdobycie bunkra było bardziej kosztowne niż jego zbudowanie. Obliczano, że~do zniszczenia żelbetowe- .
Pięć klasycznych przypadków uprowadzenia .
uratować. .
.
Wówczas lepiej odpowiedzieć, że Unia stoi po staremu - twarda .
- Gotów - pal! Szerszeń zachwiał się lekko, lecz zaraz odzyskał równowagę. Niepewny strzał drasnął mu policzek i trochę krwi spłynęło na białą koszulę. Druga kula drasnęła go powyżej kolana. Gdy dym się rozwiał, żołnierze ujrzeli jego uśmiechniętą twarz, z której okaleczałą ręką wycierał krew. - Kiepski strzał, chłopcy! - krzyknął i jasnym, wyraźnym głosem, w osłupienie wprawiając nieszczęsnych żołnierzy, dodał: - Spróbujcie jeszcze raz. Zbiorowy pomruk i dreszcz grozy w szeregu karabinierów. Każdy z nich celował w bok, z tajemną nadzieją, że strzał śmiertelny padnie z ręki sąsiada, nie jego; i oto Szerszeń stoi uśmiechając się do nich... Egzekucję przemienili w jatki i trzeba rozpocząć na nowo. Ogarnął ich nagły lęk i opuściwszy karabiny, w beznadziejnej martwocie słuchali wściekłych przekleństw oficerów, z tępym przerażeniem wpatrzeni w człowieka, którego zabili, a który jednak żył. Gubernator wygrażał im pięściami pod samym nosem, krzycząc przeraźliwie, by stanęli w szeregu, wycelowali i co prędzej położyli temu koniec. Był tak samo wytrącony z równowagi jak oni i nie śmiał spojrzeć na straszną postać, która stała, stała i nie chciała paść. Na dźwięk szyderskiego głosu Szerszenia, zwracającego się "w tej chwili do niego, drgnął cały. - Niezręczny wyprowadziłeś dziś oddział, pułkowniku! No pozwól, może ja sobie dam z nimi radę. Dalej, chłopcy! Broń wyżej, ty z lewej strony. U licha, człowieku, toż karabin trzymasz jak patelnię! Wszyscy w ordynku? A zatem! Gotów... - pal! - przerwał pułkownik rzucając się na przód. - Toż to niemożliwe, by ten człowiek wydawał rozkaz na siebie samego! Znów pomieszana, bezładna strzelanina, po czym szereg rozbił się na splot drżących postaci patrzących przed siebie obłąkanym wzrokiem. Jeden z żołnierzy wcale nie strzelił; odrzucił karabin i przycupnął jęcząc z cicha: - Nie mogę... nie mogę! Dym rozwiewał się zwolna, stapiając się z rannym brzaskiem słońca. Ujrzeli nareszcie, że Szerszeń padł; lecz równocześnie ujrzeli, że żyje. W pierwszej chwili żołnierze i oficerowie stali jak skamieniali, wpatrzeni w postać wijącą się i drgającą na ziemi, po czym lekarz i pułkownik rzucili się naprzód z okrzykiem, gdyż przykląkł na jedno kolano i spojrzał na żołnierzy wciąż jeszcze się śmiejąc. - Znów chybione! Spróbujcie... jeszcze, chłopcy... widzicie...-czy nie możecie... Nagle zachwiał się i padł na trawę. - Martwy? - zdławionym głosem spytał pułkownik, a doktor przyklęknąwszy położył rękę na skrwawionej koszuli i cicho odparł: - Zdaje "się... Bogu dzięki. .
- Będziesz w domu wieczorem? .
' go z Papenem. Stalin tak poważnie potraktował te informacje, że polecił .
- Przecież ja tu mieszkam. - Widziała zdumienie w jego oczach. - Nie poznajesz mnie? - Przepraszam, mamselle, ale mam ścisłe rozkazy. Muszę sprawdzić pani dokumenty. - W porządku, poddaję się - powiedziała. - Jestem brytyjską agentką i przyjechałam, żeby wysadzić zamek w powietrze. Dobiegły ją czyjeś ciche słowa, wypowiedziane po niemiecku. Nic nie zrozumiała, ale wartownik natychmiast pobiegł podnieść szlaban. Spojrzała na mężczyznę, który wyszedł z posterunku. Pułkownik SS w zielonym mundurze spadochroniarzy, z zawieszonym na szyi Krzyżem Rycerskim i błyszczącą w słońcu trupią czaszką na czapce. Nie musiała pytać Renę, kto to taki. - Max, jak to miło. Max Priem otworzył drzwi i wsiadł do środka. - Ruszaj - rzucił kierowcy. - Ten chłopak jest tu dopiero od trzech dni. - Pocałował ją w rękę. - Nigdy nie pojmę, dlaczego czerpiesz taką przyjemność z dogryzania moim żołnierzom. To źle wpływa na ich morale. Reichslinger strasznie się o to piekli. - Nie w tej chwili - stwierdziła. - Teraz ma inne problemy na głowie. - Co to znaczy? - Jego żywe, niebieskie oczy spojrzały na nią uważnie. - Jego auto zepsuło się w pobliżu Pougeot. Podwiozłam go. - Naprawdę? Nie widzę go tu. .
Wielka, bezgraniczna wdzięczno¶ć zadrgała mu w głosie i smutna dotychczas twarz .
- Co ja o tym myślę? Myślę, że niewiele z niej będzie pociechy, ale w każdym razie lepszy rydz niż nic. .
zewnętrznej podłużnej i wewnętrznej okrężnej. W jelicie czczym i krętym odbywa się wchłanianie strawionych części pokarmowych. Tłuszcze są wchłaniane do układu chłonnego przez naczynia chłonne kosmków, przechodzą następnie przez sieci naczyń chłonnych błony śluzowej i podśluzowej, dochodzą do naczyń i węzłów chłonnych leżących w krezce, a więc już poza jelitem. Ostatecznie tłuszcz dostaje się do zbiornika mleczu a stąd przez przewód piersiowy do układu żylnego. Chłonka zawierająca kuleczki tłuszczu w postaci zawiesiny jest podobna do mleka, stąd nazwa tej właśnie chłonki płynącej z przewodu pokarmowego - mlecz. Białka i cukry są wchłaniane do naczyń krwionośnych kosmków jelitowych i transportowane do wątroby. Główny proces wchłaniania odbywa się w jelicie czczym, stąd są w nim gęste i wysokie fałdy, błony śluzowej i liczne kosmki. W miarę przesuwania się treści pokarmowej staje się ona coraz bardziej uboga w składniki odżywcze, stąd w jelicie krętym, a zwłaszcza w dolnych jego odcinkach, niskie i rzadkie fałdy błony śluzowej, i coraz mniej liczne kosmki. Skurcz mięśniówki w ścianie jelita wywołuje fale perystaltyczne, które przesuwają treść pokarmową w kierunku jelita grubego. Jelito cienkie jest bogato unaczynione. Jelito czcze i kręte są umocowane na krezce, czyli podwójnym fałdzie otrzewnowym, który swoją nasadą czyli korzeniem przyrasta do tylnej ściany jamy brzusznej, a drugim przyczepem dochodzi do ściany jelita. Nasada ma długości około 20 cm, a brzeg jelitowy około 5 metrów, jest więc bardzo pofałdowany, co przypomina kołnierz hiszpański zwany krezką stąd nazwa krezka. W krezce biegną do jelita naczynia krwionośne i tętnicze, rozgałęzienia tętnicy krezkowej górnej, z jelita odpływają żyły tworzące następnie żyłę krezkową górną i naczynia chłonne. Do jelita dochodzą nerwy układu autonomicznego, które unerwiają błonę mięsną i gruczoły. W krezce znajduje się ponadto tkanka łączna, która otacza naczynia i nerwy,oraz zmienia ilość tkanki tłuszczowej. Jelito czcze zajmuje środkową część jamy brzusznej, w jej dolnej części, jelito kręte leży niżej, częściowo na prawym talerzu biodrowym, stąd też druga nazwa tego odcinka jelita, jelito biodrowe. Jelito kręte uchodzi do jelita grubego ujściem krętniczo_kątniczym, zaopatrzonym w zastawkę krętniczo_kątniczą zwaną również zastawką Bauhina. .
.
rezultacie zostało potraktowane bez szacunku i pogrzebane tak, .
- Ty gdzie?! - Otworzyć, bo pukają. .
palców prosiła cichym, rozpłakanym głosem: .
wału w podjeździe - wracały pod nogi zajętych grzebaniem. Jesienny szkarłat czerwieni się za chałupami i na kieraci-skach. Przy dziewczęcych ścieżynach floksy. W pogodny wrzesień pszczoła przylatuje do floksów. W pogodny wrzesień klekocze rzeczułka. Tęchnie pokrzywa, kogut goni za kaczkami, pirga je po głowie z zapałem kochanka. Kaczki przysiadają, lubią tę poniewierkę. Cirla, przytuliwszy dziecko, biegła - jeszcze widziała dalie w błocie, ropuchy zrudziałe. Pies rwał za nią cwałem, wzruszony, język wywiesił na bok, uszy postawił. Biegli przez sianożęcie do lasu. Dziecko, jak królik zduszony w worku, prężyło się i krzyczało. Biegła ze ściśniętym sercem, spocona i gorąca. Nad fioletem leśnym krążyły wrony, wzbijały się wysoko i opadały pionowo, to znowu wznosiły się z krzykiem ponad rozpięte na zachodzie słońce. Na halawach leśnych zaścieliła się mokra pajęczyna. Jesienią pole patrzy, las słucha. Wyleniały krajobraz jest wrogiem tropionego człowieka. Cirla wbiegła do mrocznej sieni, skoczyła za kojec i siadła. Arbuzowska zaryglowała drzwi. Dziecko wniosła do izby, położyła na przypiecznej ławie i rozwinęła. Było mokre i z odciskami twardych pieluch na całym ciele. - Kiedy oglądam pieluchy twego dziecka, serce mi się bełta - mówiła Arbuzowska. - Jakbym widziała swoje, słyszała jego głos, patrzyła w jego oczy. - Ktoś stuka do drzwi - szepce Cirla. Arbuzowska odchyliła szparkę. Na progu stała wysoka kobieta. Wysunęła długie ręce zza pazuchy. - Wody dajcie - powiedziała. .
- Dla mnie jedno jest zastanawiające. Niech pani sama powie: dlaczego zabójca, zamordowawszy go, nie zabrał tego notesu? - Nie miał czasu - odparłam stanowczo. - Myślałam już o tym, ale chaotycznie, nie zdążyłam omówić z Alicją. Ważniejsze dla niego było zniknąć z miejsca zbrodni, niż niszczyć notes. Sam pan widzi: według notesu podejrzanych jest około dwudziestu sztuk. Mógł sobie pozwolić... - No tak... Jeszcze ostatnia osoba... .
któremu się nic nie wiedzie, który się zapracowywa dla żony i dzieci, jakby .
.
- Nie byłeś tu nigdy? - spytał Decker. .
Przez chwilę obserwowali przechodzących spokojnie ludzi. Janeczka obejrzała się nagle i pociągnęła brata za rękaw. - Chodź, popatrzymy na rozkład jazdy. .
.
najemnej, zwiastowanie harmonii społecznej, .
Hanys siedział z małpką koło katarynki i słuchał. .
- Przecież nie mogę iść do Ambasady Amerykańskiej na bosaka. .
Potem pan policjant kazał sobie otworzyć kuferki. Przeszukał, przewrócił wszystko w nich do góry nogami, obmacał każdego po kieszeniach i w końcu orzekł, że nic nie może znaleźć. .
- Nie wiem, gdzie podziałem zapalniczkę! A, jest! - wykrzykn Peter wysiadł z auta i powierzył je groomowi, który miał odprowadzić na parking urządzony z dala od domu na rozległyr% trawniku. Małżonkowie weszli do willi i przywitali się z Harriet, któr%i oczekiwała gości w holu. Uścisnęła chłodno rękę Anny, natomias% z widoczną przyjemnością przyjęła O'Neilla, gościa honorowego% Spotęgowało to jeszcze niechęć jego żony, ale uśmiech nie zniknął z jej i doskonale umalowanej twarzy. Obie kobiety ukradkiem zmierzyły się wzrokiem, aby wykryć początek schyłku, którego w pewnym momencie nie można już ukryć pomimo wszystkich interwencji chirurgicznych.' Bob przybył trochę później w towarzystwie Averil. Reporterz% telewizyjni prezentowali przychodzących widzom małego ekranu.' Dowcipne komentarze miały rozproszyć monotonię wymieniania nazwisk. .
.
drugim, za co? Niech mi kto udowodni, że powinienem. Komu ja mam dawać? Panom, .
.
Wsparcie .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Zdaje się, że mam przyjemność mówić z panem Websterem - rzekł .
- Jego niemiecki paszport mam tutaj - wskazuje na kieszeń na piersiach. Zawsze noszę go przy sobie. Napisano w nim, że mój syn Jerzy jest księciem pruskim. .
fundamencie, jeżeli ratyfikuje go społeczeństwo. Dziś .
moja odpowiedź brzmiała nie. Ale to właśnie ów brak agresywności .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
W wielu związkach nawiązanie kontaktu seksualnego motywowane jest „miłością", tymczasem prawdziwym motywem jest prosta potrzeba rozładowania napięcia seksualnego, doznania przyjemności lub „złapanie" chłopaka na męża. Obie strony odgrywają zatem „miłość", wiele o niej mówią, nawet w łóżku, a tymczasem sprawdzają, na ile to łóżko już procentuje w zaspokajaniu własnych potrzeb. Bywa nieraz i tak, iż każda ze stron jest przekonana, że druga gra, ale udaje brak rozeznania. W ten sposób partnerzy realizują konkretne własne potrzeby, ale ukrywając je, odgrywają coś innego. .
- Biedna Genevieve - powiedział. - Lepiej wysłuchaj całej prawdy. Podana przez niego wersja wydarzeń pokrywała się z tym, czego Craig dowiedział się od Bauma. Poznała więc w końcu prawdę, całą prawdę o swojej siostrze, klinice Rosedene z jej lekarzem i o Munro. Kiedy Priem skończył, przez chwilę siedziała na krześle, mocno ściskając w dłoniach poręcze, następnie sięgnęła po papierośnicę i wyjęła gitane'a. Zadziwiające, jak bardzo czasami pomagały. Podeszła do balkonowych drzwi, otworzyła je i patrzyła na padający deszcz. Priem zbliżył się do niej. - Dlaczego mam ci wierzyć? - Stanęła twarzą do niego. Skąd niby wiesz o tym wszystkim? - Zarówno Brytyjczycy, jak i my, działamy przy pomocy podwójnych agentów. To jest częścią naszej gry. Jak już mówiłem, kiedy żydowskie podziemie poinformowało Bauma, że jego córka nie żyje, zgłosił się do Munro. Żeby nie zdradzić przed nami jego podwójnej roli, nie mogli zwinąć pani Fitzgerald, która była jego łącznikiem. Więc dano jej do wyboru; praca na dwa fronty albo egzekucja w londyńskim Tower. Oczywiście zdecydowała się być rozsądną, tak to przynajmniej pozornie wyglądało. - Pozornie? .
- zapytał Artemis. - Wyznał, że było to wielce kłopotliwe. - Kłopotliwe? .
garów, pod promiea~istym parasolem stalawych lin .
oddychania. W pismach świętych poświęconych jodze wyjaśnionych .
Jak już wspomniałem, formy rywalizacji częściej przyjmują charakter ukryty, pozorowany czymś innym, nawet altruizmem, poświęceniem, zaburzeniem itp. Jest to również motywacja, przed uświadomieniem której bardzo partnerzy bronią się, usiłują zaprzeczać, przekonywać, że tak nie jest, a nawet stają się agresywni. Jest to zresztą zrozumiałe, trudno przecież uświadomić sobie fakt, że deklarowany altruizm np. wobec dziecka ma tak wiele motywów rywalizacyjnych, że nie chodzi o dobro dziecka, ale o dobro własne. .
gdyby... .
byly .
tym samym obniżyć iloraz inteligencji. .
Wspomniane uwarunkowania wskazują, jak złożona jest droga tworzenia dobrego przystosowania seksualnego. Wkraczamy na nią uwarunkowani swoją naturą, całą przeszłością, wychowaniem, nastawieniami i poglądami. .
Doktor Gill, szef sekcji biologicznej FSS, jest szczupłym czterdziestoletnim mężczyzną średniego wzrostu, ma bladą twarz, nieco rozczochrane włosy i brązowe wąsy; nosi okulary o grubych szkłach, zza których spoglądają bystre oczy. Na konferencjach pojawia się w ciemnogranatowym garniturze, ale w laboratorium zazwyczaj ma na sobie zniszczony sweter, sfatygowane sztruksowe spodnie i stare buty. Gill urodził się w Essex, najpierw studiował zoologię na uniwersytecie w Bristolu, zrobił doktorat z genetyki na uniwersytecie liverpoolskim, po czym przez pięć lat prowadził badania genetyczne na uniwersytecie Nottinęham. W 1982roku rozpoczął pracę w FSS w Aldermaco ston, której celem było zastosowanie konwencjonalnego badania grup krwi na potrzeby prokuratury. W 1985roku, pomimo wielu przeciwników, rozpoczął badania nad wykorzystaniem DNA w medycynie sądowej. Zdając sobie sprawę ze znaczenia prac Aleca Jeffreysa przez pewien czas pracował w jego laboratorium i jeszcze w tym samym roku wspólnie z nim opublikował pracę naukową na temat DNA w medycynie sądowej. Metody opisane w tej pracy FSS wykorzystuje się obecnie na całym świecie. Gill jest autorem ponad siedemdziesięciu prac naukowych. Choć jest człowiekiem nieśmiałym i w rozmowie z obcymi zachowuje pewną powściągliwość; ;w jednej sprawie wypowiada się zdecydowanie: jego laboratorium jest najlepszym tego typu ośrodkiem na świecie. nie - Utrzymaliśmy się w światowej czołówce - mówi. Dlatego też, jego zdaniem, było rzeczą najzupełniej zrozumiałą, że Paweł Iwanow zdecydował się przywieźćszczątki do Aldermaston. .
.
z całej siły o ziemię i mówi: - Raz kozie śmierć! .
- Czy mogę pani pomóc? - spytał Decker. - Chciała pani porozmawiać z agentem? Kobieta spojrzała sponad prospektu. .
Do najbardziej pamiętnych dla mnie spotkań należała wizyta u Reymonta. Działo się to chyba w roku 1922, przed moją erą "czerwoniacką". Byłem wówczas referentem prasowym Polskiego Czerwonego Krzyża, bo i taką funkcję kiedyś na początku swojego dziennikarskiego żywota sprawowałem. Otóż z ramienia PCK udałem się kiedyś do sławnego pisarza, żeby odebrać aforyzm, który miał dla naszej instytucji napisać. Reymont mieszkał na którymś tam piętrze olbrzymiego gmachu firmy "Gebethner i Wolff na rogu Zgoda i Sienkiewicza. Starsi warszawiacy pamiętają dobrze tę wspaniałą kamienicę, której dół zajęty był całkowicie na olbrzymią księgarnię o kilkunastu wystawach. Na piętrach mieściły się redakcje licznych wydawnictw Gebethnera, biura i mieszkania. Jedno z nich, w strzelistej wieży zdobiącej gmach, zajmował Reymont. Mieszkał u swego wydawcy. Mieszkanie było piękne, dwupoziomowe. Z dużą tremą oczekiwałem na gospodarza w jego gabinecie. Był to duży pokój z półkami pełnymi książek. Na środku stał wielki prosty stół z jasnego surowego drzewa. Na nim czarny wazon z jakimiś czerwonymi kwiatami. Po chwili na wewnętrznych schodach prowadzących do gabinetu z pięterka ukazał się laureat Nobla. Wyglądał jak na portrecie, z tą różnicą, że ręką trzymał się za twarz. Nie zdążyłem się odezwać, kiedy Reymont powiedział po prostu: - Wie pan, tak mnie, cholera, zęby bolą, że nie byłem w stanie nic dla was napisać. Może jutro. Bardzo serdecznie przepraszam. Wtedy się przekonałem, że wielkość chodzi często w parze z prostotą i skromnością. Z późniejszego dużo okresu datuje się moja znajomość, a następnie przyjaźń z czołowymi naszymi poetami: Broniewskim, Stanisławom Ryszardom Dobrowolskim, Gałczyńskim, Tuwimem. Wiele nocy przegadaliśmy z Władkiem Broniewskim przy barze "u Sitkowskiego" w przedwojennej "Adrii". Byłem chyba jednym z pierwszych słuchaczy jego buntowniczych wierszy, mówionych z żarem i w niepowtarzalny sposób, bo recytował tę swoją "banię z poezją" z pamięci i tak, że żaden z aktorów dorównać mu nie jest w stanie. Zresztą nie ustępował mu w tym względzie Konstanty Ildefons Gałczyński, również najlepszy interpretator swoich wierszy. Pamiętam wieczory w "Halamie", zakopiańskim Domu Pracy Twórczej ZAIKS-u. Na dworze "loło" lub szalał halniak, zbieraliśmy się więc w salonie pod palmą na pogaduszki, które zamieniały się nieraz w improwizowany koncert muzyki i żywego słowa. Na fortepianie grała Barbara Hesse-Bukowska, poeci recytowali swoje utwory, satyrycy czytali felietony. Mistrz Konstanty tłukł wszystkich swoją poezją, humorem i czarem osobistym. O, bo czarujący był to człowiek. Miły, łatwy w obejściu, skory do rozmowy. Przy tym uwielbiał desery. Zawsze było mu ich mało. Kiedyś po obiedzie w tejże "Halamie" przysiadł się do naszego stolika, spojrzał dziecinnym, łakomym okiem na mój krem brffiee i spytał: - Będziesz jadł toto? .
głosowali za Szulbergiem. - Kto taki? .
W najzieleńszej z naszych dolin .
diabła tkwimy na tym przeklętym moście? .
las na zgubę. Na innych wozach chroniono się na płócienne dachy. .
same .
fizycznego przymusu w stosunku do slepych sil, zreszta .
szereg zer, bez poprzedzającej je jedynki, która nadałaby im .
- Jeśli chcesz, żeby żyła, rób, co ci każę! Beth zdołała wykrztusić kilka zdławionych słów. - Steve, ocal siebie! .
- Przestań wymawiać to imię! - syknął Ron. .
- DUDLEY! PANIE DURSLEY! CHODŹCIE I POPATRZCIE NA TEGO WĘŻA! NIE UWIERZYCIE, CO ON ROBI! Dudley pospieszył ku nim swoim kaczkowatym krokiem. .
historyków próby łapania i wiązania ze sobą wątków i pojęć, których ówczesną treść rzadko potrafimy dokładnie odtworzyć; przy czym pojęcia te rzutuje się na stosunki, w których, bywało, historia wszelką ciągłość co chwilę zrywała, a czasem w .
- Ki czort tam się po nocy tarabani? - szepnął przywierając twarzą do zimnej szyby. Odskoczył, bo w tej samej chwili z tamtej strony szyby zamajaczyła twarz Wieczorka. Pukał natarczywie, powtarzając w kółko: "Na pomoc, panie Pawlak!" .
-Nie zdaje mi się. Słyszałaś przecież, dzieci i młodzież z daleka. Przesłuchają tylko dorosłych. Wujka Andrzeja. Rafała, ostatecznie... - Też się obawiam. Ale mogliby chyba powiedzieć coś o przestępcach? Uważam, że powinni. Kim oni są i tak dalej. Pawełek ciągle kręcił głową z powątpiewaniem. Dotychczasowe doświadczenia życiowe mówiły mu, że sprawa nie będzie prosta. Personaliami przestępców policja zbytnio się nie szasta, z niewiadomych powodów ukrywa je starannie. - Też tak pomyślałem w pierwsze) chwili i z rozpędu - mruknął niechętnie. - Ale przypomniało mi się, jak to jest. O poszkodowanych to owszem, dowiemy się wszystkiego. A o przestępcach, też sobie przypomnij, zawsze piszą tylko inicjałami. W prasie na przykład. Niejaki L. O. wypruł flaki Waldemarowi Gronkowskiemu i oderwał ucho jego teściowej, Felicji Wybuch, zamieszkałej na Marszałkowskiej sto jedenaście mieszkania dziesięć. A w telewizji zasłaniają im gęby, żeby przypadkiem kto ich nie rozpoznał. Tych przestępców, znaczy. I teraz będzie to samo, jestem pewien, a mnie oni są potrzebni na wszelki wypadek. - No więc musimy się dowiedzieć jakoś inaczej - zadecydowała Janeczka z wielką stanowczością. - Przemocą albo podstępem. Długo tu będziemy stali? Pawełek oderwał wzrok od fiata ze zdemolowanym tyłem i popatrzył w okno pana Wolskiego. -Zdrowo mu ktoś przyłożył - ocenił z podziwem. - Nie wiem. Chaber mówi, że jest w domu. Poczekamy, aż wyjdzie? - A jak nie wyjdzie wcale? Nie musi wychodzić codziennie. -No to przecież nie pójdziemy go pytać, kiedy wychodzi na spacer! W ogóle kretyńsko stoimy, ktoś powinien patrzeć z drugiej strony. Jedno z nas albo Chaber. - No dobrze, mogę ja. Przynajmniej poczekam na siedząco, bo tam leży dużo skrzynek. A Chaber będzie latał między nami i zawiadomi o wszystkim. Na zapleczu pawilonów handlowych pokłóciły się dwie panie. Jedna miała pretensje do drugiej, druga ostro odpierała zarzuty, a przedmiotem sporu była para kozaczków ze specjalnym haftem. Miała istnieć jakoby tylko w jednym egzemplarzu, tymczasem okazało się, że jeszcze co najmniej dwie osoby posiadają takie samo obuwie, w dodatku kupione taniej w Alejach Jerozolimskich koło "Chinki" Z wielkim zainteresowaniem Janeczka wysłuchała całej awantury, po czym uwagę jej zwróciła na siebie nowa postać. Jakiś człowiek pojawił się na podwórzu, wychodząc z budynku przy Racławickiej, zatrzymał się na moment pod świecącą lampą i popatrzył na zegarek. Rozejrzał się, cofnął w cień i stanął nieruchomo. Nie minęło nawet pół minuty, kiedy z tylnych drzwi budynku przy Olkuskiej wyszedł następny, rozejrzał się również i dostrzegł ruch w ciemnościach. Tamten pierwszy kiwał na niego ręką. Spotkali się akurat obok Janeczki, siedzącej na skrzynce pod ścianą szopy, w najciemniejszym miejscu całego podwórza. Nie mając na razie pojęcia, czego będzie świadkiem i co usłyszy, Janeczka z niepokojem wyobraziła sobie niezmiernie głupią sytuację. Właśnie w tej chwili pan Wolski wyjdzie z domu na tamtą stronę, a po nią przybiegnie Chaber. Ci dwaj zorientują się, że ona tu siedzi... Postanowiła nie pokazywać im się zbyt wyraźnie. Pies potrafi przemykać się w sposób niezauważalny, ona mu nie dorówna, ale spróbuje zerwać się gwałtownie i uciec biegiem, przygarbiona, prawie na czworakach, i nawet jeśli ją zobaczą, nie zdołają później rozpoznać. Nie zastanawiała się, po co jej to krycie się może być potrzebne, ale zdecydowała się na nie błyskawicznie. Na wszelki wypadek. -Co to było? - usłyszała obok siebie cichy głos, gniewny i zimny. - Pułapka - odparł drugi głos, wyraźnie przygnębiony. - Zgadli, czy co... -Dlaczego nie odjechali? .
- Nie gniewaj się. Nie mam nic przeciwko źrebakom. . . Nie .
-Kto? .
się abyś mogła prześcignąć mnie w tej mierze. Dodaj jeszcze, że .
- Pół do dwunastej - mruknął w końcu Ron. - Trzeba iść. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Następnym razem to ty sama to zrobisz. .
ogłoszone." .
berlińskie wiedziały o tej sprawie. .
skorzystać z jego absolutnego słuchu, to on zrewanżował się jej tym samym: nie porozumiewał się w jej języku, nie wyznawał jej ideologii był nadal wolnym i niezależnym artystą muzykiem, choć musiał zapomnieć o słuchu absolutnym, który przy zrywaniu starych dachów i przy pracy "na azbestach" nie był potrzebny. Franciszek Przyklęk zachował przynajmniej swoją dumę, bo niktmu nie mógł zarzucić, że został człowiekiem sukcesu; to be a succes - być wygranym - to nie dla niego; nikt go nie może oskarżyć, że Ameryka mu w czymś zaimponowała! Wyciągnął przed siebie ręce: proszę, te palce przeznaczone do klawiatury zdarł przy azbestach, ale zachował niezależność duszy! Wyjechał u schyłku Gomułki, teraz jest już okres późnego Gierka, a on nie ma szans powrotu: po pierwsze - wybrał kiedyś wolność, a więc w Polscejest spalony, a po drugie-jak ma się pokazać żonie, której od dziesięciu lat donosi w listach, że jego konto rośnie, a on czeka tylko, aż wygaśnie jego kontrakt z przedstawicielstwem "Playela", dla której to firmy rzekomo nastroił wszystkie fortepiany od .
174 .
- Spędził tu tylko jedną noc i ma za to mieć swój klub? - Tak, jedną - potwierdził stroiciel -ale za to nie sam! - To w takim razie ja powinnam za takie osiągnięcia mieć kilkanaście klubów w różnych dzielnicach Chicago - Shirley popatrzyła prowokacyjnie w oczy łysego stroiciela. Ten, żeby ją przekonać o różnicy między nią a Paderewskim, zagrał kilka taktówjego koncertu. Shirley skrzywiła się, jakby ją zabolały zęby. .
rzeczywistości, postawiono by sobie zbyt trudne zadanie. Wskazujemy na to dla obrony naszej rozprawy. Zaczynamy niej od rozpatrywania przypadku idealnego, który tylko w przybliżeniu zgadza się z poznawczą rzeczywistością. Może jest to pierwszy krok, po którym nastąpią dalsze, zmniejszające błąd .
Jak więc wynika z powyższego, powierzchownego zresztą opisu dwu typów osobowości, ekstrawertycy mają większą łatwość w nawiązywaniu znajomości, kontaktów erotycznych, w uzewnętrznianiu reakcji seksualnych (m. in. dlatego kobiety eksłrawerływne częściej osiągają orgazmy od inłrowertyczek i mają mniej z nim kłopotów). .
Triolizm zatem może wyrażać zaspokajanie różnych potrzeb, często zresztą ukrytych, a nawet podświadomych. .
Lavinia dowiedziała się również, że oprócz gaży wyrażającej się cyfrą o sześciu zerach, Ray dysponował pokaźnym majątkiem osobistym, że kupił sobie willę na Long Island oraz łódź motorową, która nazywała się Golden Star. Spędzał na Long Island każdy weekend i każdy dzień wolny od pracy. Codziennie, o tej godzinie, o której stateczek O'Neilla eksplodował, powodując śmierć Boba, Ray podjeżdżał swoją off shore na miejsce katastrofy i rzucał do wody różę, tylko jedną czerwoną różę. Lavinia po kryjomu sfotografowała Raya z różą w dłoni klęczącego pod pomnikiem w Los Angeles. Podobnie postąpiła w Nowym Jorku, fotografując go, kiedy wrzucał różę do morza na Long Island. To jej wszakże nie wystarczyło. Nie było niczym szczególnym, że Bob i Ray utrzymywali osobliwe stosunki. Wiedziano powszechnie, iż sypiali również z dziewczętami. Biseksualizm rozpowszechniał się w Hollywoodzie. Ten aspekt ich życia nie był istotny. Przeszłość Boba również nie stanowiła tajemnicy. Lavinia zaczęła przeszukiwać nowojorskie śmieci. Bob nie figurował w kartotekach policyjnych, mimo że żył przez pewien czas z prostytucji i występował w filmach porno. Kontynuowała swe poszukiwania i obeszła szpitale. Było wprost niemożliwe, aby Bob nie zaraził się jakąś chorobą weneryczną. Nie uzyskała jednak potwierdzenia swoich przypuszczeń. Zaczęła okazywać oznaki zniechęcenia. Zamierzała już wycofać się z walki, kiedy sensacyjne odkrycie dodało jej nowych sił. W jednym ze szpitali na Brooklynie znalazła kartę choroby szesnastoletniego chłopca nazwiskiem Phil Flynn, którego wyleczono na zapalenie płuc, będącego następstwem AIDS. Ozdrowieniec uciekł nie zostawiając adresu. Pielęgniarki prowadzące kartotekę nigdy się nie domyśliły, że młody chłopak z Nowego Jorku jest sławną gwiazdą Hollywoodu. Dopiero przyjrzawszy się zdjęciom wielkiego aktora stwierdziły ze zdumieniem, że Phil i Bob Flynn są jedną i tą samą osobą. Lavinia Parker była niezrównaną specjalistką w dziedzinie reklamy. Książka ujawniająca tak pilnie strzeżoną tajemnicę zdobyłaby olbrzymi rozgłos i stałaby się zapewne bestsellerem. Ale do jej układanki brakowało jeszcze ważnych elementów. Ilekroć chodziło o dobry interes, nie miała najmniejszych skrupułów. Stworzyła już kilka hipotez dotyczących śmierci O'Neilla. Jako osoba odpowiedzialna za reklamę należała do jego bliskich współpracowników. Zauważyła powolne pogarszanie się jego zdrowia. Na pewno cierpiał na poważną chorobę. Czy pod pozorem zamachu nie kryło się samobójstwo? Lavinia zabiegała o pozyskanie zaufania Daisy Nicholls, dawnej sekretarki O'Neilla. Okazywała jej ostentacyjną sympatię i chwaliła jej zalety. Zaprosiła ją kilkakrotnie na obiad i zaproponowała nawet lepiej płatną posadę w Agencji "Jameson, Irvong i Parker". Daisy pochlebiało serdeczne zachowanie Lavinii, osobistości znanej w świecie showbiznesu, zachwycała ją perspektywa pięknej przyszłości, otworzyła się więc, jak kwiat egzotyczny, który rozchyla kielich, gdy tylko słońce ukaże się na horyzoncie. Lavinia skorzystała z dobrego samopoczucia Daisy, żeby z nią melancholijnie pogadać o wielkim reżyserze. - Na krótko przed śmiercią stał się cieniem energicznego, dynamicznego, pełnego inicjatywy człowieka, jakim był niegdyś. Twarz miał wychudłą. . . Sekretarka westchnęła. - Nigdy nie mówił o stanie swego zdrowia. Pewnego dnia Spase, jego najlepszy przyjaciel, zwrócił uwagę na to, że mizernie wygląda. "Zeszczuplałeś. Kiepsko się czujesz?" Mister O'Neill odpowiedział mu ze zwykłą sobie ironią: "Pilnuj swego nosa, Frank! W moim wieku nie mogę mieć pyzatej buzi niemowlęcia!" Biedaczysko ostatnio pijał tylko mleko i żywił się owocami. . . Lekarze budzili w nim lęk. Mawiał, że są szarlatanami. - Nie miał wśród nich kogoś zaprzyjaźnionego? - zapytała Lavinia z bijącym sercem. Daisy potrząsnęła głową z powątpiewaniem. .
- Ot tobie na! - sarknął Kaźmierz - A o stajence w Betlejem słyszała? Nim Marynia zdążyła odpowiedzieć, pierwszy wyrwał się Witia, -Nad Betlejem inna gwiazda świeciła, nie ta czerwona, pięcioramienna. .
w tym czasie przeszedłeś jakieś dalsze zmiany? .
Polucje są to mimowolne wytryski nasienia podczas snu nie zawierającego na ogół treści erotycznej. Pojawiają się w okresie dojrzewania biologicznego, a niekiedy sporadycznie, już w 1112 roku życia. W miarę upływu lat stają się coraz powszechniejsze, w wieku lał 15 występują prawie u połowy chłopców, a w wieku lat 1819 prawie u wszystkich. Moment wystąpienia pierwszej polucji przypada więc na różne okresy życia. .
- To czym byśmy się od nich odróżniali? Franciszek Przyklęk, jak każdy oryginalny artysta, pragnął za wszelką cenę odróżnić się od innych. Wyznał w trakcie kolejnego toastu za spokój duszy Johna Pawlaka, że on właśnie dzięki Johnowi ocalił swoją dumę i mógł przetrwać w Ameryce, nie poddając się jej płaskim ideałom, które każdemu kazały osiągać sukces za wszelką cenę! Rozmiękczony alkoholem, rozrzewniony spotkaniem rodaków, którzy byli mu bliscy, gdyż jak on nie władali językiem tego kraju, opowiedział pokrótce swoje losy. Od dzieciństwa skazany był na wyjątkowość przez fakt, że miał absolutny słuch; wróżono mu karierę pianisty, ale zawsze na drodze stanął mu jakiś pechowy przypadek; wzrok mu się popsuł, bo jako dziesięciolatek czytał przy latarce pod kołdrą medyczne książki wujka - ginekologa; kariera pianisty zamknęła się przed nim na zawsze, gdy spadł z drabiny, z której usiłował dojrzeć, co dzieje się za oknem gabinetu wujka; pech chciał, że wujek przyjmował na pierwszym piętrze, a pod drabiną stała stara wanna; wujek otworzył okno, Franio stracił równowagę i wylądował w wannie; kiedy po sześciu tygodniach zdjęto mu ze złamanej ręki gips, jego palce mimo absolutnego słuchu nigdy nie odzyskały elastyczności i ciekawski Franio został jedynie stroicielem fortepianów; umiał stroić instrumenty, ale jego życie małżeńskie od początku było rozstrojone jak fortepian po tygodniu wydobyty z dna rzeki. To żona doprowadziła Franciszka przed laty do tragicznej decyzji wyjazdu z Polski; uznała, że jako ojciec dwojga dzieci musi poszukać zarobku tam, gdzie docenią jego fach i słuch absolutny, to ona wymyśliła, że Ameryka potrzebuje stroicieli. "Ile fortepianów masz w tej Częstochowie do .
Usłyszał cienki głos z wyraźnym karaibskim akcentem. .
robotników o¶wietlone jak latarnie i przystan±ł. Założył okulary i zacz±ł .
na swoim miejscu dzięki sile medytacji, że wiatr wieje dzięki .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
przepowiedni, że w ramach tego burżuazyjnego .
dla nas zbędne, a nawet szkodliwe. Ale kiedy dzięki działaniu .
- Słyszałem, że szukaliście mnie w Livorno, a ja tymczasem byłem w Pizie, Prześliczne stare miasto! Jest w nim coś idyllicznego. Na parę dni przed Bożym Narodzeniem uczestniczył w posiedzeniu komitetu literackiego, który zebrał się po południu w domu doktora Riccardo, w pobliżu Porta delia Croce. Zebranie było liczne, a gdy Szerszeń spóźnił się nieco, uśmiechem i ukłonem prosząc o przebaczenie, nie było już wolnego miejsca. Riccardo wstał, by przynieść krzesło z przyległego pokoju, lecz Szerszeń go powstrzymał: - Dajcie pokój będzie mi tu bardzo wygodnie. - Podszedł do okna, koło którego stało krzesło Gemmy, i usiadłszy na parapecie, niedbałym ruchem oparł głowę o framugę. Gdy spojrzał na Gemmę na wpół przymrużonymi oczyma, z lekkim zagadkowym uśmiechem, nadającym mu podobieństwo do portretu Leonarda da Vinci, instynktowna nieufność, jaką ją przejmował, spotęgowała się nagle w uczucie nieokreślonej trwogi. Obradowano nad wydaniem broszurki dającej wyraz poglądom komitetu na zagrażającą Toskanii klęskę głodu i wskazującej środki zaradcze. Sprawa okazała się trudna do załatwienia, gdyż jak zwykle zdania były podzielone. Grupa bardziej postępowa, do której należeli Gemma, Martini i Riccardo, oświadczyła się za energicznym wezwaniem rządu i ludności do podjęcia bezzwłocznie odpowiednich kroków w celu ulżenia włościaństwu. Umiarkowani - do których oczywiście należał Grassini - obawiali się, by zbyt stanowczy ton raczej nie zraził rządu zamiast go przekonać. .
Uwarunkowania wynikające z fzw. temperamentów seksualnych .
lektyków" w czasopiśmie "Scholasticus'. które utraćify zdolność czytania, nazwał opisane przez siebie w 1896 .
do Afganistanu, Kreml nie mógł nie uwzględnić reakcji Stanów Zjedno-czonych. Było oczywiste, że Wasryngton nie będzie spokojnie patrzył, jak .
myślicielem umiejącym zawsze zająć w myśleniu stanowisko .
Pawełek zastanawiał się przez chwilę. .
myślą? Spójrz na swoje życie. Czy twoje pragnienia zostały .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Uspokójcie się, pomówię dzisiaj z wła¶cicielem, przyjdĽcie tutaj za tydzień, .
wodę w tym naczyniu "moją", i ty nazywasz wodę w swoim naczyniu .
zatem, że Hegel mistyfikował, traktując coś czysto idealnego .
- Nic ci nie jest?! - krzyknął Esperanza. .
potrzeba kilku godzin czasu. Bartek leci razem z innymi oglądać .
Tab.1 Zmiany występujące w poszczególnych okresach r.z.s. Okres: I (wstępny). .
dyć to chmyzy!" Jakbym jednego bez łeb lunął, to by się ze .
projekt jest nałożenie podatków na obywateli i zbudowanie .
97 .
- Dlaczego? - Beth wyprostowała się nerwowo. - Dokąd jedziesz? - Chcę się pozbyć tych rzeczy, które mam z tyłu w samochodzie. Im szybciej, tym lepiej. - Pojadę z tobą. .
czał, że ulokowano je na tyle blisko, żeby wychwyciły nawet jego zniżony głos. .
odsłoniętą nerkę. Było dla mnie zagadką, w jaki sposób wiadomości .
- Patrzaj, Marynia, jaki to zuch chłopak! Więcej zrobił, jak ja mu kazał - policzył worki i zdumiał się. .
oddziaływa na sympatie polityczne. Ireneusz Krzemiński („Rzeczpospolita", 25/26 IX 1993) słusznie zwrócił uwagę na konsekwentne umilanie przez program .
- Gdzie mamy się z nim spotkać? - spytał Frank ze złością. .
.
Krytyka .
Witthala, formy Pana Kriszny. .
List pisany dnia 18 września. .
We wrześniu 1990 - w Międrynarodowym roku Czytania i Pisania -odbył się w Aachen (RFN) I Europejski Kongres Dysleksji, zorganizo- .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
Usiadł na ławie pod oknem, a drewnianą nogę wysunął przed siebie. Myśli zaś wlokły się przez jego skołataną głowę jak szary, ogromny tłum ludzi. Ludzie są smutni i wędrują drogą zamyśleni, z opuszczonymi oczami. - Mój Boże - co teraz będzie, co?... .
- Monsignor Montan...n...nelli - mamrotał ten powolny głos - jest niewątpliwie takim, jakim go przedstawiacie, kochany doktorze. Istotnie, wydaje mi się wprost za dobry dla tego świata; toteż należałoby go jak najgrzeczniej wyprawić na drugi. Jestem pewny, że w niebie wywołałby nie mniejsze wrażenie niż tutaj; pr...prawdopodobnie jest tam wiele dawno osiadłych duchów, które nigdy jeszcze nie widziały podobnie niezwykłego zjawiska jak uczciwy kardynał. A duchy niczego tak bardzo nie łakną jak nowości... .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
Garść przygód i doznań .
.
- To gra lejtnant Dudajew - poinformował ich "warszawiak". .
.
myśleniu wznosimy się od oglądania rzeczywistości jako produktu .
- O kota. Ktoś oberwał? .
.
Innym elementem pracy nad sobą jest poznanie siebie, tzn. swej natury psychoseksualnej, mechanizmów sterujących naszymi zachowaniami, uwarunkowań wypływających z naszego życia i doświadczeń. U kobiety szczególnie ważne jest poznanie natury płodności, co przecież jest tak ważne w przyjmowaniu postawy sterującej własną płodnością, a nie lęku przed nią (co również odbija się na przystosowaniu seksualnym). .
.
- Na litość boską, zróbcie coś z tym radiem, kto z was rzepak hoduje?! - Idź się uczesz - powiedziała Alicja, zaglądając do pokoju. - Prokurator cię dawno nie -widział. .
Księżniczka .
której ruch i pulsowanie czuł we własnych nerwach, w tętnie krwi nieomal, nie .
- Poza tym, do Beaty nie zabiorę go za żadne skarby świata - oznajmiła stanowczo. - Bo co? - zainteresował się Pawełek. Janeczka dotarła już do furtki i razem weszli do ogrodu. - Bo tam jest małe dziecko. Beata ma siostrzyczkę, prawie dwa lata, obrzydliwy bachor. Byłam z Chabrem raz i nigdy więcej. -Bo co? .
włosy - jak sądził Revson, naturalnego koloru - były tak jasne, że .
- No to my do roboty - docisnął kaszkiet, pomacał kieszenie. Kierasiński wszedł jeszcze do chałupy, przeszukał skrzynię starego; pod ćwiluchami leżał chleb i tęgi kawał słoniny. 263 .
nie miał zielonego pojęcia, od czego aacząć. Wziął tedy .
- W porządku. - Mężczyzna o potężnym torsie, szerokich barkach, ubrany w przyciasny garnitur, uśmiechnął się z przymusem. - Trzymaj ręce na tych kwiatkach, przeszukam cię. .
- Kto tu jest? - zaskrzeczała Gruba Dama. Harry nic nie odpowiedział i ruszył cicho korytarzem. Dokąd iść? Zatrzymał się i nagle serce zabiło mu mocno. Ależ tak! Do biblioteki, do działu Ksiąg Zakazanych. Będzie mógł szperać tam do woli, czytać co zechce i zostać tak długo, aż znajdzie coś o Flamelu. Otulił się szczelnie peleryną i zdecydowanym krokiem wszedł do biblioteki. W bibliotece było ciemno i niesamowicie. Zapalił lampę, żeby widzieć drogę wzdłuż rzędów książek. Lampa wyglądała, jakby sama płynęła w powietrzu. Czuł, że ją trzyma, ale mimo to na ten widok dreszcze przebiegały mu po plecach. Dział Ksiąg Zakazanych mieścił się w samym końcu sali. Harry przeszedł ostrożnie ponad sznurem oddzielającym ten dział od reszty biblioteki i uniósł lampę, by widzieć tytuły książek. Niewiele mu mówiły. Złuszczone, wyblakłe złote litery składały się na słowa w nieznanych mu językach. Niektóre księgi w ogóle nie miały tytułów na grzbiecie. Na jednej była ciemna plama, która wyglądała jak dawno zaschła krew. Poczuł mrowienie w karku. Może to sobie wyobraził, a może nie, ale. miał wrażenie, że książki szepcą coś cicho, jakby wiedziały, że ogląda je ktoś, kto nie powinien tu być. Trzeba od czegoś zacząć. Postawił ostrożnie lampę na podłodze i zaczął przeglądać najniższy rząd w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Jego uwagę zwrócił wielki, czarno-srebrny wolumin. Wyciągnął go z trudem, bo okazał się bardzo ciężki, wsparł na uniesionym kolanie i otworzył. Ciszę przerwał przeszywający, mrożący krew w żyłach wrzask. Harry zatrzasnął książkę, ale wrzask trwał i trwał .
- No tak. Te drzwi do garażu musiały być otwarte. No, może uchylone. Ktoś z nich wyszedł, podszedł tutaj i razem z tym zbrodniarzem wzięli pana Wolskiego. Nieśli go. No oczywiście, wnieśli go do tego garażu... - A teraz patrzą przez okno i widzą, co robimy - zauważył zgryźliwie Bartek. - Zaczniemy udawać, że się bawimy w Indian? - Zaczniemy udawać byle co - zadecydowała Janeczka. - Odsuńmy się trochę i zastanówmy. Nie wiem, gdzie ten pan Wolski jest w tej chwili, ale Chaber go znajdzie. Tylko musimy trochę pomyśleć... Wycofali się aż na jezdnię tego dziedzińca pomiędzy budynkami i przeszli kawałek dalej, za następny dom. Zatrzymali się dość gwałtownie, bo Chaber cichutko pisnął. -Piesku, co...? - zaniepokoiła się Janeczka. Chaber nie musiał odpowiadać, bo z drugiej strony zza budynków wyłonił się jadący powoli samochód. Podjechał pod podejrzaną budowlę i zatrzymał się. Wysiadło z niego dwóch ludzi, zostawili samochód na ulicy i skierowali się ku wejściu. Sierść na grzbiecie psa zjeżyła się, z gardła wyszedł głuchy, ledwie dosłyszalny warkot. Emocje strzeliły na nowo. - To oni - powiedziała Janeczka bez tchu. .
- Bardzo zręcznie napisane,prawda .
- Przy tej samej ulicy co nasza baza, kawałek dalej, znajdowało się niewielkie zoo - powiedział Hal. - To też pamiętasz? .
- Te złote to galeony - wyjaśnił. - Siedemnaście srebrnych syklów to jeden galeon, a dwadzieścia jeden knutów to syki. To łatwe. No dobra, wystarczy tego na parę semestrów, reszta przyda ci się później. - Odwrócił się do Gryfka. - A teraz krypta siedemset trzynaście, tylko trochę wolniej, dobrze? .
W XX wieku badacze postanowili zająć się bliżej i bardziej naukowo fenomenem orgazmu. Powstało wiele specjalistycznych dzieł opisujących orgazm z punktu widzenia zasad fizjologii, biochemii, statystyki. Wiemy obecnie, co się dzieje dosłownie w każdym centymetrze ciała osoby przeżywającej orgazm. Wiemy również, jaki odsetek kobiet przeżywa orgazm, w zależności od ich wieku, pochodzenia, wykształcenia, wyznania, statusu społecznego itp. Badania socjologiczne ujawniły również częstotliwość przeżywania orgazmu w poszczególnych kategoriach wieku, drogi jego wyzwalania itp. Jak zwykle między badaczami rozgorzały spory. Hiłe np. dowodzi, że kobieta jest samowystarczalna i głosi wyższość orgazmu wyzwalającego przez samopobudzanie łechtaczki. Mężczyzna jest zatem zbyteczny i został sprowadzony do roli trutnia. Współcześni psychoanalitycy, kontynuując myśli Freuda, twierdzą, że właśnie orgazm tzw. łechtaczkowy jest niedojrzały, a prawdziwy seksualizm kobiety wyraża się w orgazmie wyzwalanym przez stosunek. .
ekonomiki. Między nimi znajduje się okres przejściowy, który już .
- I see. Terrible... To nie mogli oni wziąć adwokata? - pyta teraz zaskoczony John. Nie bardzo chce mu się pomieścić w głowie, że można kogoś niewinnie skazać na wywózkę; na obóz. Kaźmierz patrzy na Marynię, jakby u niej szukał poratowania: jak wytłumaczyć bratu, że przybywa on z innego świata? Bierze go pod łokieć i prowadzi do drugiej izby. Wisi tam stary oleodruk przedstawiający Świętą Rodzinę. .
rzecznicy tych moralnych i politycznych zasad byli całkowicie .
Wymarły, opustoszały kocioł skalny, zasłany rumowiskiem głazów. Zewsząd otaczają go strome ściany. Dolina pusta nie na darmo nosi swą nazwę. Ani śladu w niej bujnej roślinności, kosówek, kwietnych łąk, ani śladu stawu, który by niebieską lub szmaragdową barwą wód łagodził dzikość tego zakątka. Nic, tylko szarość stwardniałych płatów śnieżnych, czerń skał i piargi - beznadziejne pola piargów, to ruchliwych, usypistych, świeżo spadłych ze ścian i żlebów, to znów - na dnie doliny - ogromnych, nieruchomych, pokrytych szorstkim porostem, granitowych bloków. Jeśli kiedykolwiek, poznawszy już uroki Zawratu, zapragniesz, Czytelniku, powrócić z Pięciu Stawów na Halę Gąsienicową odmienną drogą - ścieżką przez Kozią Przełęcz - wtedy przystaniesz na chwilę wśród złomisk Pustej Dolinki i ujrzysz widok, który nieprędko uleci z Twej pamięci. Na prawo zwieszać się będą nad Tobą ściany Koziego, na lewo krzesanice Zmarzłych Czub, zaś wprost... Wprost od północy zagrodzą Ci drogę płyty urwiska, pionowo opadające na piargi doliny. Bije od nich niedostępność, surowa potęga i groza. Bije zuchwała pewność swej mocy. Któż by się poważył atakować ten nieprzebyty mur? Jakiż śmiałek powierzyłby swe życie tym odstraszająco gładkim zerwom? Południowa ściana Zamarłej Turni pozostanie chyba na zawsze symbolem tego, co dla człowieka jest nieosiągalne... Jednakże cierpliwa, wytrwała wola ludzka nie zna przeszkód nie do przezwyciężenia. Ściana Zamarłej została pokonana już czterdzieści pięć lat temu. Musiała ugiąć się przed zdobywczym rozmachem człowieka. Została nie tylko pokonana, ale i ujarzmiona: niewielką stosunkowo jej powierzchnię pokrywa dziś gęsta sieć ośmiu oddzielnych dróg, nie mówiąc już o licznych wariantach. Na drogach tych młodzi taternicy wypróbowują swe umiejętności wspinaczkowe. Zbadano niemal każdy fragment ściany każdą półkę, rysę czy kominek obfotografowano, opisano, pedantycznie skatalogowano w drukowanym przewodniku po Tatrach Wysokich. Zanim to jednak nastąpiło, Zamarła Turnia broniła się uparcie i walka o nią trwała jeszcze długo po jej zdobyciu. Ściana to niezbyt wielka, liczy ledwie sto pięćdziesiąt metrów wysokości. Ani jej się mierzyć z potęgą północnych urwisk Mięguszowieckiego czy Niżnich Rysów. Żadna jednak z tych ścian i może żadna w ogóle ze ścian tatrzańskich nie posiada historii tak bogatej, tak obfitującej w tragiczne epizody jak południowa Zamarłej. Wokół żadnej też nie powstał taki mit nieprzystępności, mit śmiertelnego ryzyka. Krążyły legendy sprawiające, że nawet najodważniejszy, najsprawniejszy wspinacz, wstępując w skały Zamarłej, odczuwał gniotący ciężar psychicznego ucisku, niepokój, lęk, grozę... Wielkie, sześciuset- czy ośmiusetmetrowe ściany mają to do siebie, że ich powierzchnia urzeźbiona jest potężnymi żlebami, kominami, filarami, grzędami. Stwarza to możliwość lawirowania wśród tych formacji skalnych, wyszukania drogi nieco przystępniejszej, ukrycia się bodaj na pewien czas w głębokim wnętrzu jakiejś rysy czy komina przed widokiem stale rosnącej pod stopami przepaści. Gdy tymczasem południowa ściana Zamarłej gładki monolit litych, jakby polerowanych płyt o nachyleniu przekraczającym często osiemdziesiąt i więcej stopni, pozbawiony jakichś większych wgłębień, platform, pólek - odstraszała już samym wyglądem, a zapewne trochę i ponurą nazwą turni. W czasach gdy główne wysiłki wspinaczy szły w kierunku zdobywania urwisk najwyższych i najwybitniejszych szczytów tatrzańskich, ściana Zamarłej Turni pozostawała jakby nie zauważona. Jednakże już w roku 1909 dostrzegli ją i zaatakowali świetni taternicy węgierscy, bracia Gyula i Roman Komarniccy. 4 sierpnia tego roku pierwsi wkroczyli w nie dotknięte stopą ludzką skały południowej ściany. Obrali od razu drogę najwłaściwszą i najlogiczniejszą: wprost w linii spadku wierzchołka, szlakiem, którym później rzeczywiście zdobyto ścianę. Jednakże Komarniccy, napotkawszy pierwsze poważne trudności, uznali, że wyżej teren jest niedostępny. Postanowili zejść i jeszcze tego samego dnia popróbować w innym miejscu. Tym razem zaatakowali wybitne zacięcie wiodące środkiem płytowej ściany, a na lewo od zamierzonej poprzednio drogi w linii spadku wierzchołka. Wśród dużych trudności - bardzo powoli, ale nieustępliwie - posuwali się wspinacze owym zacięciem (noszącym dziś nazwę Zacięcia Komarnickich), aż wyprowadziło ich ono na sporą trawiastą platformę. Tymczasem począł się zbliżać wieczór - taternicy postanowili na razie zrezygnować z dalszych usiłowań i zejść na noc do schroniska. Następnego dnia, znaną już sobie drogą, dość szybko osiągnęli wczorajszą platformę. Gładką pionową ścianką udało im się jeszcze wydostać kilka metrów w górę na oryginalną wąziutką półeczkę, ciągnącą się w poprzek całej ściany Zamarłej, od Zmarzłej Przełęczy aż po Kozią Przełęcz. Wyżej jednak, nad półeczką, piętrzyły się dachówkowato uwarstwione przewieszki bez chwytów i stopni, bez jakichkolwiek możliwości wspinania się. Stary wyga górski, Gyula Komarnicki, nie rezygnuje jeszcze. Postanawia trawersować półeczkę w prawo. A nuż dalej otworzy się przed ni n jakaś niewidoczna stąd rysa lub kominek. Roman Komarnicki wklinowuje się za sterczący z półeczki blok, uważnie asekuruje brata liną, a Gyula rozpoczyna trawers. Skały wystające ponad półeczką odpychają. Gyula posuwa się z najwyższą trudnością, czołgając się pod przewieszkami. Po chwili musi iść całkiem na zewnątrz - na samych rękach, dla których wyszukuje jakie takie chwyty, natomiast nogi zwisają mu luźno w powietrzu, nie znajdując oparcia na pionowej płycie. Wtem, jakiś pozornie mocny chwyt wyrwał się spod ręki, zmęczona druga ręka nie utrzymała ciężaru ciała i wspinacz runął w dół. Asekurujący czujnie Roman nie stracił głowy. Błyskawicznie ściągnął ile się dało liny, zaparł się jeszcze mocniej za blokiem i wytrzymał potężne szarpnięcie. Gyulą zrobił w powietrzu wahadło o promieniu ośmiu metrów, tj. tyle, o ile odległy był od brata - i zawisł nie ponosząc żadnej szkody, poza lekkimi potłuczeniami. Obaj wspinacze cali i zdrowi zeszli w dół na piargi. Rutyna wysokogórska, fachowość, rozwaga i zimna krew wzięły górę nad zawziętością groźnej turni. Jednakże ściana pozostała nie zdobyta. Próby braci Komarnickich narobiły wiele hałasu w małym ówczesnym światku taternickim. Najlepsi polscy wspinacze ruszyli do szturmu. Aleksander Schiele i przewodnik Jędrzej Marusarz byli o krok od zdobycia ściany, atakowali ją również Władysław Kulczyński i Mieczysław Świerz. Próby szły ciągle szlakiem rozpoczętym przez Komarnickich. Wreszcie 16 lipca 1910 roku pod ścianą zjawiają się czterej młodzi wspinacze i narciarze zakopiańscy: Henryk Bednarski, Józef Lesiecki, Leon Loria i Stanisław Zdyb. Szturmują ścianę inaczej: rysą nieco na prawo od Zacięcia Komarnickich. I ta próba kończy się odwrotem, ale pozwala wejrzeć dokładnie w ścianę i uczynić doniosłe spostrzeżenie. Mianowicie teren jeszcze bardziej na prawo, w linii spadku wierzchołka, a więc w miejscu, od którego Komarniccy poprzednio rozpoczęli próbę wejścia, daje więcej szans na przejście niż ich zacięcie. Nie można tyko forsować przewieszek wprost w górę, lecz trzeba spod nich przetrawersować w lewo, do rysy, która otwiera możliwości dalszej wspinaczki. W tydzień później, 23 lipca, ściana została pokonana. Wielki talent skalny Bednarskiego oraz znakomity instynkt terenowy Lesieckiego skruszyły opór Zamarłej. Spod przewieszek, które odstraszyły i zniechęciły Komarnickich, czterej wspinacze przeszli poziomym trawersem przez niezwykle strome płyty do początku rysy. Trawers (jest to tzw. Dolny Trawers) wyglądał na niemożliwy do przejścia, ale bystre oczy wypatrzyły na nim chwyty i stopieńki - i w rezultacie kluczowy odcinek okazał się wcale nie taki trudny. Rysa, w środku której tkwił oryginalny odpęknięty blok skalny w kształcie graniastosłupa, otwierała rzeczywiście dalszą drogę. TyIe, że powyżej graniastosłupa zdobywcy Zamarłej napotkali ogromne trudności. Przepaść pod stopami stale się zwiększała, a ta gładka, niezwykle stroma ściana ma to do siebie, że niemal bezustannie widzi się pomiędzy nogami piargi doliny. Rysa doprowadziła do obszernego wgłębienia, z którego trzeba było znów, tym razem dużo trudniej, przetrawersować w lewo (tzw. Górny Trawers) do podnóża krótkiego, zupełnie poderwanego kominka. Kominek ten nastręczał trudności największe, ale i ostatnie. Dalej ściana stała otworem i nietrudny, skalisto-trawiasty teren zaprowadził wkrótce uszczęśliwionych wspinaczy na wierzchołek Zamarłej Turni. Sukces był ogromny. Wprawdzie zdobywcy ocenili go dość skromnie, określając swą drogę zaledwie jako "bardzo trudną", jednakże następne przejście, podjęte w roku 1911 przez bodaj najsprawniejszych ówczesnych wspinaczy: Kulczyńskiego i prof. Ignacego Króla (drugie przejście), oraz Mariusza Zaruskiego i Aleksandra Znamięckiego (trzecie przejście) przysparzają drodze sławy najtrudniejszej w Tatrach. Opinię tę umacnia w roku 1912 czwarte przejście Zamarłej (Stanisław Porębski z towarzyszem). Wszyscy ci świetni taternicy, zdobywcy wielu ścian i wielu dróg, są zgodni, że zdobycie Zamarłej jest punktem zwrotnym w historii taternictwa. Przyszłość ten sąd potwierdziła: południowa ściana Zamarłej była rekordem polskiego taternictwa sprzed pierwszej wojny światowej, rekordem, który blisko dwadzieścia lat czekał na pobicie. Co więcej - ściana ta stała się miernikiem nowego stopnia skali trudności taternickich, określano mianem "nadzwyczaj trudne". Wszystkie dotychczasowe drogi sięgały najwyżej stopnia "bardzo trudnego". O Zamarłej mówiło się wiele i pisało w prasie jako o przejściu szalonym, stojącym na granicy ludzkich możliwości, igraniu ze śmiercią. Liczne próby następnych przejść, nieudane bądź wskutek niepogody, bądź najczęściej dlatego, że podjęte były przez wspinaczy, nie dorosłych do zadania - ugruntowują ten mit. Rozgłos ściany rośnie z dnia na dzień. Człowieka idącego na Zamarłą opinia publiczna poczyna uważać za mieszaninę szaleńca, bohatera i samobójcy. Zwycięzców, którym udało się przejść ścianę, wieńczy uznaniem niby greckich olimpijczyków. Młodzi taternicy nocami śnią o Zamarłej. Są tacy, których całe taternictwo sprowadza się do jednego tylko celu: przejść Zamarłą. Jeden Bednarski, zakopiański rzemieślnik, człowiek prosty, dobroduszny i trzeźwy, nie przejmował się tą całą mocno histeryczną atmosferą. Nie dbał o hołdy, nie dał się zasugerować mitom. Ścianę znał - zdobył ją przecież - wiedział, co o niej sądzić. Poszedł na Zamarłą jeszcze raz (piąte przejście) i zabrał za towarzysza - kobietę. Na owe czasy czyn wydawał się wprost szaleńczy. Słabe ręce kobiece nie mogły mu przecież zapewnić dobrej asekuracji i w razie odpadnięcia... Ale Bednarski był siebie pewien, czuł, że zdolny jest do przejścia bez oglądania się na ubezpieczenie. Owa kobieta - pierwsza kobieta na Zamarłej - należała do czołowych taterniczek i z pewnością, jak na ówczesny poziom taternictwa kobiecego, wspinała się dobrze. Było to jednak zbyt mało, by samodzielnie pokonać tak poważną, rekordową drogę, i w rezultacie, po szeregu tragikomicznych przygód, została przez Bednarskiego po prostu wyciągnięta na linie. Złośliwi współcześni twierdzą, że w pustce i ciszy doliny rozlegało się co chwila płaczliwe wołanie: - Ciągnij pan, panie Henryku! Ciągnij mocno! .
Wskrzeszali stary krakowski obrządek, .
.
jako bardzo słabe niemowlę. Bez opieki rodziców, bez opieki, .
- W owych czasach Montanelli był kanonikiem i dyrektorem seminarium teologicznego w Pizie. Arturowi udzielał lekcji filozofii i czytywał z nim, gdy był on już na uniwersytecie. Ogromnie byli do siebie przywiązani. Artur czcił wprost ślady stóp Montanellego, a raz, przypominam sobie, powiedział, że gdyby utracił swego ,ojca" - tak nazywał Montanellego - natychmiast by się utopił... Tę historię szpiegowską już znasz. Nazajutrz ojciec mój i Burtonowie - przyrodni bracia Artura, wstrętne kreatury - spędzili cały czas na szukaniu zwłok w Darsenie, a ja siedziałam sama w swym pokoju rozmyślając nad tym, co uczyniłam... Zamilkła na chwilę, po czym znów zaczęła: .
W wieku dojrzałym partnerzy przeszli przez okres poznawania siebie, przystosowywania i tworzą wspólnotę o ustabilizowanym charakterze. Będzie ona przechodzić przez różne fazy wzrostu, konfliktów, ale typowa interakcja partnerów została osiągnięta. Nie ma żadnego idealnego modelu więzi partnerskiej. Jednym bardziej odpowiada podobieństwo charakterologiczne, innym dobre przystosowanie seksualne, jeszcze innym wspólnota zainteresowań lub wszystko razem. Poniżej będą omówione dla przykładu niektóre typy więzi, gdyż przedstawienie wszystkich spotykanych w życiu wariantów wymagałoby odrębnego opracowania. r Wię^i między partnerami można sprowadzić do kilku typowych: Związek przystosowany Partnerzy stworzyli harmonijny układ więzi, codziennego bycia razem. Akceptują swoją inność, wady i zalety. Istnieje podział ról i obowiązków. Mają poczucie, iż potrafili stworzyć układ odpowiadający im wzajemnie i stopniowo poczucie MY spaja się w jedno. Tego typu więź powstaje wówczas, gdy partnerów łączy miłość oraz dojrzałość. Związek dysharmoniczny Partnerzy w jakimś typie relacji odczuwają rozbieżność, która nie daje im poczucia pełni harmonii i więzi. Istnieją inne relacje, które oceniają jako udane, ale do szczęścia i harmonii brakuje im tej jednej i okresowo pojawiają się na tym tle konflikty. Rozbieżność relacji może dotyczyć np. odmiennych postaw wobec upodobań seksualnych, częstotliwości współżycia, podziału obowiązków w domu, stylu kontaktu z rodziną itp. W związku przeważa generalnie "do", ale "od" w danej relacji rodzi okresowe konflikty. Związek egocenhyczny Partnerzy nie stworzyli więzi MY, tworzą raczej federację państw o odrębnych ustrojach i tradycjach. Jak długo są zaspokajane ważne potrzeby partnera, tak długo może oceniać on ten związek pozytywnie. Jeśli jednak dana potrzeba nie jest zaspokajana, to w związku narasta konflikt, rozczarowanie, domaganie się świadczeń i każde z partnerów eksponuje w tym konflikcie własne JA jako wiodące i decydujące. W wielu wypadkach równowaga w tych związkach wynika z powstania układu, strategii, jeżeli jednak jej nie ma, związek zaczyna tracić sens bytu. Jeżeli partnerzy nie decydują się na formalne rozstanie, np. z powodu dzieci, majątku iłp., związek staje się tylko formalny, nie ma w nim więzi osobowej partnerów. Związek opiekuńczy Jedno z partnerów wobec drugiego przyjmuje postawę rodzica, zaspokaja potrzeby opiekuńcze. Tego typu związki są najczęściej spotykane w przypadku partnerów z dużą różnicą wieku. Mogą one być udane i harmonijne, Związek ;'ako umowa Niekiedy związki tworzą się na zasadzie świadomej, a częściej nieświadomej umowy; dotyczy to związków zawartych z rozsądku, a nie uczucia; mamy zatem relację typu: "Jestem z Tobą, bo potrzeba mi..." np. mieszkania, pracy, bo mi to umożliwi karierę itp. Jak długo istnieją warunki tej umowy, tak długo trwa jego atrakcyjność. Z chwilą zaspokojenia celu sens takiego związku przestaje 16 istnieć. Niekiedy tego typu związki zawierają kobiety o nie zaspokojonym instynkcie macierzyńskim, Związek z zaślepienia Niektóre związki powstają w wyniku fascynacji seksualnej partnerem. Ale później, kiedy atrakcyjność ta zmniejsza się, a dzieci, urządzony dom, gospodarstwo są rzeczywistością, nad którą nie można przejść do porządku dziennego, narasta stopniowo poczucie rozczarowania. Gdyby można było cofnąć przeszłość, nie wybrałoby się tego partnera na towarzysza życia. Część tych związków powstaje w wyniku ciąży. Wymienione wyżej typy więzi partnerskiej nie obejmują wszystkich wariantów, niektóre zostaną omówione dokładniej w następnych rozdziałach. Typy więzi nie mają również charakteru statycznego, wiele z nich nachodzi na siebie. W związkach partnerskich w miarę upływu lał następuje ewolucja typu więzi w wyniku rozwoju nowych potrzeb, doświadczeń, przeżyć. Ewolucja ta może zmierzać ku wzbogacaniu więzi, w innych do ubożenia, ale zdarza się również, że kierunek ewolucji więzi partnerskiej przekracza ramy istniejącego związku i nowe potrzeby są realizowane w następnym. Utarło się dość powszechnie przekonanie, że niepowodzenie danego związku jest wyrazem osobistego niepowodzenia lub niedojrzałości partnerów. Zdarza się jednak, i to nie tak rzadko, że optymalna więź partnerska ma warunki powstania w nowym związku. Byłoby ideałem, gdyby każdy związek małżeński miał optymalną więź partnerską, pozytywną ewolucję, elastyczność dostosowaną do potrzeb, wieku, sytuacji. .
powoli .
- Gemmo, czy byłoby ci przyjemnie, gdybyś się dowiedziała, że przyjaciel w ciężkiej potrzebie nie zwrócił się do ciebie o pomoc z obawy sprawienia ci chwilowej przykrości lub bólu? Czy uważałabyś to za istotną dobroć lub serdeczność? - Dobrze - rzekła po chwilowym milczeniu - zaraz poślę Katie z prośbą, by tu przyszedł, a ja tymczasem pójdę do Ludwiki po paszport. Przyrzekła mi go pożyczyć, skoro tylko zażądam. A co z pieniędzmi? Może podjąć coś w banku? - Nie, nie traćmy na to czasu, ja wezmę tyle, by nam starczyło na pewien czas. Gdy moje się wyczerpią, sięgniemy do waszej kasy. A zatem do wpół do szóstej. Czy was zastanę? - O tak! Wrócę znacznie wcześniej. Wrócił o pół godziny później, niż przypuszczał, i zastał Gemmę i Martiniego siedzących na tarasie. Od razu spostrzegł, że rozmowa musiała być przykra, gdyż ślady wzburzenia widoczne były na twarzach obojga; przy tym Martini był niezwykle milczący i ponury. - Wszystko przygotowane? - spytała podnosząc oczy. .
- Nie, Austriak. Otworzyły się drzwi. Wszedł przez nie niski, łysiejący mężczyzna w białym, lekarskim kitlu. Na szyi miał słuchawki, a całe ubranie wisiało na nim, jakby ostatnio sporo stracił na wadze. - Cześć Baum - odezwał się Craig. - To jest panna Treyaunce. Miał małe, świdrujące oczy i nagle dostrzegła w nich ten sam strach, co przedtem u Renę i jej ojca. Oblizał suche wargi. Uśmiechnął się, żeby ją trochę rozluźnić, ale był to jedynie wykrzywiony grymas. - Fraulein. - Pochylił głowę i ujął jej rękę w swoją wilgotną dłoń. Craig podszedł do drzwi. - Muszę zadzwonić. Zaraz wracam. - Wyszedł z pokoju. Przez długą chwilę panowało milczenie. Baum pocił się obficie i wyciągnął chusteczkę, aby wytrzeć mokre czoło. - Major Osbourne powiedział mi, że ma pan dla mnie jakieś rzeczy, które należały do mojej siostry. - Tak, to prawda. - Jego uśmiech stał się jeszcze bardziej upiorny. - Kiedy on wróci... - Głos mu się nagle załamał, po czym spróbował jeszcze raz. - Czy mogę podać pani coś do picia? Może szklaneczkę sherry? - Był już przy stojącym w rogu kredensie. Odwrócił się trzymając butelkę i kieliszek. - To, niestety, nie jest najlepszy gatunek. Jak i większość rzeczy w naszych czasach. Na kominku stała fotografia w czarnej ramce. Łagodnie uśmiechnięta, szesnasto czy siedemnastoletnia dziewczyna o trochę nieziemskiej urodzie. - Pańska córka? - spytała odruchowo Genevieve. .
Prymat powinności i obowiązków .
psychoterapii. Drugi: .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
do możliwości „braterskiej pomocy" ze strony ZSRR. .
nikt nie dałby mu wiary. Dziś musimy w to wierzyć, ponieważ to .
- Nie mam zamiaru się zasłaniać. Czego pan chce się dowiedzieć? - Przede wszystkim, w jaki sposób pan, cudzoziemiec, został wmieszany w sprawy tego rodzaju? .
leziono odpoa•iedniego kandydata. Wtedy zgłosił się Richard Meadows - .
- Czym mogę panu służyć, sir? - zapytał, gdy Artemis zatrzymał się obok niego. W pytaniu tym, wypowiedzianym z należytym szacunkiem, Artemis wyczuł ostrzeżenie. Nie ulegało wątpliwości, że mężczyzna, ubrany w płaszcz z peleryną, w kapeluszu nisko nasuniętym na oczy, pełni nie tylko rolę stangreta, ale i przybocznego strażnika. .
.
.
się w świętej nagonce przeciw temu .
zwierzęta kontrolują funkcjonowanie swego organizmu za pomocą hormonów. Substancje te są wydzielane przez wyspecjalizowane gruczoły zwane dokrewnymi. Hormony krążą z krwią po całym organizmie i mają wpływ na działanie różnych narządów. U człowieka gruczoły dokrewne tworzą tzw. układ endokrynalny (wydzielania wewnętrznego). A oto przykład działania hormonów. Gdy jesteś przerażony, gruczoły położone w sąsiedztwie nerek wydzielają adrenalinę, która powoduje przyspieszenie akcji serca i zwiększenie dopływu krwi do mięśni. Krążenie, oddychanie, wydalanie 31 .
- Niemcy to są ludzie higieniczni i nie mogli wytrzymać, że moje ubranie, co je miałem na sobie od powstania warszawskiego, śmierdzi w całym baraku jak kaczy zbuk. I dali mi z magazynu nowiutki mundur niemiecki, buty i furażerkę. No i ja na drugi dzień walę w tym prosto przez bramę, robię wartownikowi "Heil Hitler"! i spokojnie zapryczam przed siebie na wolność jak ten pies do suki. Bo pamiętaj pan: na wszystko trzeba mieć chwyt. .
- Szaleju się naćpał, czy jak? - Kaźmierz, słysząc ten monolog, wyraził zaskoczenie. .
- Nie sądzę. Nie rozpoznałem jego głosu, a słuch mam dobry. Jak mówiłem, był to Obcy. Artemis podszedł bliżej do łóżka. - Rozmawiał z panem? Niechże pan wyjawi, co panu powiedział. Ostry ton pytania wyraźnie zaniepokoił starszego pana. Madeline skarciła wzrokiem Artemisa, potrząsnęła głową, a potem odezwała się uspokajająco: AMANDA OUICK. - Pan Hunt bardzo chciałby zidentyfikować tego Obcego, sir. Lepiej nie myśleć, co stałoby się z nami wszystkimi, gdyby skutecznie odurzył nas tymi ziołami. Najdrobniejszy szczegół może nam pomóc w odszukaniu go. - Dobrze. Jeśli chodzi o jego słowa, to nie pamiętam ich dokładnie. Mówił coś o wskazaniu mu drogi do moich tajemnic. Żądał klucza. .
- Proszę nie zapominać o tym lekkim ruchu nadgarstka, który tak długo ćwiczyliśmy! - zaskrzeczał profesor Flitwick, usadowiony jak zwykle na stosie książek. - Smagnąć i poderwać, pamiętajcie, smagnąć i poderwać! I wypowiadać zaklęcie dokładnie, to bardzo ważne... Nie zapominajcie o czarodzieju Baruffio, który źle wypowiedział spółgłoskę i znalazł się na podłodze, przygnieciony bawołem. .
nie ma na całym świecie większego Pożyczalskiego niż .
przełączając się pomiędzy nimi bardzo prosto i szybko (opisujemy to w dalszej części rozdziału). Ponadto jeśli jedna z .
- Piszę wciąż jeszcze w dzienniku. .
W klatce piersiowej znajdują się trzy jamy surowiczne, są to: .
.
operacyjnej w komputerze. Usunięcie Nortona Commandera z RAM może czasem okazać się wystarczające. Nie ma potrzeby opuszczania NC, gdy inne wywoływane programy są uruchamiane bez problemu. .
- Niemcy ukryli. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
.
O8 .
- A teraz wy dwaj... w tym roku macie mi się zachowywać przyzwoicie. Jak dostanę choćby jedną sowę z wiadomością, że... wysadziliście w powietrze toaletę albo... - Toaletę w powietrze? Nigdy nie wysadziliśmy żadnej toalety. - Ale to wspaniały pomysł. Dzięki, mamo. .
czasu chłopak rzucał niespokojne spojrzenia na O'Neiłla tając z tego, że sprzedawcy odeszli na chwilę, aby pr garnitury, szepnął dla pewności: - Chyba pan wie, że nie mam pieniędzy na takie ciuch%: - A któż ci powiedział, że masz płacić. To zaliczka n%t przyszłe gaże. ` Bob wyszedł z magazynu na czele grupy ekspedientóvv zapakowali do bagażnika pudła z wyzłoconym godłem wierały one garnitury w różnych kolorach i ubrania s% jedwabne koszule i skarpetki, jak również obuwie i bietiznę. do cadillaka, który łagodnie ruszył. Młody człowiek rozgl%ć obmacywał skórzane siedzenia, patrzył na tablicę rozdzide szyby. . . - Co ty robisz? .
Kocham nie dlatego, żeby¶ i ty mnie kochał, żebym chciała przez to szczę¶cia, .
Konflikłowość przeszłości może wynikać z gry wyobraźni, z trudności w aktualnym dostosowaniu się partnerów, jak również z odczuwalnego ciążenia tej przeszłości, traktowanej przez partnera jako „złoty okres" swego życia. .
~ji spadało. sądzić o przebiegu całej kampanii. .
znaczenia w kosmosie. .
Hipoteza Gai .
niezliczonych źródeł naukowych dowodzących możliwości zagłady .
~snego uniesienia. ~ miany myśli - nie odczuwam żadnych innych emocji. .
Znad brzegów śmierci jej "Per che? Per che?" .
- Jaki świat? Hagrid wyglądał, jakby za chwilę miał eksplodować. .
Dawniejsze sprawy, z powodu których sen rzeźbiarza i jego płaskorzeźba stały się kwestią tak wielkiej wagi dla mego wuja, są tematem drugiej części obszernego manuskryptu. Okazuje się, że niegdyś profesor Angell ujrzał piekielne zarysy niesamowitego potwora, głowiąc się nad jakimiś nieznanymi hieroglifami, i usłyszał złowieszcze sylaby, które można było odtworzyć tylko jako "Cthulhu"; a wszystko w tak pełnym zamętu i strasznym powiązaniu, że trudno się dziwić, iż molestował młodego Wilcoxa pytaniami i domagał się szczegółowych danych. To wcześniejsze zdarzenie miało miejsce w 1908 roku, siedemnaście lat temu, podczas dorocznego zebrania Stowarzyszenia Amerykańskich Archeologów w St. Louis. Profesor Angell, stosownie do swego autorytetu i osiągnięć naukowych, spełniał czołową rolę we wszystkich rozważaniach, był też jednym z pierwszych, do którego zgłosiło się kilka osób spoza stałego grona, jako do wybitnego przedstawiciela tego zebrania, z prośbą o prawidłową odpowiedź na ich pytania i fachowe rozwiązanie nurtujących ich problemów. Głównym przedstawicielem grona outsiderów, który zresztą wkrótce stał się centralnym obiektem zainteresowania całego zgromadzenia, był mężczyzna w średnim wieku, o dość pospolitym wyglądzie, który przyjechał aż z Nowego Orleanu, aby zdobyć pewne informacje, raczej szczególnej natury, nieosiągalne w żadnym z lokalnych źródeł. Nazywał się John Raymond Legrasse i był inspektorem policji. Przywiózł ze sobą przedmiot będący celem tej wizyty, groteskową, budzącą odrazę i niewątpliwie bardzo starą kamienną statuetkę, której pochodzenia nie był w stanie ustalić. Trudno przypuszczać, aby inspektor Legrasse interesował się choćby w najmniejszym stopniu archeologią. Wręcz przeciwnie, jego pragnienie, aby wyjaśnić tę zagadkę, miało charakter czysto profesjonalny. Statuetka, bożek, fetysz, cokolwiek to było, została znaleziona kilka miesięcy temu w lasach rosnących na moczarach na południe od Nowego Orleanu podczas obławy na czarnoksiężników, którzy mieli odbywać tam swoje zgromadzenia; tak niezwykłe i tak niesamowite były obrzędy związane z tą statuetką, że policja nie miała wątpliwości, iż natknęła się na jakiś tajemniczy kult, zupełnie nieznany i o wiele bardziej szatański niż wszelkie znane dotąd, najbardziej mroczne kulty czarnoksiężników afrykańskich. O jej pochodzeniu, poza chaotycznymi i wprost niewiarygodnymi opowieściami, jakie z trudem wydobyto od schwytanych członków zgromadzenia, nie dowiedziano się absolutnie niczego; stąd usilne dążenie policji, aby nauka o starożytności pomogła zidentyfikować ten przerażający symbol i przyczynić się do wyśledzenia kultu aż po samo jego źródło. Inspektor Legrasse nie spodziewał się, że statuetka wywoła aż taką sensację. Jedno spojrzenie wystarczyło, aby wszyscy zebrani tam ludzie nauki popadli w stan euforycznego podniecenia; stłoczyli się wokół niego, by przyjrzeć się maleńkiej statuetce, której niepojęta osobliwość i autentyczny powiew najbardziej odległej starożytności otwierały zupełnie nieznane możliwości. Żadna ze sławnych szkół rzeźbiarskich nie potrafiła rzucić światła na ten niesamowity przedmiot, a jednak na jego zielonkawej powierzchni z nieznanego kamienia były wyryte ślady setek, a nawet tysięcy lat. Figurka która zaczęła przechodzić z rąk do rąk dla dokładniejszych oględzin, miała około siedmiu a nawet ośmiu cali wysokości i została wykonana w sposób mistrzowski i wysoce artystyczny. Przedstawiała potwora o niewyraźnych antropoidalnych kształtach, głowie ośmiornicy i twarzy pełnej macek, tułowiu gąbczastym i pokrytym łuskami, ogromnych szponach na przednich i tylnych łapach i długich, wąskich skrzydłach z tyłu. Zdawała się zionąć przerażającą i jakąś nienaturalną złośliwością, była jakby trochę wypukła i korpulentna i osadzona na kwadratowym bloku albo postumencie pokrytym nieczytelnymi znakami. Końce skrzydeł dotykały tylnego brzegu podstawy, podczas gdy długie, zakrzywione szpony skrzyżowanych i podkurczonych zadnich nóg obejmowały brzeg od przodu i sięgały jedną czwartą długości pod spód podstawy. Głowa wyrastająca jakby z nóg była pochylona do przodu, tak że koniuszki czułek na twarzy ocierały się o wielkie przednie szpony obejmujące podkurczone i uniesione kolana. Statuetka wyglądała jak żywa i tym bardziej budziła lęk, że jej pochodzenie było tak całkowicie nieznane. Nie ulegało wątpliwości, że jej wiek był nieogarniony; nawet w najdrobniejszym szczególe nie wykazywała związku z żadnym rodzajem sztuki przynależnym do młodej cywilizacji - a właściwie do żadnej cywilizacji znanej na tym świecie. W tej całkowitej odrębności i wyizolowaniu nawet tworzywo, z którego została wykonana, było tajemnicze, ponieważ miękki, zielonoczarny kamień ze złocistymi i opalizującymi cętkami i prążkami nie przypominał żadnego znanego w geologii czy mineralogii kamienia. Znaki na podstawie były równie zaskakujące i nie do odczytania; nikt spośród obecnych, choć zgromadziła się reprezentacja ekspertów w tej dziedzinie z połowy świata, nie potrafił znaleźć choćby najmniejszego podobieństwa do jakichkolwiek znanych im nawet najstarszych języków. Znaki te, podobnie jak sama statuetka i materiał z którego została wykonana, przynależały do jakichś bardzo odległych czasów, nieznanych rodzajowi ludzkiemu; sugerowały, napełniając grozą, ogromnie dawne i bezbożne życie, w którym nasz świat i nasze wyobrażenia nie mają żadnego udziału. A jednak, kiedy członkowie tego zgromadzenia potrząsali głowami jeden po drugim i przyznawali zgodnie, że nie potrafią rozwikłać problemu inspektora, znalazł się ktoś, komu wydawało się, że chyba wie co nieco o tej przerażającej statuetce i piśmie na postumencie, po czym z pewnym onieśmieleniem opowiedział dziwną historię. Był to William Channing Webb, profesor antropologii w Princeton University, badacz naukowy raczej mało znany. Profesor Webb został zaangażowany czterdzieści osiem lat temu jako członek wyprawy badawczej do Grenlandii i Islandii w poszukiwaniu pewnych napisów runicznych, których jednak nie udało mu się znaleźć; a daleko na zachodnim brzegu Grenlandii natknął się na niezwykłe plemię czy też kult zdegenerowanych Eskimosów, odprawiających dziwne obrzędy ku czci szatana, a już szczególnie zmroziła go ich pełna premedytacji i odrażająca żądza krwi. Była to religia, o której inni Eskimosi raczej mało wiedzieli, a na którą reagowali jedynie wzruszeniem ramion mówiąc, że pochodzi z okresu bardzo dawnych eonów, jeszcze przed stworzeniem świata. Oprócz potwornych obrzędów i ofiar składanych z ludzi odprawiali jakieś niesamowite, odziedziczone po przodkach rytuały, przeznaczone dla nadrzędnego, starszego diabła albo tornasuka; z tych rytuałów profesor Webb sporządził fonetyczny zapis słuchając wiekowego angekoka albo duchownego-czarownika, odtworzywszy te dźwięki za pomocą rzymskich liter w miarę możliwości jak najdokładniej. Teraz jednak największe znaczenie miał bożek, którego w tym kulcie otaczano czcią i wokół którego wykonywano tańce, gdy zorza polarna wznosiła się wysoko nad okryte lodem urwiska skalne. Była to, jak stwierdził profesor, bardzo prymitywnie wykonana kamienna płaskorzeźba, a na niej szkaradny obraz i jakieś tajemnicze pismo. Zgodnie z tym, co zapamiętał, przypominała w ogólnych zarysach tego właśnie leżącego teraz przed zebranymi potwora. Powyższe dane, przyjęte przez zebranych z największym zdumieniem i powątpiewaniem, wzbudziły jeszcze wieksze zainteresowanie inspektora Legrasse; zasypał profesora pytaniami. Mając zanotowany i przepisany tekst rytuału czarowników na moczarach, których jego ludzie aresztowali, zwrócił się z prośbą do profesora, aby przypomniał sobie możliwie najdokładniej sylaby, jakie zapisał wśród diabolicznych Eskimosów. Nastąpiły teraz wyczerpujące porównania szczegółów, po czym zapanował moment naprawdę przerażającej ciszy, kiedy zarówno detektyw jak i naukowiec ustalili identyczną zgodność frazy obu diabelskich rytuałów odległych od siebie o taki szmat świata. To, co w istocie zarówno eskimoscy czarownicy, jak i kapłani na moczarach w Luizjanie śpiewali maleńkim bożkom, tak się mniej więcej przedstawiało - poszczególne słowa można było odgadnąć na podstawie przerw ustalonych tradycyjnym zwyczajem w śpiewanej frazie: .
Nic. Chaim otworzył drzwi, poświecił latarką, nikogo nie było. Na dworze robił się świt. Szerucki już nie wrócił. Dopiero na wiosnę Latadywan spotkał Szeruckiego. Szerucki leżał pod lasem, wypoczywał po morderczym marszu, chudy, z zapadniętymi oczyma, prawie nieprzytomny ze zmęczenia. - Gdzieżeś ty był, sól ci w oko? - spytał Latadywan. .
rejestrację kalifornijską, podczas gdy na tamtych figurowały nume- .
- Nie powiem złego słowa o Biuu Maplesie, ponieważ jest świetnym specjalistą - powiedział jeden z niedoszłych szefów zespołu. - Ale była to oferta złożona Rosjanom przez sekretarza stanu, a my byliśmy członkami zespołu rządowego. Z punktu widzenia śledztwa przypuszczam, że bylibyśmy najlepszymi specjalistami w Ameryce, zwłaszcza w przypadku analizy DNA, ponieważ Maples nie mógł przeprowadzić takich badań i ostatecznie i tak zostały one przeprowadzone w anglii. Posiadamy jedno z nielicznych laboratoriów na świecie, w których można przeprowadzać badania DNA mitochondriamego. Posiadamy olbrzymie laboratorium patologii wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt, to samo dotyczy z resztą laboratoriów FBI. Jako zespół amerykańskich specjalistów pracujących na zlecenie rządu mogliśmy rzeczywiście reprezentować Stany Zjednoczone. A po tej historii nikt nam nawet nie zechciał nam podziękować, czy choćby wyrazić ubolewania. Przez długi czas był to tutaj drażliwy temat. .
.
ponowne zjednoczenie z Jaźnią, od której zostałeś oddzielony. .
charakterystyczne dla danego produktu, gdyż programy oferują różne usługi i w związku z tym inne narzędzia, ale szkielet każdego okna i rozmieszczenie pewnych standardowych elementów są zawsze takie same. .
6* .
Świętego Jana: "I zatrąbił piąty anioł, i widziałem, jak gwiazda spadła z .
Drugi banknot o tej samej wartości rozproszył jego skrupuły i znniejszył lęk przed utratą pracy. - - Zaprowadzę pana do loży zasłoniętej kotarą. Obejrzy pan ektakl nie będąc widziany przez te panie, które podniosłyby krzyk aidząc, że wchodzi pan do ich sanktuarium. : Peter stał jeszcze przez chwilę z Bobem w blasku różnobarwnych cących świateł barów, witryn sklepowych, kafejek i latarni cznych. - - Spotkamy się po spektaklu, Bob? .
- Hmm. Chwilę... Która godzina? Decker prowadził samochód trzymając przy uchu słuchawkę telefonu. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
formie właściwie zjawiskiem elitarnym, ale przecież docierał do mas, jak żadna przedtem ideologia, jak żadna .
ostatniego tchu, poszedłbym z wami. Je¶li wam będzie potrzeba pieniędzy, .
zapytał stanowczo. .
U wielu gatunków roślin, zwłaszcza z rodziny Astemceae (takich jak słoneczniki, stokrotki itp.) ilość płatków każdego kwiatostanu to zwykle liczba Fibonacciego, na przykład 5, 13, 55, a nawet 377, jak u przypołudnika. Łuski szyszki sosny układają się w dwie serie spiral od ogonka w górę - jedna zgodnie z ruchem wskazówek zegara, druga przeciwnie. Przebadano ponad 4000 szyszek dziesięciu gatunków sosny i stwierdzono, że ponad 98 procent posiadało ilość spiral w obu kierunkach zgodną z liczbą Fibonacciego. Co więcej, liczby te w ciągu leżały obok siebie lub bardzo blisko, to znaczy, na przykład, 8 spiral w jedną stronę, 13 w drugą albo 8 w jedną, 21 w drugą. Łuski owocostanu ananasa wykazują jeszcze mniejszą zmienność w zjawiskach Fibonacciego: z 2000 prób typowych ananasów żaden nie stanowił wyjątku od tej reguły. Liczby Fibonacciego odnajdziemy często także w ułożeniu liści na pędzie u roślin wyższych. U wielu drzew, zależnie od gatunku, co drugi, co trzeci, co piąty, co ósmy lub co trzynasty liść wyrasta w tym samym kierunku. Te odkrycia z dziedziny botaniki, zoologii i astronomii nie zdziwiłyby starożytnych Greków, którzy byli przekonani o geometrycznej harmonii wszechświata. Obecnie niektóre z przedstawionych tu danych wykorzystała teoria "dynamicznej symetrii", rozwinięta przez amerykańskiego uczonego, Jaya Hambridge'a. Przypisuje on dynamiczne własności sztuki greckiej użyciu "wirujących kwadratów" o boskiej proporcji. Może zostanie odkryta jakaś podstawowa zasada wzrostu, która połączy wszystkie przyrodnicze przykłady złotych zjawisk i wskaże jeszcze inne, dotychczas nie znane ich przejawy i wspólne tło? Może istoty ludzkie nieświadomie wykorzystały zasadę występującą w zjawiskach naturalnych jako standard w ocenianiu dzieł sztuki? Z drugiej strony, równie dobrze możemy mieć do czynienia ze zbiegiem okoliczności. Udowodniono, że ilość dostępnych artyście uporządkowanych wzorów nie jest nieograniczona. Pewne powtórzenia w tym zakresie są zatem nieuniknione. Poza tym, wiele wielkich dzieł sztuki nie ma żadnego widocznego związku z boską proporcją, natomiast większość przytoczonych powyżej przykładów jest tylko pewnym przybliżeniem ideału. Wreszcie, umiłowanie boskiej proporcji może wydawać się obecnie naturalne dopiero w wyniku jej długiego używania przez starożytnych Greków i ich naśladowców. Podobnie w przyrodzie cytowane tu zjawiska mogą być tylko przypadkowymi bądź przybliżonymi przejawami złotej spirali czy sekwencji Fibonacciego. W każdym wypadku przykłady nie dowodzą ogólnej prawidłowości. W wielu dziedzinach przedstawiono konkretne teorie, mające wyjaśnić niektóre specyficzne wypadki, jak na przykład ułożenie liści na łodydze. Teorie te nie mają uniwersalnego zastosowania. Nawet jeśli nigdy nie znajdziemy uniwersalnego wyjaśnienia, badania zjawisk typu Fibonacciego i złotego podziału mogą być traktowane jako użyteczna wprawka w poszukiwaniach jedności i relacji matematycznych w otaczającym nas świecie. W końcu właśnie poszukiwanie było podstawową metodą i celem samym w sobie filozofii greckiej i w dalszym ciągu ożywia współczesną naukę .
bawić się rzeczami stworzonymi jak dziecko, a powagi swojej użyć .
- Powiedział pan, że ktoś ze zdalnie sterowanym detonatorem musiał obserwować dom. .
nie posiadali nic. .
- Mężczyzna tu potrzebny. .
Gdy o dyspucie nicht dobrze nie tuszył, .
Fauows podczas pobytu w Europie szukał pieniędzy także w innych bankach; starał się również zgromadzić dowody potwierdzające ucieczkę najmłodszej córki cara. Siódmego października 1935 roku w sprawie Anastazji napisał nawet do Adolfa Hitlera, kanclerza Niemiec: "[Anastazja] cudem uniknęła śmierci z ręki Jurowskiego i innych Żydów, którzy zamordowali carską rodzinę". W liście pytał, czy w ministerstwie spraw wewnętrznych "nie zachowały się zeznania Żyda Jurowskiego, który przywodził żydowskim zbrodniarzom". Hitler, którego Fauows tytułował "szanownym" i "wielkim", nie odpowiedział na list. .
- Mam poczekać, a ty zadzwonisz po wóz patrolowy, który zawiezie mnie na posterunek? .
Kobra już przesiadał się za kierownicę, gdy Cichy dopadł drzwi Wranglera i wskoczył na swoje miejsce. Robert aż podskoczył na widok Cichego. Natychmiast przekręcił kluczyk w stacyjce, wrzucił bieg. Kobra w jednej chwili zbladł. - Co się stało? - Spadamy. .
Nad miastem zapadła noc. Najpiękniejszym, najbardziej szpanerskim i najrzadziej odwiedzanym w Szczecinie lokalem była restauracja w hotelu Radisson. Kelner zapalił zapałkę i przysunął ją do gazowego palnika. Płomień buchnął podgrzewając dno patelni. Kelner smażył naleśniki. Świadkami jego popisów byli siedzący przy stole Chmielewski w towarzystwie Cleo i swojej nowej sekretarki Marzeny, dyrektor banku z małżonką. Kucharski - właściciel hurtowni ze sprzętem elektronicznym, jego małżonka i samotnie przybyły na kolację prokurator Wielewski. - Proszę już podać te flambirowane naleśniki. Dwa razy oczywiście - zwrócił się do kelnera dyrektor banku. Marzena siedziała obok. - Na pewno będzie pani smakowało. Ciasto doskonałe. Do tego nadzienie z lodów i całość oblana gorącą czekoladą - dyrektor najchętniej sam zademonstrowałby siedzącej obok niego pani Marzenie jak gorącą, ale obecność żony siedzącej po drugiej stronie stołu działała na niego studząco. - A nie boi się pani, że bycie sekretarką to zbyt trudna praca? - podjęła wyzwanie pani dyrektorowa, kobieta niewątpliwie piękna o szlachetnych rysach twarzy i wyniosłym usposobieniu, ale eksponująca bardziej swoją złotą biżuterię, niż przemijające wdzięki. - Trzeba odbierać telefony, telexy, rozmawiać z ludźmi - ciągnęła. Ta ostatnia uwaga szczególnie była trafna, gdyż w przeciwieństwie do jej męża, któremu buzia się nie zamykała, pani Marzena od początku wieczora nie odezwała się do nikogo ani słowem. - No, ale nie mówmy o przykrych sprawach. W końcu to są przyjemności i kłopoty Jurka. Tyle lat żył sam, no to teraz ma dwie córeczki -żona Kucharskiego postanowiła wziąć Marzenę w dwa ognie. Chmielewski siedział strapiony pomiędzy Cleo i Marzeną. Gdyby obie dziewczyny stanęły razem na chodniku w ruchliwym miejscu miasta, byłyby przyczyną niejednego samochodowego wypadku. Chmielewski wiedział, że jego koledzy byli pod wrażeniem tych dwóch młodych, seksownych kobiet. Aby dodać całej sytuacji pikanterii grał rolę strapionego kłopotami i przygniecionego pracą, niezdolnego do flirtu, poczciwego ojca. Rolę tę odgrywał z powodzeniem przez całą kolację, do chwili gdy nagle za przeszkloną ścianą dostrzegł postać Czarnego. Odłożył serwetkę i wstał. - Przepraszam państwa na chwilę - powiedział z kurtuazją. Jedyną osobą, która dostrzegła powód jego odejścia był prokurator. Czarny stał w hallu przed restauracją. Przez szybę widział Chmielewskiego i jego gości. Oprócz nich jeszcze dwa stoliki były zajęte. - Słyszałem, że wchodzisz w autostradę - odezwał się Czarny do podchodzącego Chmielewskiego - pomyślałem, że może potrzebujesz udziałowców .Chmielewski wyjął cienkie cygaro z papierośnicy. Poczęstował Czarnego, ale ten odmówił. - Może, ale to nie jest interes dla ciebie - odparł Chmielewski. Starał się być maksymalnie opanowany. "Że też musiał właśnie dziś tu przyleźć, w miejsce gdzie wszyscy ich razem widzą. I prokurator." Wściekły Chmielewski wyjął zapałki, zapalił jedną i przytknął do końca cygara po czym podjął temat. - Tu trzeba dużo włożyć i długo czekać. - Ładną masz córkę - Czarny spojrzał przez szybę na stół przy którym siedziała Cleo. - Ile? - zapytał twardo. - Nie wiem, o tym decyduje spółka. Trzy miliony dolarów. Gotówką. Na początek. - "Do końca życia będę musiał potykać się o tego człowieka", pomyślał. "Do końca czyjego życia" - przez moment przemknęło mu przez głowę. - Kto wchodzi? - spytał Czarny. - Poczekamy jak będziesz miał pieniądze - Chmielewski odwrócił się żeby odejść. - Trzymaj miejsce - zakończył rozmowę Czarny. Gdy Chmielewski powrócił do swoich gości, atmosfera była równie oziębła jak parę minut wcześniej. Każdy starał się unikać spojrzeń sąsiadów, skupiając swoją uwagę na nieistotnych szczegółach kończonego deseru. - No, panie na pewno zechcą porozmawiać o modzie, a my panowie, pójdziemy do baru na mały koniaczek - powiedział Chmielewski. -Interesy. Marzena odłożyła posłusznie swoją serwetę i zamierzała wstać od stołu. - A ty gdzie? - chłodno osadził ją w miejscu. - Proszę bardzo - Chmielewski ruchem ręki poprowadził Kucharskiego i dyrektora banku w głąb restauracji. Prokurator, który w międzyczasie zamówił dodatkową porcję naleśników i nie zdążył jej dojeść, wiosłował teraz widelcem ze zdwojoną szybkością. Mimo tego musiał pozostawić niedojedzoną porcję. Z pełnymi ustami i serwetką w dłoni wstał i podreptał za Chmielewskim. Przy stole zostały cztery panie z niedokończoną wojną pokoleń. Kucharska spojrzała porozumiewawczo na żonę dyrektora i bez słów zrozumiały się bezbłędnie. Obie jednocześnie podniosły się z krzeseł i skierowały do kasyna gry. Cleo była zirytowana. Ostentacyjne lekceważenie Marzeny wyprowadziło ją z równowagi. Poczuła dziwną solidarność z tą dziewczyną. - Skąd się wzięłaś? - przerwała milczenie. - Skończyłam etnografię w Poznaniu, ale co można po tym robić? Dwa lata temu przyjechałam na wakacje do domu na wieś i tak już zostałam z rodzicami. Nie miałam siły się wyrwać. A tu nagle zjawia się twój ojciec i proponuje mi pracę. No to co mam do stracenia? - A ja myślałam, że tylko śpicie ze sobą. - Nie. Jak na razie nie spaliśmy. Ale nie mogę powiedzieć, żeby nie był pociągający - z nadzieją w głosie stwierdziła dziewczyna. - Kto? Mój ojciec? - Cleo nie potrafiła ukryć zakłopotania. Prokurator, Kucharski, Chmielewski i dyrektor banku szli obok siebie korytarzem hotelu. - Ładny hotel. Amerykański? - spytał Kucharski. - Za dwa lata go odkupimy - zaśmiał się szeroko Chmielewski. - Postawimy to miasto na nogi. To będzie nasze Księstwo Pomorskie - snuł plany Kucharski. Chmielewski wsunął ręce do kieszeni i wpadł w jeszcze lepszy humor. - Autostrada to dopiero początek prawdziwych interesów. - Panowie, to duża forsa, nie tylko dla nas - dorzucił Kucharski Prokurator przeżuł ostatni kęs i pospiesznie włączył się do rozmowy. - Mam listę tych, którzy chcą dla nas pracować, firmy, firemki. Stara sprawdzona gwardia. - A co z koncesją? - od niechcenia zapytał Chmielewski. Mijali właśnie długonogą piękność więc odpowiedź nadeszła z opóźnieniem. - W porządku. Wchodzę do spółki z koncesją w posagu - odpowiedział prokurator. - Plus trzy miliony dolarów i jesteś naszym kolegą - skrupulatnie jak zawsze wyliczał dyrektor banku. - O, jest taka firma z Gdańska, która nie stawia warunków. Też chcą koncesję. - Jesteśmy kumplami od trzydziestu lat. Dobrze byłoby mieć kogoś takiego jak ty w spółce. Naprawdę dobrze - przekonywał Kucharski. - Pomyśl o tym. - Cały czas myślę - odpowiedział prokurator. - W sprawie tego napadu na bank zwaliła się komisja z Warszawy. Będę składał jutro zeznania - dyrektor banku nadał serdeczny ton swojej wypowiedzi. - Policja, prokurator, a tu w biały dzień ginie dwieście tysięcy dolarów. Twarz prokuratora wykrzywiła się jakby gołą stopą przydepnął niewielkiego kaktusa. - Znajdę tego złodzieja, jeśli tylko żyje - wycedził przez zęby. Cała czwórka przedefilowała korytarzem mijając po drodze kłaniających się recepcjonistów. Na koniec dotarli do baru. - Panowie - zwrócił się Chmielewski wręczając im kieliszki z rozlanym już szampanem - wypijmy za naszą przyjaźń, za autostradę, za starą wiarę i za spółkę, którą nazwiemy... - "COMBO"! - wykrzyknęli chórem. .
- Och... wiesz, myślałem, że to może jeden z dowcipów Freda i George'a. I naprawdę... to... no wiesz... Wskazał na czoło Harry'ego. Harry odgarnął włosy, by pokazać mu jasną bliznę. Ron wytrzeszczył oczy. - Więc ten tu SamWieszKto... .
.
Calvin Parker (lat dziewiętnaściej i Charles Hickson (lat czterdzieści dwa) z Gautier, Missisipi, łowili właśnie ryby w rzece Pascagoula, gdy wtem usłyszeli brzęczenie. Zobaczyli jajowaty przedmiot z błyszczącymi, niebieskimi światłami, mający około trzy metry szerokości i dwa metry wysokości. Podczas gdy UFO unosiło się tuż nad ziemią, otworzyły się w nim drzwi i "wypłynęło" z niego kilka humanoidów. Mieli oni po około półtora metra wzrostu, jasnoszarą, pomarszczoną skórę, głowy "w kształcie pocisku", nie mieli oczu ani szyi. Posiadali natomiast szczeliniaste usta, szponia-ste dłonie i stożkowate przydatki w miejscach, gdzie ludzie mają uszy i nos. Dwa stworzenia złapały Hicksona i "poszybowały" razem z nim do UFO, gdzie zaprowadzono go do jaskrawo oświetlonego pokoju. Trzeci pasażer UFO podleciał do Parkera, który zemdlał. Hicksona przytrzymywano, podczas gdy przedmiot podobny do oka, ale nie przyczepiony do niczego, przesuwał się nad jego ciałem, wyraźnie badając go. Następnie humanoidy pozostawiły go zawieszonego w powietrzu, a on nie mógł poruszyć niczym poza oczami. Po około dwudziestu minutach wróciły i wyrzuciły Hicksona, który spadł na ziemię, dołączając do histeryzującego Parkera. UFO wzleciało wprost w górę i zniknęło z pola widzenia. Dwaj mężczyźni opowiedzieli o incydencie szeryfowi, który pozostawił ich samych w pokoju z podsłuchem. "Prywatna" rozmowa nie wskazywała na oszustwo, a obaj przeszli także z pozytywnym wynikiem test z użyciem wykrywacza kłamstwa. Próbowano użyć hipnozy, ale okazała się ona zbyt traumatyczna. (.Edge; Controversy) .
ojciec czworga dziatek, ten syn robotnika fabrycznego. I .
języku, języku narodu, który swego czasu był obwoływany jako .
tajniaka, który nie rozeznawał już nic, co się dzieje na świecie. Tombak skoczył z dzieckiem Bernsteina na tylne siedzenie, puścił konia. Podniósłszy lejce ołowianą ręką, Josie Propst ruszył ostatni spod dworca Szabasowej. Nad błękitnawym jesiennym krajobrazem leciały gdzieś ciężkie bombowce. Portier z przygotowanym do strzału pistoletem biegł uliczką jakby zalęknięty, że jego wzburzenie skończy się jakąś potworną harataniną. Josie Propst za tartakiem Foresty zatrzymał konia. Starał się zatamować upływającą krew. Całe ciało jego przeniknięte było miłym ciepłem, siadł, i ta miękkość granicząca z niepamięcią położyła go na spalonym podróżniku pod sztachetami. Koń porwał dorożkę i strasząc uciekających, pognał rwanym, nieskładnym galopem uliczkami Folwarków. Córka otarła mu łzy. Ona też odżyła, ruchliwa i energiczna. Ale rozejrzała się z niedowierzaniem po izbie. Z niezadowoleniem powiedziała do Josie: - Tak dłużej pozostać nie może. Dziecko nie ubrane na swą podróż z Szabasowej. Każdy się chce przysłużyć do niedawna znienawidzonemu dziecku. Dziecko jest gwiazdą. Na krańcach Szabasowej, w drobnych domkach nakrytych papą, mieszkali najbiedniejsi gałganiarze, szczot-karze i robotnicy tartaku. Wychodzili za chlebem na wieś, odrabiali dniówki. Chudziny ludzkie wracały późnym wieczorem do domu, napastowane strzałami w uliczkach. Wszelka ostrożność na nic się nie zdała, zawsze ktoś padł. W ślad za mężczyzną szedł strzał. Często na progu dzieci, poznawszy ojca po kroku, odsuwały w sieni skobel. Staruszki miały jeszcze pierścionki na palcach. Kiedy zapadała 53 .
wewnętrzna treść wszystkich mantr. .
- Doprawdy, Arturze, gorszy jesteś niż Julia. Przestańże się śmiać nareszcie! Nie mogę tu przecież siedzieć do rana. Tak samo mógł był zażądać od ukrzyżowanego Chrystusa, by zstąpił do niego z postumentu. Artur niedostępny był wszelkim jego napomnieniom i radom; śmiał się tylko i śmiał, śmiał się bez końca. .
Poza typowymi rozwiązaniami spotykanymi w przeglądarkach WWW Arachne zawiera szereg oryginalnych koncepcji. Jedną z nich jest tzw. DGI (DOS Gateway Interface), czyli możliwość bezpośredniego uruchamiania w DOS-ie pod kontrolą Arachne skryptów (programów), komunikujących się z przeglądarką w identyczny sposób jak skrypty CGI na serwerze WWW - daje to możliwość np. testowania takich skryptów bez dostępu do serwera, czy wręcz wykorzystywania Arachne w intranecie bez konieczności posiadania w nim w ogóle serwera WWW! (przy użyciu takich skryptów realizowana jest zresztą duża część standardowych funkcji Arachne, np. obsługa poczty) Innym ciekawym pomysłem są moduły APM (Arachne Plug-in Modules) - spakowane w odpowiedni sposób pliki z programami (najczęściej różnego rodzaju dodatkami do przeglądarki), automatycznie instalującymi się po "ściągnięciu" ich z sieci za pomocą Arachne. Oczywiście aby uniknąć podrzucenia nam w ten sposób jakiegoś konia trojańskiego, adresy wszystkich stron, z których pozwalamy przeglądarce "ściągać" pliki APM, muszą być jawnie wypisane w pliku o nazwie SECURITY.CFG. .
teraz oglądać Kosmiczne, Nieskończone. .
.
2 listopada 1967, 21:30, Ririe, Idaho Dwóch Indian z plemienia Navajo, Willie Begay i Guy Tossie, jechali ciężarówką po autostradzie 26 w pobliżu Ririe, Idaho. Nagle, jak później opowiadali, oślepił ich gwałtowny błysk światła i tuż przed ich samochodem pojawiło się wiszące w powietrzu, małe UFO. Miało kształt dwóch talerzy, z których jeden przykrywał drugi. Średnica statku wynosiła około dwa metry, a grubość - siedem-dziesiąt centymetrów. Górny talerz był przezroczysty i było przezeń widać dwóch pasażerów Samochód świadków odmówił posłuszeństwa i zatrzymał się. Przez otworki, wirujące dokoła obwodu pojawiali się ludzie - około metra wzrostu, pomarszczona skóra. Mają plecaki i ciasne, jednoczęściowe kombinezony. Przezroczysta kopuła. Z przodu, błyskały jasne, pomarańczowe i zielone światła. Kopuła podniosła się i metrowy ufoludek podpłynął w powietrzu do kabiny ciężarówki, otworzył ją i wszedł do środka. Jego twarz pokrywała chropowata, pobrużdżona skóra, miał sterczące uszy, okrągłe oczy, szczeliniaste usta i ani śladu nosa. Ubrany był w biały kombinezon i miał duży plecak. Jakaś dziwna siła odholowała samochód na pobliskie pole. Begay wyskoczył i pobiegł w stronę pobliskiej farmy, goniony przez drugiego pasażera UFO. Pierwszy pozostał w kabinie i próbował porozumieć się z Tossie'm w świergotliwym, niezrozumiałym języku. Po powrocie drugiego obaj wsiedli z powrotem do UFO, które wystartowało i zygzakując odleciało, emitując płomienne, pomarańczowe światło z dołu pojazdu. Po piętnastu minutach powrócił Begay, przyprowadziwszy ze sobą rolnika Willarda Hammona i jego syna. Obaj Indianie pojechali następnie wraz z Hammonem na policję, by donieść o zdarzeniu. Przyznali, że pili piwo, ale inni świadkowie zgodnie stwierdzili, że nie wyglądali na pijanych. O 21:30 tej samej nocy na innej autostradzie do Ririe zaszedł podobny incydent. Ciężarówkę zatrzymało niewielkie UFO, lądując przed nią. Wyszedł z niego mały humanoid i próbował wejść do kabiny. Kierowca opowiedział później ufologowi C.R. Ricksowi, że udało mu się uciec napastnikowi. ("Idaho Pioneer", 7 grudnia 19671 UFO Investigator", wrzesień-październik 1969) Styczeń 1975, Nortb Bergen, New Jersey George O'Barski, właściciel sklepu z alkoholem, ale abstynent, jechał właśnie przez park North Hudson w North Bergen, New Jersey, około 3:00 pewnej ciepłej, styczniowej nocy, słuchając radia. Nagle sygnał radiowy zaczął cichnąć i pojawiły się dziwne zakłócenia. O'Barski usłyszał monotonny warkot z lewej strony samochodu. Nadleciał duży, jasny przedmiot, który zatrzymał się i zawisł w powietrzu metr nad ziemią. Pojazd był okrągły, o średnicy około dziesięciu metrów, od dołu płaski, o pionowych ścianach i wypukłym dachu, w najgrubszym miejscu osiągał grubość około trzech metrów. Dokoła niego rozmieszczone było dziesięć do dwunastu podłużnych pionowych okien. Całe otoczenie rozświetlone było światłem, padającym z okien. Z UFO wysunęła się drabina, otworzyły się drzwi i wyszło ośmiu do jedenastu metrowych karzełków, ubranych w kombinezony i hełmy. Zaczęli oni zbierać próbki gleby i pakować je do woreczków, a potem wsiedli z powrotem do UFO, które zaraz odleciało. Kiedy następnego dnia O'Barski wrócił do parku, znalazł w tym miejscu kilka dziur w ziemi, głębokich na piętnaście centymetrów, a szerokości dziesięciu centymetrów. W tym samym miesiącu nastąpiło w owej okolicy jeszcze kilka spotkań z UFO. w tym dwa potwierdzające bardzo dokładnie świadectwo O'Barskiego. Podejrzewa się, że opisane poniżej wydarzenia zaszły tego samego dnia co poprzednie, ale nie sposób tego udowodnić. William Pawlowski, portier hotelu Stonehenge, stojącego po przeciwnej stronie ulicy od parku North Hudson, był wówczas akurat na nocnej służbie. O 2:30 czy 3:00 12 stycznia zobaczył osiem do piętnastu jasnych świateł na ciemnym obiekcie, unoszącym się nad ziemią w parku. Pawlowski zatelefonował na policję. Podczas rozmowy usłyszał nagle wysoki, brzęk dźwięk i zobaczył, jak szklane okno hallu pęka przy podłodze, przy czym kawałek szkła wpadł do pomieszczenia. Wkrótce światła zniknęły. Pawlówski obliczył, że jakikolwiek pocisk czy siła, która mogłaby przelecieć nad murem parku i uderzyć w okno tuż nad podłogą, musiałaby mieć źródło kilka metrów nad ziemią, w parku. Co ciekawsze, nie-zależnie od O'Barskiego określił dokładnie ten sam punkt jako miejsce, nad którym unosiło się UFO (tak przynajmniej twierdzą ufolodzy Ted Bloecher, Budd Hopkins i Jeny Stoehrer). O trzecim poważnym incydencie poinformowała rodzina Wam-sleyów, której wszyscy członkowie niezależnie od siebie potwierdzili zauważenie UFO z kopułą i podłużnymi oknami, wydające głośny pomruk, które przeleciało nad ich domem o 21:30 (może właśnie 11 stycznia?) i zniknęło za budynkiem hotelu Stonehenge .
.
- Mój ojciec zginął w poprzedniej wojnie, matka w kilka lat później. Wychowywała mnie ciotka, nauczycielka z Frankfurtu. W zeszłym roku zginęła podczas nalotu. - Zatem coś nas łączy? .
- Pionier, co mojego kota na sznurku pasał! Za szybą Junior i September mieli miny, jakby oglądali w kinie komedię i zarazem horror. W trakcie tej wymiany zdań Mike Kuper chwytał otwartymi ustami powietrze jak bokser po nokaucie. Nagle to jedno słowo - kot - zadźwięczało mu w uchu jak sygnał latarni morskiej, wskazujący kierunek zabłąkanemu .
- Arturze, mój drogi chłopcze - zaczął powoli - nam ci coś do powiedzenia. Musiał otrzymać jakieś złe wiadomości - przemknęło Arturowi przez myśl, gdy trwożnym spojrzeniem objął wychudłą twarz ojca. Nastąpiła długa pauza. .
szarożółt± niby trupa rozkładaj±cego się, w której ¶wieciły krwawo oczy zło¶ci± .
- Bardzo ryzykowałeś jadąc ze mną. Wiele ci zawdzięczam. - Decker wyciągnął dłoń. .
.
Lorda: Gefolgschaft. I wszyscy ci ludzie musieli słuchać .
.
- Nie widzisz tego? To ja muszę znosić te wszystkie ujrzenia i wymieniane ukradkiem uwagi. Nie zauważyłaś, :ie poruszenie wywołało nasze pojawienie się na sali balowej? łożę się, że ci ludzie nie mówią o niczym innym jak tylko Z A W A Q tym, że Artemis Hunt zjawił się na balu z Niebezpieczną Wdową. Bemice roześmiała się. ' - Masz rację, kochanie. Nikt nie znalazłby lepszego tematu do rozmowy. Twój związek z Huntem wzbudził powszechne zainteresowanie towarzystwa. - Traktują mnie jak jedną z atrakcji w Pawilonach Marzeń. Należałoby zmusić ich do wykupienia biletów. - Och, nie jest aż tak źle. Nie przejmuj się. - To ja powinnam przeszukiwać gabinet Claya, a wtedy Artemis byłby wystawiony na te zaciekawione spojrzenia. - Ludzie z wyższych sfer szybko nudzą się plotkami. Twój związek z Huntem wkrótce im spowszednieje. - Mam nadzieję, że się nie mylisz. - Bemice! Ostry nieznajomy głos przerwał im rozmowę. Jak to miło znów cię widzieć. Madeline odwróciła się i zobaczyła kobietę w średnim wieku, ubraną w różową jedwabną suknię. Dama uważnie przyglądała się jej przez lorgnon. - Pani Deveridge, prawda? .
- Tak, sir. Powóz czekał w miejscu wskazanym przez Artemisa. Mały John siedział na koźle z lejcami w dłoniach. Gdy podeszli bliżej, Madeline otworzyła drzwi. .
Po odrzuceniu Anny Anderson przez wielką księżnę Olgę, jedynie dwóch Romanowów wystąpiło w jej obronie. Jednym był wielki książę Andrzej, kuzyn Mikołaja II, który niekiedy widywał młodą Anastazję podczas obiadów. Otrzymał od cesarzowej Marii zgodę na przeprowadzenie śledztwa i w styczniu 1928 roku spędził z Anną Anderson dwa dni. Po pierwszym spotkaniu zawołał radośnie "Widziałem córkę Mikołaja! Widziałem córkę Mikołaja!" Później napisał do wielkiej księżnej Olgi: "Obserwowałem ją uważnie i z całą świadomością stwierdzam, że Anastazja Czajkowska nie jest nikim innym jak wielką księżną Anastazją Mikołajewną. Rozpoznałem ją natychmiast, a dalsze obserwacje jedynie potwierdziły pierwsze wrażenie. Nie mam żadnych wątpliwości: to jest Anastazja". Przy tej samej okazji żona wielkiego księcia Andrzeja była primabalerina Matylda Krzesińska, również widziała się z Anną Anderson. W 1967 roku, po śmierci Andrzeja, dziewięćdziesięciopięcioletnią wdowę, która przed siedemdziesięciu pięciu laty była kochanką Mikołaja II, spytano o Annę Anderson. .
dotknięciem różdżki". .
człowieka). Pojawienie się w końcu utworu "znawcy przedmiotu" - .
Nie będziemy tego pytania rozważać na własny rachunek, gdyż orzekanie atrybutu "prawdziwy" wprowadza groźbę wielorakich antynomii (wystarczy pomyśleć choćby o antynomii Eubulidesa). Zostawmy lepiej zbadanie tego komu innemu, teoretykowi poznania, któremu damy imię E i o którym założymy, co następuje. E mówi językiem spójnym Se, w którym występują wyrazy tego języka, w którym napisana jest niniejsza rozprawa, i kieruje się używając tych słów tymi samymi dyrektywami znaczeniowymi, co my, poza tym jednak dysponuje słowem "prawdziwy", którego użycie m.in. jest określone przez następującą dyrektywę znaczeniową: ten tylko nie gwałci właściwego językowi Se przyporządkowania znaczeń, kto na podstawie uznania zdania Z języka Se jest gotów uznać zdanie "Z jest w Se prawdziwe". .
- Zbiłeś go? .
W wielu krajach ruch anarchistyczny nie ma perspektyw na przyszlosc, ani na kontynuacje pracy bojowej, oraz zwyczajnie zanika, najczesciej nie zostawiajac najmniejsze go sladu po sobie, gdyz reprezentowany jest przez kilka organizacji zwolennikow roznych teorii i praktyk. Taka sytuacja anarchistow jako calosci moze byc okreslona jako "chroniczna dezorganizacja". Jak zolta febra do organizmu, ta choroba dezorganizacyjna wniknela do ruchu anarchistycznego i neka go od kilkunastu lat. .
- Najgorsze - powiedział, nie patrząc na Barnetta - jest to, że nie wiemy, z czym on za chwilę wyskoczy. Za duże ryzyko, kapitanie. - Czy zdajesz sobie sprawę, z czego byś zrezygnował? - zbeształ go Barnett. - Sam kadłub wart jest majątek. Oglądałeś silniki? Nie ma siły po tej stronie Ziemi zdolnej powstrzymać tę maszynerię. Potrafi przewiercić planetę na wylot i wyjść po drugiej stronie bez jednego draśnięcia na lakierze. A ty chcesz ją zostawić! - Nie będzie tyle warta, jak nas pozabija - zauważył Agee. Victor entuzjastycznie pokiwał głową. Barnett wytrzeszczył na nich oczy. .
Trzej panowie zajrzeli na chwilę do sali konferencyjnej, a potem skierowali się do ostatniego pokoju, aktualnie pustego, bo Monika stała z nami, a Olgierd siedział u Witka w gabinecie. Patrzyłyśmy za nimi w milczeniu, wstrząśnięte nieprzeciętną urodą prokuratora. - No? - powiedziała Jadwiga z triumfem. - Nie mówiłam? .
- Rzadko rozmawiał przez telefon z przyjacielem. . . z pewnym lekarzem. . . Robensonem. . . Tak, Robertsonem. . . Andrewem Robertsonem. Chwileczkę, sądzę, że mam jego numer w notesie. Otworzyła torebkę, wyjęła zniszczony notesik, przekartkowała go i wykrzyknęła tryumfalnie: - Jest! Robenson Andrew. .
wiem zostanie ta wykorzystane przez wrogów. .
- Żyć nie umierać -Kargul inaczej oceniał sytuację. .
Boga, trochę oliwy i wina. - Jak to prawdopodobne? odparł .
wzbogacic .
- Małe działki i obostrzenia dotyczące modernizacji budowli historycznych. Bardzo duży ruch. .
.
wypytując ich - ocenić, którą z religii będzie najlepiej wybrać. Nawet, jeśli to anegdota, sygnalizuje ona, że ta epoka rozumiała konieczność wyboru. Górowała nad Rusią nie tylko cywilizacja Bizancjum, rozpoznana przez Ruś zarówno grabieżą, jak handlem. Górowała i cywilizacja islamu, którą przez morze Kaspijskie Ruś, spływając Wołgą, najeżdżała, a jej kupcom sprzedawała swoich niewolników, skóry i miód; Bułgarzy kamscy mimo odległości przyjęli w X wieku - islam i bili u siebie arabskie monety Nad Rusią i Słowiańszczyzną górowali też wcześniej, o czym się zapomina, i Chazarzy; ci od żydowskich mędrców, wypędzonych z Chorezmu, przyjęli judaizm, a Ruś długi czas wolała ich nie zaczepiać - dopóki Światosław w roku 965 nie zdemolował i nie unicestwił całej ich cywilizacji. Czy Mieszko miał tylko jeden wybór? Czy, innymi słowy, po prostu nie miał wyboru? Proszę wziąć pod uwagę, że w kręgach warstwy kapłańskiej Słowian połabskich, w ich elitach plemiennych, zabrakło takich Mieszków. Nakon obodrycki, też opisywany przez Ibrahima, nie miał takiej .
spolecznych, to .
- Co do dreszczu nie jestem pewny, ale wiem, że pociąga to za sobą bardzo interesujące pytania. .
wiedniej organizacji. Stworzeni pierwszą metodą sycili .
- Już go pytałem. Deckerowi nie spodobał się poważny ton głosu przełożonego. .
Dzieci te niewiele uczą się ze słuchu na lekcji. 8) Mają trudności z zapamiętaniem tabticzki mnożenia, dat, chronologii, dlatego też ich szkolne niepowodzenia rozszerzają się w wyżsrych klasach na inne przedmioty, jak: a) matematykę, b) historię, c) biologię, d) podczas .
Czasem bywały to dobra doczesne. Piękne krawaty, zapalniczki, długopisy, a nawet spinki wyjmowane przez ofiarodawców z własnych mankietów. Raz były to dolary, zarobione wprawdzie uczciwie, ale na ogół nieosiągalne. Chodziło tu o tantiemy za przedruki moich felietonów w prasie polonijnej. Spotkana za kulisami Fashion Industries w Nowym Jorku podczas naszego koncertu "wydawczyni" pewnego dziennika obiecała mi wpłacić za chwilę jakąś okrągłą sumkę z tytułu tych przedruków. Był to fakt niecodzienny, więc łatwo pojąć moje wzruszenie, i nikt się nie zdziwi, że wodziłem niespokojnym spojrzeniem za wielkoduszną dłużniczką, bojąc się, że zniknie mi w tłumie. Oczywiście do tego nie doszło, pieniądze otrzymałem, ale naraziłem się chyba licznym miłym ludziom, którzy przyszli za kulisy przywitać się ze mną. Oni do mnie z gratulacjami i dobrym słowem, a ja wyciągam szyję, patrzę gdzieś w przestrzeń, jakbym czegoś szukał, odpowiadam im ni to, ni owo. Przekonany jestem, że zachowanie moje wywołało co najmniej zdziwienie, jeśli nie zgorszenie, a może tylko współczucie. Niejeden mógł sobie pomyśleć: "Ten Wiech jakoś zgłupiał w Nowym Jorku." Nie wiedzieli, że to nie największe miasto Stanów Zjednoczonych tak mnie oszołomiło, po prostu nie chciałem stracić z oczu złotodajnego granatowego kapelusika przyozdobionego dżetami. Bo muszę tu podkreślić, że choć byłem, jak to stwierdzały artykuły powitalne, jednym z najczęściej przedrukowywanych w tutejszej prasie autorów, o tak przyziemnej sprawie, jak honoraria nie było mowy. Gest więc pani-wydawcy stanowił niezwykły wprost wyjątek. Inna rzecz, że podobno polska prasa w Ameryce robi bokami, walcząc z potężną konkurencją pism amerykańskich. Miłą więc mi była świadomość, że biorę w tej walce pośredni udział, aczkolwiek na warunkach honorowych. Koledzy z tej prasy starali mi się to jakoś wynagrodzić zapraszając na liczne bankiety. Jeden specjalnie utkwił mi w pamięci. Odbył się w znanej polskiej, dziś już zdaje się nie istniejącej, restauracji Lenarda w Chicago. Nastrój był szczerze serdeczny, jedzenie bardzo dobre, przednie trunki. Tak, że właściwie stwierdzam z przyjemnością, że wiele felietonów odjadłem, a zwłaszcza odpiłem, podczas tego uroczego lunchu u Kazika Lenarda. Pozwalam sobie na taką poufałość względem popularnego restauratora, nie dlatego żebym z nim wypił bruderszaft, nie, nie doszło jakoś do tego. Po prostu istnieje wśród Polonii zwyczaj mówienia sobie po imieniu i to w zdrobniałym kształcie. Restauracja tu wspomniana nawet w ogłoszeniach posługuje się taką oto familiarną formą: Jeśli będziesz w Chicago, nie zapomnij powiedzieć hallo Kazikowi Lenardowi - śniadania, obiady, kolacje. Pan Jan Wojewódka, ceniony impresario, który tyle już zespołów krajowych zademonstrował na drugiej półkuli, któremu i ja zawdzięczam swoją podróż do Kanady i Stanów, mimo skończonych już dość dawno dwudziestu jeden lat nazywany jest powszechnie Jasiem Wojewódka. Używa się w stosunku do niego tej nomenklatury nawet w artykułach prasowych. Na przykład zapowiedź moich występów w Ameryce wyglądała w jednym z tamtejszych dzienników jak następuje. Tytuł był: Wiech w Ameryce, a pod tym widniało zdjęcie sympatycznego blondyna w średnim wieku i opowieść o tym, jak to "Jaś Wojewódka przysiadł fałdów" i zdobył jakieś wyższe wykształcenie muzyczne, pozwalające na prowadzenie wykładów z tej trudnej dziedziny. W ostatnim akapicie było też o tych występach. Ale wracając do bankietów pozwalały one ocenić w pełni gościnność naszej Polonii w stosunku do przybyszów ze starego kraju. Każdy koncert nasz kończył się regularnie takim serdecznym długotrwałym przyjęciem. Najpóźniej o dziewiątej rano wyjeżdżało się już w dalszą, przeważnie kilkusetmilową, drogę do następnego miejsca występów, gdzie się zazwyczaj przyjeżdżało bezpośrednio przed rozpoczęciem imprezy. A bywały jeszcze przyjęcia dodatkowe w prywatnych domach, nieraz ciągnące się do bladego świtu. Dostarczały one okazji do poznania z bliska trybu życia gościnnych, serdecznych gospodarzy. Ze zdziwieniem na przykład dowiedziałem się w pewnym miłym, eleganckim podmiejskim domku, że jego właściciele muszą niestety przeprosić drogich gości, ale jest czwarta rano, a pan domu zaczyna pracę w fabryce konserw o piątej, pani zaś o tej samej porze udaje się, własnym oczywiście samochodem, do miasta, gdzie ma dwa sklepy... do sprzątania. Naturalnie nie powiedzieli tego sami, podszepnął to nam ktoś z ich bliskich, obecnych na przyjęciu, znajomych. Nie wstydzą się tam ludzie fizycznej pracy, pracują wszyscy i to nieraz bardzo ciężko. Bywaliśmy też w domach bardzo zamożnych, a pomimo to pozbawionych służby, o jaką tu niezmiernie trudno. A jeśli jest, ma duże wymagania. Oto jedna z pań skarżyła mi się, że opuściła ją niedawno dobra służąca z błahego powodu. Poróżniła się z panem domu o to, że on tak ustawia przed domem swoje auto, iż ona przyjeżdżając do pracy nie ma absolutnie gdzie zaparkować swego. I takie też tam bywają kłopoty. Przed występami w Ameryce odwiedziłem jeszcze rodaków we Francji, Włoszech i Austrii. Wszędzie warszawska gwara była przyjmowana z rozrzewnieniem, a pienia mojego partnera w tych podróżach, Mieczysława Fogga, wywoływały powszechny entuzjazm, zadumę i niejedną wycisnęły łzę. .
- Dom Elizabeth Dwyer wyleciał w powietrze? - Miller, zaszokowany, odwrócił się w stronę Esperanzy. - Czy była tam? Czy zginęła? .
Yogi Johnson wyglądał przez okno. Niedługo przyjdzie pora zamykania fabryki na noc. Ostrożnie otworzył okno, tylko .
- Bo wcale nie zamierzał się przyznawać, że osobiście mu coś zrobił, a liczył na to, że złodziej nie powie,że przyszedł kraść.Pan Zajrzał mówi, że te przepisy prawne są beznadziejnie głupie,bo złodziejowi nic nie zrobią, a właściciel odpowiadałby za to,że bronił swojego samochodu. Wedle przepisów powinien był podejść i grzecznie poprosić,żeby wysiadł.A tak,możliwe,że poszedłby do więzienia, więc wolał nie. .
Posuwali się powoli stojąc w rzędzie samochodów czekających na wjazd do Polski. Przejście graniczne w Kołbaskowie nie jest szczytem elegancji ani dobrej organizacji. Formalnie należy do Niemców. Ponieważ sto metrów obok rozpoczęto budowę nowego przejścia, więc stare porzucone i nie konserwowane umierało śmiercią naturalną. Ogólny nastrój apatii udzielał się również straży granicznej. Kontrolowali tylko niektóre samochody, a i to bez szczególnego entuzjazmu. Celnicy snuli się między blaszanymi barakami pamiętającymi jeszcze wczesne lata siedemdziesiąte. Raz po raz spoglądali na zegarki. Był wczesny wieczór i do końca zmiany pozostawało jeszcze sześć godzin. Robert wyłączył radio. Spojrzał przez przednią szybę. Żołnierz z ochrony pogranicza ruchem ręki nakazał Biedronie podjechać na wysokość blaszanego baraku. Robert podjechał Mercedesem w ślad za nimi. Stanął jednak dobrych pięć metrów w tyle. Biedrona wysiadł z samochodu i podszedł z celnikiem do bagażnika. Cichy stanął obok żołnierza, który sprawdzał paszporty. Spojrzał w stronę Roberta i mrugnął porozumiewawczo. Z baraku wyszło dwóch żołnierzy uzbrojonych w pistolety maszynowe. Jeden z nich pchnął Biedronę na klapę bagażnika zanim ten zdążył ją jeszcze otworzyć. Drugi chwycił Cichego za nadgarstek i skuł kajdankami. Nawet nie zdążył się odwrócić. Nie miał zresztą po co. Drugi żołnierz pochwycił jego rękę i wykręcił do tyłu, tak że chrząstka trzasnęła w łokciu. - "Wiedziałem" - przemknęło Robertowi przez myśl. Ale w tym momencie przed maskę Mercedesa wszedł celnik. Spojrzał na tablicę rejestracyjną, potem na Roberta. Obejrzał się za siebie, żołnierze odprowadzali Cichego i Biedronę do baraku. Celnik obszedł samochód i stanął przy drzwiach. - Kontrola celna. Poproszę dokumenty samochodu, paszport, prawo jazdy. Robert wygrzebał dokumenty z półki koło radia i podał je celnikowi. - Do kogo należy samochód? - Przyjaciel matki pożyczył, żebym skoczył do domu na dwa dni. Pojutrze wracam. - Nazwisko właściciela? - Tam pisze - odparł. Celnik podniósł wzrok na Roberta. Przez chwilę wpatrywał się prosto w oczy. - Mówi się, jest napisane. Nie uczyli w szkole? Czy zgłasza pan jakieś towary do oclenia? - Nic takiego nie mam. - Czy przewozi pan w samochodzie rzeczy, które nie należą do pana? Robert zawahał się. - Nie. Celnik przyglądał się Robertowi. - Proszę zjechać na bok i otworzyć bagażnik. Wskazał palcem wolne pobocze obok dużej ciężarówki Volvo stojącej na poboczu. Zabrał dokumenty i odszedł do baraku. Robert miał kłopoty, żeby drżącą ręką uchwycić kluczyki w stacyjce. Zjechał na wskazane miejsce, zatrzymał samochód, wyłączył silnik. W baraku za metalową żaluzją Cichy i Biedrona coś tłumaczyli straży granicznej. Biedrona najwyraźniej był w dobrym nastroju. Kpił sobie z żołnierza, bo ten, poczerwieniał na twarzy. Poderwał się do niego z pięściami, ale w porę wyhamował i nie doszło do rękoczynów. Cichy spojrzał przez okno i dostrzegł Roberta w samochodzie. Ich spojrzenia się spotkały. Robert wysiadł z samochodu i przeszedł do kufra bagażnika. Zanim podniósł klapę spojrzał na barak celników. Biedrona tłumaczył coś zawile wymachując rękami. Cichy bezczelnie śmiał się, nic nie robiąc sobie z przedstawienia. Kontrolnie spojrzał w okno. Dostrzegł Roberta otwierającego klapę bagażnika i jego twarz spoważniała. Robert pochylił się nad walizką i nacisnął równocześnie zamki po obu stronach. Nie odpuściły. Powtórzył mocniej, ale bezskutecznie. Spojrzał na barak. W oknie obok Cichego i Biedrony pojawił się celnik z dokumentami w ręku. Otworzył paszport, wystukał numery na klawiaturze komputera. Spojrzał w okno. Robert szarpnął leżącą na wierzchu walizkę. Była ciężka. Nie pamiętał aby tu leżała, gdy Cichy przepakowywał swoje rzeczy z toreb. Pod nią leżała druga skórzana walizka. Wyciągnął ją na wierzch i szarpnął za zamki. Tym razem odskoczyły posłusznie. Podniósł wieko i znalazł w jej wnętrzu kupione przez Cichego koszule. Wziął pierwszą z wierzchu i rozpakował ją. Celnik wyszedł z blaszaka i skierował się w stronę Mercedesa. Jedynym tematem zaprzątającym jego myśli od dwóch tygodni, był wyjazd na urlop. Wykupił wczasy w miejscowości o wdzięcznej nazwie Swomygace. Zafascynowała go nazwa i obecność szczupaków w pobliskim jeziorze. Wspominając zeszłoroczne połowy podszedł do Mercedesa, a nie widząc kierowcy ruszył w stronę otwartego bagażnika. Robert stał tyłem. Wyglądało na to, że się przebrał. Miał na sobie czarne spodnie i jasną koszulę. - Co to piknik? - złośliwie zapytał celnik. Robert gwałtownie się odwrócił. Nie mógł odpowiedzieć, bo właśnie mył zęby. Skończył szorowanie szczoteczką; wyjął z walizki plastykową butelkę z mineralną wodą. Nie spiesząc się odkręcił ją, nabrał w usta łyk i chwilę płukał po czym splunął na asfalt tuż pod nogi celnika. - Do dziewczyny jadę. Muszę się odświeżyć - posłał celnikowi swój najlepszy uśmiech. Jeszcze raz sięgnął do walizki. Wyjął swoją starą podkoszulkę i starł nią resztki pasty z policzków, wysmarkał nos i odrzucił z powrotem do walizki. - Chce pan przejrzeć co jest wewnątrz? - zapytał celnika. Celnik nie chciał. - Tak wygląda chamstwo, gdy się dorwie do szmalu - mruknął pod nosem. Rzucił paszport do wnętrza walizki, zawrócił w miejscu i odszedł. Robert zamknął bagażnik i siadł za kierownicą. Jak długo sięgnął pamięcią wstecz nigdy nie potrafił się na nikogo wściekać. Można by powiedzieć, że jego zewnętrzna ekspresja miała równie urozmaicony wykres co elektrokardiogram nieboszczyka. Często sam miał do siebie o to pretensje. Tego wieczoru jednak coś w nim pękło. Poczuł się dotknięty do żywego. Zlekceważono go, oszukano, bezwzględnie wykorzystano. Przez moment myślał, że Cichy jest równym kumplem, cwaniakiem, który wplątał się w przemyt, ale jednak kumplem. Pomylił się. Włączył silnik. Spojrzał na okno blaszanego baraku. Cichy patrzył na niego wzrokiem bez wyrazu. Do okna podszedł żołnierz i przekręcił żaluzję. Cichy zniknął. Jadąc do Szczecina złożył sobie święte przyrzeczenie - "Nigdy, nigdy więcej". Nie mógł Mercedesem jeździć nocą po mieście, bo od dziesiątej wieczór policja kontrolowała wszystkie lepsze auta. Nie mógł zaparkować pod domem, bo mógł go ktoś zobaczyć. Przecież nie był Miss Polonią, żeby nagle wygrać Mercedesa. Na ulicy samochód z niemiecką rejestracją postałby może siedem, a może dziesięć minut zanim by go skradli. Pojechał do Czarnego. - Papiery, kluczyki. Te rzeczy też są Cichego - postawił walizki na posadzce. Zdjął skórzaną kurtkę i rzucił obok razem z dokumentami i kluczykami od Mercedesa. - A gdzie Cichy? - spytał Czarny. Płomień na kominku lizał okopcone krawędzie marmurowych kolumn. Czarny siedział w głębokim fotelu. Obok w drugim siedział Skorpion, wyjątkowo przytomny tego wieczoru. Kobra rozłożony na skórzanej kanapie zażerał winogrona. Robert poluźnił krawat, ale nie mógł go do końca rozpiąć., - Został na granicy - odpowiedział niepewnie. Czarny poważnie przyglądał się Robertowi. Był dobrym psychologiem. - Sam został? - spytał. .
- Potrafisz z tym wszystkim skończyć? .
- A jemu przeciw komu moja pomoc potrzebna? .
.
przez tych zbankrutowanych, czyli nie mam nic. W sobotę s± płatne. Nie zapłacę - .
jakie na nim te słowa wywarły. - A kto ich ma bić? Urząd?... .
literaturze; my z kolegą Bernsteinem spaliśmy na zmianę; on pięć minut, ja .
przedstawicieli władz memorandum, w który°m przedstawił swoje wnioski z analizy .
się w świętej nagonce przeciw temu .
otaczających nas ludzi jako różne postacie naszej własnej Jaźni. .
zupełnie inna kobieta, pełna smutku i cichej rezygnacji. .
nie wpływa nic innego jak tylko to, czego właśnie szukamy. .
dnia Craig Osbourne spędził w centrali DSS. Dopiero wieczorem udało mu się wyrwać i o siódmej przyjechał do kliniki w Hampstead. Strażnik nie otworzył mu bramy. - Słucham pana, sir? - spytał przez kratę. .
paranoidalna .
- Nic - odrzekła. .
przemocy, dostępuje stany bycia bez przemocy. Podobnie dzięki .
- Nie zamknę się! - odparł McKittrick. - Niczego nie zdradzam! On o tym wie równie dobrze jak ja. Nie mógł znieść, że odnoszę sukcesy! Nie powinien się do tego mieszać! Gdyby pozwolił mi postępować, tak jak chciałem, byłbym bohaterem! .
zlizywano sos z palców, wszyscy czuli się znakomicie i w .
- Snape? .
- i to na wylot - naturę kojarzących się elementów i mogę się nią .
- Dobrze. Taki obraz ufności i wiary na tle nie do zniesienia. Trochę jej dokuczyłem, a potem całą drogę robiłem sobie wyrzuty. Chcąc kupić karabin, trzeba zapłacić dwadzieścia dolarów. Zgodziłem się. Dziś wieczorem miałem tam być. Ale nic z tego, bo tu znowu to zaszło... wasza ucieczka, śmierć Bańczyckiego. - Tak... Takiego obrotu sprawy nikt nie przewidywał do ostatniej chwili. Pani go na pewno widziała? - zwrócił się Chaim do Bemsteinowej. 250 .
- Ładnie ją Ania przekonała - szydził Kargul, klęcząc przed kominkiem i przesiewając popiół w poszukiwaniu obrączki. .
.
zakupy. Pierwszą rzeczą, jaką widzisz, są organki. Nie .
za granicę wszelkiego naukowego przeświadczenia. Prowadzi on .
Więź z partnerem, ocenianym jako rozbieżny od oczekiwanych cech, stwarza ryzyko nieporozumienia seksualnego. Niższy poziom fascynacji erotycznej, brak wewnętrznego zadowolenia, tęsknota za niespełnionym oczekiwaniem itp. w konsekwencji zmniejszają poziom odczuć seksualnych. .
- Złodzieje na ogół pracują pojedynczo lub parami - zauważył Esperanza. - Czasami we trójkę. Ale nigdy, jak mi mówi doświadczenie, we czwórkę. Chyba że chcą ukraść coś wielkiego - na przykład meble, ale w takim wypadku używają furgonetki, a nie znaleźliśmy tu żadnej. Właściwie to nie znaleźliśmy w okolicy ani jednego pojazdu, który by wzbudzał podejrzenia. Co więcej, wybrali kiepski okres na włamanie. Wczoraj wieczorem rozpoczęła się fiesta. Większość ludzi wychodzi, żeby się zabawić. Ze strony złodziei mądrze byłoby obserwować dom, poczekać, aż pan wyjdzie, i wtedy włamać się, natychmiast gdy zapadnie ciemność. Ci faceci byli na tyle bystrzy, że odcięli prąd i telefon. Nie rozumiem, dlaczego nie starczyło im rozsądku, żeby dobrze zaplanować to w czasie. Decker czuł zmęczenie. Napięty i wyczerpany, pomasował sobie czoło, .
aby ją właśnie - to w odniesieniu do myślenia polega na pewnej .
- iepokoje męża przeszkadzały spać Glorii, która mówiła z irytacją: - Myślę, że powinniśmy mieć oddzielne sypialnie. Im bardziej się jesz, tym bardziej stajesz się uciążliwy. .
i szkodzimy im, robimy to w nadziei, iż przyniesie nam to .
niebezpieczeństwo .
powojenne uzależnienie Polski od Moskwy było nieuchronne. To jest jednak zupełnie innyproblem. Po .
.
- Komu dobrze? - odparł w filozoficznym zamyśleniu Kazio, oparty o stół obok niej. - Słuchajcie, a może byśmy tak zrobili kawy? - zaproponowała Alicja. - Gdzie pani Gleba? Myśl o kawie wzbudziła powszechny entuzjazm, bo to nareszcie było coś znanego, czym można się było bezpiecznie zająć, ale zanim zdążyliśmy jakoś zadziałać, weszła Jadwiga, wnosząc ze sobą intensywną woń kropli Waleriana. - Jezus kochany, dlaczego pani tak śmierdzi? - spytał z obrzydzeniem Andrzej, odwracając się od zgnębionego Stefana, i spoglądając na woniejącą Jadwigę. - Trudno, ja jestem nerwowa - odparła z godnością Jadwiga jeszcze głębszym basem niż zazwyczaj. - Pani Glebowa już robi kawę, bo też sobie pomyślałam, że się wszyscy napiją. - Za darmo?-spytał z nadzieją Leszek. .
- Chyba stosują jakiś test. Fred mówił, że to boli jak nie wiem co, ale pewno żartował. Harry'emu serce podskoczyło do gardła. Test? Przed całą szkołą? Przecież nie zna jeszcze żadnych czarów, co by mógł pokazać? Czegoś takiego w ogóle się nie spodziewał. Rozejrzał się nerwowo i zobaczył, że inni też są przerażeni. Nikt się nie odzywał, oprócz Hermiony, opowiadającej szeptem o wszystkich zaklęciach, których się nauczyła, i zastanawiającej się, które z nich będzie jej teraz potrzebne. Harry starał się jej nie słuchać. Jeszcze nigdy nie był tak zdenerwowany, nawet wtedy, kiedy wrócił do domu Dursleyów z pisemną uwagą, że w jakiś sposób zmienił perukę nauczyciela z ciemnoblond na niebieską. Utkwił wzrok w podłodze i czekał. Za chwilę wróci profesor McGonagall i powiedzie go ku jego smętnemu przeznaczeniu. A potem stało się coś, co sprawiło, że podskoczył w powietrze przynajmniej na stopę. Kilku chłopców za nim wrzasnęło ze strachu. - Co to... Aż mu dech zaparło. Przez ścianę tuż za nim przeniknęło około dwudziestu duchów. Perłowo-białe i lekko przezroczyste, szybowały w komnacie, rozmawiając między sobą i nie zwracając na nich uwagi. Wyglądało na to, że o coś się spierają. Duch małego grubego mnicha mówił: - Przebaczać i zapominać, powtarzam, to nasza zasada. Powinniśmy dać mu jeszcze jedną szansę... - Mój drogi Mnichu, czyż nie daliśmy już Irytkowi wszystkich szans, na jakie zasługiwał? I wciąż nas oczernia, a przecież tak naprawdę wcale nie jest duchem... Hej, a wy co tu robicie? Duch w kryzie i trykotach nagle zauważył tłum pierwszoroczniaków. Nikt mu nie odpowiedział. .
Warneńczyka. Powstawała koncepcja polityczna, jedna z .
- w rozgrzany do białości zapalnik. .
wyszła za swojego Rosenblatta, to o wszystkich głupstwach zapomniała,. idealizm .
- A sk±dże się bior± te jednostki? Spadaj± z księżyca z gotowymi już tablicami .
W wyciu wiatru, w szumie ulewy nie słyszano jego odpowiedzi. Zamachał dwa razy ramieniem i ręką wskazał w kierunku grani pomiędzy Małym Jaworowym a sąsiadującą z nim turnią. Czy chciał jeszcze przeszukać żleb, leżący za grzędą, czy wydało mu się, że słyszy wołanie Szulakiewicza, czy też widząc stromą, wąską półkę skalną, która zaczyna się na grzędzie i biegnie w prawo, sądził że szybciej wydostanie się nią na grań i zejdzie bezpiecznie na południową stronę? - nie dowiemy się tego nigdy. Zginął im z oczu za skalną krawędzią. Pozostali na miejscu pełni niepokoju pomimo odrętwienia i zmęczenia. - Wracajcie, Klimku! - krzyknął jeszcze raz Zaruski. .
- Dla mnie jedno jest zastanawiające. Niech pani sama powie: dlaczego zabójca, zamordowawszy go, nie zabrał tego notesu? - Nie miał czasu - odparłam stanowczo. - Myślałam już o tym, ale chaotycznie, nie zdążyłam omówić z Alicją. Ważniejsze dla niego było zniknąć z miejsca zbrodni, niż niszczyć notes. Sam pan widzi: według notesu podejrzanych jest około dwudziestu sztuk. Mógł sobie pozwolić... - No tak... Jeszcze ostatnia osoba... .
- No? .
- A gdzież mnie czas znaleźć, żeby taki szmat drogi kołdybać sia... Ania odwróciła się twarzą do okna, chcąc ukryć łzy, które napłynęły jej do oczu. Przez te łzy dostrzegła Kargula, który po tamtej stronie podwórza, machając białą kopertą, przywoływał donośnym basem Anielkę, jakby miał dla niej radosną wiadomość. Co to mogło być, co nagle tak ożywiło jej drugiego dziadka? Marynia poszukała okularów i przebiegła wzrokiem linijki napisanego przez Johna Pawlaka listu. - .
pozycji nieboszczyka, płasko na plecach na podłodze albo na .
najłatwiej, ponieważ mało różnią się między sobą. .
i tylko on jest stały i niezmienny. Kiedy osiągniemy ten stan, .
atrybuty .
panię włoską. Tego samego dnia rząd włoski, kierowany przez marszałka Pietra Badoglio, zgodził się na kapitulację przed aliantami. Ze względu na .
postawa wynikała ze skrupułów moralnych, było natomiast jasne, że .
Osoba wyznająca Siwę jako najwyższą Jaźń. .
- A ty? .
każdym uderzeniu podskakiwał, wyrzucał zabawnie tylnymi nogami i kwiczał .
rozpaczliwym trąbieniem przemknął łukiem tuż obok tarasującego środek jezdni roweru. Uderzenie powietrza zmiotło z asfaltu rower wraz z jego pasażerami. Kiedy Ania, wyswobodziwszy się z ramion żołnierza, obejrzała się za siebie, ujrzała przez tylną szybę pustą szosę. Nie miała czasu na dalszą obserwację, bo poczuła na swoich dłoniach gorący pocałunek żołnierza, który zlizując cukier z jej rąk zapewniał ją, że tak słodkiej dziewczyny nigdy jeszcze w życiu nie spotkał... Autobus zniknął już za zakrętem, gdy z rowu wyłonił się na czworakach zakurzony Pawlak i zaczął wygrażać pięścią niewidocznemu jelczowi. - Ty czorcie łabajowaty! - darł się, pryskając śliną. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
zielonymi krzewami, zaczęli się wsuwać cichaczem różni ludzie i fabrykanci i .
-Biały wódz świetna gość -zauważył duży Indianin. .
abym się roztkliwiał nad każdym niedołęg±, nad każdym psem kulawym, kwiatkiem .
wtorek rano zebrał się sąd wojenny. Wszystko odbyło się w sposób bardzo prosty i szybki; zwykła formalność trwająca niespełna dwadzieścia minut. Istotnie, nie było na czym tracić czasu, obrona była niedozwolona, a jedynymi świadkami byli: znany szpieg, oficer i kilku żołnierzy. Wyrok wydano z góry; Montanelli nadesłał żądane przyzwolenie, a sędziowie, pułkownik Ferrari, miejscowy major od dragonów i dwaj oficerowie ze straży szwajcarskiej niewiele już mieli do czynienia. Odczytano głośno oskarżenie, świadkowie złożyli świadectwo, wyrok zaopatrzono podpisami, po czym z należytym patosem odczytano go skazanemu. Wysłuchał w milczeniu: zapytany, zgodnie z przyjętym zwyczajem, czy ma co do powiedzenia, zaprzeczył niecierpliwym ruchem ręki. Na piersi jego spoczywała chustka, która Montanellemu wypadła z ręki. Przez całą noc okrywał ją pocałunkami i łzami niby żywą jakąś istotę. Twarz miał martwą i zastygłą, a koło powiek widoczne jeszcze były ślady łez, jednakże słowo ,rozstrzelać" niewiele zdało się go obchodzić. Na dźwięk tego słowa źrenice rozszerzyły się trochę, nic więcej. - Odprowadzić go do celi - rzekł gubernator po załatwieniu formalności, a sierżant, bliski płaczu dotknął ramienia nieruchomej postaci. Szerszeń drgnął z lekka. - Ach tak - rzekł. - Zapomniałem. Na twarzy gubernatora pojawiło się coś w rodzaju współczucia. Z natury nie był to człowiek okrutny i w głębi duszy wstyd mu było po trochu roli, jaką odegrał w ciągu ostatniego miesiąca. Teraz, dopiąwszy głównego celu, skłonny był do drobnych ustępstw. - Nie potrzeba mu nakładać kajdan - rzekł patrząc na poranione i nabrzmiałe ręce. - I można go zostawić w jego celi. Cela skazańców jest strasznie ciemna i ponura - dodał zwracając się do swego siostrzeńca - a w rzeczywistości jest to tylko prosta formalność. Chrząkał i suwał nogami w widocznym zakłopotaniu; po czym odwołał sierżanta wychodzącego z więźniem. .
Margaret była taka namiętna, tak gwałtowna, że pewnego dnia w przypływie zazdrości goniła go z nożem w ręku dookoła kuchennego stołu. Cóż to za upokorzenie, że ją porzucono! Zawsze sama podejmowała inicjatywę i opuszczała mężczyzn, którzy przestali się jej podobać, więc nie mieściło jej się w głowie, że jakiś smarkacz mógłby mieć jej dosyć. Zresztą wkrótce później zdobyła swą wulgarną urodą Leslie Cartera. Ten człowiek, który mógłby otrzymać rękę najbogatszej, najładniejszej debiutantki z amerykańskiego lifeu stał się niewolnikiem podstarzałej kelnerki. Poślubił ją. Aby uświetnić pochodzenie ukochanej suto opłacił heraldyka, który wśród jej przodków doszukał się paru angielskich lordów i niemieckich książąt. jetset przyjęła to za dobrą monetę. Instytut piękności poprawił rysy i wygląd Margaret, nauczycielka tańca wpoiła jej maniery wielkiej damy, a sprowadzony z Anglii profesor nauczył ją pięknej wymowy z akcentem charakterystycznym dla angielskiej arystokracji. Mimo to wrodzona wulgarność niekiedy dawała znać o sobie. Wyrywały się jej mimowoli gwarowe powiedzonka. Jej przyjaciółki z Piątej Avenue, w ich żyłach płynęła błękitna krew, śmiały się serdecznie z tych ekscesów i uważały je za kaprys, świadczący o cudownej osobowości. .
dzisiejszej terminologii naukowej, są jedynie domniemania. Kiedy .
dużej płaskiej głowy włosy nieokre¶lonego koloru; długi ostry nos i wywinięte .
- Nasz? .
- Tak. - Odetchnęła głęboko. - Oczywiście, że tak. .
- A bodaj cie! Taż nie mógł zaczekać? - skierował wzrok na spoczywającego w słomie pasażera. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
Pracowałem przez jakiś czas dla pisma Maariv, zostałem zaproszony przez .
- Powiedziano mi, że doktor Koriakowa, kierująca pracami archeologicznymi, trzykrotnie rezygnowała ze swojej funkcji, aby zaprotestować przeciwko stosowaniu barbarzyńskich metod. Abramow natychmiast zauważył, że brakowało wielu kości. Jego pierwsze żądanie wystosowane do lokalnych władz, aby ponownie przeszukać grób, spotkało się z odmową. W końcu udało mu się pokonać biurokrację i zebrał jeszcze dwieście pięćdziesiąt kości i ich fragmentów. Następnie poprosił o zgodę na przewiezienie szczątków do Moskwy, gdzie zamierzał poddać je badaniom, ale władze Jekaterynburga nie wyraziły na to zgody. Abramow odwołał się do rosyjskiego parlamentu, lecz również otrzymał odpowiedź odmowną. Był to czas, gdy żaden z członków rządu rosyjskiej federacji nie chciał zadzierać z władzami okręgu swierdłowskiego. Oznaczało to, że Abramow swoje badania musiał przeprowadzić w Jekaterynburgu, a na to nie miał żadnych funduszy. Budżet urzędu, w którym był zatrudniony, ustalono z rocznym wyprzedzeniem, nie przewidziano w nim badań, które pochłonęłyby tak znaczne sumy. Toteż choć jesienią 1991 roku Abramow wielokrotnie musiał podróżować do Jekaterynburga i zatrzymywać się w hotelach, wszystkie wydatki (łącznie z wyżywieniem) częściowo pokrywał z własnej kieszeni. Awdonin - którego Abramow nazywa "dobrym człowiekiem" - obiecał pomoc poprzez swoją fundację "Obrietienie", ale wkrótce okazało się, że fundacja Awdonina również nie ma pieniędzy. Miejscowi specjaliści w zakresie medycyny sądowej nie mieli czasu, aby w godzinach pracy asystować Abramowowi. .
wchodzenia do menu). Wiele możliwości programu jest dostępnych wyłącznie za pomocą menu. .
swiecona .
- Widzisz na tyle dobrze, żeby prowadzić? .
była właściwie bezkształtnym kawałkiem skały, brudnobiałą kulą .
pieniężnymi, i fachowymi działaczami. Co więcej - i co l .
- Mieliśmy dolną i górną granicę - wyjaśnia. - Dolna granica oparta jest na czymś, co nazywamy stosunkiem prawdopodobieństwa. Jest to prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z carem i jego rodziną podzielone przez prawdopodobieństwo, iż jest to nieznana rodzina. Gdy obliczyliśmy tę dolną granicę prawdopodobieństwa zakładając, że doszło do mutacji, otrzymaliśmy stosunek prawdopodobieństwa wynoszący 70 do 1. Oznacza to, że jest 70 razy bardziej prawdopodobne, że jest to car i jego rodzina niż jakaś nieznana nam rodzina. Stosunek 70 do 1 odpowiada prawdopodobieństwu 98,5 procent. [Dzieląc 70 przez 71 otrzymujemy 0,98591 Z drugiej strony, gdy obliczymy prawdopodobieństwo przy założeniu, że mutacja nie miała miejsca - co możemy zrobić, ponieważ wykryliśmy sekwencję, w której DNA mitochondrialne cara było identyczne z DNA jego krewnych - wówczas prawdopodobieństwo wyraża się w tysiącach, czyli wynosi przynajmniej 99,9 procent. Byliśmy ostrożni, posłużyliśmy się dolną granicą, i dlatego podaliśmy 98,5 procent. - Prawdopodobieństwo identyfikacji może znacznie przekraczać 98,5 procent, gdy zsumuje się wszystkie istniejące dowody - ciągnie doktor Gill. - W przypadku kobiet jesteśmy pewni w stu procentach. Mamy matkę trzech córek, mamy ojca tych samych trzech córek. Matka jest krewną księcia Filipa. Oprócz DNA mamy też dowody antropologiczne. Zanim otrzymaliśmy wyniki badań DNA, doktor Helmer [i doktor Abramow] ocenili prawdopodobieństwo, że mamy do czynienia z carską rodziną na 10 do 1. To prawdopodobieństwo można pomnożyć przez prawdopodobieństwo wynikające z badań DNA. Więc jeżeli z DNA otrzymujemy prawdopodobieństwo 70 do 1, a z badań antropologicznych 10 do 1, mnożąc je otrzymujemy wynik 700 do 1: prawdopodobieństwo, że odnalezione szczątki należą do cara, jest jak siedemset do jednego. Na koniec doktor Gill stwierdza, że prawdopodobieństwo 98,5 procent jest najbardziej ostrożnym szacunkiem. .
doswiadczeniach Walka klas przekula niewolnictwo robotnikow w aspiracje do wolnosci, wytworzyla anarchizm: idee negujaca system spoleczny bazujacy na strukturach klasowo-panstwowych, gloszaca zastapienie go przez wolne nie-panstwo, lecz samorzadzace sie spoleczenstwo pracownikow. Anarchizm nie wywodzi sie z abstrakcyjnej refleksji intelektualistow lub filozofow, ale bezposrednio z walki robotnikow przeciw kapitalizmowi, z potrzeby wolnosci robotnikow, z aspiracji do wolnosci i rownosci, aspiracji, ktore staja sie zyciowo wazne w najlepszym okresie zycia i walki klasowej mas robotniczych. .
- Niech chociaż przed śmiercią nie bresze - ostrzegł go groźnie Pawlak. .
Spojrzał na nią zdziwiony jej głupotą. Przypomniał sobie, że j nowa pracownica, polecona przez emisariusza Lombarda. Ud; niewiniątko, ale z pewnością otrzymała polecenie szpiegowania s szefa. - Cadillac lub lincoln! - odparł zdenerwowany. - Żeby oddzielała mnie od kierowcy! To najważniejsze! .
dachów, domów, drzew ogołoconych z li¶ci; to znów na drug± stronę, na pola, co .
- Co krzyczał`? - zaciekawił się Pawełek. .
wylaniac .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
uznajemy gdy idzie o przyrodę. Czyżby dojrzały duch to samo .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
z tego, że np. wszyscy pracownicy polskich placówek .
- Mają. Niby to ojca, ale używa jego starszy brat. Wiesia, znaczy, brat. - I co to jest? .
przełączając się pomiędzy nimi bardzo prosto i szybko (opisujemy to w dalszej części rozdziału). Ponadto jeśli jedna z .
Nauczył się już chodzić do portu i wyławiać kawałki desek od pak .
- Wiecie, jak jego na 'Batorym' nazywają? Trzysta dwadzieścia siedem! Tak, ten numer - 327 -nosił zamiast nazwiska. Załoga MS "Batory" liczyła dokładnie 326 osób, a ten drobny, łysy Anglik był jakby trzysta dwudziestym siódmym członkiem załogi: nie schodząc na ląd, nie opuszczając pokładu w żadnym porcie, odbywał piąty już z kolei rejs; piąty raz przepływał Atlantyk, całkiem obojętny na to, w którą stronę żegluje statek, czy ma rejs z Gdyni do Montrealu; czy z wycieczką "Orbisu" płynie na wyspy Bahama; dla "327" było to całkowicie obojętne. - A on co, kołowaty czy jak? - dopytywał się Kaźmierz, z wyraźnym współczuciem patrząc na postać w kraciastej marynarce. - Szczęśliwiec - powtórzyła z nie ukrywaną zawiścią pasażerka. .
.
- Nigdy bym sobie na to nie pozwolił - odparł, uśmiechając się nieznacznie. - Proszę mówić dalej. - Przyszło mi do głowy, że pan Pitney mógł opuścić dom z powodu jakiegoś nowego incydentu. Może intruz wrócił i go przestraszył. W tej sytuacji doszłam do wniosku, że istnieje tylko jeden logiczny sposób działania. - Jaki? .
- Zobacz... - szepnął, wyciągając rękę, by zatrzymać Malfoya. Na polanie widać było jakąś jasną plamę. Wyszli ostrożnie na skraj polany. Był to jednorożec, niestety już martwy. Harry po raz pierwszy w życiu ujrzał coś tak pięknego i tak smutnego. Długie, smukłe nogi spoczywały pod dziwnymi kątami, a grzywa rozsypała się perłowobiałą kaskadą na ciemnych liściach. Harry zrobił krok i nagle zamarł w miejscu, słysząc odgłos skradania się. Krzak na skraju polanki zadrżał... A potem z cienia wyłoniła się zakapturzona postać, pełznąca tuż przy ziemi, jak polujący drapieżnik. Harry, Malfoy i Kieł stali, jakby wrośli w ziemię. Zakapturzona postać zbliżyła się do ciała jednorożca, przywarła do jego zranionego boku i zaczęła chłeptać krew. .
-Bardzo dobrze - pochwaliła brata. - Wszystko dla ojca będziemy robić razem. Wymyśliłam te pierogi, bo w ogóle ojciec lubi pierogi, a tę chińską mieszaninę w coś trzeba zawinąć. Pizza może wyjść nie bardzo dobrze. A matka ma coraz mniej czasu, mówi, że będzie wielka rewia mody, więc akurat mamy okazję. I będziemy mówili, że tak bezinteresownie robimy mu przyjemność, żeby coś miał po tych siroccach i trzęsieniach ziemi. Więc po panu Wolskim widać, że masz rację. - Tylko nie wiem, co on ma z tego - zastanowił się Pawełek, starannie zaklejając czwartego pieroga. - Przebija im, oni sobie zwulkanizują i po krzyku. Nie przestaną przecież przez to kraść Chce na nich zwrócić uwagę, czy jak? Też na nic, bo oni tego wcale nie rozgłaszają. Janeczka pokręciła głową. .
- W porządku, jadę! - zdecydował się Rafał. .
arystokratyczną rodziną i posiadającą wielkie bogactwo, mogła .
coś jest niebezpieczne - odparła, spuszczając skromnie oczy, jakby nikt nie wiedział, że jest największym zawadiaką wśród dziewczyn z Hemingford. Ale taka właśnie była: szła zawsze, ale nigdy jako pierwsza. - Dobra - powiedziałem. - No to idę. - Miałem wtedy dziesięć lat i byłem chudy jak szczapa, ważyłem dziewięćdziesiąt funtów. Kitty miała osiem lat i była o dwadzieścia funtów lżejsza. Jak dotąd drabina zawsze utrzymywała nasz ciężar i dlatego myśleliśmy, że zawsze utrzyma - a taka filozofia nie raz już mściła się na ludziach i narodach. Tamtego dnia czułem, wspinając się coraz wyżej, jak drabina zaczyna chwiać się nieznacznie w zapylonym powietrzu stodoły. Jak zawsze, mniej więcej w połowie drogi, z upodobaniem wyobraziłem sobie, co zostałoby ze mnie, gdyby drabina któregoś razu nie wytrzymała i wyzionęła ducha. Ale wspinałem się dalej, aż wreszcie zacisnąłem ręce wokół drewnianej belki, podciągnąłem się i spojrzałem w dół. Twarz wpatrzonej we mnie Kitty wyglądała z góry jak mały, biały owal. W wyblakłej kraciastej koszulce i niebieskich dżinsach moja siostra przypominała lalkę. Nade mną, wyżej niż mogłem wejść, w zakurzonych zakamarkach strzechy słodko szczebiotały jaskółki. I znowu, jak zawsze .
bardzo wiele w Księstwie Poznańskim i innych ziemiach dawnej .
- Nie wiesz, co mówisz - rzekł bardzo cicho i powoli. - Ja... nienawidzę kardynała. To najgorszy mój wróg. - Wróg czy nie, ale kochasz go najbardziej w świecie. Spójrz mi w oczy, zaprzecz, jeśli możesz. Odwrócił się i patrzył w ogród. Rzuciła nań szybkie spojrzenie, na wpół żałując tego, co uczyniła; w milczeniu jego było coś przerażającego. Nareszcie podeszła doń cicho jak strwożone dziecko i nieśmiało pociągnęła go za rękaw. Odwrócił się. .
Różne są drogi wyzwalania się z kompleksu niższości. Znamy przykłady kompensowania tego poczucia na innym polu i np. impotent .
Wszystkie istoty żywe mieszczące się w pięciu królestwach są zbudowane z komórek. Wirusy nie mają budowy komórkowej, zawierają tylko kwasy nukleinowe i białko. Czy są żywe? Trudno .
biegunach, twarz miał jaskrawoczerwoną, potężny nochal pijaka, .
- Kto? - Zadzwoniła cisza. Ten obcy odstąpił tyłem. .
.
- Ty co, zdurniał? - Pawlak próbował stawiać opór, ale lufa dubeltówki oparła się o jego pierś. .
życia ku medytacji i przebudzeniu wewnętrznemu, ale bez .
-Biały wódz zejść na ziemię - zauważył wysoki Indianin. .
powietrze, lądując z brzękiem w palenisku kominka. Pawlak zastygł z otwartą gębą. .
- Nie powiem złego słowa o Biuu Maplesie, ponieważ jest świetnym specjalistą - powiedział jeden z niedoszłych szefów zespołu. - Ale była to oferta złożona Rosjanom przez sekretarza stanu, a my byliśmy członkami zespołu rządowego. Z punktu widzenia śledztwa przypuszczam, że bylibyśmy najlepszymi specjalistami w Ameryce, zwłaszcza w przypadku analizy DNA, ponieważ Maples nie mógł przeprowadzić takich badań i ostatecznie i tak zostały one przeprowadzone w anglii. Posiadamy jedno z nielicznych laboratoriów na świecie, w których można przeprowadzać badania DNA mitochondriamego. Posiadamy olbrzymie laboratorium patologii wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt, to samo dotyczy z resztą laboratoriów FBI. Jako zespół amerykańskich specjalistów pracujących na zlecenie rządu mogliśmy rzeczywiście reprezentować Stany Zjednoczone. A po tej historii nikt nam nawet nie zechciał nam podziękować, czy choćby wyrazić ubolewania. Przez długi czas był to tutaj drażliwy temat. .
- Posłuchaj mnie uważnie. Czy była wysoka? Miała wąskie biodra? Krótkie ciemne włosy? Wyglądała na Włoszkę? .
była zbyt czysta, aby sprzeniewierzyć się prawdzie. "Panna .
W najzieleńszej z naszych dolin .
narządach krwiotwórczych powstają elementy komórkowe krwi i limfy. U człowieka dorosłego czerwone ciałka krwi, granulocyty i płytki krwi powstają w czerwonym szpiku kostnym. Szpik ten wypełnia nasady kości długich i istotę gąbczastą innych kości. Limfocyty powstają w śledzionie, węzłach chłonnych i w grudkach chłonnych. .
się dzieje na górze? .
szósta czakra to ajna: ajna oznacza porządek. W szóstym ośrodku jesteś uporządkowany, nigdy wcześniej. W szóstej czakrze stajesz się panem, nie wcześniej. Wcześniej byłeś niewolnikiem. W szóstej czakrze, cokolwiek wypowiesz, stanie się to, czegokolwiek zapragniesz, stanie się to. W szóstej czakrze masz wolę, nigdy wcześniej. Wcześniej wola nie istnieje. Ale jest w tym pewien paradoks. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
oznaczenie. Praca w systemie Windows odbywa się w oknach. Pojawiają się one na ekranie po uruchomieniu dowolnego programu (zwanego tutaj również aplikacją), a także, bardzo często, po wybraniu opcji z menu. Wewnątrz takiego okna musimy niekiedy zdecydować o parametrach pracy programu. Aby zachować zgodność z notacją występującą w całej książce, opcje, za pomocą których użytkownik dokonuje wyboru (poprzez wskazanie lub wpisanie z klawiatury), piszemy czcionką pochyłą (kursywą). Nazwy okien, grup i aplikacji dużymi literami i innym krojem pisma. .
sie .
- Tak ty bierz i smołę gotuj! - Ale to wedle Farenheita! - usłyszeli głos znajomej z .
kwestii, że największa intensywność współżycia przypada na porę wieczorną. Istnieje jakby rytuał nocy, sprzyjający intymnej bliskości, ma on zresztą głębokie tradycje obyczajowe, których praźródła sięgają zapewne do form życia naszych praprzodków. Koloryt wieczoru i nocy sprzyja miłości seksualnej, m. in. przez potęgowanie nastroju, intymności, skupienie na sobie, oddalenie od codzienności, obowiązków, prac. Można zatem powiedzieć, że barwa nastrojowa nocy sprzyja zbliżeniu i potęguje działanie bodźców erotycznych. U wielu ludzi ich biorytmy seksualne również dostosowane są do tego nastroju; .
Po wpisaniu z klawiatury nazwy programu z odpowiednim parametrem przyciskamy klawisz ENTER. Jeżeli na ekranie pojawi się .
Spróbujmy teraz odczytać kilka ofert dotyczących .
kiedyś przez Genevieve szpiegowskim filmie bohater umieścił w drzwiach włos, żeby wiedzieć, czy ktoś wchodził do jego pokoju. Użyła tego samego fortelu w dwóch szufladach swojej toaletki. Po powrocie z kościoła była to pierwsza rzecz, jaką sprawdziła. Obydwie były otwierane. Maresy nie było w pobliżu, ponieważ jeszcze przed wyjściem poinformowała ją, że będzie jej potrzebowała dopiero po południu. Zapaliwszy papierosa, odczekała chwilę, po czym ruszyła na poszukiwanie Priema. Znalazła go w bibliotece, gdzie, siedząc za biurkiem, wspólnie z Reichslingerem przeglądali jakąś listę. Obaj unieśli głowy. - Tego już za wiele, pułkowniku - zaczęła. - Można się pogodzić z tym, że pańscy ludzie od czasu do czasu przeszukują nasze pokoje. Nie mogę jednak pobłażać, gdy giną bardzo cenne, diamentowe kolczyki, z perłami osadzonymi w srebrze. To rodzinna pamiątka. Byłabym bardzo zobowiązana, gdyby pan dopilnował, żeby zostały zwrócone. - Pani pokój został przeszukany? - spytał spokojnie Priem. - Skąd ta pewność? - Wiele mało widocznych drobiazgów. Niektóre rzeczy leżały inaczej, niż je zostawiłam. No i brakuje kolczyków. - Może to po prostu pokojówka porządkowała sypialnię? Czy pani z nią rozmawiała? - To niemożliwe - powiedziała niecierpliwie Genevieve. Przed wyjazdem do kościoła dałam jej wolne na cały ranek. - Wie pan coś o tym? - Priem zwrócił się do Reichslingera. Jego twarz była blada. Priem skinął głową. - Przecież nie przeprowadziłby pan takiej rewizji bez porozumienia ze mną. Reichslinger milczał. - A więc? - spytała Genevieve. .
Całun Turyński .
stwierdzenie, ze .
- Kiedy będę mógł odebrać pistolet? .
pan radca, świeży urzędnik z wyborów, nie lubi tracić sposobności .
zwierzę musi w jakiś 69 sposób usuwać zbędne produkty przemiany materii. Każdy organizm dysponuje mechanizmem zmiany składu płynów ustrojowych w celu pozbycia się substancji zbytecznych lub szkodliwych. U zwierząt zadanie to jest realizowane na różne sposoby. Proste zwierzęta (takie jak płazińce) mają układ wydalniczy w postaci kanałów zakończonych specjalnie ukształtowanymi komórkarm. Komórki te czerpią roztwór metabolitów wprost z ciała i kierują go do kanałów otwierających się na zewnątrz. U innych zwierząt (np. skorupiaków) krew jest oczyszczana przez filtrowanie. Może kiedy ostatnio jadłeś homary, zwróciłeś uwagę na zielone narządy u nasady czułków - są one uważane za smakołyk. To są właśnie narządy wydalnicze. ~%n Narządami wydalniczymi V kręgowców są nerki. Krew .
Jeden jest bóg, pośród bogów największy, a także wśród .
- Właśnie. To miałem na myśli. .
Przystosowanie seksualne jest procesem ewolucyjnym .
- O pięć metrów stąd jest lekarz. .
w ciągu ubiegłych paru lat przychodziło komuś do głowy sięgnąć po ten wspaniały i przejmujący dokument Ś .
poucinanych rąk i nóg. .
- To jeszcze nie koniec. .
manych pogróżek ekstremistów. Tej łaciatości nie .
7) oburęczność; .
- Tak uważam. - Och, byłoby to takie małostkowe z ich strony. - Widzę, że pan nie chce albo nie potrafi mnie zrozumieć. Zapewniam pana, że wielu damom, które są na pańskiej liście ewentualnych małżonek, nie spodobałoby się to, że zamieszkałam z panem pod jednym dachem. - Madeline, kiedy ostatni raz przespała pani całą noc? Spojrzała na niego szeroko otwartymi ze zdumienia oczami, ale szybko się opanowała. - A jak pan sądzi? " - Rozmawiałem z człowiekiem, który ubiegłej nocy miał na oku pani dom. Powiedział mi, że lampa w pani pokoju paliła się aż do świtu. Podejrzewam, że nie był to wyjątkowy przypadek. Odwróciła głowę, by wyjrzeć na ulicę przez okno powozu. - Z pewnych powodów przypuszczam, że jeśli on wróci, to nocą. To był człowiek ciemności. - Deveridge? .
.
- Chciałby ją pan ścigać i dostać z powrotem. Już za późno, trzeba było pomyśleć o tym wcześniej. .
.
eferat na jekaterynburskiej konferencji w lipcu 1992 roku wygłosił doktor Paweł Iwanow. Obiektem zainteresowań Iwanowa, wesołego, ciemnowłosego, czterdziestojednoletniego biologa molekularnego z Moskiewskiego Instytutu Biologii Molekularnej im. Engelchardta (wchodzącego w skład Rosyjskiej Akademii Nauk) było badanie DNA. Iwanow powiedział, że pod koniec 1991 roku Władysław Płaksin, szef Instytutu Medycyny Sądowej, zwrócił się do niego z prośbą o zbadanie możliwości wykorzystania nowej metody badawczej do identyfikacji kości odnalezionych przez Aleksandra Awdonina i Gelija Riabowa. Iwanow zdawał sobie sprawę, że nie można tego zrobić w Moskwie. Nikt w Rosji "nie posiadał wystarczającego doświadczenia w badaniu kości tą metodą" - wyjaśnił na konferencji, poza tym w Rosji brakowało też odpowiedniej aparatury badawczej. Pomimo to, przebywając w grudniu 1991 roku w Londynie, odwiedził ośrodek kryminalistyki w Aldermaston, w Berkshire, należący do ministerstwa spraw wewnętrznych i rozpoczął negocjacje w sprawie utworzenia wspólnego zespołu, który składałby się z angielskich i rosyjskich specjalistów. Na początku lipca 1992 roku, już w dwa tygodnie po konferencji, rosyjskie ministerstwo zdrowia i brytyjskie ministerstwo spraw wewnętrznych zawarły porozumienie. Wspólne badania prowadzone będą w Aldermaston; weźmie w nich udział doktor Peter Gill, dyrektor Centrum Badań Molekularnych z Ośrodka Medycyny Sądowej (FSS) ministerstwa spraw wewnętrznych, sir Alec Jeffreys z uniwersytetu Leicester (twórca metody, która za pomocą DNA pozwala ustalić tożsamość) oraz doktor Erika Hagelberg z uniwersytetu Cambridge (genetyk molekularny specjalizujący się w analizie fragmentów kości). Rosyjskim naukowcem w tym zespole miał być sam Iwanow. Wszystkie wydatki z wyjątkiem kosztów podróży miał pokryć brytyjski Ośrodek Medycyny Sądowej, a koszty podróży (ograniczające się właściwie do przelotu do anglii i z powrotem) będą opłacone przez władze okręgu swierdłowskiego, które przychylnie ustosunkowały się do tego projektu. Iwanow wyjaśnił na konferencji, że testy przeprowadzone w anglii pozwolą stwierdzić, czy pomiędzy dziewięcioma ekshumowanymi szkieletami występuje pokrewieństwo. Ponadto, o ile ze szczątków uda się pozyskać pozbawione zanieczyszczeń próbki DNA, i jeżeli żyjący potomkowie carskiej rodziny wyrażą zgodę na pobranie od nich próbek krwi, możliwe stanie się ostateczne rozstrzygnięcie, czy w grobie rzeczywiście spoczywały szczątki cara Mikołaja II i jego rodziny. .
- To tutaj. McKittrick wyjrzał przez okno. .
werandy dobiegała paplanina starców, w otwartych oknach pełgało .
- Postępowałem tak, ponieważ bałem się właściwie wszystkiego - mówi Awdonin. - To było niebezpieczne przedsięwzięcie i baliśmy się wszyscy. W maju, w okolicach Jekaterynburga słońce wschodzi około piątej rano. Tamtego dnia cała grupa, z łopatami, zjawiła się w lesie o szóstej. Poszukiwacze byli zupełnie sami, jedynie od czasu do czasu w lesie rozlegały się nawoływania grzybiarzy. Gdy Awdonin i jego towarzysze zaczęli kopać, niemal od razu natrafili na podkłady kolejowe, pod którymi ujrzeli ludzkie kości. W pewnym miejscu, na powierzchni jednego metra kwadratowego, leżały aż trzy czaszki. Wszystkie wyglądały przerażająco. .
Grunspana w samo serce. Był już na dobrej drodze odkryć, ale tymczasem, dla .
.
"I ty jesteś taki" - groził gabe. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
4604 tych pojazdów, a po wprowadzeniu ulepszeń od listopada 1944 r. do stycznia .
- mawiał, muskając swoje wiechcie. .
- Nasiek biegnie pod kasztany. Tam, tam. Odwróć się! Wszystkie dzieci śpiewały: Suknianki, parcianki, piękna to bajkaaa? .
najcichszego mlaskania, najlżejszego chrząknięcia .
May w zamyśleniu, dopasowując jeden do drugiego szydełkowane kwadraty. Ale przecież... - wyjąkała Kasia - tak nie można... Myślałam, że... I w ciągu jednej chwili Kasia zmieniła się w dziką, na dąsaną dziewczynkę o chmurnych oczach. - To nieładnie! - krzyknęła. - To oszukaństwo! To... .
W teologii chrześcijańskiej znaleźć można tę samą alegorię w opowieści, że Bóg stworzył świat w sześć dni, siódmego zaś odpoczywał. Tych sześć dni to sześć czakr, sześć ośrodków istnienia. Siódmy jest odpoczynkiem: człowiek dotarł do domu, odpoczywa. Tej alegorii nie zrozumiano. Chrześcijanie, a szczególnie teolodzy chrześcijańscy, nigdy nie wchodzą bardzo głęboko. Ich rozumienie pozostaje powierzchowne, co najwyżej logiczne, teoretyczne, ale nigdy nie dotyka tego, co istotne. Bóg stworzył świat - najpierw stworzył materię, a na końcu stworzył człowieka. Przez pięć dni stwarzał wszystko inne w świecie, materię, zwierzęta, ptaki, a potem szóstego dnia stworzył człowieka. A w ostatniej chwili szóstego dnia stworzył kobietę. I jest to bardzo symboliczne - kobieta jest ostatnim stworzeniem, nawet mężczyzna nie jest ostatni. I ta alegoria jest jeszcze piękniejsza, bo powiada, że stworzył on kobietę z mężczyzny. Oznacza to, że kobieta jest ulepszeniem mężczyzny, formą czystszą. Przede wszystkim - kobieta oznacza intuicję, poezję, wyobraźnię. Mężczyzna oznacza wolę, prozę, logikę, rozum. Są to symbole - mężczyzna oznacza cechę agresywną, kobieta oznacza przyjmowanie. Przyjmowanie jest najwyższe. Mężczyzna oznacza logikę, .
- Eee... Petunio, kochanie... nie miałaś ostatnio wiadomości od swojej siostry? Jak się spodziewał, pani Dursley spojrzała na niego wzrokiem zdumionego bazyliszka. Zwykle udawali, że nie ma siostry. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
wyjaśni, Wszelkie inne ogniwo istoty świata, niż myślenie - .
- Żeby pani z piekła nie wyjrzała za ten swój pomysł .
- zwężenie "szpar stawowych" lub krążków międzykręgowych (przeważnie nierównomierne, największe w osi działania sił), .
.
.
odrywają się małe kropelki i mamy w miniaturze system planetarny. .
lateralizacji oraz orientacji w schemacie ciata i w .
I to, co mówię, nie jest tłumieniem. Nie mówię, abyś tłumił negatywność. Mówię, abyś obserwował negatywność. Pamiętaj tę różnicę, jest to ogromna różnica. Nie mówię, abyś siedział na samym szczycie negatywności, zapominał o tej negatywności, robił coś wbrew niej; nie, tego nie mówię. Nie mówię, abyś uśmiechał się wtedy, gdy jesteś w złości, nie. Taki uśmiech jest fałszywy, obrzydliwy, sztuczny. Gdy jesteś w złości, nie uśmiechaj się. Zamknij się wtedy w pokoju, postaw przed sobą lustro i sam zobacz swoją ogarniętą złością twarz. Nie trzeba nikomu jej pokazywać. To twoja sprawa, to twoja energia, to twoje życie, i musisz czekać na odpowiednią chwilę. Patrz cały czas w lustro, zobacz tę czerwoną twarz, te czerwone oczy, tego mordercę, który tam jest. .
- Jedno tylko mam do powiedzenia - zaczął głosem ledwie dosłyszalnym - tylko jedno... Urwał i usiadł przy oknie, w obu rękach ukrywając twarz. .
przetwarzanie .
.
niejasny związek z jego programem (expose poparła .
- To skomplikowane złamanie nogi!... - słyszy powtórnie tamtą uwagę lekarza, pana Schmidta. .
w którym znajduje się on w postaci cząsteczek NZ , a nie atomów. Rośliny mogą wykorzystać azot dopiero wtedy, gdy jest on "związany" lub przetworzony w amoniak (NH3). Zdolność do wiązania azotu atmosferycznego mają pewne prokariotyczne organizmy jednokomórkowe - niektóre sinice i liczne bakterie. Bez tych organizmów, które stanowią dla roślin źródło azotu, nie mogłoby istnieć na Ziemi życie wyższe. Bez nich nie byłoby żadnych roślin wielokomórkowych, a także zwierząt ani ludzi. W oceanie azot wiążą sinice i niektóre bakterie fotosyntetyzujące. W glebie jest trochę wolno żyjących bakterii azotowych, lecz większość azotu wiążą bakterie żyjące w brodawkach na korzeniach roślin. Groch, soja i lucerna to kilka przykładów roślin, Zwierzęta 17 .
Miłość jest czymś nie znanym. Może być trwała, wierna, spokojna, może też być burzliwa. Jednych zmienia, czyni lepszymi, inni pozostają nie zmienni. Może powstać nagle, z wybuchu i bywa szczęśliwa. Inni mozolą się w jej tworzeniu, całymi latami pracują nad nią. U jednych przychodzi ,w porę", gdy yaistniało zapotrzebowanie na nią, u innych „nie w porę", przeobrażając całe dotychczasowe życie. .
i Ray wsiedli razem do taksówki. Bob pragnął być pod czyjąś Lękał się samotności, stale towarzyszącej mu niegdyś. Samoprzerywanej krótkimi spotkaniami w domach schadzek, w korymetra, w ustronnych zakątkach ogrodów publicznych. czas trzech lat pracy pod kierunkiem O'Neilla przywykł do wych samochodów, do prywatnych samolotów i jachtów. Ale Nowym Jorku teraźniejszość się zacierała, przeszłość podnosiła łeb. Odnajdywał dawne, brudne otoczenie. Wnętrze taksówki ęło. Bob odwykł już od przykrych zapachów. Nowy Jork minał mu biedę, przemoc, upokorzenia, jakich doznał w dzie%wie. Na próżno starał się zapanować nad emocjami. "by oderwać go od przykrych myśli, Ray mówił o przyszłym .
nej armady°, która będzie penetrować ich przestrzeń powietrzną, wszyscy- .
Bo jest poeta w Polsce barometrem .
żałując dawnych czasów ("Trzeba się uczyć, upłynął wiek złoty!"; .
- Nad rzeką. Niedaleko południowej bramy Pawilonów. Od dwóch dni mam oko na Glenthorpe'a i wiem, że on tam nie mieszka. W drzwiach pojawił się Latimer. - Co się stało, proszę pani? .
O, jak rozkosznie ciepło na tych kamiennych flizach, gdy słońce prześlizguje się po twarzy i rękach... Jaka tu przestrzeń dokoła! Jakie to wszystko cudowne i przerażające zarazem ! - No, no uspokój się - powiedział Strączek łagodnie. - Odetchnij... Grzeczna z ciebie dziewczynka. Gdy zatrzymała się zdyszana, poklepał ją po ramieniu. Jeszcze trochę zasapana, Arietta rozejrzała się wokoło. Zobaczyła w pobliżu nogi zalanego słońcem fotela; siedzenie rozpięte było nad nią niby baldachim. Dostrzegła gwoździki i dziwne pętle ze sznurów i jedwabiu, przytroczone do sprężyn. Zobaczyła rzeźbione nogi stołu i otwór pod blatem, zobaczyła schody biegnące coraz wyżej i wyżej w górę. A przez cały czas, gdy tak oglądała to wszystko, zegar tykał - odmierzając sekundy, tak jakby rozkrawał ciszę na warstwy. Arietta odwróciła się i teraz popatrzyła na ogród. Ujrzała żwirowaną ścieżkę, usłaną kolorowymi kamykami. Wzdłuż ścieżki stały drzewa - orzechy włoskie, a pomiędzy nimi jaśniała w słońcu trawa. Nad ścieżką wznosił się stromo, podstrzępiasty żywopłot, porosły darniną nasyp, a za żywopłotem widać było drzewa owocowe, całe w bieli kwiecia. - Masz tu worek - rzekł Strączek ochrypłym szeptem. - Weź się od razu do roboty. Arietta posłusznie zabrała się do wyrywania włókien z maty; były sztywne i zakurzone. Strączek pracował szybko i metodycznie: wiązał włókna w małe snopki i wrzucał natychmiast jeden po drugim do worka. - Gdybyś musiała nagle uciekać - wyjaśnił - nie wolno ci zostawić nic po sobie, żadnych śladów. - Kaleczysz sobie ręce, tatusiu - stwierdziła Arietta. - Nie boli? I nagle kichnęła. .
-Ty tchórzu, gdyby tylko generał O'Neil był tutaj - powiedziała matka kulawą angielszczyzną - nie podpaliłbyś nigdy tego domu! Dym wzbijał się ponad starą siedzibą. Płomienie strzelały coraz wyżej. Białe kolumny znikały w gęstniejących kłębach. Scripps kurczowo trzymał się szorstkiego ubrania matki. Generał Sherman wsiadł z powrotem na konia i skłonił się nisko. -Pani O'Neil - powiedział, a matka Scrippsa zawsze utrzymywała, że miał łzy w oczach, choć był jedynie cholernym Jankesem. Ten człowiek miał serce, nawet jeśli nie słuchał jego głosu. - Pani O'Neil, gdyby był tu generał, moglibyśmy załatwić to jak mężczyzna z mężczyzną. No a tak, pszepani, wojna to wojna - muszę spalić ten dom. Skinął na jednego z żołnierzy i ten podbiegł ichlusnął naftą z wiadra w płomienie. Ogień wystrzelił w górę, wielki słup dymu wzbił się w nieruchome, wieczorne powietrze. -Ten dym, generale Sherman - odezwała się triumfalnie matka Scrippsa - ostrzeże przynajmniej inne lojalne córy Konfederacji, że pan nadciąga. Sherman ukłonił się. .
zadumana, wskroś przenikniona chęcią poświęcenia się naukom. .
wzbudza w nich osoba partnera. .
przejmować żadnych objawień, dla których w obrębie myślenia nie .
wiedzą, co robią. Czy ci, których inicjują, są gotowi do .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
- Jak, w porządku? - krzyknął w locie i z całej siły odbił tłuczka w kierunku Marcusa Flinta. .
wysoki mur. Wnet pokazała się w nim kuta, ciężka .
Orgazm lechtaczkowy z następowym zniechęceniem do stosunku .
nie było czegoś takiego jak studnia. Czym w końcu jest studnia? .
- Ale przecież nie wybierzecie się po te polskie specjały nie ubrani! Więc pamiętajcie, że Steve Fay i jego dom wysyłkowy prześlę wam do domu podkoszulki z emblemem: orzeł polski z koroną, na żądanie i za dopłatą - bez korony! - Taż to ten, co nas do Jaśka podwiózł - ucieszył się Kargul, odkrywając w tym potoku słów znajome nazwisko. Mike, gestami nakazując mu milczenie, wyrwał mu z ręki chustkę, którą Kargul chciał wytrzeć kroplisty pot z czoła, strzepnął ją tuż przy mikrofonie. .
Kieliszek madery, para podartych pończochjakaś stara chusteczka do nosa - z tymi drobiazgami była, zdaniem Doroty, całkiem inna sprawa. Uważała, że do tego ma .
Kierowcy z sąsiednich samochodów wychylili się również. Ten z pierwszej taksówki wysiadł, popatrzył, podszedł do tamtej, stojącej samotnie z przodu. Dogoniło go jeszcze dwóch, z drugiej i czwartej. Kierowca pierwszej taksówki pochylił się do okienka. - Już cię tu nie ma - powiedział zimnym głosem. .
- Jedyna to sposobność rozmówienia się spokojnie z tobą - począł Montanelli. - Ty wrócisz teraz do swej pracy i przyjaciół, a ja również tej zimy będę bardzo zajęty. Chciałbym wiedzieć zupełnie dokładnie, jaki ma być nadal wzajemny nasz stosunek, a jeśli... - Urwał na chwilę, po czym zniżonym głosem dodał: - A jeśli możesz mi ufać jak dawniej, to pragnąłbym dowiedzieć się bardziej szczegółowo niż owego wieczora w ogrodzie. jak daleko zaszedłeś. Artur, zapatrzony w wodę jeziora, słuchał spokojnie. nie dając odpowiedzi. .
traktowanie procesu produkcyjnego jako ciagu niezaleznych .
- Pamiętaj, Pawlak: jak będziesz mieć źrebaka od tego ogiera, to ja go sobie zamawiam. .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
mieć znowu dane w pełnej bezpośredniości. Do poznania tego nie .
- Możesz znów nazywać się Harriman. Rozwiąż Jensena. .
przysięgałam: przy cywilnym ślubie i w kościele. .
- Chciałbym, żeby myślała, że i ja wychodzę z karafki - rzekł Chłopiec. - Uczy mnie czytać i każe mi pisać dyktanda. Widuję ją tylko rano, a rano ona jest zawsze w złym humorze. Posyła po mnie i ogląda moje uszy, czy są czyste, i pyta Dorotę, czy odrobiłem lekcje. - A jak wygląda ta... Dorota? - zapytała Arietta. .
czynienia pokoju w rzeczywistosci. Dla ludzi pokoju wszystkich wyznan .
słyszane ko¶cielne ¶piewy; wzi±ł miotłę z k±ta, powiesił na ni± Antosiow±, .
ku częstych wizyt Kowalskiego, które trzymały go w pogotowiu. .
- To tylko nadzieja. Nigdy nie będziesz w stanie wyjaśnić, co robią tu łuski z twoimi odciskami palców. - Decker szukał pomiędzy suchymi liśćmi. - Zeznam, że ktoś ukradł mi pistolet. .
pewnoscia .
twarzach, u¶miechaj±cych się do niego, ale nie spostrzegał nikogo, bo był .
Towarzystwo przeszło do ogromnej sali jadalnej z żółtego a kowanego marmuru, sprowadzonego umyślnie z Włoch. Dziesi okrągłych stołów, każdy dla dziesięciu osób, rozstawiono międ korynckimi kolumnami i antycznymi posągami. Clarissa uwielbi% sztukę starożytnych Greków i Rzymian, toteż kazała swoim archite tom urządzić pompejański perystyl na wielkie przyjęcia. Karty o złoconych brzegach z nazwiskami gości wskazyw% .
niej poza t± miło¶ci± już nic nie istnieje, a przy tym obawiał się jakiego¶ jej .
się w świętej nagonce przeciw temu .
tarnej spotkanie mogłoby się odbyć w Astrachaniu lub archangielsku. Wydawało się zrozumiałe, że w warunkach zaciętych walk naczelny do-j wódca nie chce opuszczać frontu, ale w tym samym czasie Stalin odwołał .
są to gruczoły, których wydzielina zwana hormonem przedostaje się bezpośrednio z komórek gruczołowych do krwi. Gruczoły dokrewne są unerwione przez układ nerwowy autonomiczny. Istnieje wzajemna współzależność, układ nerwowy wpływa na wydzielinę gruczołów i wydzielina gruczołów ma wpływ na układ nerwowy. Hormony są ustrojowi konieczne do życia. Najmniejsze ilości hormonów aktywują enzymy tkankowe i w ten sposób wpływają na przemianę materii w komórkach. Ilość hormonów wydzielanych przez jakiś gruczoł może ulegać zmianie w kierunku ich zmniejszenia lub zwiększenia, powstają wówczas określone obrazy chorobowe. Regulacja wydzielania hormonów oparta jest o tzw. sprzężenie zwrotne, to znaczy przy zmniejszaniu się ilości danego hormonu we krwi, następuje pobudzenie gruczołu do produkcji, przy nasyceniu krwi hormonem, produkcja hormonu przez gruczoł maleje. Do gruczołów dokrewnych należy przysadka mózgowa, szyszynka, tarczyca, gruczoły przytarczyczne, nadnercza, wyspy trzustki i części gruczołowe gonad czyli jąder i jajników. Większość tych gruczołów jest czynna przez całe życie, niektóre są czynne okresowo. przysadka mózgowa zwana naczelnym gruczołem dokrewnym leży w środkowym dole czaszkowym na siodełku tureckim, otoczona przez oponę twardą. Jest ona zawieszona na lejku, który wpukla się z dma komory Iii mózgu. Przysadka jest wielkości i kształtu małej fasolki wagi około 0,6 grama. Składa się ona z dwóch części głównych: .
ale potem, kiedy zostanie zapomniany, przypomną sobie o nim tamci; i tak .
- Musiała być chyba bardzo nim rozczarowana. .
obładowane, obgadano i salon, i gospodarzy, i przyjęcie, i samych siebie, a .
- Człowiek, który towarzyszył mi wczoraj po południu. .
Koniec obiadu szedł milcz±co i nudnie. .
W życiu seksualnym wachlarz działających bodźców erotycznych obejmuje m. in. skórę, dotyk, zwłaszcza dłoni. Atrakcyjność zewnętrzna mężczyzny jest jednym z wielu ważnych bodźców zmysłowych. Coraz częściej zauważa się wielu nawet młodych mężczyzn z wydatnym brzuchem. Nie cierpią oni z tego powodu na kompleksy, tak dalece perspektywa ciała umknęła im z pola potrzeb psychicznych. Ich partnerki nie wzbudzają tych potrzeb, ceniąc zalety innego typu. .
I nie uspakajał się zupełnie, a nawet to zdenerwowanie i te wszystkie obawy .
- Ach, prawda. Przecież jest tylko dziewięć. .
runki do pancernego ataku w kierunku kanału La Manche. Następnym krokiem miało być zdobycie tamtejszych portów i odcięcie pomocy' bry~- .
- On chyba żartuje, co? - mruknął do Percy'ego. .
była wyraźna wola przodującej ideologii; takie były jej .
siedle Stoczniowe swój okres świetności miało już za sobą. Wybudowane w latach sześćdziesiątych było typowym hotelem robotniczym w makro skali. Piętnaście tysięcy robotniczo-chłopskich rodzin zagęszczonych w trzydziesto- lub czterdziesto-metrowych mieszkaniach. Na podwórku, gdzie wylany asfalt zabił ostatni skwer zieleni, stał mały Fiat. Fotele i gumowe wycieraczki suszyły się w słońcu. To niewiarygodne, że taki mały samochód mieści w sobie tyle szpargałów. Całe wyrysowane na asfalcie boisko do tenisa zalane było jego zawartością. Robert szedł w poprzek dumnie niosąc wielkie pudło komputera przed sobą. - Się masz Robek. Gdzieś to rąbnął? Kurwa twa - poderwał się z ławki syn sąsiada, dwudziestosiedmioletni Włodek. Był jak zwykle w stanie wskazującym na spożycie. W prawej ręce wymachiwał opróżnioną do dna butelką po żytniej. - Dzień dobry - Robert grzecznie przywitał się z panem Koperkiem, właścicielem małego Fiata. Włodzimierz zrezygnowany machnął ręką za Robertem. Chciał prosić o dychę na małpkę, ale przypomniał sobie, że w ciągu trzech lat tylko raz wyłudził jakieś pieniądze od Roberta, bo ten po prostu ich nigdy nie miał. Ojciec i Robert siedzieli przy stole w dużym pokoju. Robert wyjął zrolowany dyplom. Rozprostował go na stole i podał ojcu. - Koniec szkoły, koniec kłopotów tata. Ojciec wziął pogięty dyplom do ręki i założył okulary. Przeczytał pobieżnie tekst: "Robertowi Radackiemu, za wzorowe... najwyższą średnią" i tak dalej i tak dalej. Odłożył dyplom na półkę. Stały tam rzędem kryształowe, posrebrzane, miedziane, ceramiczne i z brązu - wszelkiego formatu i kształtu puchary i statuetki sportowe. Obraz zwycięstw jego piętnastoletniej kariery. W całym mieszkaniu wisiały dyplomy i pamiątkowe zdjęcia. - To i dobrze - w głosie ojca brzmiała nuta triumfu - przecież nie wezmą cię do wojska przeze mnie, to po co studiować? Pięć lat! - ojciec spojrzał na Roberta z rosnącym wzburzeniem - nie bądź głupi. Im wcześniej zaczniesz pracować tym wcześniej do czegoś dojdziesz. Robert uśmiechnął się do ojca. Ile już razy słyszał to kazanie. Ojciec był rozgoryczony, czasami złośliwy. Drażnił Roberta kiedy tylko mógł. - Niech się tata nie obawia. Jeszcze nie wiem czy pójdę na studia. Od poniedziałku zaczynam robotę u naszego sąsiada, ma własną firmę -powiedział Robert. Sąsiad był kimś, bo pracował dla siebie i chyba nieźle mu się powodziło. Ojciec go nie lubił. - Masz, sprzedaj - ojciec sięgnął z półki srebrny puchar zdobyty na spartakiadzie krajów socjalistycznych w Moskwie. Puchar był okazały. Uznał, że to za mało i dołożył niski, tym razem złoty, pamiątka z wyścigu pokoju z siedemdziesiątego siódmego. - Podnieśli cenę obozu w Bieszczadach. Pawełek od tygodnia się pakuje. Nie mogę mu powiedzieć, że nie pojedzie. Nigdy nie przelewało się u nich w domu, ale pierwszy raz ojciec sprzedawał swoje pamiątki. - Pogadam z majstrem. Może da zaliczkę. Nagle Robert przypomniał sobie, że w kieszeni marynarki ma pieniądze na taksówkę od Chmielewskiego. Wyjął je i położył na stół. - Resztę przepiłem - powiedział. Ojciec rozpromienił się. Ten wieczny cherlak stawał się mężczyzną. - Wiedziałem, wiedziałem - klepnął syna w ramię, aż mu grzywka opadła na oczy. Robert odwzajemnił się. Klepnął za mocno, bo ojciec zachwiał się i poleciał na stół. Chwycił ręką swoje kule ortopedyczne i podniósł się do pionowej pozycji. Robert nie starał się mu pomóc. Ojciec dzielnie walczył ze swoim kalectwem. Od kilku lat przechodził kolejne operacje kolana. Żadna nie przyniosła ulgi. Po ostatniej doszła infekcja. Groziła amputacja prawej nogi. - Wszystko w porządku? - spytał Robert. - A co ma być nie w porządku. Na kalekę nie trafiłeś koleś - zaśmiał się do syna. Usiadł przy stole, wyjął z szuflady gazetę i zaczął pakować swoje puchary. Nie chciał już ich więcej oglądać. Robert wszedł do małego pokoju. Powiesił do szafy marynarkę. To ostatni raz kiedy ją założył. "Może też sprzedać" - pomyślał. Zmienił jednak zdanie spoglądając na przetarte mankiety. Obok na łóżku spał dwunastoletni chłopiec. Pochylił się nad nim. Byli do siebie podobni. Obaj mieli długie jasno-blond włosy. - Krasnal. Zdałeś? - zapytał Robert. Chłopiec nie dał się obudzić. Podniósł kciuk w geście sukcesu. .
Nadszedł ostatni dzień nauki. .
wskazywania winnych, nawet bez pełnego ustalania .
żadnego światła, żadnych odgłosów. Zamknęła z powrotem drzwi. Skrzypnęły żałośnie, hamowane przez automatyczną sprężynę. I znów usłyszała jakiś dziwny szmerjakby tłumione westchnieniejakby wstrzymywany oddech, taki sam szmer, jaki usłyszała przedtem, gdy stała w zmywalni i nasłuchiwała. Ostrożnie, unosząc skraj spódnicy, podeszła do paleniska. Na podłodze, tuż obok nieco wybrzuszonej deski, leżał jakiś różowawy przedmiot. Ach, to właśnie spod .
ten sposób zostałem współpracownikiem "Expressu Wieczornego" i tak się zaczęła moja przyjaźń z jego założycielem i pierwszym redaktorem naczelnym, miłym, zacnym, pełnym bombowych pomysłów, wiecznie zabieganym Rafałem Pragą. Przyjaźń ta, niestety, trwała krótko. Rafał żył zbyt intensywnie, pracował za dużo, nie umiał odpoczywać, zmarł na zawał serca, jakby w bitwie, podczas pełnienia obowiązków, które sam sobie narzucał. Bo oprócz prowadzenia pisma organizował pod wysokim protektoratem "Expressu" najrozmaitsze imprezy artystyczne. Jego to inicjatywa gromadziła tłumy warszawian na Mariensztacie, na Rynku Starego Miasta, gdzie czołowi nasi artyści pod gołym niebem popisywali się piosenką czy monologiem. Trzeszczała często estrada pod naporem niezliczonych widzów, zamykać trzeba było ulice prowadzące na place, gdzie Rafał urządzał kolejne widowisko. We wszystkich prawie brałem udział odczytując swoje felietony. Nieraz groził nam marny koniec pod gruzami estrad, które cudem unikały zgniecenia przez napierające fale czytelników "Expressu Wieczornego". Często występowaliśmy podczas deszczu, łykając strugi spływającej po nosie wody. Najbardziej zmoczony bywał jednak Rafał, biegający z jednego zagrożonego odcinka na drugi, rozgorączkowany, ale rozpromieniony i szczęśliwy. Powodzenie "Expressu" rosło z roku na rok, a z nim razem rosła popularność moich bohaterów: Walerego Wątróbki, pani Gieni i szwagra Piekutoszczaka. Co prawda byli to bohaterowie jeszcze przedwojenni, ale "trzeba było wprowadzić ich w nową rzeczywistość. Zrobiłem to bez specjalnego wysiłku, po prostu mieszkali sobie nadal na Szmulkach i dzielili los, smutki i radości innych obywateli stolicy. Przez nowych czytelników zostali z miejsca zaakceptowani jako ktoś swój, warszawiak z krwi i kości, z dziada pradziada. Walery Wątróbka w imieniu swojej rodziny zabierał głos we wszystkich sprawach, jakie znalazły się na tapecie dnia. Od kwestii bytowych po zagadnienia kultury i rozrywki. Nie było chyba dziedziny życia warszawiaków, do której nie wtrąciłby swoich trzech groszy. Wymądrzał się na tematy sportowe, recenzował po swojemu przedstawienia teatralne i filmy. Zyskał sobie sporo sympatii, ale nie u wszystkich. Pojawiły się wkrótce głosy krytyczne. Nawet w czasopiśmie gospodarczym ukazał się artykuł piętnujący pana Walerego za obijanie się. Autor domagał się ode mnie odpowiedzi na pytanie, gdzie właściwie pracuje mój bohater, z czego żyje. A zrobił to w taki sposób: Weźmy na przykład tak sympatycznego i bezkonkurencyjnego - Wiecha. Stworzył on gwarę, która mimo wszystko weszła do języka polskiego, stworzył też typy, które przez masowe naśladownictwo fasonu bycia weszły w życie. Ale typy Jego to łaziki poza nawiasem zbiorowego wysiłku społecznego, ich filozofia życiowa to "szwejkostwo" życiowe; Wiech jest społecznie szkodliwy, gdyby nie było krępujące strzelać z armaty do przemiłego wróbla warszawskiego - to należałoby zwalczać Wiecha tak długo, ażby tego swojego Wątróbkę zapędził do fabryki. Uważałem, że nie można tego pozostawić bez odpowiedzi. Na Użyczonych mi gościnnie szpaltach tygodnika "Związkowiec", cytując ten fragment omawianego artykułu, odpowiedziałem tak: .
- He? Co tam znów? Myślisz, że wstaję z grobi .
je boleśnie; nie śmiał zaprzeczyć, choć może nieraz miał ochotę .
silnego Kloanta, i przyjaciela Achata, i małego Askaniasza, i .
Przed podaniem mu heroiny Bob zadał sobie dramatyczne .
najładniejsze malinowe jabłka z drzewa tuż nad parkanem. Nazywała go małym nicponiem, niegodziwym złodziejaszkiem. "Rozsiadł się w kuchni - mówiła o Erneście - rozłożył swój notes i śmieje się do rozpuku. Dwadzieścia jeden lat ma już teraz, a nosa zadziera, .
trz±sł się cały z trwogi i zacz±ł gwałtownie dzwonić na dyżurnego lokaja, .
Pruderia - zahamowanie, fałszywy wstyd. .
biegn±c dojadali jeszcze obiadów. Stukot drewnianych podeszew zapełnił cał± .
Mijały sekundy. Widział, jak inni żołnierze z jego drużyny przygotowują .
' - Seks partnerski .
Postulat dialogów erotycznych .
Jakże beztrosko zapowiadał się dzień, kiedy - jeszcze kilka godzin temu - młody turysta kończył spokojnie śniadanie w schronisku na Hali Gąsienicowej i zbierał się do wymarszu. "Pogoda cudowna - myślał - wyjdę na Granaty i Orlą Percią przejdę na Krzyżne. Kierownik schroniska wspominał wprawdzie, że na tym odcinku znaki są dawno nie odmalowywane i niektóre już się prawie zatarły, ale cóż z tego? Dam sobie radę. Byłem już przecie na Giewoncie, Czerwonych Wierchach, a nawet - co prawda z przewodnikiem - na Zawracie i Kozim Wierchu! Zatarte znaki? Ależ musi tam być chyba jakaś wydeptana ścieżka, a w taką pogodę będzie ją widać z daleka". ((1)) Przy wyjściu ze schroniska moment zastanowienia: ktoś tam kiedyś mówił, że ciepły sweter i wiatrówkę trzeba ze sobą zabierać nawet w najpiękniejszą pogodę. Nonsens! Zawracanie głowy. W każdym razie nie w t a k ą pogodę - w słoneczny, upalny dzień bez jednej chmurki. Szorty, koszulka z krótkimi rękawami i trampki na nogach wystarczą w zupełności. No - dziesiąta godzina! Czas iść w drogę. Na wierzchołku Granatów długo wygrzewał się w słońcu, zadowolony z wycieczki i z samego siebie. Straszono go trudnościami drogi - tymczasem przebył ją z łatwością, bez żadnego wysiłku. Kilka klamer - cóż to za przeszkoda dla dobrze wygimnastykowanego młodzieńca? Dalszy szlak z pewnością nie będzie trudniejszy. Gdzieś na horyzoncie pojawiły się chmury. Głupstwo takie sobie niewinne, białe chmurki. Zdziwił się trochę, gdy usłyszał, że jeden z odpoczywających na szczycie turystów nakłaniał swych towarzyszy, by już rozpocząć zejście do schroniska. Przecież jest zaledwie pierwsza - do wieczora jeszcze tyle czasu. Przypomniał sobie czyjeś tam wywody, że na wycieczki należy wyruszać wcześnie i wcześnie wracać do schroniska, bo rano pogoda najpewniejsza, a w południe często się psuje. Skrzywił się pogardliwie. Taka "murowana" pogoda nie może się zepsuć! Zejście na Granacką Przełęcz i trawers w poprzek Orlej Baszty i Buczynowych Czub nie sprawiły mu również trudności. Był zręczny, niewrażliwy na przepaście, posuwał się więc lekko i dość szybko. Klamry i łańcuchy wyznaczały drogę. Znaki gdzieniegdzie były wyraźne, w niektórych miejscach rzeczywiście zatarte. Ani zauważył, gdy z południowego zachodu nadciągnęły ciężkie burzowe chmury. Gdy perć wywiodła go z powrotem na krawędź grani, był zaskoczony, znalazłszy się w gęstej, nieprzeniknionej mgle. Wśród coraz silniejszych grzmotów i pierwszych kropel deszczu szedł dalej, widząc przed sobą tylko kilkanaście najbliższych metrów ścieżki. Burza rozpoczęła się na dobre. Z nieba lały się teraz całe strugi deszczu. Huk piorunów przewalał się po pustych kotłach górskich - zanim przebrzmiało echo jednego, już następny wybuchał z nową gwałtownością. Doszczętnie zmoknięty turysta schronił się pod nieco nachylony okap głazu. Dygotał febrycznie, szczękał zębami, wstydząc się przed. samym sobą przyznać, ile by teraz dał za ciepły wełniany sweter i wiatrówkę, które leżały bezużytecznie w jego plecaku na Hali Gąsienicowej. Prowizoryczne schronienie kiepsko zabezpieczało przed deszczem, a już wcale przed wiatrem i zimnem. Burza jednak długo trwać nie może. Postanowił przeczekać. Istotnie burza po jakimś czasie minęła, ale pozostała mgła i przenikliwie zimny, drobny deszczyk. Próbował doczekać się rozjaśnienia. Na próżno. Było już po czwartej - prawie ostatnia chwila, by zdążyć do schroniska - a sytuacja nie ulegała zmianie. Wyruszył w dalszą drogę, już choćby dlatego, by się trochę rozgrzać. Jakże inaczej przedstawiał się obecnie jego pochód. Sztywne, zmarznięte ciało straciło dotychczasową zwinność, poruszało się opornie, niezgrabnie. Gumowe podeszwy trampek ślizgały się po ociekającej wodą skale. W przejściach, w których musiał sobie pomagać rękami, czynił to z najwyższym trudem, czując, że traci władzę nad marznącymi palcami. Turysta począł również coraz silniej odczuwać głód. Jedzenia ze sobą nie wziął, a śniadanie na Hali i kilka cukierków na szczycie Granatów dawno już poszło w zapomnienie. Za głodem i zimnem przyszło zmęczenie - coraz częściej poczynało brakować mu oddechu. W pewnej chwili spostrzegł, że nie znajduje się na właściwym szlaku. Niewyraźna ścieżyna; którą szedł dotąd, okazała się kozią percią gubiącą się powyżej w stromych skałach. Nie widniały na nich ani malowane olejną farbą znaki, ani łańcuchy czy klamry. Rozejrzał się. W poprzek trawiastego stoku biegło kilka smug, przypominających we mgle ścieżki. Schodził ku nim, próbował się posuwać, wracał z powrotem w górę - za każdym razem przekonywał się o swej omyłce. Znajdował się prawdopodobnie w pobliżu Przełęczy Nowickiego lub na stokach Wielkiej Buczynowej Turni, opadających ku Dolinie Buczynowej, ale ani o tym wiedział, ani go interesowało, gdzie jest. Wiedział tylko, że musi odnaleźć Orlą Perć, dojść nią na Krzyżne i zejść przez Dolinę Pańszczycką na Halę Gąsienicową. Odnaleźć Orlą Perć, którą nie wiedzieć kiedy zgubił? O to właśnie chodziło! Turystę poczyna ogarniać niepokój, a potem paniczny lęk. Kręci się już dość długo na tej samej niewielkiej przestrzeni, a ścieżki ani śladu. I znowu przypomina mu się czyjaś rada, że w podobnej sytuacji należy powrócić do miejsca, w którym po raz ostatni widziało się wyraźny znak, i stamtąd spokojnie poszukać następnego znaku. Dobra rada. Gdzie to on widział ostatni znak? Wysoko, jeszcze na grani, blisko pół godziny temu. Wracać w górę taki kawał i zaczynać od nowa? Nie miałby już chyba sił. Całą energię koncentruje po to, by iść naprzód, być coraz bliżej schroniska. A zresztą czy uda się trafić z powrotem w tej przeklętej mgle? Trzeba iść w kierunku Krzyżnego - gdzieś tam znajdzie się przecież ścieżkę. Albo też może próbować zejść wprost w dół? Trawersuje jakieś żleby, kominki, majaczące we mgle skalne żebra. Przemarznięcie, zmęczenie i głód wywołuje w nim jakby odrętwienie i zobojętnienie na sytuację. W mózgu zjawia się myśl: a może zostać tu i krzyczeć o pomoc? Ale cóż - do zmroku już tylko godzina lub dwie. Nikogo w górach o tej porze i w taką pogodę nie ma. Trzeba teraz zaczekać do rana, a jutro albo pogoda się poprawi, albo ktoś wezwie Tatrzańskie Pogotowie - choćby kierownik schroniska, zaniepokojony tym, że turysta nie powrócił na noc. Na myśl o biwaku przypływa znów fala panicznego strachu. Siedzieć tu całą noc - zmoknięty, bez jedzenia i ciepłego ubrania? Za nic! To byłoby nie do wytrzymania. Iść! Gdziekolwiek, w górę lub w dół. Ogarnięty lękiem umysł nie funkcjonuje już sprawnie, nie ocenia trafnie sytuacji, nie wyciąga z niej trzeźwych, spokojnych wniosków. Iść choćby całą noc, byle wyrwać się z tej pułapki! Żeby tylko mgła rozstąpiła się choć na chwilę. Mgła, jak gdyby spełniając to życzenie, poczęła kłębić się, odsłaniając coraz dalsze żleby i grzędy. Kilka silniejszych podmuchów wiatru na chwilę rozpędziło chmury i w dole zamajaczyły piargi Doliny Buczynowej. Turyście wyrwał się mimo woli okrzyk radości. Stał na trawiastym stoku, który pozornie zbiegał na sam dół. Wydało mu się, że pół godziny, może godzina zejścia sprowadzi go na dno doliny, w której prędzej czy później musiałby trafić na ścieżkę do schroniska. Niedoświadczony, zaślepiony strachem nie zdawał sobie sprawy, że widzi tylko górną, łagodną część stoku, który ku piargom obrywa się stumetrowym pionowym urwiskiem. Nie uświadamiał sobie również, że dotychczasowa jego sytuacja nie była w gruncie rzeczy tak groźna, jak sądził. Miał przecież do wyboru: wrócić na grań do ostatniego widzianego znaku i uważnie poszukać następnego lub - powrócić przez Granaty do schroniska. W najgorszym razie mógł wyszukać wygodne, osłonięte od wiatru miejsce i przetrwać jakoś do rana, a następnego dnia doczekałby się z pewnością pomocy. Dopiero teraz właśnie, zstępując trawiastym zboczem, szedł w nieuchronny potrzask, zbliżał się ku własnej śmierci jak ćma pędząca do światła. Nie zastanawia go, że ten "łagodny stok" jest stromy, coraz stromszy, że chwilami musi sobie pomagać rękami. Zatrzymuje go jakaś niewysoka ścianka. To nic. Widać, że dalej są możliwości zejścia. Ześliznął się kilka metrów. Znów jakiś czas teren był łatwy i znów jakieś ścianki, żleby, rynny, kominki. Ale chyba dno doliny jest niedaleko. Przecież schodzi tak długo. O! Te trawy poniżej to pewnie już w dolinie. Nie, to wielka trawiasta platforma, a poniżej?... Urywa się jakoś bardzo pionowo. Nie wiadomo, jak tam głęboko, bo mgła znowu wszystko zakrywa. Nie przyszło mu na myśl rzucić kamień, by przekonać się, jak długo leci. Z pewnością to znów jakiś niewysoki próg. Kilka metrów niżej widać małą trawiastą platforemkę... Jakoś strasznie tu stromo i krucho. Turysta już kilkakrotnie obsunął się dość niebezpiecznie. To noga mu się ześliznęła, to chwyt się oberwał - za każdym razem jednak zdołał się utrzymać i oto już stoi na owej maleńkiej platforemce. Ale co dalej? Wygląda bardzo groźnie, choć niewiele widać w tej mgle... Więc wracać? - Oznaczałoby to powrót do poprzedniej sytuacji pełnej niepewności i lęku. A zresztą, czy będzie w stanie pokonać w górę dopiero co przebyte trudności? Czekać, wołać o pomoc? Ależ tu zaledwie da się ustać czy usiąść, tak ciasno i stromo. Zostaje tylko droga w dół. Ta ścianka nie będzie miała więcej niż poprzednie. Nawet jeśli się z niej zsunie - nic mu nie będzie. Dolina musi być całkiem blisko - to już z pewnością ostatnia przeszkoda. Tu trochę niżej platforemki są dobre chwyty, na nogi też się tam pewnie znajdzie jakiś stopień. Zakończenie znamy... - Gdy zawisł na chwytach nad próżnią, której głębię raczej odczuwał, niż umiał ocenić - zrozumiał, że opuszczając platforemkę utracił ostatnią szansę życia, że jest zgubiony bez ratunku... .
swym nieustannym dążeniu do jedności doświadczenia, która nigdzie .
umyslach, poniewaz oni najbardziej potrzebuja pelnej milosci dobroci. W .
w stosunku do otoczenia Lecha Wałęsy. .
W publicystyce kreuje się model związku partnerskiego opartego na więzi uczuciowej, erotycznej, z umiejętnością dialogu i współpracy. Mówi się też o potrzebie rozwoju osobowości partnerów w związku, wspólnocie zainteresowań iłp. Kreowanie danego modelu (zmiennego w poszczególnych fazach kultury) nie jest wymysłem, wyraża pewną prawidłowość i zapotrzebowanie społeczne. Przyjrzyjmy się np. modelom związku w okresie zaborów, w okresie międzywojennym Ś inne były w nich role kobiece i męskie, inne cnoty idealnej żony czy męża. Można nawet powiedzieć, że współcześnie kreowane modele mocniej akcentują miłość i więź erotycznopartnerską. Nie oznacza to jednak, że lansowany model jest jedynym funkcjonującym i stanowi cel dążeń wszystkich związków. Są ludzie szczęśliwi w związku odbiegającym od tego modelu. Istnieją u nas związki patriarchalne, matriarchalne, łączące się ze względu na wspólnotę interesów, nastawione jedynie na dziecko, związki z rozsądku, złączone światopoglądem, z duża różnicą wieku, z niedoborem seksualnym, czy nawet bez współżycia, w których partnerzy czują się szczęśliwi i nie odczuwają potrzeby zmian. Można dyskutować, czy są to związki dojrzałe czy niedojrzałe, można szukać mechanizmów doboru partnerów - określać szansę na przyszłość, krytycznie oceniać w niektórych minimalizm, a w innych maksymalizm. Nie zmienia to faktu, że ludzie tworzą związki odmienne od kreowanego modelu i że jest im w nich dobrze. Również miłość nie ma patentu na więź partnerską, może bowiem powstać i pogłębiać się w związkach nietypowych. Znając różne typy związków, 18 osobiście opowiadam się za partnerskim, opartym na miłości, fascynacji erotycznej i wspólnym świecie wartości. Osobnego omówienia wymagają związki powstałe w wyniku określonych oczekiwań, które bulwersują otoczenie i rodzą niepokój co do ich normalności. Otóż są osoby nie czujące potrzeby partnerstwa psychicznego czy wspólnoty psychicznej, zależy im natomiast na fascynacji erotycznej wynikającej z samczości, samiczości drugiej osoby. Zwykle dominują w nich; głębsza wrażliwość zmysłowa, naturalny zapach, potrzeba męskiej zdobywczości, połączona z pewną nawet brutalnością, potrzeba kobiecej uległości i oddania, potrzeba wywoływania zainteresowania swoją budową. Partnerzy należą do dwu oddzielnych światów psychicznych, ale fascynuje ich odmienność zmysłowa płci partnera. Padają niekiedy zwierzenia typu: ,,Odpowiada mi jego pewna brutalność w zdobywaniu mnie, jego owłosiona klatka piersiowa, zapach skóry". Z chwilą gdy partner usiłuje przejść na poziom więzi i wspólnoty psychicznej, zaczyna tracić swój urok. Tego typu związki samczosamicze bywają trwałe, udane i szczęśliwe, nie są jednak jednorodne. Do najczęstszych typów można zaliczyć: Związki między osobowościami prymitywnymi. Każde z partnerów żyje we własnym świecie, niedostępnym lub obcym drugiej osobie. Dominuje więź zmysłowoseksualna. Związki między partnerami z bardzo bogatą i Jakby samowystarczalną osobowością. Partnerzy żyją w swych bogatych zamkniętych światach odmiennych zainteresowań, wartości. Realizują siebie w sposób twórczy. Związek tego typu jest dla nich jakby innym światem, relaksem, mają potrzebę przechodzenia ze świata intelektu, wyobraźni do świata bodźców zmysłowych, konkretnych, mocno wyrażanych. Czują w sobie jakby obecność, współistnienie dwu natur, które akceptują. Istnieje tu zatem partnerstwo na określonym poziomie. Związki nierówne, np. partner z bogatym światem wewnętrznym, intelektualnym, estetycznym, stale rozwijający się i bogacący swą osobowość dobrze czuje się z partnerem zmysłowym, działającym seksualnie, we współżyciu z którym przechodzi się jakby na inny poziom kontaktu. Może on dopełniać osobowość lub wyrażać jej inną naturę. Druga osoba może nie dorastać poziomem intelektualnym, ale stanowi konieczne i upragnione uzupełnienie. Jeden ze znamienitych naszych naukowców powiedział mi kiedyś z rozbrajającą szczerością: "Dzięki niej wypoczywam, relaksuję się, zwalniam się z myślenia na wysokich obrotach, kocham ją za to, że jest taka nieskomplikowana, zwierzęco naturalna". Związek ten jest udany po 20 latach trwania, mimo że jego świat jest dla niej absolutnie niedostępny i obcy. Znajomi natomiast współczują mu i zdziwieni pytają, "co on w niej widział?". 2 19 W tego typu związkach istnieje jakby polaryzacja osobowości - zjawisko nie tak znów rzadkie. Zauważmy, że bardzo często powstają związki z partnerem nie będącym w typie, czyli źródłem zainteresowań i fascynacji staje się odmienność. Znany to mechanizm w typowych romansach i przygodach. W takich związkach odmienność jest właśnie ich źródłem powstania, fascynacji i trwałości. Często związki takie bywają przez osoby postronne określane jako nienormalne, chyba zboczone lub też będące efektem uwiedzenia naiwnej osoby. Oczywiście, że trafiają się przypadki wyprowadzenia w pole partnera, który nawet nie przypuszcza, co kryje w sobie osobowość współpartnera, jego przeszłość, że operował on doskonałą techniką udawania, stwarzania pozorów i zdobywania. Wiele jednak związków nietypowych dla otoczenia powstaje z autentycznej potrzeby psychicznej inności partnera i z pragnienia stworzenia więzi samczosamiczej. Jest jeszcze inny mechanizm, o którym warto wspomnieć. Wiele osób z czasem gubi swoją płciowość, kobiecość czy męskość, stając się osobą aseksualną. Przebywanie w środowisku ludzi snobizujących się na inłelekłualizm lub akcentujących własny rozwój intelektualny czy zawodowy sprawia, że widzi się w nich przede wszystkim mózg, zawód, pracę, a nie płeć, erotyzm, których się pozbawili. Są to często idealni koledzy i współpracownicy, ale aseksualni. Stąd poszukiwanie i oczekiwanie skrajnej odmienności, w której płciowość i erotyzm są bujne, autentyczne, żywe. Kto wie, czy ten ostatni mechanizm nie jest najistotniejszy w motywacji powstawania tych nietypowych związków. Sam często stwierdzam, że wiele osób rozwija swoją osobowość nierównomiernie, z przeakcentowywaniem roli intelektu, fachowości, a z niedoborem rozwoju uczuciowości, wdzięku, męskościkobiecości. .
wersji w biologii. Według klasycznej definicji dwa organizmy należą do tego samego gatunku, jeżeli mogą się ze sobą krzyżować. Niestety, nie zawsze sprawdza się ona w praktyce. Co nowego? 55 .
- To znaczy, że to on był z panem w tej pustej klasie? .
i wpisano powyższe zdanie; poprosiłem przy okazji aby przedłużono mi .
z .
okrągłe, żółte, czerwone, zielone i rzucały szczególny blask. .
możesz zagrać ładnie - tłumaczył bankier córce, któr± Nina prosiła o zagranie. .
czym pojechałem dalej. .
.
amerykańskich ekspertów układ ten był niekorzystny dla Stanów Zjedno-czonych i dawał przewagę Związkowi Radzieckiemu. Nie ulegało wątpli-wości, że Moskwa potrafi tę przewagę wykorzystać. .
Wychowani w tradycjach harmonii antycznej, w autorytecie dla współczesnej wiedzy mamy naturalną skłonność do kategoryzowania innych, inaczej mówiąc - do szufladkowania ich w ramach pewnych pojęć. W ten właśnie sposób dzielimy ludzi na uczuciowych, egoistów, lekkomyślnych... Trwałość tych ocen jest tak duża, że nawet ewidentna ich sprzeczność z realiami nie zmienia raz wydanej opinii. Niekiedy jednak spotyka się osoby wyłamujące się z wszelkich schematów. Mam tu na myśli, nieliczne wprawdzie, ale istniejące osobowości barwne, bogate, o wielu cechach złożonych i sprzecznych. Istnieje w nich jakby wielość natur: alłruisłycznej i egocentrycznej, wrażliwej i brutalnej, cynicznej i subtelnej, władczej i biernej, uczuciowej i chłodnej. Ta rozpiętość charakterologiczna wikła widzenie tej osoby przez otoczenie, które wyraża różne opinie, bo też i sprzeczne są zachowania tej osoby. Tego typu osobowości niepokoją, irytują, a także fascynują. Specyficzna sytuacja powstaje w związku, w którym partner usiłuje jasno sprecyzować cechy charakteru trudnego diagnosłycznie partnera, nie mieszczącego się w typowych schematach. Nieokreśloność i barwność takiej osoby prowokuje do jej rozgryzienia, irytuje rzekomą niekonsekwencją i zmiennością. Często usiłuje się wychowywać ją, aby pasowała do czarnobiałego obrazu: czasem i w psychoterapii popełnia się tego typu błędy. Związek z tego rodzaju nietypową osobowością może być fascynujący. Bogactwo jej cech niweczy monotonię, ubarwia codzienność. 21 Natomiast u osoby statecznej, ceniącej utarte ścieżki i jasne sytuacje, taki partner budzi irytację, przekonanie o jego nieodpowiedzialności, niedojrzałości: "Cenię sobie spokój, zajmowanie się domem, wspólne wieczory przy telewizji, zabawy z dziećmi. On natomiast ma jakieś dziwne zainteresowania i pomysły, czyta książki filozoficzne, to znów techniczne, encyklopedie; z jednej strony lubi towarzystwo, lecz bywają takie dni, że chce być samotny, jest taki zmienny, że nie mamy ze sobą wspólnego języka". Natomiast u osób nietypowych rodzi się uczucie niezrozumienia, przebywania w różnych światach, dystansu: "Nie znoszę monotonii i stale powtarzającego się tego samego rytmu życia. Potrzebuję przyjaciół, wizyt, lektur, lecz także i samotności, bezczynności. Człowiek nie może wszystkiego planować jak komputer: przecież dzisiaj mogę mieć chęć na film, a jutro na spacer. On natomiast pragnie porządku, jak w sądzie, chce, abym na kilka dni naprzód określiła swoje chęci i plany. Jesteśmy z innych planet". Największy konflikt powstaje wówczas, gdy jedno z partnerów reprezentuje cygański styl życia (intensywne przeżywanie danego dnia, nieliczenie się z jutrem, ciągła improwizacja, żywość emocjonalna, autentyzm bez uwzględniania reakcji otoczenia), a drugie - stateczną mieszczańskość. Można sobie zadać pytanie, w jaki sposób powstał ten związek? Odmienność potrafi przyciągać. Natury żywe, zmienne, sprzeczne oczekują bezpiecznej przysłani, równowagi u partnera, i odwrotnie. Nie zawsze jednak dochodzi do jedności przeciwieństw, zaczyna bowiem przeważać to, co dzieli. Najczęściej proces ten zaczyna się w okresie narastania instynktu gniazda u kobiety. W czasie chodzenia razem, na początku związku, cygańskość partnera bywa źródłem fascynacji, zauroczenia. W przypadku stabilizacji i organizowania ogniska rodzinnego zmieniają się oczekiwania i potrzeby wobec partnera. Jemu natomiast ideał stabilizacji i organizacji gniazda może nie odpowiadać, nie jest głównym celem życia: "Jego styl bycia bardzo mi odpowiadał, ale było to dobre wtedy, kiedy nie mieliśmy dzieci. Teraz jest mi potrzebny mąż i ojciec, który pomoże mi w domu, będzie przy mnie i przy dziecku, który na pewien okres zrezygnuje ze swych potrzeb czytelniczych i poznawczych, ze swych wariackich pomysłów i będzie spokojnie zajmował się domem", Mamy zatem do czynienia ze zmianą oczekiwań i potrzeb, skądinąd zrozumiałych, ale wymagających innego stylu bycia i myślenia u partnera. Nie zawsze jednak dochodzi do takiego przeobrażenia. Specyficzną formą sprzecznych zachowań bywają zachowania seksualne: one również wyrażają sprzeczności i zmienności tkwiące w osobowości: "Nie mogę jej zrozumieć. Jednego dnia oddaje mi się jak dziewica, jest uczuciowa, delikatna. Widzę w niej kobiecość, wrażliwość. Innego dnia jest wulgarna, wyuzdana. Jeszcze kiedy indziej zachowuje się jak opiekunka, starsza i bardziej dojrzała partnerka 22 wobec młokosa. Muszę powiedzieć, że jej nie znam, nie potrafię przewidzieć, kiedy jaka będzie, nie wiem, czy to nie choroba. Ale ona taka zmienna jest we wszystkim". Inny przykład: "Nie wiem, co sądzić o moim mężu. Jest to idealny ojciec, mąż, przyjaciel i kochanek. Jednocześnie bez skrupułów zdradza mnie, nie ma żadnych wyrzutów sumienia. Na ogół jest dobry i wrażliwy, bywa jednak okrutny, zimny, brutalny. Potrafi poruszyć piekło w obronie swych podwładnych, ale potrafi też zrazić się i chować urazę. Kocham go i czasami nienawidzę, jego koledzy i podwładni chyba podobnie czują, a jednocześnie nie chciałabym mieć nikogo innego. Gdybym zaczęła życie od początku, też wybrałabym jego". Partnerzy o osobowości złożonej, skomplikowanej stawiają specjalne wymagania. 2ycie z nimi zależy od nastawienia, stopnia tolerancji, zrozumienia przez partnerów. Jeżeli trafią na współpartnerów akceptujących ich "nietypowość" i zdolnych do stworzenia wspólnoty, związek taki może być bardzo szczęśliwy. MAŁŻEŃSTWA MIĘDZYNARODOWE Zagadnienie związków partnerskich między osobami o różnej narodowości jest w naszym piśmiennictwie rzadko poruszane. Wynika to zapewne z faktu ich rzadkości oraz ich "eksportowego" charakteru, gdyż większość tych małżeństw opuszcza Polskę. W krajach wielonarodowościowych, jak np. USA, ZSRR, zagadnieniem tym zajmują się publikacje popularne oraz fachowe, ale trudno przenieść na nasz teren podawane w nich informacje; sam fakt wielonarodowości spotykanej w życiu codziennym, w zakładach pracy, czyni z tego zjawiska coś powsz< Sinego. W staropolskiej obyczajowości również mieliśmy do czynienia z wielością kultur na-24 rodowościowych i częste były małżeństwa mieszane; ich dzieje przedstawione są w literaturze, która raczej zgodnie podkreśla ducha tolerancji i zgodności współżycia. Trudno mi powiedzieć, ile jest w Polsce małżeństw zawartych między osobami o różnych narodowościach; wyłączam z tych rozważań małżeństwa z kręgu dawnej wielonarodowej Rzeczypospolitej, np. Polaka z Ukrainką itp., istnieje tu bowiem naturalny charakter swojskości. Koncentruję się jedynie na związkach Polaków z przedstawicielami narodów niesłowiańskich. Zrozumiałe, że doświadczenie wyniesione z gabinetu lekarskiego może zniekształcać proporcje, ponieważ przychodzą do Innie potrzebujący pomocy. Jeżeli jednak do tego typu doświadczeń dodam osobiste znajomości, to ryzyko zbytniego uogólnienia własnych spostrzeżeń nie będzie chyba tak duże. Czy małżeństwa mieszane narodowościowo są ogólnie bardziej udane od innych, czy też nie? Otóż odpowiedź na to pytanie wymaga najpierw prześledzenia typowej fazowości więzi w tych związkach. Początkowy okres trwania tych związków, tzn. taniec godowy w okresie przedmałżeńskim, pierwsze lata małżeństwa, jesł zazwyczaj bardzo atrakcyjny i fascynujący. Partnerzy są zaintrygowani innością obyczajów, stylów bycia, egzotyzmem drugiej osoby, charakterystyczną atrakcyjnością rasy, narodowości. Wspomniane wyżej różnice są silnym czynnikiem wzajemnego przyciągania, dostarczają wielu ciekawych odkryć, porównań, dają posmak przygody życiowej, a także skupiają na sobie zainteresowanie rodzin, otoczenia, co również zwiększa atrakcyjność więzi. Jeżeli dodamy do tego możliwości wyjazdów zagranicznych, a w wielu przypadkach i dość dobrego standardu materialnego, to można ocenić start tych związków za udany. Również odmienności obyczajowe w zakresie seksu nie są tu bez znaczenia. Partnerzy przenoszą do swojego związku pewne odmienności ról seksualnych, partnerskich, style ars amandi, upodobania co do atrakcyjności zewnętrznej, co również może sprzyjać atrakcyjności związku. Kolejną ważną sprawą może być swoisty awans społeczny, poczucie przynależności do innego kręgu środowiskowego itp., co również sprzyja większemu poczuciu satysfakcji z tego związku, a przejawy zazdrości ze strony otoczenia, ciekawość, zainteresowanie podnoszą poczucie własnej wartości. Z tych właśnie względów wiele związków mieszanych ma ogólnie lepszy start do życia we dwoje i większe poczucie atrakcyjności więzi. Komplikacje zaczynają się później, kiedy powszednieje egzotyka partnera, następuje stabilizacja życiowa, rozwijają się kontakty rodzinne i środowiskowe. Wówczas pojawia się pewien naturalny dystans i jako ważne stają się różnice, które właśnie teraz dają o sobie znać. Okazuje się np. że inność w postawach wobec roli mężczyzny i kobiety, wynikająca z uwarunkowań kulturowych, inność stylów bycia, zainteresowań zaczyna rzutować na więź uczuciową, a także 25 i seksualną, na poczucie satysfakcji z życia. Na tym łle pojawiają się konflikty między partnerami i okazuje się, jak silne są nasze uwarunkowania kulturowe, wychowawcze i narodowościowe, gdyż partnerzy walczą ze sobą argumentami dotykającymi dumy narodowej, wyższości lub niższości danej kultury. Z moich kontaktów z tego typu związkami wynika, że np. Polkom najczęściej zarzuca się: nadmierną pewność siebie, niezależność, skłonność do dominacji, małą aktywność seksualną, potrzebę uzewnętrzniania swego standardu w celu wywyższenia się nad innymi. Natomiast naszym panom zarzuca się; chwiejność uczuciową, brak dbałości o wygląd zewnętrzny, zbyt małą adorację wobec kobiet, rozpolitykowanie, irracjonalność. W związkach mieszanych po 10 i więcej latach trwania konflikty są znamiennie częste i dlatego proces osiągania harmonii wymaga wiele wysiłku, dyplomacji i taktu wobec uczuć narodowych. W tym okresie ujawnia się również przewaga ciążenia ku danej narodowości, jej kulturze. Inaczej mówiąc, w związkach mieszanych nie ma federacji narodowości, ale przeważa dominacja jednej z nich i poczucie przynależności do niej partnera, który jakby zmienia skórę. Nieraz wynika z konieczności, czasem z warunków, lub też z dominacji partnera i narzucenia przez niego stylu życia. Pozostaje jeszcze problem jesieni życia, w której wiele osób ujawnia tendencje emocjonalnego powrotu do swych korzeni, źródeł pochodzenia. Pojawia się np. potrzeba powrotu do kraju, miasta swego dzieciństwa, nostalgia (bardziej charakterystyczna dla Polaków); mogą wówczas nasilić się konflikty wynikające z przynależności narodowościowej. Wiele osób rozwiązuje tego typu problemy przez szukanie kontaktów z przedstawicielami własnej narodowości, stwarza sobie azyl psychiczny, który może im poprawiać samopoczucie. W wielu udanych związkach jedno z partnerów na tyle generalizuje pozytywne uczucia wobec partnera, iż obejmują one i jego narodowość, przez to powstaje poczucie przynależności do tej narodowości. Jak więc z tych rozważań wynika, małżeństwa mieszane - po przeważnie udanym i fascynującym starcie - muszą włożyć wiele wysiłku w osiągnięcie wzajemnej harmonii i przystosowania. Nie zawsze jednak udaje im się to osiągnąć. W zasadzie każda osoba decydując się na taki związek powinna dobrze poznać obyczajowość narodu partnera, aby później nie przeżywać rozczarowań. Posłużę się konkretnymi przykładami z własnej praktyki. W małżeństwie Polki z Włochem, osiadłym w rodzinnych stronach męża, pojawiły się konflikty, kiedy okazało się, że postacią centralną jest matka męża. 2ona zorientowała się, że pozostaje w jego uczuciach na drugim planie. Na domiar złego dziecko zostało całkowicie przejęte przez rodzinę męża - zatem do jednej frustracji dołączyła się druga. W innym znów małżeństwie Polki z Murzynem, należącym do jedne-26 go ze szczepów afrykańskich, konflikty pojawiły się wtedy, kiedy żona nie była w słanie zaakceptować jego poligamii, natomiast mąż potraktował fakt pisania przez nią pamiętnika jako "uwięzienie" jego ducha. Od zerwania z jego strony tego związku wybawił ją sąd plemienny. W innym małżeństwie polskokolumbijskim pojawił się konflikt, kiedy mąż - zgodnie z duchem machismo - stworzył trwały związek pozamałżeński, traktowany jako oczywista realizacja męskości. Mógłbym tego typu przykłady mnożyć. Małżeństwa te zgłaszały się do mnie w czasie spędzania w Polsce urlopów. Psychoterapię małżeńską musiałem" poprzedzić analizą lektur etnograficznych, filozoficznych, aby lepiej rozumieć specyfikę problemów. Podobne zresztą problemy mają psychoterapeuci np. w USA, których formacja została ukształtowana w duchu anglosaskiego protestantyzmu. Ich "aparat" myślowy i diagnostyczny okazał się całkowicie nieprzydatny w tego rodzaju narodowościowych problemach małżeństw mieszanych. Inaczej mówiąc, psychoterapia małżeństw mieszanych wymaga znajomości specyfiki kultur, co stawia duże wymagania terapeucie; ważna jest zwłaszcza umiejętność dystansowania się wobec własnych korzeni kulturowych i teoretycznych. Dotychczas koncentrowałem się głównie na związkach problemowych, konfliktowych, ale jest wiele takich, w których właśnie specyfika obyczajowości i tradycji kulturowych okazała się czynnikiem mocno spajającym więź i zwiększającym atrakcyjność związku. Dotyczy to partnerów, których oczekiwania i potrzeby zostały w tych związkach optymalnie zaspokojone. Również posłużę się przykładami. Wiele cudzoziemek w związkach z Polakami wysoko sobie ceni bezpośredniość kontaktu, rycerskość, brak cech rasizmu. Wielu Polaków w małżeństwach z kobietami Dalekiego Wschodu odkryło kobiecość ciepłą, uległą, nastawioną na prymat mężczyzny, jego satysfakcję z życia seksualnego. Nic zatem dziwnego, że przy określonej strukturze potrzeb psychicznych właśnie obyczajowość danej narodowości może dać znacznie wyższy poziom satysfakcji. Małżeństwo mieszane może zatem okazać się bardziej atrakcyjne w wielu wymiarach i sprzyjać dobremu przystosowaniu. Tego typu związki są częste, a konflikty w nich są o wiele rzadsze. W miarę upływu czasu więź partnerska ulega pogłębieniu i partnerzy mają poczucie nie tylko optymalnego wyboru, ale i świadomość szczęścia. Być może uda się w przyszłości stworzyć antologię, pamiętniki opisujące losy małżeństw mieszanych. Wydaje mi się, że wśród wielu pamiętników, które ukazały się w naszym piśmiennictwie, tego typu lektura byłaby pasjonująca. Można założyć, iż w dobrze przystosowanym związku, opartym na miłości i dojrzałości partnerów, przekroczenie granic swej kultury, obyczajowości, uwarunkowań środowiskowych może wzbogacać osobowość, poszerzać horyzonty. Dowodem łego są losy niektórych osób, których narodowa inność sprzyjała 27 fascynacji daną kulturą i oryginalności spojrzenia na nią. Niejednokrotnie dystans przestrzenny i obyczajowy wobec własnych korzeni kulturowych właśnie zwiększał atrakcyjność własnej narodowości, a partnerzy stawali się w odległych stronach przysłowiowymi ambasadorami swego narodu. Jednym z najważniejszych problemów w małżeństwach międzynarodowych jest różnica systemów wartości danej kultury, z której pochodzą partnerzy. Konflikty powstają najczęściej wówczas, gdy usiłuje się narzucić drugiej osobie ten system lub udowodnić jego wyższość. W wielu związkach, na szczęście, partnerzy potrafią stworzyć odpowiedni system tolerancji, szacunku dla wartości wyznawanych przez drugą osobę. Ma to szczególnie ważne znaczenie w funkcjach wychowawczych, dzieci bowiem mogą być wychowywane w obrębie jednego systemu kulturowego lub w obu systemach. Wyniki badań nad rodzinami polonijnymi wyraźnie wskazują, że takie dwa rozwiązania są często spotykane; w pierwszym dochodzi do utożsamiania się z kulturą kraju, w którym się żyje, a w innych do zachowania tradycji, języka i pamięci o kulturze kraju pochodzenia jednego z rodziców. Dla partnerów płaszczyzna kulturowego porozumienia z dziećmi ma duże znaczenie. WOLNY CZAS A WIĘŹ PARTNERSKA Rokowanie co do przyszłości danego związku oraz ocena jego atrakcyjności dla partnerów zależy od wielu czynników: głębokości uczuć, seksu, dopasowania charakteru itp. Zapomina się niekiedy, iż również ważnym czynnikiem jest styl spędzania wolnego czasu przez partnerów. Wiemy aż nadto dobrze, że typowe małżeństwo nie ma go za wiele dla siebie, tym bardziej jest więc ważna jakość jego realizacji. Jeżeli przyjrzymy się temu bliżej, to okaże się, że styl spędzania wolnego czasu przez partnerów jest czułym testem istniejącej między nimi więzi, ich wzajemnej atrakcyjności oraz losów przyszłości. W wielu związkach wolny czas jest tylko pozornie spędzany razem, po prostu każde z partnerów zajmuje się czymś innym, "są razem ciałem, ale nie duchem". Inne związki rzucają się w wir aktywności zewnętrznej; życie łowa-29 rzyskie, kino, brydż iłp. l łu również są i zarazem nie są razem. Natomiasł szczere rozmowy ograniczają się do konkretnych sytuacji domowych, wynikających z opieki nad dziećmi, organizacji gospodarstwa, planów weekendowych czy urlopowych. Powstaje zatem dość często spotykana sytuacja, iż wolny czas zamiast "do" wyraża tendencje "od". Innym typowym rozwiązaniem wolnego czasu jest przenoszenie do domu swych problemów z pracy zawodowej; partner jest słuchaczem monologu na temat stosunków w pracy, przykładów walki, rywalizacji, niekiedy prosi się go o poparcie, wyrażenie zdania, ale najczęściej szuka się w nim sojusznika dla zajmowanej w pracy postawy. Na początku trwania związku sprawy wynikające z pracy zawodowej mogą być czynnikiem "do", poznaje się bowiem bliżej środowisko i potrzeby partnera, ale po pewnym czasie zaczyna to być nużące, a rola słuchacza tych samych spraw i odgromnika może nawet zniechęcać do drugiej osoby. Inni, zmęczeni codziennym rytuałem pracy, zajęć, szukają w wolnym czasie rozrywki, a partner ma być jednym z jej uczestników, towarzyszem, l tu również partnerzy tylko w części są razem. Nieraz zdumiewa wręcz rzadkość sytuacji, w których partnerzy otwierają szczerze swoje wnętrze wobec drugiej osoby, a dialogi na temat więzi seksualnej należą do szczególnie rzadkich. Tego typu rozmowy często wzbudzają zaskoczenie, iż tak bardzo różnimy się między sobą, a partner ujawnia nowe, nieoczekiwane uprzednio cechy, potrzeby. Małżonkowie po szczerych, stymulowanych przez terapeutów rozmowach bywają zaskoczeni, iż tak mało siebie znają, tak wiele zalegało w nich odległych spraw. Inna rzecz, że często świadomie ucieka się od tzw. trudnych rozmów przez spłycenie i bagatelizowanie problemów. Istnieje również często spotykana inność płci: dla wielu kobiet możność wygadania się stanowi ważną katharsis dla ich psychiki, a dla wielu mężczyzn jest to banalność, wolą lakoniczną rzeczowość, która z kolei zniechęca kobiety. Sztuką dialogów partnerskich jest umiejętność słuchania i pobudzanie do otwarcia się i mówienia. Nieraz godzinna szczera rozmowa więcej znaczy dla przyszłości związku niż obfitość rozrywek. Sztuka spędzania wolnego czasu, dostosowana do potrzeb partnerów i sytuacji związku, należy do jednej z trudniejszych umiejętności. Wspólne dialogi, bycie razem, przeżywanie muzyki, lektur, wymiana czułości i pieszczot nie tylko ograniczających się do przysłowiowego łóżka, mogą więcej uczynić dla spójności i satysfakcji związku niż najbardziej bogate w rozrywki i wysoki standard życie. To samo dotyczy zresztą wychowania dzieci i znalezienia z nimi wspólnego języka. Stale słyszymy o braku wolnego czasu, a jego nieliczne godziny umykają w drugo i trzeciorzędne działania. Chociaż zabrzmi to może nieprawdopodobnie, uważam, że do większości dramatów małżeńskich i nieporozumień nie doszłoby, gdyby 30 partnerzy w odpowiedniej chwili znaleźli czas dla siebie i szczerze otworzyli wobec siebie swe serca; podobnie wygląda sprawa w przypadku problemów seksualnych. Wolny czas jest zatem szansą udanej więzi. Wolny czas jest również swoistym testem zainteresowania życiem małżeńskim i rodzinnym. Wypełnianie go wieloma pracami, hobby, działalnością zawodową może być formą ucieczki od domu. Zdarza się również, że niektóre osoby tak dalece wciągają się w działalność zawodową, społeczną czy w realizowanie swych zainteresowań, że wprost tracą zdolność wypoczynku w kręgu rodziny, a dom staje się dla nich przysłowiowym hotelem. W udanych małżeństwach, rodzinach wolny czas jest planowany w taki sposób, aby przybliżyć wszystkich członków rodziny do siebie, ceni się w nim każdą godzinę. Znam małżeństwa, w których dokładnie planuje się wypełnienia czasu wolnego w sposób maksymalnie wartościowy F dostosowany dla dobra wszystkich członków rodziny. DOJRZAŁOŚĆ MIŁOŚCI W wieku dojrzałym ujawniane są różne rodzaje miłości, począwszy od seksualnej, a kończąc na oblubieńczej, wszechstronnej. Można powiedzieć, że człowiek w każdym wieku jest zdolny do miłości. Czterdziestolatek może być romantyczny, sentymentalny, nastrojowy, ale i burzliwie namiętny, zapamiętały, może przeżywać amok. U jednych miłość w tym wieku jest łagodna i spokojna jak przystań, u innych pełna namiętności, burzy, zmiennych nastrojów. Miłość partnerów, którzy wkroczyli w swym związku w wiek dojrzały, bywa odmienna od tej wczesnej, młodzieńczej. Zazwyczaj jest mniej nastrojowa, sentymentalna, bardziej zrównoważona, spokojna. Dzięki osiągniętej znajomości siebie, stworzeniu wspólnoty domu, rodziciel-32 stwu, przystosowaniu seksualnemu miłość w udanym związku staje się bardziej dojrzała, tzn. cierpliwa, wyrozumiała, łagodna, altruistyczna, przebaczająca, ufna. Miłość ta obejmuje całego partnera, z jego wadami i zaletami, traktuje konflikty jako wprawdzie nieuniknione, ale wymagające rozwiązania najmniejszym kosztem. Miłość ta mniej wymaga słów, dowodów jej istnienia, przekonywania, strategii, przebiega bardziej w pozasłownym przekazie; partnerzy po prostu żyją nią na co dzień, są w niej. Dzięki dojrzałości psychicznej i rozwiniętej ars amandi ich miłość znalazła wiele nowych form wyrazu i pogłębiła się, dając poczucie bezpieczeństwa i oparcia, jednoczy we wspólnym celu życiowym, zapewnia wzajemną przyjaźń, pomoc i poświęcenie. Należy jednocześnie zdać sobie sprawę z tego, iż następstwa braku lub niedosytu miłości w wieku dojrzałym są o wiele większe niż w wieku młodzieńczym, istnieje bowiem lęk przed upływem czasu, potrzeba zyskania akceptacji swej męskościkobiecości, poczucie niezaspokojenia potrzeb seksualnych. Dojrzałość miłości m. in. wyraża się w tym, że partnerzy mają stałe poczucie więzi z drugą osobą, niezależnie od tego, czy są razem, czy oddzielnie, często ich systemy myślowe, sposoby przeżywania, a niekiedy i wygląd zewnętrzny upodabniają się do siebie. Są rzeczywiście jednym ciałem i jednym duchem. Niektórzy partnerzy określają swoją więź jako telepatyczną, potrafią bowiem wyczuć, że np. drugiej osobie przytrafiło się coś złego, że cierpi, że się zbliża itd. Niekiedy tego typu więź rzeczywiście jest na pograniczu zjawisk określanych jako paranormalne, ale nie można się temu dziwić, skoro więź psychiczna przebiega na wielu kanałach informacyjnych i przekracza granice czasu, przestrzeni. Jednym z ważniejszych zagadnień seksu dojrzałego jest odpowiedni poziom jego atrakcyjności. Muszę przyznać, że idea uatrakcyjniania współżycia seksualnego u wielu Czytelników rodzi niepokój, iż w ten sposób seks staje się sztuką dla sztuki, że traci swój więziotwórczy charakter, staje się zbyt techniczny, a nie uczuciowy. Zapewne, gdyby założyć istnienie idealnego związku partnerskiego, to żadne uatrakcyjnianie współżycia nie jest mu potrzebne, gdyż ich atrakcyjność miłości i współżycia są trwałe na wysokim poziomie. Książka nie jest jednak adresowana do ideałów, lecz do konkretnych ludzi, u których atrakcyjność seksualna zmienia się z czasem wobec partnera, a poziom podniecenia seksualnego stopniowo spada i dlatego wymaga odpowiedniego pielęgnowania i dopingu. Dzięki nim właśnie można utrzymać atrakcyjność więzi partnerskiej, która tak jest ważna dla podtrzymania więzi uczuciowej. Relacje między miłością a seksem są dwustronne, a nie jednostronne i dlatego w tej części pracy są omówione różnorodne fenomeny seksu dojrzałego, < celem przedstawionych rozdziałów jest podtrzymanie, rozwijanie • pogłębianie atrakcyjności seksualnej związku partnerskiego. Nie 3 - Seks do|rzały 33 odkrywam łu zresztą niczego nowego, gdyż zasada potrzeby uatrakcyjniania więzi seksualnej jesł znana od dawna i służyły jej różnorodne wskazówki i porady udzielane przez starsze pokolenia, podręczniki ars amandi, publikacje. Postęp seksuologii wymaga jednak odpowiedniego przedstawienia idei uatrakcyjniania więzi seksualnej, sama bowiem świadomość jej potrzeby to jeszcze nie wszystko. Fenomeny seksu dojrzałego wiążą się z okresem największej wiłalności ciała w sferze seksualnej, rozkwitu atrakcyjności erotycznej, wyuczeniem odruchowości i reaktywności seksualnej (zwłaszcza u kobiet). Młodość jest raczej okresem prób i błędów w sferze seksu, przystosowywania się partnerów, poznawania siebie w roli seksualnej. Natomiast wiek dojrzały jest kontynuacją i rozkwitem swego JA seksualnego. W związku partnerskim następuje przesunięcie zainteresowań w stronę więzi psychicznej i atrakcyjności więzi seksualnej. Fenomeny seksu dojrzałego obejmują strukturę potrzeb seksualnych, typy aktywności seksualnej, więzi partnerskiej, podtrzymywanie atrakcyjności współżycia. Tym zagadnieniom będzie poświęcona właśnie ta część pracy. POTRZEBY SEKSUALNE Struktura potrzeb seksualnych w wieku dojrzałym zmienia się w porównaniu z wiekiem dojrzewania, młodzieńczym. W młodości u wielu mężczyzn potrzeby seksualne były wyrazem presji biologii (potrzeba rozładowania napięcia seksualnego), trudności w opanowaniu podniecenia, wypływały z chęci sprawdzenia własnej męskości w sensie ilościowym, natomiast u wielu kobiet wiązały się z nastrojowością, 38 ciekawością, uczuciem wobec partnera (potrzeba oddania się), chociaż biologiczna presja tych potrzeb mogła być słaba, a sama kobieta nie była jeszcze rozbudzona seksualnie. W wieku dojrzałym struktura potrzeb seksualnych ujawnia duże zróżnicowanie oraz charakterystyczną odmienność płci. Potrzeby seksualne obejmują: zaspokojenie potrzeby przyjemności, równowagi służącej zdrowiu (odczuwany jest pozytywny wpływ współżycia na stan zdrowia, harmonię psychiczną, zadowolenie z życia) potwierdzanie swej męskokobiecej atrakcyjności, potrzebę więzi i bliskości z partnerem, miłości. ^Niekiedy współżycie seksualne służy potrzebom twórczego rozwoju osobowości. W przypadku rodzicielstwa współżycie seksualne w niektórych związkach nabiera nowego wymiaru - jednoczy partnerów w świadomości, iż seks przekracza granice ich osobowości, służąc przekazywaniu życia i powstawaniu nowej osoby. Ustabilizowany seksualnie i uczuciowo związek może wiązać się z przyzwyczajeniem w zaspokajaniu potrzeb seksualnych, które stają się codziennością podobną do innych czynności. Ma to swoje plusy, ale i minusy. Pozytywną stroną przyzwyczajenia seksualnego jest dostępność i łatwość zaspokajania potrzeb seksualnych, nawyk utrzymujący aktywność seksualną organizmu, cykliczność współżycia, korzystny jego wpływ na stan zdrowia, równowagi emocjonalnej. Negatywną natomiast stroną przyzwyczajenia seksualnego jest powstanie pewnej rutyny, zmniejszenie atrakcyjności - zwłaszcza w tańcu godowym, czyli zachowaniach adoracyjnych. Współżycie traci swoją odświętność, fascynację, a po pewnym czasie może wymagać dopingu, aby utrzymać aktywność seksualną. Takim dopingiem staje się np. pornografia, wyobraźnia erotyczna, podstawienie innej osoby w fantazjach towarzyszących aktowi. Potrzeby seksualne w jednym związku charakteryzują się cyklicznością, w innym stałością, w jeszcze innym dominują fazy przypływu i odpływu. Zdarza się również, iż ujawnia się rozbieżność między partnerami. Na przykład współżycie dla jednej osoby stale wyraża te same potrzeby i jest w pełni satysfakcjonujące, natomiast partner odczuwa potrzebę jego urozmaicenia, jakiejś nowości, przełamania rutynowej codzienności. Druga osoba tego typu oczekiwania może rozumieć i wyjść im naprzeciw, ale zdarza się, iż traktuje je nieufnie lub odrzuca i w tym związku pojawia się kryzys więzi seksualnej. Istnieje również pewna specyficzna odmienność płci, która sprowadza się do typowej prawidłowości: w młodych stażem związkach partnerów przeważnie dominują potrzeby seksualne mężczyzny, a kobieta jest mało rozbudzona, natomiast w 10Ś15 lat później sytuacja w tym związku staje się odwrotna. Nie jest to powszechnie obowiązująca reguła, a jedynie statystyczna prawidłowość. Różnie można ją tłumaczyć: zmianami w układzie hormonalnym, stopniowym rozwojem poczucia bezpieczeństwa u kobiety, wyuczaniem odruchów seksual-39 nych, zaprogramowaniem genetycznym itp. Stwarza to jednak problem często spotykanej rozbieżności potrzeb seksualnych partnerów. Inny rodzaj odmienności płci, to zmiana postaw wobec seksu. U wielu kobiet często się spotyka ewolucję z nastawienia uczuciowego, romantycznego wobec współżycia do prozaicznego, bardziej biologicznego. O ile dawniej kobieta oczekiwała czułych słów, nastroju, kwiatów itp. w scenerii współżycia, o tyle w wieku dojrzałym oczekuje sprawności seksualnej u partnera i zaspokajania jej potrzeb, z jednoczesnym zredukowaniem pieszczot wstępnych. U mężczyzn natomiast jego młodzieńczy seks ,,sportowy" ewoluje w stronę bogatszej ars amandi i oczekiwania wzrostu aktywności seksualnej partnerki; spada również zainteresowanie seksem do poziomu innego hobby czy zainteresowania, np. zawodowego. Partnerzy nie zawsze znają kierunek tej ewolucji, a ujawnia się ona w snach i fantazjach seksualnych, selekcji lektur na tematy seksualne. Kierunki ewolucji potrzeb seksualnych zależne są m.in. od temperamentów partnerów, ich osobowości, ars amandi, więzi uczuciowej, miłości. W jednych związkach struktura potrzeb seksualnych w wieku dojrzałym staje się zatem bardzo bogata, zróżnicowana, a w innych ubożeje, będąc sprowadzana do wymiaru czysto biologicznego. Ewolucja potrzeb seksualnych zależy również od drugiego partnera, zwłaszcza od tego bardziej dominującego. Zdarza się zatem, że wpływa on na akceptację np. wymiany partnerów, seksu grupowego, kształtując w ten sposób potrzeby orgiastyczne u drugiego partnera. Inny natomiast partner potrafi ukierunkować ewolucję w odwrotnym kierunku i wygasić potrzeby orgiasłyczne na rzecz więziotwórczych, uczuciowych. Patrząc wstecz każdy człowiek będący w wieku dojrzałym potrafi sobie odpowiedzieć na pytanie - na ile w sferze seksu się zmienił, w jaką stronę przebiegała jego ewolucja, czy bardziej akceptuje siebie w wydaniu młodzieńczym, czy bardziej w wydaniu dojrzałym. U wielu osób istnieje konfrontacja potrzeb seksualnych z systemem normatywnym. Zdarza się np., że są odrzucane normy i zasady religijne dotyczące spraw seksu. Pojawia się również i konfrontacja z postawami wobec seksu u własnych dzieci. Patrząc z perspektywy czasu można uznać, że należało inaczej postępować i wówczas rzutuje się na dzieci własne problemy w tym zakresie. W wielu związkach dopiero w wieku dojrzałym można ocenić stopień przystosowania seksualnego, temperamenty seksualne. Dopiero wówczas może się okazać, czy partnerzy pod tym względem dobrali się jak w korcu maku, czy też mają odmienne natury i temperamenty. PRAWO DZIOBANIA" W SEKSIE Odpowiedniki wielu zachowań seksualnych człowieka można znaleźć w świecie przyrody i chyba nie ma w tym niczego dzwnego skoro ewolucja świata obejmuje około 2 miliardy lat a ewoluOa kultury kilkadziesiąt tysięcy lat. Wspomniane P,^'"^3^3^23uważalne w rytuale pocałunku, pieszczot, zachowania godowego, urządzenia gniazdadomu, modeli mono i poligamu, a także w wychowaniupotomstwa, w rytuale zabaw itp. W zasadzie dotąd nie wiemy, Fak głff^ie jest tkwiące w nas dziedzictwo świata przyrody i!e podświadomych mechanizmów tkwi w bardzo odieg e) przeszłość,. trudno również niekiedy przeprowadzać linię demarkacy^ą między otrzymanym dziedzictwem a światem specyficznie ludzkim. Istnieje 41 również pojęcie ewolucji jednostki jako takiej, czyli formowanie przez nią samą przestrzeni kultury we własnym JA, świata wartości egzystencjalnych. Wspomniane fenomeny potrafią nadać zachowaniom seksualnym inny wymiar i można wówczas powiedzieć, że mają one charakter osobowy. Warto zwrócić uwagę na pewien określony mechanizm zachowań seksualnych niektórych ludzi wiążący się z ,,prawem dziobania", czyli z zasadą hierarchii. W życiu społecznym niektórych gatunków miejsce w hierarchii społecznej wiąże się z prawem posiadania partnerów oraz specyfiką ich seksualnej dominacji. Na przykład samiec A - zajmujący o kilka szczebli wyższą pozycję od samca B - może korzystać z większej liczby partnerek seksualnych, które okazują mu swoją uległość, kokietują go i rywalizują między sobą o jego względy. Nie jest to bynajmniej mechanizm typowy dla wszystkich społeczności świata zwierzęcego, ale dość powszechny i zauważalny. Zapewne u podstaw tego mechanizmu nie tkwi zasada przyjemności seksualnej lub zasada rekompensaty trudów związanych z miejscem w hierarchii, a raczej m.in. interesy gniazda, doboru genetycznego, zdrowia populacji, przystosowania itd. Trudno natomiast wypowiedzieć się, w jakim stopniu mogą tu odgrywać rolę względy prestiżu, potrzeby awansu w hierarchii itp. "Prawo dziobania" w społeczności ludzkiej występuje nie u wszystkich, ale jest na tyle zauważalne, że warto mu przyjrzeć się bliżej. Z jednej strony można je również tłumaczyć mechanizmem etologicznym, czyli podświadomą potrzebą założenia gniazda, doboru genetycznego, przystosowania. Jednakże zachowania kokieteryjnouległe wobec osób znajdujących się wyżej w hierarchii prestiżu seksualnego ujawniają jeszcze wiele innych podświadomych i świadomych potrzeb. Należą do nich: potrzeba zyskania znaczenia i awansu, zaspokojenia świata marzeń, oczekiwań. Przykładem może być dość często spotykany mit Kopciuszka, czyli oczekiwanie na księcia z bajki, który pozwoli przenieść się w wymarzony i upragniony świat Olimpu społecznego. Można również mówić o znaczeniu rywalizacji i walki o partnera znajdującego się wyżej w hierarchii seksualnej, dopingującego do wysiłku w celu uzyskania jego względów. Nie zamierzam tu rozwodzić się nad wszystkimi możliwymi przyczynami powstania tego typu mechanizmu zachowań, można by bowiem sięgać aż do struktury życia rodzinnego i miejsca w niej danej osoby, odczuwającej potrzebę wspinania się coraz wyżej, robienia tzw. kariery, którą można przecież robić i przez przysłowiowe łóżko. Istnieją również uwarunkowania społeczne. Każde społeczeństwo i kultura ma swój Olimp, czyli czarowny upragniony świat, do którego pragnie się dostać. Kiedyś Olimpem była arystokracja, jest nim świat biznesu, aktorski itd. Bycie w tym gronie dawało niejako automatycznie wyższe miejsce w hierarchii seksualnej. Co jeszcze, poza przynależnością do Olimpu danej społeczności, 42 należy do hierarchii seksualnej? Niewątpliwie dobre miejsce daje atrakcyjność, aparycja, uroda. Wiele kobiet np. zrobiło zawrotne kariery dzięki swej urodzie, wdziękowi. Wysokie miejsce daje również seksapil, sława, bogactwo, pozycja społeczna, dar uwodzicielski i związany z nim posmak sensacji. Gdyby dobrze się przyjrzeć wszystkim związkom pozamałżeńskim, ponownie zawieranym małżeństwom, to w wielu przypadkach moglibyśmy rozpoznać wspomniane ,,prawo dziobania", czyli okazanie kokieterii i uległości seksualnej wobec partnera stojącego wyżej w hierarchii od dotychczasowego. Seksuologa może interesować styl zachowań seksualnych danej osoby wobec partnera, który postrzegany jest jako atrakcyjniejszy od dotychczasowego, zapewniający awans i przesunięcie się wzwyż w hierarchii. Mając np. możliwości porównania ars amandi danej kobiety w dotychczasowym i nowym związku dostrzega się kilka prawidłowości. Jedną z nich można nazwać: ,,pozwala na więcej". W poprzednim związku istniała pewna bariera dla pewnego rodzaju form pieszczot i np. nie dochodziło do pieszczot oralnogenitalnych, zmian w pozycjach współżycia. Tymczasem w nowym związku wspomniane pieszczoty i zmiany technik seksualnych stają się nie tylko dopuszczalne, ale istnieje gotowość przyjęcia każdej propozycji ze strony partnera. Co ciekawe, jeżeli nawet nowy związek okaże się przejściowy i nastąpi powrót do poprzedniego partnera, to również następuje powrót i do poprzedniego stylu ars amandi, chociaż nie dostarcza on już uprzedniego poziomu satysfakcji. Przykładem innej prawidłowości jest: ,,więcej się stara". W nowym związku powstaje większa mobilizacja do zaspokojenia potrzeb seksualnych partnera, a nawet potrzeba okazania się dla niego doskonałym i niezbędnym współpartnerem, l tak np. w poprzednim związku typowa była postawa oczekiwania aktywności ze strony partnera przy równoczesnej własnej bierności, tymczasem w nowym sytuacja diametralnie się zmienia, jeżeli takie wymagania ma partner. Co więcej, owo "więcej się stara" wynika nie tylko z chęci zyskania akceptacji, ale staje się wyrazem własnej przyjemności, potrzeby. Niekiedy tego rodzaju metamorfoza wzbudza uczucie zaskoczenia i stwierdzenie, iż nie poznaje się siebie, że jest się tak innym, co najczęściej przypisywane jest jakimś tam zaletom erotycznym nowego partnera, np.; "Bo on tak działa na mnie" itp. Istnienie wspomnianych wyżej prawidłowości może prowadzić do daleko idących zmian w zachowaniach seksualnych, a nawet do całkowitej zmiany postaw seksualnych. Akceptowane bywają i traktowane jako subiektywnie przyjemne nawet takie zachowania seksualne, które dotychczas były oceniane jako nieprawidłowe czy dewiacyjne. Spotykamy również kolejną prawidłowość: "silniej reaguje". Atrakcyjność nowego związku, staranie o akceptację ze strony partnera, poczucie zaspokojenia własnych potrzeb i oczekiwań mogą prowa-43 dzić do wzrostu natężenia reakcji seksualnych i wówczas to, co dotychczas działało przeciętnie silnie, teraz okazuje się działać nader ekscytująco, l tu równie często przypisuje się te odczucia oddziaływaniu osoby partnera, np.: "Wystarczy jego dotyk, a ja już czuję prądy w całym ciele". Zapewne zdarza się, że inny partner może działać znacznie bardziej podniecająco dzięki bioprądom seksualnym, wyższej fascynacji erotycznej, ale w tym przypadku chodzi mi o działanie będące konsekwencją wspomnianego "prawa dziobania". Należy również wspomnieć o jeszcze innej prawidłowości, jaką jest zmiana roli, i tak np. dana osoba, będąca w poprzednim związku dominująca, głosząca hasła feminizmu, partnerstwa itp., w nowym przyjmuje rolę uległą, podporządkowaną." Ponieważ nasz intelekt odznacza się dużą elastycznością, to i ta metamorfoza bywa uzasadniona, np.; "Dopiero przy nim poczułam się jak prawdziwa kobieta". Okazuje się zatem dość często, jak pozornie trwałe bywają nasze role w związkach uczuciowych i nasze samooceny. Z istoty "prawa dziobania" wynika uległość i podporządkowywanie się osobie znajdującej się wyżej w hierarchii seksualnej. Nie oznacza to bynajmniej, iż zmiana roli również jest niezmienna. Znane jest chociażby zjawisko mitu Pigmaliona, czyli obrośnięcie w piórka w nowym związku. Wyczuwany wzrost własnej pozycji u partnera może prowadzić do przyjęcia roli nadrzędnej wobec niego i z kolei "on jest dziobany". Niektóre osoby, przeskakujące dzięki kolejnym związkom na coraz wyższe poziomy Olimpu, potrafią kilkakrotnie zmieniać swoje role, a co za tym idzie wspomniane prawidłowości "pozwala na więcej", "więcej się stara", "silniej reaguje" dotyczą tylko kolejnego etapu, a wygasają w poprzednich. Czy jest kres tej drogi i jaki jest obraz ostateczny? Wszystko zależy od tego, na ile dany związek jest trwały, na ile zostały zaspokojone oczekiwania i dopiero wówczas rodzi się nieskrępowany już autentyzm. "Prawo dziobania" znajduje również swój naturalny kres z upływem wieku i uzyskaną rolą. Chociaż prawo' to nie należy do uniwersalnych prawidłowości związków między partnerami, pozwala jednak na wysunięcie pewnego wniosku ogólniejszej natury. W zasadzie jedynie związek oparty na bezinteresownej miłości, przyjaźni, więzi międzyosobowej pozwala zachować autentyzm zachowań seksualnych, w którym "pozwala na więcej"... "więcej się stara"... "silniej reaguje" należy do natury miłości i więzi erotycznej bez ukrytych podtekstów. W tego rodzaju związku partner dzięki miłości jest na szczycie hierarchii seksualnej i mówiąc zwyczajnie nie ma konkurencji, chociaż może nie należeć do Olimpu. 44 AKTYWNOŚĆ SEKSUALNA Wiele osób zadaje sobie pytanie, czy poziom ich potrzeb seksualnych, częstotliwość współżycia, czas trwania stosunku mieszczą się w granicach normy, czy są podobne do jakiejś przeciętnej. W związkach, w których partnerzy różnią się potrzebami seksualnymi, często dochodzi do wzajemnego przekonywania o normalności własnych potrzeb i jako dowód służą przykłady z życia znajomych. W taki sposób niejedna kobieta potrafi udowodnić, że normalne jest współżycie raz w miesiącu, a niejeden mężczyzna, że kilka razy dziennie. Granice normy są bardzo szerokie i wyrażają pewne prawidłowości statystyczne. 45 Dla ilustracji przedstawię wyniki własnych badań przeprowadzonych na populacji 200 związków partnerskich, wylosowanych na zasadzie próby. Odczuwane potrzeby współżycia; 70% mężczyzn i 65% kobiet odczuwa potrzebę współżycia kilka razy w tygodniu; 18% mężczyzn i 6% kobiet codziennie; 24% kobiet i 12% mężczyzn potrzebuje 3Ś4 kontaktów miesięcznie. Natomiast kontakty rzadsze ujawniają jedynie te bsoby, które mają zaburzenia seksualne. Można zatem wyprowadzić wniosek, iż statystyczna norma mieści się od średnio jednego współżycia na tydzień do stosunków codziennych. Częstotliwość kontaktów seksualnych: 70% kobiet i mężczyzn współżyje kilka razy na tydzień, 22% mężczyzn i 24% kobiet jeden raz na tydzień, a codziennie - 4% kobiet i mężczyzn. Jeżeli porównamy te dane z powyższymi, to okazuje się, że u około 30% ludzi istnieje rozbieżność między oczekiwanym a realizowanym współżyciem seksualnym i to zarówno w stronę zbyt rzadkich, jak i zbyt częstych stosunków. 75% populacji utrzymuje regularne, ustabilizowane kontakty. Aktywność własna i partnera: 72% mężczyzn i 35% kobiet deklaruje potrzebę wzajemnej aktywności we współżyciu, natomiast 60% kobiet woli aktywność mężczyzny, a jedynie 14% mężczyzn własną. Istnieje zatem wyraźna rozbieżność między płciami co do oczekiwań aktywności. U kobiet dominuje raczej bierność lub odwzajemnianie pieszczot, natomiast u mężczyzn wyraźna jest potrzeba współaktywności; 6% kobiet woli własną aktywność, a 12% mężczyzn aktywność kobiety. Hierarchia bodźców seksualnych; U kobiet istnieje następująca hierarchia oczekiwanych bodźców seksualnych: pieszczoty ciała, pobudzanie łechtaczki, ruchy frykcyjne w pochwie, a do rzadziej ujawnianych należą oralizm, wytrysk w pochwie. U mężczy.zn natomiast na pierwszym miejscu atrakcyjności jest sam stosunek, dalej wytrysk w pochwie, pieszczoty narządów płciowych, oralizm, natomiast na bardziej odległym miejscu jest pobudzanie łechtaczki i pieszczoty ciała. Ujawnia się zatem wyraźna rozbieżność między partnerami, co zresztą wiąże się z często spotykanymi rozczarowaniami seksualnymi u wielu kobiet, gdyż ich pierwszoplanowe potrzeby u partnerów są na dalszym miejscu w hierarchii. Można stwierdzić, iż wielu mężczyzn nadal pomija stymulację najbardziej optymalną z punktu widzenia seksualności kobiety. Natomiast w przypadku mężczyzn frustracja w tej sferze ma mniejszy zasięg. Pozycje współżycia: Zdecydowanie najbardziej popularna jest pozycja klasyczna, którą stosuje 70% badanych. U kobiet na drugim miejscu popularności jest pozycja boczna z twarzami do siebie, dalej tzw. na jeźdźca, odwrotna, natomiast do najmniej lubianych należą pozycja stojąca i od tyłu. U mężczyzn na drugim miejscu popular-46 ności jest pozycja odwrotna (kobieta na mężczyźnie), boczna, na jeźdźca. Jak więc widać, rozbieżność między płciami jest mała. Hierarchia pozycji współżycia jest zupełnie odmienna w związkach przypadkowych; w nich najmniej atrakcyjna jest klasyczna, natomiast chętnie się ją zmienia, np. na boczną, od tyłu, odwrotną; częsty jest również oralizm. Można z tego wyciągnąć wniosek, iż w małżeństwie dominuje tradycja, a w związkach pozamałźeńskich swoboda w wyborze pozycji. Ma to jednak pewne znaczenie dla trwałości i atrakcyjności więzi partnerskiej - w przypadku małżeństw z urozmaiconym życiem seksualnym i rożnymi pozycjami są one wyższe. Czas trwania stosunku: Około 10% związków ma stosunek trwający do 3 minut; 55% do 10 minut, a 35% powyżej 10 minut; w tym ostatnim przypadku sprzyja to większej atrakcyjności współżycia u kobiet. Wiele badań ankietowych i eksperymentalnych wskazuje na fakt, iż dłuższy czas pieszczot wstępnych i stosunku sprzyja wyższemu poziomowi satysfakcji seksualnej i przeżyciu orgazmu u kobiet. Nie jest to jednak obowiązującą regułą, część kobiet osiąga bowiem orgazm szybko i nawet bez gry wstępnej. W trakcie współżycia część kobiet onanizuje się (w przebiegu stosunku lub po jego zakończeniu). Dotyczy to kobiet, które mają typ orgazmu wyzwalanego przez stymulację łechtaczki i w tych przypadkach albo partner jej nie pobudza lub pobudza niewystarczająco. Innym powodem samopobudzania jest zbyt krótki czas trwania kontaktu i rozbudzona kobieta dąży do orgazmu wyręczając w tym swego partnera. Te kobiety częściej ujawniają od innych rozczarowanie więzią seksualną w związku. Ogólnie rzecz biorąc zdecydowanie więcej kobiet w porównaniu z mężczyznami skarży się na rozczarowania we współżyciu, niedostatek miłości ze strony partnera i jego starań o atrakcyjność w ars amandi. Te skargi mogą wyrażać poczucie, iż w seksie stać je na więcej, a z winy partnera nie mogą tego osiągnąć, ale mogą również wynikać z oczekiwań wzbudzonych przez lektury, koleżanki. U kobiet częstsze niż u mężczyzn są wahania potrzeby współżycia, zainteresowania nim i skali przeżyć seksualnych, co wynika z ich struktury emocjonalnej. U mężczyzn natomiast większa jest stałość częstotliwości współżycia, sprawności seksualnej, ale za to stopniowo opada ona aż do andropauzy. Wyraźnie też mniejszy jest wpływ przeżyć emocjonalnych. Inaczej mówiąc, wielu mężczyzn jest w stanie mieć udane współżycie po denerwującej rozmowie, kłótni, a dla wielu kobiet jest to niemożliwe aż do załagodzenia konfliktu i rozbudzenia w nich dobrego nastroju. Porównania między kolejnymi generacjami wskazują, iż we współczesnym pokoleniu większy jest zakres częstotliwości współżycia, form 47 stymulacji seksualnej, zdolności osiągania orgazmu przez kobieły, bardziej urozmaicone współżycie (zwłaszcza w zakresie technik, pozycji, oralizmu). Zapewne jest to m.in. efektem przemian obyczajowych. Mówiąc o aktywnos'ci seksualnej należy również wspomnieć o jej zmianie w miarę upływu wieku. Z poniższego wykresu wynika, że zmniejszenie średniej częstotliwości współżycia jest stopniowe i w okresie przekwitania ulega stabilizacji. Należy jednak pamiętać o tym że wykres ilustruje przeciętną statystyczną tendencję, natomiast w wie lu związkach częstotliwość ta może przebiegać zupełnie inaczej. l3 S o |2 o (O ar N J u 1 18-24 25-34 35-44 Wiek 45-54 55 i więcej AKTYWNOŚĆ MĘŻCZYZNY ŚŚi Aktywność seksualna mężczyzny uwarunkowana jest różnymi czynnikami: temperamentem seksualnym, atrakcyjnością partnerki, własnymi potrzebami psychicznymi, obrazem męskości, sytuacją. Przyjrzyjmy się temu bliżej na przykładzie tabeli ze str. 50. Widać jak bardzo wszystkie te grupy różnią się między sobą, z tym że grupa kontrolna i grupa alkoholików były zbliżone wiekiem, natomiast grupa narkomanów mieściła się w wieku do 25 lat. Można zatem powiedzieć, iż u mężczyzn w stosunkowo małym stopniu aktywność seksualna jest uwarunkowana modelem dominacji seksualnej mężczyzny. Wyraźnie ten model jest w zaniku, a w młodej populacji prawie nie istnieje. Mężczyźni z grupy kontrolnej odczuwają potrzebę wzajemnej aktywności seksualnej, wiążącą się ze strukturą ich potrzeb psychicznych, zwłaszcza potrzebą partnerstwa. Postawa ta jest wyrazem upowszechniającego się modelu partnerskiej współodpowiedzialności za współżycie. W przypadku mężczyzn mających problemy seksualne w wyniku uzależnień lub chorób rosną oczekiwania na pomoc ze strony partnerki. Pojawia się również nowe zjawisko - wzrost oczekiwań na aktywność ze strony partnerki w młodych populacjach mężczyzn. Dotyczy to zwłaszcza tych partnerów, którzy wobec partnerki przyjmują postawę dziecka, które mają im zatem matkować i w sytuacjach łóżkowych. Istnieje wiele nieporozumień co do granicy możliwości aktywności seksualnej płci. Zrozumiałe, iż kobiecie przypisuje się brak takiej granicy, z racji bowiem swej budowy ,,zawsze może". Nie jest to zresztą prawdą, każda bowiem kobieta ma swoją subiektywną granicę wytrzymałości i tak np. dla jednej 1 stosunek jest wystarczający i nie jest w stanie odbyć następnego, a dla drugiej nie ma proolemu i z 20 stosunkami w jednym dniu. Można jednak założyć, iż u typowej kobiety zdolność odbycia kilkakrotnych stosunków dziennie jest realna, aczkolwiek nie muszą się one wiązać z orgazmami. W przypadku mężczyzn istnieje wyraźny spadek aktywności (zwanej 4 - Seks dojrzały 49 Tabelo 1 Aktywność seksualna mężczyzny Grupa Alkoholicy Narkomani kontrolna (%) Wo) (°/o) Ulubiona forma aktywności: własna aktywność 15 7 14 aktywność kobiety 30 64 12 wzajemna aktywność 55 29 74 Uwarunkowania typu aktyw ności : temperament seksualny (poziom libido), sprawność 30 62 6 atrakcyjność partnerki 4 2 10 własne potrzeby psychiczne 5 6 70 obraz męskości 15 1 12 czynniki sytuacyjne 45 29 2 popularnie potencją) w miarę upływu wieku. O ile w młodości dany partner jest w słanie mieć kilka wytrysków, jeden po drugim, to w miarę upływu wieku możliwości zmniejszają się, a partnerka jest w słanie wyczuć granicę możliwości u swego partnera, zatem wie, "ile razy on może". Niektóre kobiety wykorzystują znajomość tego faktu do swoistego zapobiegania ewentualnym zdradom ze strony mężczyzny. Polega to na tym, że doprowadzają go do granicy, jaką jest wyczerpanie, zmęczenie. Jest to jednak dość naiwna postawa, gdyż w kontakcie z daną kobietą mężczyzna potrafi dojść do nieprzekraczalnej granicy zmęczenia, ale wkrótce jest w słanie odbyć udany stosunek z inną kobietą. Tego typu zdolność jest wyraźna w seksie grupowym, w którym średnia aktywność danego mężczyzny jest wyższa niż w kontaktach z jedną partnerką. Aktywność seksualna mężczyzny obejmuje również zainteresowanie osobą partnerki, ars amandi. Można powiedzieć, iż zachowanie mężczyzn w czasie całego współżycia, we wszystkich jego fazach, jest wyrazem nie tylko jego kultury, znajon.ości ars amandi, ale i czułym testem uczuć wobec kobiety i postaw wobec nrej. Z tego zachowania można wyciągnąć znacznie więcej trafnych wniosków niż z deklaracji słownych. Należy tu jednak wprowadzić taryfy usprawiedliwiające mężczyzn. Po pierwsze wielu z nich ujawnia w życiu seksualnym nieporadność, skrępowanie, zahamowanie, wynikające z wychowania i to niezależnie od upływu wieku. Po drugie wielu mężczyzn we współżyciu seksualnym koncentruje się jedynie na dotyku, a pomija kontakt słowny. Między partnerami nie ma wymiany informacji, zatem optymalna ars amandi jest często trudna do stworzenia. W wielu związkach partnerskich w miarę upływu wieku maleje aktywność seksualna mężczyzny, a wzrasta jego oczekiwanie na wzrost aktywności i pomoc ze strony partnerki. Proces ten wynika z biologicznego spadku libido (wpływ wieku, a zwłaszcza chorób, alkoholu, palenia, braku troski o higienę i sport). Wiąże się z tym stwierdzone w wielu krajach zjawisko rosnącej patologii zdrowia mężczyzn. Dla wielu mężczyzn świadomość spadku u siebie libido jest bolesnym doświadczeniem i zagraża poczuciu wartości męskiej. Im mniej dany mężczyzna ma poczucia seksu i osiągnięć na innych płaszczyznach życia, tym większa będzie jego frustracja seksualna. Jedynie część mężczyzn podchodzi do tych spraw z umiarem, dystansem i spokojem, akceptując siebie takimi, jakimi są. Leczenie czy porada mogą ta wprawdzie pomóc, ale w zakresie możliwym do stanu organizmu, np. nie można wrócić 50latkowi wigoru 20latka. Wiele frustracji i antyfeminizmu u mężczyzn powstaje właśnie w latach wieku dojrzałego przy odczuwanym spadku libido, istnieje bowiem poczucie zagrożenia, iż nie zaspokojona seksualnie partnerka zainteresuje się kimś innym. Zachowanie poczucia wartości męskiej zależy zatem również od postawy partnerki i przebiegu związku partnerskiego. 50 AKTYWNOŚĆ KOBIETY Wiele kobieł na początku więzi seksualnej z danym partnerem, a szczególnie w pierwszych w życiu kontaktach, nie wie, jak właściwie ma się zachowywać. Targają nimi różne potrzeby: sprawienia radości swemu partnerowi, własnej ekspresji seksualnej, wypadnięcia dobrze, chęć dobrego zaprezentowania się. Nieraz nie wiedzą, czy ujawnienie jakiejś własnej aktywności nie obróci się przeciw nim, może bowiem partner uzna, że są wyrafinowane i zbył doświadczone. Inne są zablokowane lękiem, że zostaną ocenione jako prowincjuszki i staromodne w tej dziedzinie. Jeżeli uważają, że partner jest bardzo doświadczony, obawiają się porównania z poprzednimi jego partnerkami i rośnie zagrożenie. Często pomaga kobiecie w tym wszystkim właściwa jej naturze intuicja i improwizowanie w trakcie zbliżenia, ale nie wszyscy są obdarzeni intuicją. Dla innych wyjściem z sytuacji jest szukanie porad w lekturach, modelu techniki seksualnej. Wolne od potrzeby określania takiej lub innej własnej aktywności seksualnej są jedynie te kobiety, które czują swą wysoką pozycję u mężczyzny, wiedzą, że są adorowane, zdobywane. Wystarcza wówczas sam fakt zgody na zbliżenie, aby partner był usatysfakcjonowany. Jeżeli natomiast współżycie z partnerem jest traktowane na zasadzie partnerstwa lub potrzeby zdobycia mężczyzny, to sprawa komplikuje się. Wspomniana niejasność co do własnej aktywności seksualnej wzbudza skrępowanie, stan napięcia i postawę obserwowania reakcji partnera. W zasadzie można powiedzieć, że w pierwszych kontaktach seksualnych danej pary ujawnia się wzajemna postawa, zasada partnerstwa lub hierarchiczności (podporządkowania, dominacji); widać, kto kogo zdobywa, adoruje, komu na czym zależy w ars amandi. Narzucanie sobie powinności w życiu seksualnym nie sprzyja jednak jego harmonii i udanemu przebiegowi. Zamiast autentyzmu, relaksu, 52 radości pojawia się napięcie, obserwacja, odgadywanie życzeń, oczekiwań. W rozmowach w gabinecie mogłem się nieraz przekonać, jak często obie strony potrafią rozwiązać sobie ten problem jeszcze przed nawiązaniem kontaktów seksualnych. Jedni milczą i niczego sobie nie przekazują, licząc na to, że samo wyjdzie, i tak już pozostaje. Młodsi wiekiem nieraz podsuwają sobie lektury lub wprost mówią o swych oczekiwaniach, upodobaniach lub też kierują aktywnością partnera, np. kładą jego dłoń na piersiach, narządach płciowych i mimicznie dają wyraz swym odczuciom. Stosunkowo rzadką, chociaż przyjemną formą, jest rozmowa figlarna, w której umiejętnie przekazuje się drugiej osobie swoje oczekiwania. Tego typu forma możliwa jest jednak u osób z dużą kulturą osobistą, zakresem słownictwa nie będącego ani żargonowym, ani medycznym. W przypadku gdy nie ma żadnych rozmów ani wymiany informacji, konieczne jest po prostu czekanie na przebieg kontaktów i nietraktowanie ich już od samego początku jako zadania do wykonania, wykazania się. 2ycie seksualne w końcu jest sztuką i dlatego wymaga czasu, cierpliwości, umiejętności rejestrowania i odczytywania wzajemnych sygnałów wynikających z zachowania partnerów. Nie jest natomiast dobrze, jeżeli narzuca się sobie jakąś grę, aktywność pod partnera. Należy pamiętać o tym, że druga osoba też wyczuwa naturalność lub sztuczność zachowań i może to mieć wpływ na ocenę partnerki. Wiele kobiet wstydzi się swej nieporadności seksualnej, inne natomiast zgrywają się na dziewicę, doświadczoną, ekstatycznie przeżywającą, lubiącą te rzeczy. Te gry wcześniej czy później zostaną rozszyfrowane i nie wpłyną pozytywnie na więź. Jednym z motywów gry seksualnej kobiet jest potrzeba zawarcia małżeństwa. Współżycie seksualne staje się narzędziem do realizacji tego celu. Dopiero po ślubie okazuje się, że ekscytujący seks był pozorem, maską, a rozczarowanie partnera jest oceniane negatywnie. Może również po ślubie zmniejszyć się motywacja do starań o radość ze współżycia z partnerem i zaczyna dominować własny interes, codzienność. Bądźmy zatem sobą, naturalni i autentyczni, nie stwarzajmy iluzji co do własnej osoby. l REAKCJE KOBIET WOBEC MĘSKIEJ FIZJOLOGII SEKSUALNEJ Dla mężczyzny atrakcyjność więseksualnej obejmuje rówzi nież postawy i reakcje partnerki wobec jego fizjologii seksualnej (erekcji, wytrysku). Wiele kobiet nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, jak bardzo to może być ważne dla harmonii psychicznej ich związku. W celu dokładniejszego omówienia tego zagadnienia pomijam oczekiwania męskie adresowane wobec partnerki, a które również prowokują ją do takich lub innych reakcji. W tradycyjnej obyczajowości seksualnej kobieta przyjmowała postawę bierną, oczekiwała pieszczot swego ciała, a źródłem satysfakcji seksualnej mężczyzny była jego sprawność we i współżyciu oraz fakt przeżycia orgazmu przez partnerkę. W partnerskim modelu więzi seksualnej obie strony są aktywne, dążą do osiągnięcia satysfakcji przez partnera, uatrakcyjnienia współżycia. Zrozumiałe zatem, że postawa partnerki wobec reakcji seksualnych partnera ma dla niego duże znaczenie i jest jednym z wyrazów uczucia do niego, oceny atrakcyjności jako mężczyzny. W początkach kontaktów seksualnych, np. w petłingu, wiele młodych kobiet poznając męskie ciało ujawnia sprzeczne postawy, np. ciekawości i niechęci, fascynacji i lęku; niektóre reagują szokiem na erekcję członka, obawiając się, że taki jest duży i dlatego może uszkodzić pochwę. Niekiedy tego typu lęk powoduje unikanie współżycia, pochwicę. Reakcja kobiety na erekcję i wytrysk mężczyzny jest wypadkową jej uczuć wobec niego, postaw wobec ciała i seksu, wyobraźni i postaw estetycznych. Nic zatem dziwnego, że wiele kobiet odczuwa nawet i w dojrzałym wieku sprzeczne uczucia, a niektóre nigdy nie wyzbędą się dystansu, a nawet i pewnego wstrętu wobec płciowości męskiej. Okazuje się, że wspomniane postawy kobiet często nie mają związku z ich przeżyciami seksualnymi, np. kobieta mająca orgazm może odczuwać niechęć do ciała partnera, a kobieta z anorgazmią fascynację itp. 54 Reakcje kobiet są zatem bardzo zróżnicowane i w zasadzie można je sprowadzić do kilku najczęściej występujących: Reakcje orgiastyczne Niektóre kobiety są tak dalece zafascynowane płciowością męską, że przyjmują one charakter zgoła fełyszu, pobudzają członek na wszelkie możliwe sposoby, jakie podsuwa wyobraźnia, wolą oralizm od innych form kontaktu, pragną kontaktu z nasieniem na całym swym ciele, podnieca je jego zapach, często również stosują spermatofagię (połykanie nasienia). Wspomniana fetyszyzacja prowadzi do tego, że nie tyle jest ważrfa osoba partnera co atrybuty jego męskości. Niekiedy zachowanie tych kobiet wzbudza paniczny lęk u partnera, obawia się on bowiem tak zapamiętałego podniecenia, połączonego z gryzieniem narządów i nie kończącej się stymulacji. Reakcje awersyjne U niektórych kobiet erekcja, a częściej wytrysk, wzbudzają uczucie wstrętu i np. współżycie kojarzy się im z zabrudzeniem - stąd potrzeba szybkiego mycia się; zapach nasienia przyprawia je o mdłości. Tego typu reakcje mogą być wyrazem odrzucania osoby partnera, ale bywają również wyrazem postawy wobec seksu (manicheizm, ukryły homoseksualizm), objawem nerwicy natręctw. Reakcje obojętne Reakcje tego typu były bardzo częste w starszych pokoleniach, wynikały z wychowania niechętnego wobec ciała i seksu, z narcyzmu kobiecego. Często towarzyszą oziębłości seksualnej kobiet, u innych są wynikiem braku wrażliwości pochwy na ruchy frykcyjne lub odczucie wytrysku. Przy okazji warto wspomnieć, iż około 60% nie czuje wytrysku w pochwie i to niezależnie od zdolności przeżywania orgazmu w trakcie stosunku. U wielu innych kobiet płciowość męska jest aseksualna, a we współżyciu koncentrują się na sobie; ta postawa ujawnia się również w reakcjach na porno - interesuje je to, co dotyczy kobiety. Reakcje ambiwalentne Odczucia sprzeczne, np. przyjemności i obrzydzenia, ciekawości i lęku, nie należą do rzadkości. Częstsze są u kobiet zaczynających życie seksualne, nawiązujących romans, ale występują również często u kobiet rygorystycznie wychowanych, a obdarzonych dużą zmysłowością. Reakcje pozytywne Reakcje tego typu obejmują szeroki zakres - od przyjemności do fascynacji, koniecznej do osiągania orgazmu. Są np. kobiety, które mogą przeżyć orgazm dopiero po odczuciu wytrysku u partnera. 55 W obecnej obyczajowości seksualnej coraz więcej kobiet odczuwa przyjemność w pieszczeniu narządów partnera, wyczuwaniu jego podniecenia, widzeniu erekcji, wytrysku. To wszystko jest dla nich ważnym bodźcem seksualnym i to niezależnie od poziomu zaangażowania uczuciowego. Reakcje pozytywne, jako prawidłowe, są wyraźnie efektem przemian obyczajowości seksualnej, która dowartościowała seks i ciało, są również konieczne dla partnerstwa w ars amandi i stanowią jeden z fundamentów kultury seksualnej. Szczególny swój wyraz i pełnię osiągają w miłości partnerskiej, kiedy cały partner jest akceptowany i kochany. W wielu dojrzałych stażem związkach reakcje pozytywne są u partnerów te same, powiązane z pewną figlarnością i poczuciem humoru. Dialogi erotyczne w tych związkach są finezyjnie zmysłowe i pogodne. Gdyby ujawnić prawdziwe przyczyny rozpadu wielu związków i nawiązania nowych przez mężczyzn, to okazałoby się, że często wynikały one z reakcji kobiet na ciało, płciowość mężczyzny. Reakcje pozytywne są zatem wyrazem nie tylko postawy wobec seksu i partnera, ale również mają znaczenie dla przyszłości związku, poczucia swej wartości przez mężczyznę i atrakcyjności partnerki w jej roli seksualnej. PIESZCZOTY CZŁONKA Zakres pieszczot partnerek wobec swoich partnerów jest bardziej ograniczony niż partnerów wobec nich. Z jednej strony można to tłumaczyć faktem inności psychofizjologii seksualnej płci, gdyż sfery erogenne kobiet są liczniejsze niż u mężczyzn; również potrzeby bodźców dotykowych są u nich większe. Nie oznacza to jednak, iż mężczyźni są pozbawieni podobnych potrzeb. Z drugiej strony natomiast istnieje jeszcze ciążenie tradycji kultury seksualnej, w której stroną aktywną był mężczyzna, a bierną kobieta. Jakkolwiek zmiany obyczajowe zaszły daleko, jednak w modelu współżycia seksualnego wielu związków nadal istnieje opór wobec pieszczot narządów płciowych mężczyzny, jakby były one jakimś tabu. Dla przykładu posłużę się wynikami badań 150 kobiet w wieku 17Ś45 lat, z różnym wykształceniem i pochodzących z różnych środowisk. Tego typu populacja nie jest bynajmniej obrazem całości, ale daje pewien pogląd na problem. Otóż na 150 współżyjących seksualnie kobiet - 55 nigdy nie pieści ani nie dotyka członka partnera. Wynika to z oporów, niechęci, braku takiej potrzeby; 42 kobiety ograniczają się do nieśmiałych pieszczot, tzn. poprzestają na samym dotknięciu członka, krótkim trzymaniu go w ręce lub jedynie wprowadzają go do pochwy przed stosunkiem. Wspomniane pieszczoty nie są dla nich źródłem przyjemnych odczuć. Podobnie jak w poprzedniej grupie członek partnera ma określoną rolę - jest źródłem doznań w stosunku i nic więcej. Obie grupy kobiet reagują też obojętnie na bodźce wzrokowe, dotyczące płciowości mężczyzny; jego nagość jest aseksualna. Niektóre kobiety (31) w ars amandi dotykają członka partnera i odwzajemniają pieszczoty oralnogenitalne, ale wspomniane formy pieszczot są dla nich potrzebą sprawienia przyjemności partne-57 rowi; im samym natomiast nie są potrzebne do wzrostu podniecenia: "Robią to, aby jemu zrobić przyjemność" - to typowy motyw aktywności w tej grupie. Natomiast 24 kobiety stosują zróżnicowane formy pieszczot narządów partnera: pobudzają ręcznie, zręcznie imitując stosunek; pieszczoty oralnogeniłalne sprawiają im przyjemność, potrafią w nich bardzo umiejętnie pobudzać żołądź członka. W przypadku zaburzeń erekcji lub w celu większego podniecenia partnera zręcznie pobudzają członek. Wspomniane pieszczoty są dla nich źródłem pozytywnych doznań i są potrzebne do uzyskania wzrostu podniecenia seksualnego. Analizując głębiej postawy kobiet wobec płciowości męskiej, potrzeby pieszczenia narządów płciowych partnera, można wyróżnić kilka częściej spotykanych: Członek partnera Jest aseksualny, jest źródłem niechęci, wstrętu lub też jest tabu dotykowym; istnieje wewnętrzna bariera uniemożliwiająca dotykanie i pieszczenie partnera, chociaż on sam jest akceptowany. W ars amandi uczucie zażenowania, wstydu i skrępowania utrudniają przyjęcie aktywnej postawy i istnieje zahamowanie wobec pieszczenia członka partnera. Ta postawa wynika z wychowania, pruderii. Poczucie powinności, obowiązku wobec partnera mobilizuje partnerkę do obdarzania go pieszczotami, jest odpowiedzią na jego oczekiwania i potrzeby oraz działaniem profilaktycznym, aby nie poszedł do innej. Potrzeba zrobienia przyjemności swemu partnerowi, poświęcenia się dla niego staje się źródłem własnej przyjemności nie tyle seksualnej, co uczuciowej. Naturalna współaktywność w ars amandi, pieszczenie partnera, jest wyrazem własnych potrzeb, fascynacji płciowością partnera, jest jednym z bodźców seksualnych potęgujących stan podniecenia. Tego typu postawa występuje w związkach dobrze przystosowanych, wzajemnie się akceptujących. Pieszczoty członka partnera mogą być objawem erotomanii i wówczas są źródłem podniecenia seksualnego. Nie tyle osoba partnera, co jego budowa jest bodźcem seksualnym. Druga możliwość to kult falliczny, czyli prościej mówiąc, niektóre kobiety są jakby niewolnicami członka, pieszczoty stają się wyrazem hołdu płciowości męskiej i własnego poddaństwa. Z innych badań wynika, że większość kobiet stopniowo dojrzewa do współaktywności seksualnej i darzenia partnera pieszczotami. W przystosowanym związku, w którym istnieje dobra więź uczuciowa i erotyczna, narasta akceptacja płciowości partnera i wówczas darze",. go »sp,n,n,.ny., P^^^r^.^pS ^r'p'0^: ^^^"^"r^ r.i.ć b,.k ł.ki.j poł'"b». ^""'.•^"^"Sgip^iły^ims.k^In^^^^^^^ ne partnerki. 58 ZACHOWANIA MASTURBACYJNE Badania dotyczące zachowań masturbacyjnych (przyczyny, częstość i forma, towarzysząca fantazja, uczucie) są co pewien czas przeprowadzane w różnych krajach w celu uzyskania danych co do ich ewolucji. Z różnych raportów socjoseksuologicznych jednoznacznie wynika, że masturbacja jest zjawiskiem powszechnym, staje się coraz częstsza u dziewcząt; wewnętrzne konflikty na tym tle są coraz rzadsze. Istnieje jednak pewien margines zachowań masturbacyjnych, który ujawnia związek z rozwojem dewiacji, tzn. wyobrażenia różnych patologicznych lub dewiacyjnych zachowań seksualnych w trakcie masturbacji mogą się utrwalić i przerodzić w trwałą tendencję. W Polsce były również przeprowadzane tego typu badania, najbardziej dokładne (na dużej populacji) przeprowadził A. Jaczewski. 60 Obecnie przedstawiam własne badania, przeprowadzone w latach 1981Ś1984 na terenie Warszawy na populacji 800 osób. Tabelo 2 Zachowania masturbocyjneMężczyźni (odsełki)Kobiety (odsetki) Przyczyna rozpoczęcia masturbacji:4,01,0 podpatrzenie35,04,0 rówieśnicy12,09,0 publikatory49,086,0 samoistnie Fantazje towarzyszce masturbacji: brak, czynność mechaniczna7,0 72,05,0 17,0 dotyczqce drugiej ptci dotyczące obu ptci dotyczące własnej ptci16,0 5,041,0 37,0 Uczucia towarzyszące masturbacji: poczucie winy, czegoś złego zadowolenie i akceptacja11,0 73,0 16,031,0 69,0 0,0 obojętność Same wyniki niewiele jeszcze mówią, dopiero ich powiązanie z wieloma innymi danymi, które były uzyskane w tych badaniach, pozwalają je zinterpretować. Okazuje się, iż u dziewcząt źródłem rozpoczęcia masturbacji były potrzeby seksualne, najczęściej związane z wyobrażaniem sobie scen intymnych z kimś bliskim lub wyimaginowanym. Inaczej mówiąc, masturbacja jest czynnością zastępczą wobec braku współżycia seksualnego, wyobrażaniem sobie jego przebiegu. Natomiast w przypadku młodych mężczyzn poza powyższym motywem istnieje inny, równie częsty - zachęta ze strony rówieśników, l w tym drugim przypadku mamy do czynienia z wieloma wariantami motywacji. Jedni robią to z naśladownictwa, chcą czuć się wtajemniczeni, dorośli, inni ujawniają ukryte tendencje homoseksualne lub też są prowokowani przez osoby mające takie tendencje; dla wielu osób ta forma masturbacji jest początkiem rozwoju orientacji homoseksualnej. Uderza nowe zjawisko - podobna częstość masturbacji u obu płci, wynikająca z erotycznego działania publikatorów (najczęściej fotografie aktów, rysunki, teksty opisujące fizjologię współżycia). Niekiedy kryje się w tym reakcja na wydawnictwa pornograficzne. W krajach, w których tego typu wydawnictwa są dostępne, tego rodzaju start do masturbacji jest znacznie częstszy. Istnieje jednak jakościowa różnica między wpływem publikatorów a pornografią. W przypadku publikatorów dostarczają one materiału dla wyobraźni dotyczącej 61 współżycia seksualnego, nałomiasł pornografia dostarcza modelu kontaktów seksualnych z silnym ukierunkowaniem na sam seks, technikę stymulacji seksualnej, instrumentalne traktowanie ciała drugiej osoby. Fantazje dotyczące drugiej płci w wyobraźni towarzyszącej masturbacji są zdecydowanie częstsze u mężczyzn. Fantazje te obejmują c;ało kobiety, jej narządy płciowe, zachowanie, nagość - są zatem wyrazem potrzeb wzrokowej stymulacji, dość zresztą typowej u mężczyzn. W przypadku kobiet najbardziej typowe są fantazje dotyczące kontaktu seksualnego obu płci oraz własnej płci. W pierwszym przypadku najczęściej wyobrażana jest scena intymna, sceneria kontaktu seksualnego, z towarzyszącym temu nastrojem podniecenia, mniej natomiast jest lub wcale nie ma - ukierunkowania na fizjologię, narządy. Natomiast w fantazjach dotyczących własnej płci kryją się tendencje narcystyczne lub homoseksualne. Poczucie winy wynikające z masturbowania się, przekonanie, że te coś nienormalnego jest obecnie coraz rzadsze, ale występuje częściej u kobiet - blisko '/3 z nich ma takie odczucia. Wynika to z wychowania, poczucia wstydu, zażenowania oraz lęku, iż masturDacja może stwarzać utrudnienie dla przyszłego współżycia. U obu płc. przeważa akceptacja tej formy realizacji potrzeb seksualnych oraz poczucie zadowolenia, przyjemności. W przypadku mężczyzn 16% odczuwa obojętność w trakcie masturbacji, a ona sama jest zwykłą czynnością mechaniczną dla zdrowia. Tego typu zachowanie wiąże się później z podobnym traktowaniem współżycia, które ma służyć zdrowiu, wyładowaniu się, niezależnie od osoby partnerki. Powyższe badania potwierdzają zatem stwierdzenie, iż różne są źródła, formy i następstwa masturbacji, której nie można traktować jedynie jako formy zastępczej. Ponadto widoczna jest inność psychoseksualna płci, która najpełniej ujawnia się w późniejszym życiu seksualnym. Przeprowadzone badania nie ujawniły natomiast związku między samym faktem masturbacji a późniejszym udanym lub nieudanym życiem seksualnym. Zdarza się natomiast, zwłaszcza u mężczyzn, że wiążą oni aktualne problemy w życiu seksualnym z masturbacją w wieku młodzieńczym (tzw. kompleks onanisłyczny), dzięki temu znajdują oni pozornie prawdziwą przyczynę swych niepowodzeń. Piszę pozornie, gdyż w zdecydowanej większości przypadków nie ma takich związków. Negatywne następstwa masturbacji ujawniają się wówczas, gdy towarzyszyły jej: nadmiernie rozbudowana wyobraźnia (np. drobiazgowe wizje kontaktu, dokładny scenariusz zachowania drugiej osoby), wyobraźnia typu dewiacyjnego lub orgiastycznego (zaczerpnięta z pornografii) lub też zachowania masturbacyjne o charakterze jawnie lub skrycie homoseksualnym. Zachowania masturbacyjne są częste i w wieku dojrzałym. Mogą one stanowić formę zastępczą zaspokajania potrzeb seksualnych, np. w przypadkach dłuższej nieobecności partnera, ciąży partnerki, koniecznej abstynencji w wyniku choroby partnera, trwałego uszkodzenia jego zdolności współżycia (np. mężczyzna po urazie kręgosłupa), w braku partnera. Innym źródłem zachowań masturbacyjnych jest rozczarowanie więzią seksualną lub osiąganie wyższej satysfakcji w masturbacji w porównaniu ze wspóżyciem. Zdarza się również, że masturbacja traktowana jest leczniczo, np. mężczyzna zaniepokojony zaburzeniami wzwodu członka sprawdza jego reaktywność w ręcznej stymulacji itp. Zachowania masturbacyjne u partnerów mających kontakty seksualne dość często spełniają rolę uzupełniającą. W przypadku mężczyzn potrzeba masturbacji może wynikać z faktu, iż partnerzy mają zbyt rzadkie (jak na jego oczekiwania) stosunki, masturbacja wyrównuje zatem potrzeby ilościowe. Innym przykładem uzupełniającej masturbacji jest niezdolność osiągnięcia wytrysku w trakcie stosunku w przypadku uczucia nadmiernego luzu (zmiany poporodowe, nadmierne lubricałio, szeroka pochwa i wąski członek). W tych wypadkach po stosunku, w którym nie doszło do wytrysku, masturbacja służy uzupełnieniu stosunku przez silniejsze bodźce dotykowe; w wielu związkach partnerka pomaga partnerowi w osiągnięciu wytrysku przez ręczną stymulację, ale nie wszystkie kobiety mają tego typu gotowość. W przypadku kobiet uzupełniająca masturbacja najczęściej wynika z faktu, iż partner zbyt krótko lub nieumiejętnie pobudzał łechtaczkę i dlatego po zakończeniu stosunku utrzymujący się wysoki poziom podniecenia skłania je do uzupełnienia współżycia przez samopobudzanie. Jest to bardzo częste zjawisko i ruchy feministyczne wysuwają hasło samowystarczalności seksualnej kobiety, głosząc pogląd o wyższości orgazmu osiąganego w ten sposób w porównaniu ze stosunkiem. W niektórych związkach istnieje zjawisko wzajemnej masturbacji, kiedy partnerzy wyżej sobie cenią ręczną stymulację od stosunku. Niekiedy masturbacja jest wyrazem negacji i walki z partnerem, np. partner nie zgadza się na współżycie i dosłownie na oczach drugiego doprowadza się do orgazmu przez samopobudzanie; oznacza to ujawnienie postawy: Nie jesteś niezbędna, wolę być samowystarczalny. Zachowania masturbacyjne w wieku dojrzałym mają zatem różne znaczenia, nie należą do rzadkich i bywają wyrazem nieprzystosowania seksualnego partnerów lub walki między nimi. ORGAZM W wieku dojrzałym ogólne prawidłowości orgazmu są podobne do opisanych w innej mojej książce ("Seks partnerski"). Istnieją jednak i pewne charakterystyczne ewolucje oraz zmiany, którym będzie poświęcony ten .rozdział książki. U kobiet w wieku dojrzałym dochodzi do rozkwitu zdolności orgazmicznych i skrócenia czasu koniecznego do wywołania orgazmu. Kobieta zaczyna dochodzić do poznania swoich możliwości w tym zakresie. Okazuje się np., iż dysponuje zdolnością przeżywania orgazmu bardziej intensywnego w doznaniach, częstszego, niekiedy powstają i nowe drogi jego wyzwalania, np. przez wiele lat osiągała orgazm jedynie w wyniku stymulacji zewnętrznej, a teraz potrafi osiągnąć go również w wyniku stosunku. U wielu kobiet orgazm 64 może również powstać w wyniku ręcznego pobudzania sklepienia pochwy i okazuje się, że sposób ten bardziej satysfakcjonuje w porównaniu do innych form stymulacji. Wiele kobiet doświadcza atrakcyjności własnego seksu i jego dużych możliwości, niektóre potrafią przeżywać wielokrotny orgazm, inne o bardzo wysokim Dpziomie doznań. Potwierdza się znana zresztą prawidłowość, iż orgazm u kobiet jest zjawiskiem wyuczonym, a zakres tego wyuczenia potrafi być bardzo różny, zależnie od temperamentu seksualnego kobiety, bogactwa form ars amandi, atrakcyjności osoby partnera, poziomu więzi uczuciowej w tym związku, wzajemnych starań o bogactwo form więzi seksualnej. Ewolucja orgazmu u kobiet nie zawsze przebiega w kierunku jego rozkwitu. Zdarza się, iż różnorodne problemy partnerskie, zmiany poporodowe (którym jest poświęcony odrębny rozdział), zmęczenie, przeciążenie różnorodnymi obowiązkami, choroby ginekologiczne oraz inne zakłócają przebieg orgazmu lub prowadzą do zaniku zdolności jego przeżywania. Zdarza się również, iż powstają komplikacje wynikające z bardziej atrakcyjnych doświadczeń pozamałżeńskich. Od czasu, w którym pisałem "Seks partnerski", pojawiły się nowe prace poświęcone fenomenowi orgazmu u kobiet. Okazało się np., że pojęcie orgazmu jest pewnym uproszczeniem. Obecnie wielu seksuologów skłania się ku teorii, iż orgazm może być sromowy (w wyniku pobudzania zewnętrznych narządów płciowych), maciczny lub mieszany. W tzw. orgazmie macicznym jego wyrazem może być stan krótkotrwałego bezdechu, uniesienia macicy, brak jest natomiast skurczów czy pulsowania pochwy. Istnieje również stworzone przez Rosenberga pojęcie orgazmu częściowego, tzn. ograniczonego do okolicy narządów płciowych, oraz totalnego, w którym następuje reakcja całego organizmu oraz utrata świadomości, kontaktu z rzeczywistością. Orgazm totalny wymaga lepszego przystosowania seksualnego partnerów, więzi uczuciowej, rozbudzenia zmysłowego kobiety oraz powstania u niej postawy seksualnej, polegającej na zaangażowaniu się w seks, przyjemność seksualną. Istnieją specjalne ćwiczenia służące rozwojowi zdolności orgazmu totalnego, który może być wywoływany przez zróżnicowanie pobudzenia różnych okolic ciała. Znany badacz orgazmu kobiet - Markoff - podkreśla, iż rozwojowi zdolności orgazmicznych u kobiet sprzyjają: wyćwiczenie mięśnia łonowoguzicznego, wiek dojrzały, wyższe wykształcenie, osobowość aktywna i optymistyczna, ekstrawertywna. Badania nad fenomenem orgazmu nadal trwają i pojawiają się monografie naukowe na ten temat, oparte na różnorodnych badaniach eksperymentalnych. Można przypuszczać, iż wiele w tej dziedzinie zostanie jeszcze powiedziane. W niektórych związkach pojawia się paradoksalne zdawałoby się zjawisko nieprzystosowania seksualnego po istniejącym uprzednio 65 5 - Seks dojrzały okresie dobrego przystosowania. Posłużę się typowym przykładem: niejedna kobieta w wieku 35Ś40 lat odczuwa wzrost poziomu libido oraz potrzeb seksualnych, zdolność szybkiego i częstego przezywania orgazmu. Oczekuje zatem częstszych kontaktów, krótszej gry wstępnej, bardziej intensywnych ruchów frykcyjnych, zdolności powtórzenia stosunku przez partnera. Tymczasem u jej partnera zachodzi proces odwrotny: wydłuża się czas rozwoju erekcji, stosunku, zmniejsza się zdolność powtarzania współżycia, częstotliwości kontaktów. Powstałe w ten sposób nieprzystosowanie seksualne stwarza napięcie w związku, poczucie zagrożenia u mężczyzny i rozczarowanie kobiety. Tego typu prawidłowość skłania niektóre kobiety do romansowania z młodymi mężczyznami; a inne do mobilizowania partnera w aktywności seksualnej. Istnieje w związku z tym znany stereotyp gorącej kobiety w wieku balzakowskim, co, jak widać, ma uzasadnienie. Zdolność przeżycia orgazmu na podobnym poziomie częstotliwości i intensywności u wielu kobiet utrzymuje się aż do okresu przekwitania, później jest z tym różnie: spada, utrzymuje się status quo, a czasem, choć rzadko, nawet i wzrasta. Zjawisko to należy tłumaczyć zarówno zmianami hormonalnymi (wzrost poziomu testosteronu), typowymi dla wieku dojrzałego kobiety, czynnikami psychicznymi (stabilizacja uczuciowa, harmonia psychiczna, psychoseksualnymi (pełne rozbudzenie seksualne, poznanie swych możliwości, rozkwit atrakcyjności kobiecej), kulturowymi (doping kultury masowej w stronę długotrwałej młodości, wiłalności, radości używania uroków życia), środowiskowymi (doping ze strony innych kobiet, szczere zwierzenia dostarczające stymulacji seksualnej, ale też i praktycznych informacji) itp. Można zatem powiedzieć, iż wiek dojrzały służy rozkwitowi seksu. Ewolucja orgazmu w seksualności mężczyzny jest nieco odmienna. W większości przypadków maleje zdolność co do częstotliwości jego przeżywania, aczkolwiek w wolnym stopniu. Zależy to od stanu zdrowia mężczyzny, a szczególnie alkoholu, palenia, leków, chorób. Inne zjawisko to wolniejszy rozwój podniecenia seksualnego, erekcji, a także skrócenie czasu między odczuciem zbliżającego się wytrysku i samym wytryskiem. Sam wytrysk ma stopniowo coraz mniejsze ciśnienie, zmniejsza się objętość nasienia. U zdrowego mężczyzny proces ten rozwija się bardzo wolno, ale zawiera w sobie potencjalnie pozytywne możliwości - w wieku dojrzałym mężczyzna jest w stanie stosować formy technik przedłużonego współżycia. Wydłużona ars amandi, np. w technice Carezza, buddyjskiej, TAO czy też po prostu w umiejętnym rytmie przerywanego podniecenia może wprowadzić partnerów w świat zupełnie nowej więzi seksualnej o bardzo wysokim poziomie atrakcyjności, graniczącym z mistyką. Partnerzy poznają nowy świat wrażeń, przeżyć o wyjątkowym uroku i dzięki temu ich więź ulega pogłębieniu, a atrakcyjność ich związku niepomiernie wzrasta. Wiek dojrzały daje zatem mężczyźnie potencjalną możliwość ewolucji w głębszy wymiar przeżyć seksu, uczuć, przejścia postawy ilościowej we współżyciu w jakościową. Jak już wspomniałem - jest to potencjalna możliwość, a jej realizacja ma związek z taką potrzebą u partnerów, wiedzą o przedłużonych formach stymulacji seksualnej, ze współdziałaniem ze strony partnerki, z dobrym stanem zdrowia oraz czasem na rozwijanie ars amandi. U części mężczyzn w wieku dojrzałym pojawia się zdolność do przeżywania wielokrotnych orgazmów, w których wytrysk występuje jedynie raz lub kilka razy. Okazuje się, że orgazm mężczyzny niekoniecznie musi mieć związek z wytryskiem nasienia, łzw. orgazm psychiczny oraz mięśTliowy jest równie silny jak orgazm połączony z wytryskiem. W kulturze TAO ten typ orgazmu jest wysoko ceniony. W wyniku wydłużania się czasu trwania pobudzenia seksualnego u części mężczyzn pojawia się opisany w 1977 roku przez Petersena tzw. miniorgazm, czyli stan przyjemności poprzedzający wytrysk, dzięki temu istnieje jakby orgazm ,,mniejszy", a później "większy". Wielokrotny orgazm może polegać na serii takich miniorgazmów. Stwierdzona ewolucja seksualności mężczyzn w wieku dojrzałym jest przez nich różnie traktowana. U jednych dokonuje się wybór na korzyść potencjalnej możliwości, jaką jest wzbogacanie ars amandi, inni zawiązują typowe dla tego wieku romanse, mające potwierdzać męskość, które są próbą sprawdzenia swej sprawności, atrakcyjności. Czasem pojawia się u niektórych mężczyzn histeryczna reakcja paniki i rezygnacji z seksu, lęk przed współżyciem i poczucie kończenia się. Wielu mężczyzn zaczyna szukać możliwości dopingu seksualnego, np. przez zmianę diety, trybu życia, zażywanie leków pobudzających, mnożenie form podniecania (oralizm, analizm, zmiany partnerek, rozbudowywanie wyobraźni seksualnej). Zdarzają się również ewolucje w stronę zachowań dewiacyjnych jako mniej zagrażających i zastępczych (pedofilia, opóźniony homoseksualizm, ekshibicjonizm itp.). Wybór takiej lub innej drogi rozwoju seksualności przez mężczyznę wynika z wielu czynników, a szczególnie z wiedzy na ten temat, postaw wobec JA męskiego, seksu, wpływu środowiska (zwierzenia między kolegami), adoracyjnego zachowania ze strony młodych kobiet (które również wyraża ich potrzeby). Istnieje jeszcze inny, bardzo ważny czynnik determinujący wybór rozwoju seksualności - jest nim postawa partnerki. Jeżeli zna ona omawiane prawidłowości i związek jest udany, prawdziwie partnerski, to wybór przebiega w kierunku wzbogacenia więzi seksualnej. Jeżeli natomiast partnerka jest zimna seksualnie, obojętna wobec spraw seksu lub krytyczna wobec sprawności seksualnej partnera, to może wywołać u partnera powstanie stresu, który wyzwoli różne mechanizmy obronne, formy zastępcze, potrzebę sprawdzenia się iłp. O tym, że w fenomenie orgazmu, i to niezależnie od płci, istotne znaczenie ma wiedza, świadoma postawa, ars amandi, a nie tylko T czynniki biologiczne związane z wiekiem, ilustruje poniższy schemat Dayidsona: Poziom podniecenia Siła percepcji Stan świadomości Organ orgazmu (struktura psychoseksualna) Emisja nasienia Skurcz macicy Odczucia genitalne Skurcz mięśni Narząd genitalnomiedniczny Orgazm, jak wynika ze schematu, jest w zasadzie bipolarny: biologicznopsychiczny. Badacze zagadnienia orgazmu u kobiet podkreślają zgodnie, iż wiele jest jeszcze kontrowersji dotyczących lokalizacji "centrum orgazmicznego" w narządach płciowych. W najnowszych publikacjach coraz więcej uwagi przywiązuje się do tzw. przestrzeni Grafenberga (okolica pochwy pod pęcherzem moczowym), której drażnienie u niektórych kobiet wyzwala orgazm. Biologiczne czynniki orgazmu u kobiet nadal zatem kryją w sobie zagadki. WIELOKROTNY ORGAZM ". , " ... Wielokrotny orgazm jest rzadkim fenomenem psychologii seksualnej. Chociaż występuje u małej populacji kobiet, jest również spotykany u mężczyzn, nie jest zatem fenomenem seksualizmu kobiecego. Wiele osób chciałoby osiągnąć tego typu umiejętności. Zetknięcie się z informacją o możliwości głębszych przeżyć seksualnych wywołuje potrzebę ich przeżycia. Zdolność osiągnięcia wielokrotnego orgazmu nie jest jednak takim prostym i łatwym zadaniem. Najpierw należałoby określić, co należy rozumieć przez pojęcie wielokrotny orgazm. W wielu przypadkach współżycia seksualnego po stosunku zakończonym orgazmem partnerzy podejmują grę miłosną i rzeczywiście są w słanie przeżyć jeszcze jeden lub więcej orgazmów. Tego typu zjawisko jest często spotykane u młodych mężczyzn i niektórych kobiet (niezależnie od wieku). Natomiast seria orgazmów występujących jeden po drugim w wyniku stymulacji seksualnej jest o wiele rzadszym zjawiskiem. Jak stwierdziłem, dotyczy to wyjątkowo małej liczby partnerów. Zdolność przeżycia wielokrotnego orgazmu zależy przede wszystkim od właściwości seksualizmu danej osoby, czyli od jej temperamentu, fizjologii seksualnej. Możemy tu zatem mówić o predyspozycjach wrodzonych. Zdarza się również, że zdolność wielokrotnego orgazmu może być wykształcona w wyniku specjalnych ćwiczeń, ale jest to bardzo trudna droga i również muszą istnieć pewne predyspozycje u danej osoby. Wielokrotny orgazm u kobiet najczęściej polega na powtarzaniu się orgazmów jeden po drugim, a u niektórych na tzw. status orgasmicus, czyli długotrwałym orgazmie, W przypadku mężczyzn wielokrotny orgazm polega na występowaniu kolejnych orgazmów psychicznych (bez wytrysku) i jednym lub dwu orgazmach z wytryskiem. Wspomniałem, że wielokrotny orgazm można osiągnąć w wyniku pewnych ćwiczeń. Jednym z nich jest wykształcenie umiejętności przedłużonego stosunku, np. przez praktyki Carezza. Techniki przedłużonego stosunku są znane w niektórych kulturach, np. w buddyzmie, taoizmie, w tantryzmie. Są one poprzedzone żmudnymi ćwiczeniami T typu jogi, medytacji, koncentracji, wymagającymi wielomiesięcznych seansów. Dopiero wówczas partnerzy przenoszą zdobyte doświadczenia na własne życie seksualne. Warto przy okazji wspomnieć, że wielokrotny orgazm i technika przedłużonego współżycia mają pewne podobieństwa ze stanami mistycznymi. W tantryzmie i taoizmie są one nawet stosowane jako metoda doprowadzania siebie do stanu mistycznego, który prowadzi do wydłużenia czasu ars amandi. Osoby, mające doświadczenia z technikami medytacyjnymi, z jogą, potrafią przenosić te doświadczenia na własne życie seksualne, które nabiera nowych cech w wyniku przedłużenia czasu trwania i wzrostu zakresu przeżyć seksualnych. Jak widać, określone fenomeny seksualizmu wynikają z predyspozycji wrodzonych (temperamentu, reaktywności układu nerwowego, siły działania doznań zmysłowych), jak również ze zdolności poszerzenia zakresu przeżywania, koncentracji psychicznej, formowania zdolności medytacyjnych. Dopiero na tego rodzaju bazie odpowiednia kultura seksualna i dobra więź partnerska umożliwiają wzbogacenie zakresu doświadczeń seksualnych. W całym tym procesie ważna jest rola partnera, a zwłaszcza stopień więzi psychicznej i fascynacji nim. Im wyższy jest poziom fascynacji i głębsza więź uczuciowa, tym lepsze warunki do zwiększania bogactwa przeżyć seksualnych. Warto o tym pamiętać, gdyż wiele osób sądzi, iż istnieją jakieś sztuczki seksualne, których poznanie odkryje nowe horyzonty doświadczeń i przeżyć seksualnych. Tymczasem wyższy poziom ars amandi jest uzależniony od predyspozycji danej osoby, stopnia więzi między partnerami, długotrwałych ćwiczeń. Rozważania o wielokrotnym orgazmie dotyczą nie tylko małej populacji osób, ale i wyjątkowej elitarności tego typu kultury seksualnej. Trudno wyrazić słowami, co jest przeżywane na tak wysokim pułapie ars amandi, dotykamy tu bowiem słownictwa bardziej przypominającego stan ekstatyczny aniżeli język obiegowy. Warto jednaK pamiętać o tym, że fenomen wielokrotnego orgazmu jest tak dalece złożony, trudny do osiągnięcia i rzadki, że należy ,,mierzyć siły na zamiary". Podobnie, jak jesteśmy zróżnicowani co do zakresu uzdolnień, witalności i typów osobowości, tak również różnimy się co do zakresu ars amandi i doznań seksualnych. Podkreślam to dlatego, że popularyzacja zagadnień seksualnych sprzyja podwyższaniu oczekiwań od siebie, partnera, przymierzaniu się do określonego modelu na zasadzie "chcę tego". Może powstać wówczas niepokojące zjawisko, jak rozbieżność między realnymi możliwościami a oczekiwaniami. Prowadzi to jedynie do pomniejszania wartości tego, co się już osiągnęło i co się przeżywa. Osoby zainteresowane wzbogacaniem swej ars amandi nie mogą uzyskać gwarancji, że ćwiczenia medytacyjne doprowadzą je do fenomenu wielokrotnego orgazmu, ale z pewnością wzbogacą nie tylko współżycie seksualne, lecz i osobowość. Warto również pamiętać o tym, 70 że bogata ars amandi jest nierozerwalnie powiązana z bogactwem i kulturą osobowości, więzi między partnerami, a zagadnienia technik seksualnych są tu zupełnie wtórnym, dodatkowym elementem. PRZESTRZEŃ W ORGAZMIE Jeżeli zbadamy dokładniej przeżycia, wrażenia towarzyszące współżyciu seksualnemu, to okaże się, że istnieją określone typy przestrzeni psychicznej w orgazmie. Autoerołyzm Osoba przeżywająca podniecenie, pożądanie narastające aż do orgazmu, jest skoncentrowana na sobie, zamyka się w granicach swego JA. Rejestruje wszystkie bodźce, reakcje swego ciała, przeżywa radość dla siebie i swoją własną. Partner jest w zasadzie narzędziem wyzwalającym rozkosz, instrumentem grającym na ciele. Jeżeli towarzyszy współżyciu wyobraźnia erotyczna, to również ogranicza się do własnej osoby, którą widzi się w konkretnej akcji, przeżywaniu, w fizjologii, a osoba partnera jest jakaś nieostra, nieokreślona, zamazana. Taki typ przestrzeni, ograniczonej do JA, najczęściej występuje u osób narcystycznych, egocentrycznych, z przewagą postaw biorę. Przeżycia i poczucie satysfakcji u partnera są ważne o tyle, o ile potwierdzają wartość działania swego JA, jego atrakcyjności. Jeżeli i partner ujawnia podobny typ przestrzeni psychicznej, to możemy w zasadzie mówić o wzajemnym samozaspokajaniu się. Ekspansja JA U wielu osób w trakcie współżycia seksualnego pojawiają się fantazje, przeżycia związane z poczuciem zdobywania, posiadania osoby partnera. Moje JA staje się posiadaczem drugiej osoby, dominuje nad nią, zagarnia ją dla siebie. Taki zdobywczy seks częściej wystę-71 puje u mężczyzn i w słownictwie seksuologicznym znajduje potwierdzenie w zwrotach typu "posiadłem ja", "zdobyłem", "miałem ją". Ekspansja JA występuje również u kobiet i wyraża się w poczuciu "on jest mój", "zdobyłam go". Częściej występuje u osób z potrzebami dominacji, podporządkowania sobie drugiej osoby. Naturyzm Niektóre osoby w trakcie współżycia seksualnego ujawniają fantazje i przeżycia świadczące o poczuciu jedności ze światem przyrody, natury. Wchodzą jakby w cykl przemian przyrody. Interakcja partnerów sprowadza się do więzi: samiecsamica. Niekiedy pojawia się wyobrażenie kontaktów seksualnych zwierząt. Wtopienie w świat przyrody potwierdza poczucie przynależności do niej - "służymy naturze". Pojawiają się również fantazje i skojarzenia typu "zapładniam glebę", "urodzajna ziemia". Wyższemu poziomowi naturyzmu towarzyszą przeżycia typowe dla medytacji wschodnich, kiedy ma się poczucie jedności z kosmosem, jednością świata, zatracenia własnej indywidualności na rzecz natury. Można również być przekonanym, iż miłość i więź seksualna są w zasadzie podporządkowane prawom natury, przekazywania życia, służenia gatunkowi, a idea miłości, erotyzmu jest jedynie złudzeniem człowieka, stworzonej przez niego kultury. Świat partnerski MY Silna fascynacja wzajemną męskościąkobiecością, poczucie odrębności własnego JA, płciowości, bycia częścią MY, może wyzwalać przeżywanie więzi seksualnej jako wyrazu pełni, całości. Motyw ten przypomina Eros u Platona. Zjednoczenie w przestrzeni MY daje przekonanie o jej wyższości nad przestrzenią JA. Interakcja między partnerami wynika z fascynacji swą odmiennością płciową i erotyczną. W wyobraźni i fantazji seksualnej pojawiają się obrazy innych zjednoczonych par, przynależności do świata męskiegokobiecego. Wyobraźnia podsuwa również obrazy idealnej męskości i kobiecości, stylu kontaktów między nimi i np. część kobiet wyobraża sobie, że jest zdobywana, gwałcona, ponieważ taki mają stereotyp męskości. W innych fantazjach czy zachowaniach mogą pojawiać się obrazy partnerstwa, czyli równości partnerów. O tym typie przestrzeni wiele mówi ulubiony styl ars amandi, pozycji seksualnej - w związku partnerskim jest z reguły więcej wzajemnej aktywności, wymiany pieszczot, zróżnicowania pozycji. Celem współżycia jest m.in. wzajemne dostarczanie sobie satysfakcji seksualnej, nastawienie na przeżycia i doznania, radość drugiej osoby. Przestrzeń mistyczna Zależnie od typu medytacji, systemu wartości, światopoglądu - więzi seksualnej partnerów towarzyszy poczucie przekraczania prze-72 strzeni swego JA i MY w inne typy przestrzeń. (transcendentdn^ kosmicznej, religijnej itp.). Partnerzy przezywała ^d"0"6"^ 'ak0 przekraczające wymiar teraźniejszości, m.osca, swych osób. O tym typie przestrzeni i sposobie jej rozwijania pisałem w książce "Seksuolog radzi", wydanej przez MAW (1981). mistyczny egocentryczny autoerotyczny partnerski natury styczny Warunkiem bogatej, pełnej miłości, ars amandi Jest - o czym zgodnie donoszą wszystkie wielkie kultury - przekraczanie przestrzeń. A w stronę partnerskiej przestrzeni MY, która ma różne poziomy intensywności. ZACHOWANIE PO ORGAZMIE Zachowanie kobiet Zróżnicowanie zachowań kobiet po orgazmie, wynika z ich uczuć wobec partnera, typu pobudliwości seksualnej (u jednych kobiet szybko znika podniecenie, u innych wolniej), z odczuć w narządach płciowych (np. odczuwanie bolesności - przeczulicy, znieczulenia), ze stopnia zmęczenia psychicznego (jedne oczekują kontynuowania kontaktu, inne czują się senne, zmęczone) oraz różnych sytuacyjnych czynników (np. brak warunków intymnych, pośpiech itp.). Gdybyśmy mieli dokonać typologii zachowań kobiet po orgazmie uwzględniając 73 wymienione przyczyny, to najczęściej mamy do czynienia z następującymi zachowaniami: Reakcja typu modliszki. Z chwilą przeżycia orgazmu cel współżycia został osiągnięty i osoba partnera przestaje interesować, jego doznania są obojętne. Inaczej mówiąc ,,Murzyn zrobił swoje i może odejść". Tego typu zachowanie ujawniają kobiety egocentryczne, negujące partnerstwo, a również i takie, w których osobowości ukryte są cechy homoseksualne. Reakcja księżniczki. Ujawnia się w niej cecha narcystyczna. Zabiegi partnera doprowadziły do celu, jakim był orgazm, a później brak jest zainteresowania osobą partnera, brak motywacji do kontynuowania z nim współżycia. Partner powinien być zadowolony z samego faktu, iż został dopuszczony do łaski bycia razem! Dominuje zatem postawa biorcy. Reakcja typu kastracyjnego. Po orgazmie prowokuje się partnera do dalszych stymulacji seksualnych, przekraczających jego możliwości, np. wymaga się od niego wielokrotnych wytrysków, długotrwałego dalszego stosunku, zmiany wariantów pobudzania seksualnego. Jego niemożność wyzwala krytyczne uwagi, sądy i podsumowania jego męskości. Tego typu reakcje ujawniają kobiety z dużymi potrzebami dominacji, z odwróceniem ról męskokobiecych, czujące potrzebę poniżenia mężczyzny, ośmieszenia go. Wzrost pobudzenia seksualnego. U części kobiet przeżycie orgazmu wyzwala energię, dynamizm, wzrost podniecenia seksualnego, oczekują zatem kontynuowania kontaktu. Dopiero wtedy osiągają pełnię podniecenia seksualnego. Tego typu reakcje występują u kobiet z dużym temperamentem, zdolnych do wielokrotnych orgazmów, ze specyficznym typem pobudliwości seksualnej, w którym przeżycie orgazmu jest jedynie etapem do dalszego wzrostu podniecenia. Dla wielu partnerów są to idealne partnerki, ale dla innych mogą być źródłem poczucia zagrożenia, mężczyzna bowiem może nie dysponować możliwościami przedłużania kontaktu seksualnego. Wspomniany typ partnerski pasuje do przedłużonych technik współżycia i wówczas ars amandi daje dobre wzajemne przystosowanie seksualne. Nagły spadek podniecenia seksualnego. U części kobiet bezpośrednio po przeżyciu orgazmu występuje szybki spadek podniecenia seksualnego, niekiedy połączony z nieprzyjemnymi doznaniami (np. przeczulica pochwy, sfer erogennych, bolesność pochwy), W tym przypadku nawet krótkotrwałe kontynuowanie stosunku wiąże się z przykrymi doznaniami. Tego typu reakcje wymagają kontaktu, w którym partnerzy jednocześnie przeżywają orgazm. Wówczas zakończenie kontaktu nie daje negatywnych przeżyć i związek jest dobrze przystosowany. 74 Reakcja partnerska. Po przeżyciu orgazmu kobieta oczekuje osiągnięcia go i przez partnera. Jego orgazm dostarcza wiele przyjemności, wyzwala poczucie radości, wzajemności przeżyć, wspólnoty doznań i więzi. "Jego radość jest i moją radością". W tego typu postawie partnerzy mają jakby podwójnie pozytywne przeżycia - własne i wynikające z doznań partnera. Można mówić o pełni więzi partnerskiej. Na zakończenie warto wspomnieć, iż istnieją kultury seksualne, w których mężczyzna świadomie unika wytrysków i w większości kontaktów jedynie kobieta przeżywa orgazm (np. w taoizmie). Są również typy więzi partnerskich, w których jakkolwiek przeżycie orgazmu daje wiele przyjemności kobiecie, ale pełniejszą satysfakcję daje jej fakt przeżycia orgazmu przez mężczyznę. Czuje się wówczas w pełni wartościowa jako kobieta, atrakcyjniejsza dla partnera, zatem jej orgazm jest dopiero częścią pełnej satysfakcji seksualnej. Zachowania mężczyzn Specyfika seksualizmu męskiego obejmuje m.in. naturalną zdolność przeżywania orgazmu, który w przypadku kobiet musi się dopiero rozwinąć. U mężczyzn częściej faza orgazmu jest intensywna, ale krótkotrwała, szybciej ustępuje podniecenie, istnieje również częstsze rozdzielenie przeżyć seksualnych i uczuciowych. Ta ostatnia prawidłowość wiąże się z tendencją do autonomizacji sfery seksu i koncentracji na doznaniach zmysłowych, wykazania się w roli partnera seksualnego, gdy więź uczuciowa z partnerką może być bardzo różna: od obojętności do miłości. Tak więc pewna inność psychofizjologii seksualnej płci wiąże się z inną typologią zachowań seksualnych mężczyzn po orgazmie. Do najczęściej spotykanych należą: Reakcja samca. Po orgazmie następuje szybki gwałtowny spadek podniecenia seksualnego, zobojętnienie seksualne, uczucie zmęczenia i poczucie dystansu wobec patnerki. Mężczyzna obojętnieje uczuciowo wobec niej, jeśli już przedtem nie czuł obojętności, odwraca się i zasypia, nie jest zainteresowany tym, co przeżywa partnerka, a jej oczekiwania na dalsze pieszczoty i czułe wyznania są traktowane jako w tej sytuacji zbędne. Tego typu mężczyzna ujawnia pewną twardość, ma mały zakres ekspresji emocjonalnej. Dla niego celem i sensem współżycia seksualnego było posiadanie partnerki, przeżycie orgazmu, a nie więź uczuciowa. Jeżeli natomiast odczuwa biologiczną możność powtórzenia stosunku, wówczas dąży do niego, co utożsamia z dobrą tężyzną i potencją. W jego życiu seksualnym dominuje potrzeba wyżycia się, aż do uczucia zmęczenia. Interesujące jest to, co poprzedza i co jest w trakcie współżycia, a nie po nim. Reakcja don Juana. Po orgazmie gwałtownie zanika zainteresowanie osobą partnerki, która przecież została zdobyta. Cel został osiągnięty, nie ma potrzeby pieszczot, okazywania czułości. Zainteresowanie wzbu-75 dza natomiast ocena siebie jako partnera: czy wykazał się odpowiednią potencją, czy dogodził partnerce, jaka była jego sprawność, jakimi dysponuje jeszcze możliwościami? Na te pytania odpowiada sobie sam, oceniając własną osobę oraz zaobserwowane reakcje partnerki. Źródłem przyjemności ze współżycia jest poza orgazmem ocena siebie w roli kochanka. Fakt zdobycia kobiety zmniejsza zainteresowanie jej osobą i rzadko kontakt seksualny z tą właśnie partnerką bywa powtarzany w przyszłości. Reakcja lękowa. U mężczyzn niepewnych swej sprawności seksualnej, mających epizody lub długotrwałe okresy niepowodzeń we współżyciu, zakompleksionych, mających partnerki z dużym doświadczeniem seksualnym lub nie osiągające orgazmu, po wytrysku faza przyjemności szybko mija i pojawia się lęk, jak partnerka oceni współżycie. Analizuje się cały przebieg współżycia, jego poszczególne fazy. Niepewność co do własnej oceny w roli partnera (nawet jeżeli kontakt był udany) sprawia, że czas po orgazmie nie daje poczucia radości, relaksu. Wobec partnerki ujawniane są oczekiwania oceny. Okazywanie jej pieszczot i czułości często ma na celu zmniejszenie niepokoju. Natomiast u innych mężczyzn mogą następować reakcje agresywne, depresyjne itp. Reakcja smutku. U części mężczyzn bezpośrednio po orgazmie i krótkim czasie odczuwalnej radości pojawia się uczucie smutku i przygnębienia, chociaż przebieg współżycia był najzupełniej udany. Tego typu reakcje występują w przypadkach, gdy współżycie wiąże się z poczuciem winy, partnerka jest darzona sprzecznymi uczuciami, a wobec sfery seksu przyjmuje się nazbyt racjonalną postawę. W tym ostatnim przypadku smutek może mieć charakter egzystencjalny (to wszystko marność). Reakcja badacza. U mężczyznerudytów, oczytanych w seksuologii, wyczulonych na poziom zadowolenia partnerki, ceniących zasadę urozmaicania współżycia może ujawniać się po przeżytym orgazmie potrzeba chłodnego analizowania przebiegu współżycia, reakcji partnerki, a niektórzy wręcz zbierają od niej "wywiad seksuologiczny" w celu uzyskania informacji; jak było, czy lepiej niż z innymi, co było najlepsze, a czego brakowało? Należy tu stwierdzić, że lektury różnych publikacji z tego zakresu coraz częściej prowokują do przyjmowania takiej postawy w celu porównania własnego życia seksualnego z modelowym z owych publikacji. Jeżeli w ogóle podejmuje się pieszczoty wobec partnerki i istnieje jakaś kontynuacja czułości - to dlatego, że jest to zalecane, wskazane. Reakcja uczuciowa. Zakres przeżyć we współżyciu seksualnym i radość orgazmu wyzwala poczucie wdzięczności wobec partnerki. Okazywane pieszczoty są wyrazem tej wdzięczności, poczucia zjednoczenia. Czułe słowa, wyznania miłości stanowią naturalną kontynuację więzi psychicznej, wzajemne przeżycie radości jakby ją podwajało. 76 Partnerzy są przytuleni, przyjemnie zrelaksowani, jedni tak zasypiają w objęciach, inni darzą siebie czułościami, jeszcze inni rozmawiają w sposób dla siebie przyjemny. W tym przypadku współżycie seksualne obejmuje kilka faz, a faza po orgazmie jest jedną z nich, równie ważną. Okazuje się, że jakość fazy po orgazmie i ten styl zachowania mężczyzny potrafi bardziej pogłębiać wzajemną więź psychiczną niż sam orgazm partnerów. Można nawet stwierdzić, iż faza po orgazmie partnerów jest czułym testem ich prawdziwej więzi psychicznej, atrakcyjności, miłości. Poza wymiehionymi istnieją również i inne typy zachowań po orgazmie. Dramatyczne bywają np. przeżycia mężczyzn świadomych, że kolejne współżycie było tylko dla nich przyjemne. Duże poczucie zagrożenia i stresu powstaje wówczas, gdy orgazm mężczyzny był zbyt wczesny i uniemożliwił partnerce dojście do orgazmu. Własna radość szybko staje się przykrością, reakcje mężczyzny w takiej sytuacji mogą zmierzać do różnych form wynagrodzenia jej doznanego zawodu. Inni cierpią zawstydzeni, milczą. Tego typu milczenie leżących obok siebie partnerów jest bardzo wymownym wyrazem frustracji seksualnej, a często i poczucia kompromitacji, utraty twarzy. Zróżnicowanie reakcji mężczyzn po orgazmie wynika w dużym stopniu z uczuć wobec partnerki. Jest to dobry test postaw wobec niej. Niektóre kobiety oceniają te zachowania jako test osobowości partnera, jego kultury, co jest tylko częściową prawdą, gdyż osoba kobiety mobilizuje do bardzo różnych reakcji: od agresywnych do bardzo czułych, od poczucia posiadania do poczucia partnerstwa, od zaspokojenia potrzeby wyżycia się do potrzeby wyrażenia miłości. Zatem ten sam mężczyzna ujawnia różne reakcje wobec różnych kobiet, a także różne reakcje wobec tej samej partnerki, w zależności od sytuacji i więzi między nimi. WZBOGACANIE ARS AMANDI W książkach seksuologicznych szczególnie łego typu rozdziały wzbudzają wiele kontrowersji i niektórzy przypisują seksuologom różne negatywne motywacje. Samo hasło "urozmaicanie współżycia", lub "uatrakcyjnianie współżycia" u jednych kojarzy się z mnożeniem technik seksualnych w celu poddania człowieka zmysłowości, a u innych wyzwala apokaliptyczną wizję społeczeństwa "rozseksualizowanego". Zapewne w tego typu postawach ujawniają się osobiste problemy, np. zahamowania seksualne, manicheizm, lęk przed seksem, brak rozbudzenia seksualnego, oziębłość płciowa, ale mogą to być również potrzeby przeciwdziałania autonomizacji seksu i sprowadzania więzi seksualnej jedynie do poziomu przyjemności, techniki, a partnera do poziomu rzeczy, fantomu do ćwiczeń seksualnych. Idea wzbogaca-78 nią więzi seksualnej rodzi zatem różne odczucia, nastawienia, ale ważne jest też i poznanie jej celu i znaczenia. Pośrednio była już o tym mowa w poprzednich rozdziałach, które wskazały, iż bogata ars amandi sprzyja pogłębieniu więzi uczuciowej, trwałości związku. Wzbogacanie ars amandi jest naturalną potrzebą w związku partnerskim, który przez współżycie realizuje różne potrzeby seksualne: więzi, przyjemności, radości bycia razem, wzajemnej atrakcyjności. Zrozumiałe, iż w niektórych związkach wzbogacanie ars amandi służy jedynie przyjemności, ilościowemu traktowaniu współżycia, traktowania partnera jako mzeczy i przedmiotu, instrumentu do podniecania, osiągania coraz większej i bardziej wyrafinowanej rozkoszy. Jednak te same potrzeby mogą być realizowane i w związku ubogim w pomysły, mającym tylko jedną pozycję współżycia, rutynową, i ubogą formę pieszczot. Zanim zatem oceni się taką lub inną ars amandi, należy przyjrzeć się prowadzącej do niej motywacji. W postawach wobec seksu kultury Zachodu dominuje potrzeba panowania nad przyrodą, ascezy, czyli panowania nad sobą. Zrozumiałe zatem, iż idea wzbogacania ars amandi jest traktowana nieufnie jako anłyascetyczna, poddanie się przyrodzie (czyli zmysłowej naturze). Może dlatego właśnie przez wiele wieków różnorodne techniki i pozycje seksualne były ukrywane, przekazywane w tajemnicy, otoczone atmosferą sensacji i zakazanego owocu, a praktycznie realizowane w związkach pozamałżeńskich lub w domach publicznych. W kontemplacyjnych i bardziej nastawionych na mistykę kulturach Wschodu seks jest drogą prowadzącą do ekstazy, mistyki, stąd przywiązywanie tak dużego znaczenia do bogatej ars amandi. Wymagała ona żmudnych ćwiczeń koncentracji, poszerzania percepcji wszystkich zmysłów, współpracy partnerów dążących do przeżywania intensywnej rozkoszy zbliżającej ich do mistyki. Chciałem o tym przypomnieć .na początku tego rozdziału, gdyż urozmaicenie ars amandi służy różnym celom i różne daje następstwa. Być może w przyszłości będzie mogła ukazać się praca poświęcona mistyce seksualnej, ćwiczeniom służącym jej rozwijaniu. Obecnie omówię tylko niektóre zasady ars amandi. przykłady wzbogacania Wrażliwość zmysłowa. Wiele na ten temat pisała w "Sztuce kochania" doktor M. Wisłocka. Tu chciałbym wskazać na pewną podstawową prawidłowość: człowiek ma wprawdzie określony zakres percepcji zmysłowej, odmienny niż w świecie przyrody, ale zawsze dąży do przekroczenia tych granic. Dzięki mikroskopowi, teleskopom, potężnej aparaturze elektronicznej, dźwiękowej itp. niepomiernie przekroczył zakres percepcji zmysłowej. Ćwiczenia medytacyjne, kontemplacja również umożliwiają człowiekowi poszerzenie granic odczu-79 wania rzeczywistości zmysłowej. Ma to również odniesienie do życia seksualnego. Wydłużenie czasu trwania pieszczot dzięki zwiększeniu kontaktu dotykowego pozwala nie tylko lepiej poznać mapę ciała partnera, jego strefy erogenne, poziom ich wrażliwości, ale zwiększa również zakres tych bodźców. Pocałunek ust może być przelotny, ograniczyć się do muśnięcia, ale może również stać się bogatą formą pobudzenia, dzięki któremu poszerza się zakres doznań z tej okolicy i zwiększa się poziom podniecenia. Dotyczy to zresztą dotyku każdej strefy erpgennej. Znana jest wartość słowa jako bodźca seksualnego i uczuciowego. Można ograniczyć się do milczenia, zdawkowych słów, ale można również stworzyć finezyjny, pełen humoru i ciepła język erotyczny znany tylko partnerom i wyrażający całą gamę ich przeżyć i uczuć do siebie. Słowo spełnia wówczas rolę poznawczą (więcej wiem o partnerze, jego seksualności), pobudzającą i wreszcie więziotwórczą. Kontakt wizualny jest równie znanym bodźcem seksualnym, obecnie w coraz większym stopniu akceptowanym przez kobiety. Nie chodzi w nim jedynie o widok ciała, ale też i o wzbudzenie podziwu dla jego harmonii, piękna. Zbliżenie narządów płciowych podczas stosunku seksualnego w niektórych pozycjach jest niewidoczne (np. w klasycznej), a w innych odkryte, co również ma duże znaczenie stymulujące. Dla wielu osób fakt użycia w sypialni luster pachnie dewiacją, fetyszyzacją współżycia, i rzeczywiście może to właśnie oznaczać lub być wyrazem wyrafinowania, ale przecież w wielu związkach zastosowanie lustra we współżyciu poszerza zakres kontaktu z partnerem, podobnie jak słowo czy dotyk. Odkrycie seksualnego znaczenia feromonów wzmogło zmysłową percepcję. Znane jest przecież podniecające znaczenie różnych zapachów perfum, dezodorantów. W życiu seksualnym ważne jest również znaczenie zapachów naturalnych ciała, a zwłaszcza okolic genitalnych. Okazuje się, że reakcja na nie wyraża uczucia wobec partnera (fascynację, wstręt lub obojętność). Dobro związku partnerskiego wymaga wyczucia rodzaju doznań partnera, odkrycia poziomu jego wrażliwości, przeżyć estetycznych. Zatem poszerzenie zakresu różnych bodźców zmysłowych powinno być prowadzone z umiarem, delikatnością, wrażliwością. W jednym związku rozbudowa poszczególnych wrażeń zmysłowych sprzyja więzi seksualnej, w innym jedynie wówczas, gdy dotyczy jednego ze zmysłów itd. Wzbogacanie ars amandi dotyczy również stwarzania tła dla współżycia. Stosowane formy są zróżnicowane, zależnie od upodobań partnerów. Na podstawie zbieranych wywiadów można się przekonać, jak duże to może mieć znaczenie dla atrakcyjności współżycia. Na przykład wystarczy nieraz stworzenie dyskretnego oświetlenia, 80 przyjemnej muzyki, aby wzmogła się fala podniecenia, uatrakcyjniając przeżycie bycia razem. Niekiedy odpowiednie umeblowanie, rozłożenie sprzętów daje podobny efekt. W jednych związkach miejscem miłosnego spotkania jest przysłowiowe łóżko, w innych materac na podłodze, dywan iłp. Nie są to sprawy bez znaczenia. Wystarczy niekiedy sama zmiana miejsca zjednoczenia, aby nagle zakres wrażeń i przeżyć znacznie się wzbogacił. Są to sprawy zdawałoby się oczywiste, ale tak naprawdę, to wielu ludziom brakuje wyobraźni czy pomysłu, aby tę oczywistość wykorzystać. Moim zadaniem nie jest pisanie dzieła o technice seksualnej, ale chciałbyłn tu podkreślić jej znaczenie i zachęcić do poznania wzajemnych oczekiwań i upodobań. W "Seksie partnerskim" przedstawiłem typowe pozycje współżycia; w obecnej pracy demonstruję dalsze, które również mają znaczenie dla poszerzenia zakresu bodźców seksualnych. Nie mamy dotąd atlasu seksualnego i chociaż jest to sprawa dość prozaiczna, jednak wzbudza wiele emocji. Chciałbym podkreślić, że w wielu związkach wprowadzenie innych pozycji umożliwiło przeżycie kobiecie orgazmu po wielu latach trwania w nieświadomości, iż jest do niego zdolna. Dla innych związków zmiana pozycji jest naturalnym przeciwdziałaniem rutynie. 6 - Seks dojrzany GIMNASTYKA SEKSUALNA W miarę rozwoju wiedzy o ars amandi zaczęło przywiązywać coraz więcej uwagi do różnych form ćwiczeń mających na celu wzrósł zdolności przeżywania satysfakcji seksualnej, poszerzenia seksualnej świadomości. W leczeniu zaburzeń seksualnych zaczęło stosować jogę, relaksację, autohipnozę oraz medytację, polegające na stopniowym ćwiczeniu zdolności odprężania i koncentracji na doznaniach 82 seksualnych. Okazało się, że wspomniane wyżej ćwiczenia nie tylko leczą, ale pomagają również ludziom zdrowym, a partnerzy wspólnie je stosujący uzyskują lepszy poziom przystosowania seksualnego. Ćwiczenia tego typu nie są bynajmniej niczym nowym, znane są starym kulturom i w różnych księgach miłosnych, np. w Kamasutrze, w poradniku japońskim z XVII wieku, zalecano skomplikowane treningi ciała, oddechu, pieszczot, współpracy partnerów we wzajemnym pobudzaniu. Wschodnie tradycje seksualne przeżywają zresztą w XX wieku prawdziwy renesans i słały się modne na Zachodzie, ale poza modą przyniosły również wzbogacenie więzi seksualnej, ars amandi. Kiedy dokładniej zaczęło badać wartość naukową tego typu miłosnych poradników, to okazało się, że zawierają rady opierające się na słusznych obserwacjach. Analizowano np. znaczenie różnych mięśni w życiu seksualnym i poświęcano im specjalne monografie (np. mięśniowi łonowoguzicznemu u kobiet). Opracowano systemy ćwiczeń tych mięśni, opierając się na badaniach psychofizjologicznych. Ćwiczenia różnych grup mięśniowych można zatem traktować jako przygotowanie do optymalnego życia seksualnego. Nie wyklucza to zresztą podstawowych czynników ars amandi, jak miłości, więzi psychicznej partnerów. Ćwiczenia mięśni należy traktować jako jeden z wielu elementów ars amandi. Ćwiczenia, które opiszę, wykorzystałem w leczeniu moich pacjentek i potwierdziła się ich przydatność. Do ogólnych zasad tych ćwiczeń należą: Systematyczność - łzn. konieczność codziennego ćwiczenia minimum około 10 minut. Stopniowanie trudności - dopiero po opanowaniu kolejnych form ćwiczeń należy przechodzić do następnych. Ciągłość - do kolejnych ćwiczeń przechodzi się po powtórzeniu poprzednich. Relaksacja - każde ćwiczenie należy wykonać w warunkach odprężenia, spokoju. Właściwe warunki - lekki kostium, wygodne miejsce, brak hałasu i pośpiechu, świeże powietrze, możliwość wypoczynku. Przedstawione niżej ćwiczenia są adresowane szczególnie do kobiet, gdyż odpowiednie ćwiczenie mięśni brzucha i miednicy ma u nich istotny wpływ na możliwość i zakres przeżywania orgazmu. Wspólne ćwiczenia dotyczą partnerów, którzy uaktywniała miejsca erogenne na bodźce dotykowe oraz grupy mięśni do reakcji seksualnych. Ćwiczenia te nie wyczerpują wszystkich możliwości, są jedynie przykładem prostego i możliwego dla każdego zestawu. Być może będzie kiedyś okazja opracowania specjalistycznego poradnika gimnastyki seksualnej. 83 POZYCJE WSPÓŁŻYCIA / / Podstawowe pozycje współżycia ^^^ / seksualnego zostały omówione ^^ / w "Seksie partnerskim". W tej ^^f V P^y Podstawiam jeszcze inne; y^/^.^^ wlele 2 "'ch wymaga omówionej C^^^^^ uprzednio gimnastyki seksualnej. Nie wyczerpują bynajmniej wszystamandi. Atlasy w za<^,» A ? moźliwości urozmaicania ars przedstawionych'w obu^ch'^:^"^ )edynie warianty P02ycji 92 Pozycja von Urbana Partnerka unosi nogi podkurczone w kolanach, a partner przesuwa się pod jej nogi, które spoczywają swobodnie na jego biodrach. W rezultacie partnerka leży na plecach, a partner na boku i prostopadle do niej. Ta pozycja ułatwia relaksację, łagodne wykonywanie ruchów przy przewadze płytkiej immisji. Pozycja wskazana dla osób męczących się przy współżyciu, pragnących wydłużenia czasu trwania ars amandi oraz w przypadku kobiet oczekujących jednoczesnego ręcznego drażnienia łechtaczki i stosunku kobiety z tzw. orgazmem mieszanym). Pozycja głębokiej immisji Kobieta leży na plecach, a partner na niej, partnerka następnie unosi nogi i opiera stopy na ramionach partnera. Pozycja umożliwia bardzo głęboką immisję, co jest korzystne u kobiet z dużym tyłozgięciem macicy, oczekujących drażnienia dolnego sklepienia pochwy. Ze względu na silne napięcie mięśni u kobiety wymaga dobrej kondycji fizycznej; ten typ pozycji skraca czas stosunku. Pozycja wzajemnie siedząca Partnerzy przyjmują pozycję siedzącą, a uda partnerki obejmują partnera. Pozycja ta sprzyja ręcznej stymufacji i jednoczesnemu drażnieniu łechtaczki w trakcie stosunku. Ruchy są raczej wolne. Pozycja ta często jest traktowana jako poprzedzająca inne, doprowadzające do orgazmu. 93 Pozycja "górnej stymulacji" Partner leży na plecach, a partnerka siada na nim przesuwając stopy w kierunku jego ramion i odchyla się do tyłu. W tej pozycji partner ma zwiększony zakres doznań wzrokowych, a u partnerki najsilniejsze jest drażnienie przedniej ściany pochwy. Przydatna dla kobiet z pobudliwą przednią ścianą pochwy. Pozycja "na jeźdźca" odwrotna Partner leży na plecach, a partnerka siada na nim tyłem. Pozycja ta umożliwia głęboką immisję i drażnienie przedniej ściany pochwy; dla partnera wiąże się z silną stymulacją wzrokową, sylwetka kobiety jest bowiem w tej pozycji bardzo harmonijna. Pozycja "na jeźdźca" wariant II Ułożenie partnerów jw. Partnerka klęczy tyłem do partnera )e) rŚ •••• r .....Ś" ".y, .,."... źw ^ain.źia i (Oj głowa znajduje się przy nogach partnera. Pozycja ta umożliwia głęboką immisję i przewagę drażnienia przedniej ściany pochwy; partnerowi dostarcza silnych bodźców wzrokowych. Stosunkowo mało przez kobiety lubiana. 94 Pozycja od tyłu Partner klęczy przechylony nieco do tyłu, a partnerka klęczy tyłem do niego i pochyla się w ten sposób, że może obserwować ruchy frykcyjne. Pozycja umożliwia głęboką immisję oraz stymulację wzrokową u obojga partnerów. Pozycja od tyłu, wariant II Partner leży na stoliku ze zgiętymi nogami w kolanach, a partnerka stoi pochylona, tyłem do partnera. Pozycja wygodna dla partnerów, dostarcza silnych bodźców wzrokowych partnerowi. Pozycja zwana hinduską Partnerzy stoją na jednej nodze, a druga zgięła jest pod kałem prostym w kolanie i opiera się na udzie partnera. Pozycja ta umożliwia większe drażnienie bocznej powierzchni pochwy pod pewnym kałem. Wymaga wysiłku, wprawy. Przydatna dla kobiet z duża wrażliwością bocznych ścian pochwy. Pozycja medytacji w łantryzmie Partner siedzi, partnerka siada na jego udach i odchyla się nieco do tyłu. Pozycja ta służy przedłużaniu zjednoczenia partnerów, ruchy są wolne, przerywane. Pozycja TAO Mężczyzna jest w pozycji półleżącej, a kobieta siada na nim bokiem. Pozycja ta ma znaczenie mistyczne, tzn. służy rozwojowi kontemplacji przy przedłużonym czasie zjednoczenia. Według koncepcji TAO sam fakt częstego i długotrwałego zjednoczenia partnerów służy przekazywaniu energii i długowieczności. Mężczyzna wykonuje "2000 miłosnych pchnięć" o zróżnicowanym charakterze (różny kierunek, różna intensywność i rytm). Pozycja jogistyczna Pozycja ta wymaga długotrwałych ćwiczeń jogi, jest bardzo trudna. Służy maksymalnej koncentracji na zjednoczeniu i można w niej osiągnąć orgazm nawet bez wykonywania ruchów frykcyjnych. 96 97 Seks dojrzały Pozycja stojąca partnera Partner słoi i unosi partnerkę, której nogi obejmują jego biodra. Pozycja często stosowana przez partnerów ze znaczną różnicą wzrostu, umożliwia bowiem pełnię kontaktu twarzy i piersi w trakcie stosunku. Immisja głęboka jest utrudniona, co może być przydatne dla kobiet odczuwających potrzebę płytszej immisji. Wymaga dobrej kondycji fizycznej partnera. Pozycja ruchów obrotowych U niektórych kobiet istnieje największa wrażliwość na stymulację pochwy w kierunku poprzecznym w ruchu obrotowym. Natomiast ruchy w kierunku pionowym do osi pochwy są dla nich mało pobudzające. Tego typu ruchy są możliwe w wielu pozycjach: klasycznej, odwrotnej, siedzącej, "na jeźdźca" itp. Partnerzy muszą po prostu odnaleźć najbardziej optymalną technikę drażnienia w ruchu obrotowym. Głęboka ręczna stymulacja U niektórych kobiet orgazm powstaje w wyniku drażnienia palcem tylnego sklepienia pochwy dotykającego zarazem szyjki macicy. Drażnienie takie jest najbardziej ułatwione w wypadku, gdy kobieta leży na plecach szeroko odwodząc uda, a partner leży na boku obok niej. Należy jednak pamiętać o tym, iż częste drażnienie ręczne tej okolicy pochwy może podrażnić szyjkę macicy i dlatego ta forma pobudzania wymaga nie tylko wyczulenia na higienę ze strony partnerów, ale także stałych konsultacji kobiety u ginekologa. SEKS A STEROWANIE PŁODNOŚCIĄ W ocenie metod sterowania płodnością ważne są 4 kryteria: łatwość w stosowaniu, skuteczność, bezpieczeństwo oraz wpływ na więź seksualną. Przedstawię poniżej własny pogląd na tę sprawę, ale dokładnie omówię jedynie kryterium seksualne, inne bowiem są już dość dobrze znane i upowszechniane w wielu pracach. Na początku chciałbym zaznaczyć, że przedstawiam prawidłowości statystyczne, nie można jednak tego typu kryterium w tak ważnej sprawie traktować jednoznacznie. Zdarza się bowiem, iż są bardzo udane związki, mające dobrą więź seksualną, mimo stosowania 99 stosunku przerywanego. Uważam jednak, że należy podkreślić istnienie pewnych prawidłowości, chociaż są wyjątki od reguły, a także bardzo zróżnicowane typy postaw partnerów i odczuć. Problem ten rodzi bardzo duże kontrowersje, postawy bowiem wobec takiej lub innej metody bywają wręcz fanatyczne i pozbawione obiektywizmu. Niekiedy pomniejsza się negatywne skutki danej metody, co jest zwykłą nieuczciwością. Nie można również kryterium seksualnego traktować jako najważniejszego, nie ono bowiem jest pierwszoplanowe, lecz skuteczność i bezpieczeństwo. Znajomość kryterium seksualnego jest jednak ważna, ponieważ w niektórych związkach stawia się pod znakiem zapytania inne zalety danej metody. Miałem do czynienia z niejednym związkiem, który uległ rozbiciu, ponieważ partnerzy w sposób rygorystyczny i sztywny traktowali wartość danej metody i nie uzyskali pomocy w wyrównaniu seksualnego braku tej metody. Dla osób wierzących, które pragną i chcą stosować metody biologiczne typu termicznej czy Billingsów, ewentualny problem seksualny wynikający z tych metod może być mało istotny, ale w przypadku, gdy stanie się istotny dla trwałości związku, a jednocześnie podtrzymywana jest potrzeba dochowania wierności wyznawanym zasadom, terapeuta powinien znaleźć skuteczną pomoc i praktyczne rady. Posłużę się przykładem: w danym związku dobrze oceniającym metodę termiczną kobieta może przeżywać orgazm w okresie płodnym, w innych odczuwa obojętność, a nawet niechęć. Zgłaszała się do różnych poradni i albo uzyskiwała odpowiedź, że seks nie jest najważniejszy, albo że po pewnym czasie sprawa się poprawi, ponieważ organizm dostosuje się do rytmu współżycia. Nic się jednak nie zmieniało, a współżycie było coraz bardziej stresujące. Pacjentka nie wyrażała chęci na zmianę metody, wykluczała taką możliwość, mąż szanował jej postawę, ale był zrezygnowany. Problem pogłębiał fakt, iż osiągała ona orgazmy jedynie w okresie owulacji w trakcie stosunku. Można zatem zadać pytanie - czy w takim przypadku rozwiązaniem nie byłoby zastosowanie metod mechanicznych typu prezerwatywa lub kapturek w okresie płodnym albo też praktyki Carezza, w której mężczyzna nie ma wytrysku? Zapewne, tego typu problem nie jest masowy, ale przecież te związki oczekują pomocy, której nie można im odmówić. Z tabeli 3 wynika, iż metody biologiczne (termiczne, Billingsów, kalendarzyk) mają dla więzi seksualnej wartość przeciętną, ale wymaga to szerszego omówienia. W przypadku związków z przeciętnym poziomem temperamentu i kobiet mających wysoki poziom libido w różnych okresach cyklu lub w okresach niepłodnych, te metody wywierają bardzo dobry wpływ na więź seksualną. Natomiast w przypadku związków partnerów z dużym temperamentem, ceniących częste kontakty i kobiet mających wysoki poziom libido w okresie owulacji, nie są przydatne i nie umożliwiają regularnego ułożenia współżycia. 100 Tabela 3 Metody zapobiegania ciqźy Metoda Skuteczność Bezpieczeństwo Łatwość Seks Metoda termiczna poowulacyjna +++ +++ + ++ Metoda termiczno rozszerzono ++ +++ + ++ Metoda Billingsów ++ +++ + ++ Kalendarzyk + +++ + + Prezerwatywa ź + ++ + +Kapturek dopochwo wy ++ ++ ++ ++ Spirala domaciczna +++ + +++ +++ Tabletki hormonalne + ++ + Stosunek przerywany ± + ± Płukanie pochwy po stosunku Zabiegi chirurgiczne ++++ + ++ ? ++++ bardzo wysoki poziom 4++ wysoki poziom ++ przeciętny poziom + niski poziom Ś negatywny poziom Prezerwatywa w wielu związkach nie stwarza problemów, ale w wielu innych wiąże się z uczuciem dyskomfortu, utrudnia przeżywanie zjednoczenia i optymalnego pobudzenia. Tabletki hormonalne u wielu kobiet obniżają poziom libido. Stosowanie spirali domacicznej, niekiedy powodującej przekrwienie miednicy, daje wzrost pobudliwości seksualnej. Jak zatem z tych rozważań wynika, nie ma optymalnej metody sterowania płodnością ze względu na więź seksualną. Istnieje duże zróżnicowanie odczuć, doznań, wpływów danej metody na organizm, a także i psychikę. Należy jednak stwierdzić podstawową prawidłowość - dla większości kobiet sama świadomość pewności uniknięcia nie planowanej ciąży i zaufanie do danej metody sprzyja wzrostowi zainteresowania życiem seksualnym. WSPÓŁŻYCIE PO PORODZIE Trudności seksualne po porodzie nie są zjawiskiem rzadkim. Różnego rodzaju zahamowania i niewłaściwie pojmowany wstyd sprawiają, że nie ujawnia się tych problemów lekarzowi sprawującemu stałą opiekę ginekologiczną, który może sam pomóc lub skierować do seksuologa. Równie często przyjmuje się postawę wyczekiwania ,,aż samo minie". Tymczasem narasta konflikt, rozdrażnienie nieudanym współżyciem lub zmęczenie udawanym orgazmem. 102 W świetle różnych danych trudności te dotyczą około 12Ś30% kobiet, z tym że u ponad połowy z nich po roku same mijają. U wielu jednak pozostają, a nawet mogą ulec nasileniu lub komplikacjom w związku z konfliktami powstającymi w związku małżeńskim. Trudności seksualne najczęściej dotyczą: anorgazmii (braku orgazmu), dyspareunii (bolesne współżycie), wstrętu i niechęci do współżycia seksualnego, a czasem zmian w pobudliwości sfer erogennych. Ta ostatnia możliwość nie stanowi większego problemu, ponieważ zmiana stylu współżycia wystarczy już do uzyskania wzajemnej satysfakcji seksualnej. Przyczyny wymienionych trudności są następujące: Zmiany anafomicznorizJologiczne Niekiedy po porodzie następuje np. rozszerzenie pochwy, powstaje miejscowa nadwrażliwość dotykowa itp. Współżycie może wówczas nie budzić dostatecznego podniecenia lub być źródłem przykrych doznań bólowych. Zaburzenia hormonalne Wystarczy np. przesunięcie w proporcji hormonów, aby doprowadzić do zmniejszenia temperamentu seksualnego i podwyższenia progu wrażliwości zmysłowej, co w praktyce oznacza słabsze działanie bodźców seksualnych. Stany zmęczenia, wyczerpania, senności Wiele kobiet obciążonych nowymi obowiązkami macierzyńskimi, przeżywających stresy, które są nieuniknione w okresie opieki nad dzieckiem, i zapracowanych w gospodarstwie domowym, wieczorami dosłownie pada ze zmęczenia i jeżeli dojdzie do współżycia, to jest ono mało podniecające i oczywiście nie kończy się orgazmem. Lęk przed ciążą Wiele kobiet wie, że po porodzie można łatwo zajść w ciążę. Powstaje zatem lęk przed ciążą i niewiara w skuteczność dotychczas stosowanych metod jej zapobiegania (często przecież ciąża jest spowodowana brakiem skuteczności stosowanej metody). Lęk zaczyna utrudniać przeżycia seksualne, wzbudza stan napięcia, zniechęca do współżycia. Zmiany w układzie partnerskim W jednych związkach powstaje rozczarowanie osobą partnera, który nie pomaga w sprawowaniu opieki nad dzieckiem i w pełnieniu obowiązków domowych. 2al wobec osoby partnera rodzi niechęć do niego i stąd trudności seksualne stają się wyrazem oporu. U innych kobiet natomiast powstaje zmiana postawy wobec partnera, wy-103 nikająca z taktowania go jako "trutnia"; inaczej mówiąc małżeństwo było dla nich bardziej potrzebą posiadania dziecka aniżeli więzią uczuciową z mężczyzną. Innym przykładem zmiany we wzajemnych układach między partnerami jest zazdrość męża o to, że żona bardziej troszcząc się o dziecko, odsuwa go na dalszy plan. Te doznania męża budzą niechęć i opór żony. Zmiany w widzeniu swego JA u kobiet Niektóre kobiety uważają się za mniej atrakcyjne, rodzą się u nich kompleksy. Poczucie zaś mniejszej atrakcyjności zaczyna odbijać się na współżyciu seksualnym. Neurotyzm Zmiany w stylu życia, wynikające z powstania nowych obowiązków, konflikty z partnerem, trudności w sprawowaniu opieki nad dzieckiem itp. mogą prowadzić do rozwoju objawów nerwicowych, a te z kolei odbijają się niekorzystnie na harmonii seksualnej. Jak widać eliminacja trudności seksualnych po porodzie może wymagać porady dotyczącej: stylu współżycia seksualnego, konieczności leczenia farmakologicznego albo psychoterapii samej kobiety lub związku małżeńskiego. Samo stwierdzenie faktu trudności seksualnych niczego nie rozwiązuje, nie ma też obowiązującej i jedynej recepty na wyjście z impasu. Na podstawie doświadczeń z pacjentami mogę stwierdzić, że w zdecydowanej większości przypadków trudności te dadzą się usunąć. Problemy zaś powstają wówczas, gdy zwleka się z wizytą u lekarza, gdyż w miarę upływu lat trudności pogłębiają się, a często są niejako ,,obudowywane" ich konsekwencjami. SEKS W POWTÓRNYM MAŁŻEŃSTWIE Z danych demograficznych wynika, że w Polsce rocznie jest zawieranych około 40000 powtórnych małżeństw, czyli mniej więcej co 9 związek małżeński w USC. Ciekawe, że dotąd ukazały się nieliczne prace poświęcone tym małżeństwom. Jedną z ciekawszych jest tekst J. Witczaka w nr 4 "Problemów Rodziny" z 1983 r. Niewiele wiemy o tych związkach, a jeszcze mniej jest znana ich więź seksualna. Moje własne badania związków partnerskich, prowadzone w latach 1980Ś1983 (obejmujące 62 pary), pozwoliły mi na stwierdzenie pewnych zróżnicowań i prawidłowości w więzi seksualnej powtórnych związków. 105 Wyższy poziom przystosowania seksualnego (14 związków) u obojga partnerów w porównaniu do poprzedniego związku W tego typu związku istnieje większa zgodność temperamentów, potrzeb i upodobań seksualnych, partnerzy odnoszą wrażenie, że "wreszcie trafili na właściwego partnera". Źródłem powstania tych związków najczęściej był nawiązany romans, w którym przystosowanie seksualne nastąpiło dość szybko i na optymalnym poziomie. Zadecydowało to o potrzebie bycia razem. W poprzednim związku partner ujawniał zaburzenia seksualne, zbyt małą aktywność seksualną, współżycie było monotonne, rozmijało się z potrzebami. W drugim związku nowy partner potrafił odkryć zupełnie nowy świat przeżyć, "trafił w czułe punkty". Atrakcyjność seksualna partnera i związku znacznie przeważyła szalę na rzecz zawarcia ponownego związku. Atrakcyjniejsza okazała się ars amandi, technika pobudzania, postawa partnera wobec seksu i współżycia, wyzwolone zostały nowe odczucia. Wartość powtórnego związku nie ogranicza się jedynie do seksu, ale można powiedzieć, iż miał on dość decydujące znaczenie dla jego oceny. Niższy poziom przystosowania seksualnego (9 związków) w porównaniu do poprzedniego związku W układzie tego typu okazać się mogło, że partnerzy ulegli złudzeniu lub rozczarowaniu, przypisywali drugiej osobie zalety, których w rzeczywistości nie miała. W innych przypadkach źródłem powstania związku było trudne znoszenie poczucia samotności i na partnera został wybrany ten, który po prostu zaproponował małżeństwo. Chociaż więź seksualna w tych związkach jest oceniana jako mało atrakcyjna, jednak samo małżeństwo oceniane jest pozytywnie, gdyż partner zaspokaja te potrzeby, których brakowało w poprzednim związku, np. gospodarność, pracowitość, trzeźwość, zrównoważenie psychiczne, a zwłaszcza dobre wywiązywanie się w roli przyjaciela, mężaŚżony. Wspomniane zalety nowego związku wyrównują jakby jego braki atrakcyjności seksualnej i partnerzy godzą się z tym, że "seks nie jest najważniejszy". Związki z problemami seksualnymi W takim związku problemy seksualne mają najczęściej charakter wtórny, po okresie dość udanej więzi seksualnej. Po prostu zaczynają się po pewnym czasie ujawniać różne postawy wyzwalające napięcia i utrudniające harmonię seksualną. Posłużę się typowymi przykładami. W jednych związkach ujawnia się zazdrość o poprzedniego partnera małżonka; dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, którzy nie mogą pogodzić się z myślą, że ich żona przez wiele lat była z innym mężczyzną. Prowokowana jest ona do zwierzeń, porównań. Niepewność, czy jest się lepszym od poprzednika, burzy spokój w wielu związkach. Inni partnerzy (częściej kobiety) starają się "być lepszym" od poprzednie-106 go, nastawiają się na odgadywanie i zaspokajanie życzeń, potrzeb swych współmałżonków, a to po pewnym czasie utrudnia spontaniczność w życiu seksualnym. W niektórych związkach ujawniają się różnice nawyków i upodobań seksualnych, np. co do technik pobudzania, pozycji, stylu współżycia. Partnerzy są sprawni, nie mają zaburzeń, ale ich stare nawyki rzutują na trudności w dostosowaniu się do nowych zwyczajów. Innym przeszkadzają wspomnienia prowadzące do porównań. Są to niby drobne rzeczy (np. dotyczące budowy partnera, zapachu skóry, rodzaju dotyku itp.), ale utrudniające pełną akceptację nowego partnera. W przypadku partnerów, którzy doświadczyli w poprzednim związku zdrady prowadzącej do rozwodu, w nowym związku wykazują pewną rezerwę i nieufność, podejrzliwość, stąd łatwo rodzi się zazdrość, pretensje. Współmałżonkowi przypisuje się cechy poprzedniego partnera i to w formie wyostrzonej, zwielokrotnionej. Można zatem powiedzieć, iż ciągnie się za sobą pewien garb psychiczny, obciążający klimat nowego związku utrudniający harmonię życia seksualnego. Istnieje jeszcze jeden, ale bardzo częsty i ważny problem - duża różnica wieku między partnerami. Mam z tym bardzo często do czynienia. Najczęściej starszy jest mężczyzna - i nowa partnerka, oceniana jako atrakcyjniejsza od poprzedniej, mobilizuje do wzrostu aktywności seksualnej, która oceniana jest jako doskonała. Okazuje się jednak, iż po pewnym czasie następuje wyczerpanie i zaczyna ujawniać się temperament typowy dla danego wieku. Następstwem rozbieżności możliwości seksualnych jest niezaspokojenie seksualne żony. W miarę upływu czasu problem ten nasila się i np. 55letni mężczyzna wchodzący w okres andropauzy przeżywa boleśnie ograniczoną sprawność seksualną wobec młodszej o 15Ś20 lat żony, będącej u szczytu rozkwitu kobiecości i temperamentu. Potrzeba dostosowania swych możliwości do wymagań partnerki narzuca mężczyźnie starania o odmłodzenie się, odpowiedni dobór diety, stylu bycia, ale nie zawsze daje to oczekiwane efekty. Muszę powiedzieć, że dla lekarza ten łyp problemów jest szczególnie trudny a pacjenci potrafią ujawniać dramatyzm swej sytuacji nawet płaczem, rozpaczą, depresją, myślami samobójczymi. O tym, czy tego typu związek będzie udany, decyduje nie tylko wynik leczenia, ale głównie postawa partnerki. Jeżeli żona daje wyraźnie odczuć, iż zaspokojenie jej potrzeb seksualnych jest sprawą ważną, jej presja i postawa załamuje niejednego męża szukającego dalszych dopingów, lub też godzącego się z faktem, iż wymarzona kobieta nie znajdzie z nim szczęścia. W innych natomiast związkach partnerki świadome tego stanu rzeczy potrafią dostosować się do sytuacji partnera i znajdują satysfakcje zastępcze, ograniczają swoje potrzeby. Tego typu sytuacji jest bardzo wiele i wymagają szczególnego taktu i wrażliwości. Otoczenie potrafi niekiedy pogłębić problem przez drwiny typu: "dobrze mu tak, zachciało się mu młodej"; 107 "nie pasują do siebie, mógłby być jej ojcem" itp. Są również związki z dużą przewagą wieku kobieły; w nich problemy seksualne wynikają częściej z zazdrości i lęku przed odebraniem partnera przez inną, młodszą kobietę. Innym źródłem mącącym harmonię więzi seksualnej w związkach partnerów z dużą różnicą wieku jest zagrożenie poczucia własnej atrakcyjności, lęk przed starzeniem się. Powstaje wyczulenie wobec partnera, jego oceny tej atrakcyjności i ocenianiem jej przez innych. Renesans atrakcyjności seksualnej poprzedniego partnera Jeżeli w poprzednim związku konflikt między partnerami był długotrwały i doprowadził do rozwodu, zrozumiałe, iż w takiej sytuacji codzienne napięcia i kłótnie obniżały atrakcyjność partnera i przeważał jego negatywny obraz. Po rozwodzie, pewnym stażu w nowym związku, może nastąpić złagodzenie emocji i na poprzedniego partnera patrzy się innym okiem. Dopiero teraz dostrzega się jego cechy męskiekobiece, niedawno pomijane. Okazuje się, iż renesans zainteresowania poprzednim partnerem prowadzi do różnych następstw: pogodzenia się z losem i utratą tego partnera: ,,zrobiło się błąd"; nawiązuje się romans z nim i powstaje przyjaźń seksualna, ale żyje się w nowym związku - powstaje zatem paradoksalny trójkąt. Zdarza się również, iż wspomnienia pozytywne zaczynają dominować i burzą więź seksualną w powtórnym małżeństwie, a nawet prowadzą do ponownego zawarcia małżeństwa z eksmałżonkiem. Jak zatem z powyższych rozważań wynika, więź seksualna w powtórnych małżeństwach jest zróżnicowana, często ciąży nad nią przeszłość partnerów i możliwość wyłonienia się nieprzewidzianych komplikacji. Jest to problem spotykany w poradnictwie rodzinnym i w psychoterapii, wymagający szczególnego doświadczenia ze strony terapeuty oraz taktu i cierpliwości ze strony partnerów. Zrozumiałe jest bowiem, iż przeszłości nie można wymazać orzeczeniem rozwodu i stworzeniem nowego związku. Ponowny start do życia we dwoje zaczyna się z innej podstawy i niekiedy wymaga większego wysiłku, aby nowa wspólna przyszłość była udana. W poradnictwie małżeńskim partnerzy z powtórnych małżeństw mają większe opory z przyjściem, z szukaniem porady. Wynika to najczęściej z uczucia wstydu, iż poniosło się jedną klęskę i nie odniosło się sukcesu w nowej próbie życia. Uderza to w samoocenę JA. Jeżeli jednak na zjawisko powtórnych małżeństw spojrzy się z perspektywy mechanizmów psychicznych, zrozumiała jest inność ich sytuacji, nie pozbawiająca bynajmniej szansy sukcesu. CELIBAT A SEKS Wiele osób, szczególnie młodych, uważa, iż wyrzeczenie się życia seksualnego oraz rzeczywisty jego brak jest albo czymś patologicznym, albo objawem chorobowym lub też posunięciem faryzejskim, co innego bowiem się deklaruje, a co innego robi po cichu. Tak czy inaczej zdaje się przeważać niewiara w tego typu postawę życiową, w jej realność. Zanim wyrażę swój pogląd, chciałbym zacząć od przewrotnego stwierdzenia: w bardzo wielu przypadkach trudniej zachować wierność seksualną wobec kochanej nawet osoby niż dochować wierność celibatowi. Potwierdzeniem tego jest wiele obserwacji. Osoby rozbudzone seksualnie, z dużym temperamentem, przyzwyczajone do stałego współżycia seksualnego w związku nawet bardzo dobrym, potrafią żywo emocjonalnie i seksualnie reagować na atrakcyjność erotyczną i chęć dochowania wierności wymaga nieraz prawdziwego wysiłku. Istnieją również typowe sytuacje życiowe za-109 grażające wierności seksualnej; kryzys lał 40 życia (zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet), tzw. druga młodość na jesieni życia, różne sytuacje konfliktowe i rozczarowania prowokujące do ,,ukarania" swego partnera, naciski otoczenia, umiejętne prowokacje erotyczne atrakcyjnej osoby, wpływ alkoholu itp. Ciekawe, że nie tak rzadkie przecież sytuacje tego typu nie prowokują do stwierdzenia, że wierność jest niemożliwa i młodzi małżonkowie nie usuwają tego ze swego ślubowania. Okazuje się, że jednak wierność jest możliwa, chociaż niekiedy opłacana wielkim wysiłkiem. W podobnej sytuacji znajdują się osoby wybierające celibat. Jedne z nich nie mają większych z nim problemów, inne zmagają się ze swymi nie zaspokojonymi seksualnymi potrzebami, inne wreszcie nie wytrzymują. Stan równowagi psychofizycznej nie tyle zależy od tego, czy ktoś wybiera celibat, czy też życie seksualne, ile od tego, jak formuje swoją osobowość, system wartości oraz jaka jest motywacja dokonanego wyboru. Równowaga psychofizyczna, czyli harmonia i integracja osobowości, opiera się na dojrzałej osobowości, w której istnieje zgodność między myślami a czynami, nastawienie na realizację określonych wartości w życiu, postawa traktująca zarówno życie osobiste, jak i zawodowe i społeczne jako powołanie do pełnego samorozwoju, bycia użytecznym, a to wszystko jest oparte na miłości do siebie i innych. Jednak w sytuacji niedojrzałej osobowości, pozornej motywacji, egocentrycznego prymatu JA, problemy będą istniały niezależnie od tego, czy żyje się w celibacie, czy też w związku partnerskim. Natężenie potrzeb seksualnych, jak wiadomo, zależy od wielu czynników, m.in. od temperamentu seksualnego. Można zatem założyć, że im wyższy poziom tego temperamentu, tym większe mogą być z n,im problemy. Czy natura ,,domaga się swych praw"? Okazuje się, że osoby z silną motywacją do celibatu i stosujące zasady psychohigieny potrafią opanować swoje potrzeby seksualne, a organizm z upływem czasu niejako adaptuje się do tej sytuacji, zgodnie z prawem "zaniku z nieczynności". Nie jest to jednak takie proste. Częste są również sytuacje kryzysowe, będące wyzwaniem wobec dokonanego wyboru; jedną z nich jest zmiana warunków życia. Chodzi mi w tym przypadku o osoby, które po kilku latach wychowawczego nadzoru stają się samodzielne. Najczęściej przypada to na rozkwit wieku męskiegokobiecego. Kontakty z tzw. normalnymi ludźmi mogą wzbudzać nowe potrzeby, przeżycia. Również różne sytuacje, np. prowokacje erotyczne (a owoc zakazany pobudza niektórych do działań prowokujących), okresy frustracji, niepowodzeń, wspomnień z ogniska rodzinnego itp., mogą uatrakcyjniać unikany dotychczas styl życia. U innych osób potrzeby seksualne są wtórne wobec rozbudzających się potrzeb rodzicielstwa, bliskości, ciepła, poczucia osamotnienia itp. 110 Frustracja potrzeb seksualnych może uruchamiać różnorodne mechanizmy obronne; jedne z nich kierują się w stronę pogłębiania motywacji wybranej drogi życia i wówczas mówimy o pozytywnym rozwiązaniu wewnętrznego konfliktu. Mogą być również uruchamiane mechanizmy negatywne, które za cenę przezwyciężania potrzeb seksualnych prowadzą do pewnych niewłaściwych anomalii charakterologicznych, czy też niewłaściwych postaw. Należą do nich np.: rygoryzm moralizatorski, antyfeminizm, wrogość wobec ciała, seksu, płci, potrzeba władzy, zaszczytów, oschłość uczuciowa wobec ludzi, ukryte pragnienie narzucania ograniczeń w sferze seksu na zasadzie ,,skoro ja nie mogę, to innym utrudnię", przesadne wyczulenie na sprawy seksu, podnoszenie w górę poprzeczki wymagań, obowiązków, powinności oraz subiektywizm w ocenie problemów życia seksualnego i małżeńskiego, prowadzący do krzywdzących ocen. Jeżeli wspomniane negatywne mechanizmy obronne docierają jednak do świadomości, to mogą być łagodzone przez samokontrolę. Gorzej, jeżeli dominują głównie w podświadomości, gdyż własne postawy utożsamiają się z ideą działania na rzecz dobra. 'W niektórych przypadkach frustracja potrzeb seksualnych prowadzi do ich wypierania, tłumienia, co w następstwie wyzwala neurotyzm. Może również wyzwolić się tendencja do idealizowania spraw seksu, małżeństwa, odbiegająca od rzeczywistości, i wówczas narzuca się innym nierealną wizję modelu życia we dwoje. Należy również stwierdzić, iż podobne mechanizmy obronne, negatywne czy pozytywne, uruchamiane bywają w przypadku przekraczania zasady wierności. Chciałbym przy okazji wspomnieć, że psychoterapia nie jest ani za, ani przeciw celibatowi, interesuje ją natomiast motywacja oraz sposób realizacji wybranej drogi życia, związane z nią problemy i trudności. Spośród osób mających trudności z celibatem jedni znajdują dość sił na przełamanie kryzysu i pozostanie w nim, inni natomiast decydują się na wybór innej drogi życia. .W Polsce dyskusje na temat celibatu ograniczają się do spotkań towarzyskich, tymczasem na Zachodzie przewijają się na łamach wielu publikacji, w tym również wyznaniowych. Okazuje się, że jest to zagadnienie bardzo kontrowersyjnie oceniane również w kręgach duchowieństwa i zapewne będzie tak dalej, celibat bowiem to nie tylko forma życia, podporządkowanie się dyscyplinie, ale i problem motywacji do niego, prawa wyboru, oceny użyteczności. Zdawałoby się również, że zagadnienie celibatu powinno być problemem w ruchu ekumenicznym, w wielu bowiem wyznaniach chrześcijańskich nie ma wymogu celibatu, a w kościele prawosławnym obowiązuje on mnichów i biskupów, a nie księży. Okazało się jednak, że ruch ekumeniczny dostrzega możliwość zachowania różnych tradycji w poszczególnych wyznaniach. Zwolennicy zachowania celibatu argumentują (poza teologicznymi stwierdzeniami), iż sprzyja on pełniejszemu 111 poświęceniu się idei służenia ludziom, natomiast jego przeciwnicy stwierdzają, że duchowni mający rodziny lepiej potrafią wczuć się w codzienne problemy swoich wiernych i mają wobec nich mniejszy dystans. Szkoda, że problem celibatu ma tak mało reprezentatywnych opracowań co do motywacji wyboru takiej drogi życia, form radzenia sobie z nim, ewentualnych pozytywnych czy negatywnych wpływów na osobowość. BARIERY PARTNERSTWA W SEKSIE DOJRZAŁYM Ś Seks dojrzały Więź partnerska w seksie dojrzałym uwarunkowana jesł całą przeszłością partnerów (uwarunkowania rodzinne, wychowawcze, przebieg życia, poprzednie związki itd.), przebiegiem ich związku, postawami wobec ciała, seksu, płci, własnej osoby, systemem norm i zasad, wiekiem, wykształceniem. Nic zatem dziwnego, że wiele przeżyć i zjawisk, mechanizmów psychicznych, a także i kulturowych, stwarza bariery międły płciami, partnerami, utrudniające osiąganie optymalnej więzi. W jednych związkach wspomniane bariery prowadzą jedynie do przewrażliwienia wobec danego zachowania partnera, w innych sprzyjają powstawaniu konfliktów, nieporozumień, w jeszcze innych mogą być źródłem dramatów. W tej części pracy zostaną omówione różne typy barier między partnerami; wiele z nich ma charakter kulturowy. Bariery kulturowe są dziedzictwem z przeszłości naszej cywilizacji, tradycji oraz wpływu środowisk, stereotypów i mitów. Wiele z nich ma charakter podświadomy, zostały bowiem zakodowane w świecie psychicznym w procesie wychowania, w rodzinie i w środowisku. Sam fakt istnienia tych barier nie przesądza o losie danego związku. Słowo bariera oznacza, iż w komunikacji między partnerami istnieje pewna inność, trudność w osiągnięciu jedności i harmonii. Uświadomienie sobie źródeł powstania barier może ułatwić poprawę więzi między partnerami, żalem istnienie bariery nie prowadzi ,,do" ani ,,od" w danym związku, jest określonym zjawiskiem trudności w komunikacji partnerskiej, a jej wpływ zależy od stopnia przystosowania do siebie partnerów oraz od zdolności odczytania istnienia bariery oraz przeciwdziałania jej. W tej części pracy zostaną omówione niektóre typy barier więzi partnerskiej. Inne zostały opisane w "Seksie partnerskim", w wielu innych publikacjach. W publikacjach seksuologicznych, poświęconych małżeństwu, coraz częściej spotyka się pojęcie zaburzeń komunikacji interpersonalnej, jako jednej z częściej spotykanych barier więzi. Psychologia komunikacji jest obecnie dynamicznie rozwijającym się kierunkiem i np. w Polsce interesującą pracą na ten temat jest "Jak ludzie porozumiewają się?" autorstwa L. Grzesiuk i E. Trzebińskiej (NK, 1983). Lektura tej pracy byłaby dobrym uzupełnieniem tej części pracy. DZIECIĘCE SZOKI SEKSUALNE Pogląd, że obserwacja współżycia seksualnego rodziców przez ich dziecko jesł źródłem łzw. szoku seksualnego był upowszechniony przez psychoanalizę. Analizując wczesnodziecięce wspomnienia i łreści snów erotycznych psychoanaliłycy odkrywali ich powiązania z problemami seksualnymi, nerwicowymi w wieku dojrzałym. Popularyzacja poglądów tej szkoły przyczyniła się do powstania pewnych stereotypów. Jednym z nich jest np. stwierdzenie, iż córka zaszokowana widokiem kontaktu seksualnego rodziców staje się w następstwie tego oziębła seksualnie i odczuwa wstręt do seksu, mężczyzn. Wspomniany pogląd słał się inspiracją wielu dzieł literackich oraz na wiele lał zaważył na postawach wobec tzw. dziecięcych szoków seksualnych. Wystarczyło, iż pacjent podawał terapeucie tego typu wspomnienie, aby było to traktowane jako podstawowy mechanizm rozwoju jego problemów seksualnych. W miarę upływu czasu doświadczenia badaczy wykazały, że sprawa jest bardziej złożona i nie tak jednoznacznie szkodliwa. Krytycy psy-116 choanalizy np. podkreślali, iż w poprzednim okresie historycznym całe rodziny mieszkały w jednym pokoju i dzieci - z konieczności - były świadkami intymności erotycznej rodziców, a przecież nie prowadziło to do patologii seksualnej. Również świadectwa z wielu innych kultur wskazywały, iż obserwacja kontaktów seksualnych w rodzinie nie należy bynajmniej do rzadkości, z czego wynika wniosek, że albo psychoanaliza popełniła błąd interpretacyjny, lub też szoki seksualne należy wiązać z mentalnością puryłańską, mieszczańską. Chociaż od pojawienia się pierwszych doniesień psychoanalityków na ten temat minęło wiele lał, nadal jednak dziecięce obserwacje scen intymnych w rodzinie należą do wstydliwych, przemilczanych i są traktowane jako obciążające psychicznie dla dzieci. Jaka zatem jest prawda? Czy istnieje nadal pojęcie dziecięcych szoków i urazów seksualnych? Obserwacja kontaktu seksualnego rodziców obecnie nie jest nazywana szokiem seksualnym, lecz wczesnodziecięcym doświadczeniem (łzw. primal scenę). Jaka jest częstość tego zjawiska i jakie są jego następstwa? Ograniczę się do wniosków z własnych badań różnych populacji, w tym i w kontrolnej. Okazało się, iż obserwacja współżycia seksualnego rodziców przez dzieci nie jest bynajmniej rzadkim zjawiskiem - około 12Ś17% osób ma tego typu doświadczenia z dzieciństwa. Najczęściej była to obserwacja przypadkowa, przez zaskoczenie (np. dziecko przebudziło się w środku nocy lub przyszło nagle z innego pokoju). Jedynie wyjątkowo spotykane są sytuacje braku zachowywania przez rodziców jawności życia seksualnego, niekrępowania się obecnością dzieci w pokoju. Ta ostatnia sytuacja występowała w rodzinach patologicznych, np. z marginesu społecznego, w zaawansowanym stadium alkoholizowania się rodziców lub w wypadku ujawniania przez nich cech dewiacyjnych. Scena erotyczna najczęściej dotyczyła częściowej obserwacji, czyli widoku pary w trakcie aktu seksualnego, ale zakrytej kołdrą, lub wrażeń słuchowych z trwającego aktu seksualnego, rzadziej natomiast dotyczyła widoku całej sceny współżycia. W około '/a przypadków dziecko domyślało się, że rodzice mają kontakt seksualny na podstawie ,, dziwnego" ich zachowania i pełnego zażenowania ukrywania się przed dzieckiem. Należy tu również stwierdzić, iż w około '/ 5 przypadków nie było żadnych realnych obserwacji; dziecko po prostu fantazjowało. Tego typu fantazje najczęściej występowały u dzieci w początkowym okresie dojrzewania, kiedy powstaje zainteresowanie sprawami płci, domyślanie się, "co robią rodzice" i dobudowywania swej wyobraźni do zachowania rodziców. W efekcie własne fantazje traktowane były jako rzeczywistość. Interesujące są bezpośrednie reakcje dzieci w takiej sytuacji. Około 22% przeżywa przykrość, szok, niesmak i wiąże z tym zmianę uczuć wobec rodziców (dystans, obcość, wrogość, niechęć). Około 35% dzieci przeżywa zaskoczenie tą sytuacją i udaje, że nic się nie stało 117 i niczego się nie domyślają, następnie przetrawiają to w sobie i w końcu dochodzą do wniosku, iż jest to przecież coś naturalnego. W następstwie tego procesu nie zauważa się żadnych zmian w uczuciach i postawach wobec rodziców. U pozostałych dzieci brak jest, poza zaskoczeniem, innych reakcji, domyślały się bowiem przedtem, iż rodzice mają kontakty seksualne. Sytuacja była wprawdzie zaskakująca dla wszystkich zainteresowanych, ale nic z niej później nie wynikało. Ciekawe, że większość osób mających tego typu przeżycia z dzieciństwa jest przekonana, iż ich rodzice nie domyślili się, że ich dzieci były nieświadomie świadkiem sceny intymnej. Tego typu przekonanie ułatwiało rozwiązanie problemu. Późne rzutowanie tego typu wspomnień z okresu dzieciństwa na życie seksualne w wieku dojrzałym okazuje się bardzo zróżnicowane. U jednych osób zainteresowanie seksem wzrosło i przyczyniło się do rozbudzenia ciekawości seksualnej, a w następstwie do wcześniejszej inicjacji seksualnej. U innych przeżycie zażenowania i wstydu opóźniło zainteresowanie tą dziedziną i inicjację seksualną. W około 15% przypadków tego typu wspomnienia z dzieciństwa można uznać za szok, uraz seksualny, wpływający negatywnie na własne życie seksualne (oziębłość, wstręt seksualny, sprzeczne uczucia wobec seksu i partnera). Ciekawe, iż u około 25% badanych osób wspomnienie z dzieciństwa wpłynęło na trwałe rozbudzenie wyobraźni erotycznej, która obejmowała zarówno sny erotyczne, marzenia na jawie, jak i fantazje seksualne w trakcie współżycia seksualnego. Od czego zależą takie lub inne następstwa zaobserwowanych scen intymnych między rodzicami? Okazuje się, że podstawową sprawą była więź uczuciowa z rodzicami. Jeżeli np. córka bała się ojca, który tyranizował otoczenie, to scena erotyczna między rodzicami upewniła ją w przekonaniu, iż ,,ojciec krzywdzi matkę", a jej zachowania (płacz, ruchy ciałem, wzdychanie) było utożsamiane z cierpieniem. W następstwie tego typu rozumowania nie tylko pogłębiała się negatywna postawa wobec ojca, ale i seks został utożsamiony z agresją, cierpieniem. Drugim czynnikiem był poziom uświadomienia seksualnego i wiek. Jeżeli dziecko było zorientowane nieco w sprawach płci, to tego typu doświadczenie daje łagodniejsze następstwa, podobnie gdy było ono w tzw. okresie latencji seksualnej, czyli przed dojrzewaniem, przy braku zainteresowania seksem. Kolejnym wreszcie czynnikiem były cechy osobowości dziecka, i np. u dziecka nadwrażliwego, zamykającego się w sobie, lękliwego można spodziewać się raczej negatywnych następstw. Jak zatem wynika z powyższych obserwacji - wspomnienia seksualne z okresu dzieciństwa nie należą do rzadkich, są zróżnicowane, podobnie jak i ich następstwa. Wbrew pozorom nie tak częste są szoki i urazy seksualne. Rodzice powinni jednak uświadomić sobie fakt, iż ich życie seksualne wymaga nie tylko intymności, ale i wychowania seksualnego dzieci. 118 DLACZEGO SAMOTNI? Osoby mające trudności ze znalezieniem partnera, towarzysza życia budzą nieraz w swym otoczeniu współczucie pomieszane z nieufnością co do ich męskościŚkobiecości. Dziwi np. fakt korzystania z pomocy biur matrymonialnych, pośrednictwa znajomych, członków rodziny w kojarzeniu. Staje się on jakby potwierdzeniem niemrawości. "Normalni" ludzie nie mają takich problemów, chociaż mogą mieć kłopoty z dokonaniem wyboru towarzysza życia z grona poznawanych osób. Przyczyny trudności ze znalezieniem partnera są bardzo zróżnicowane. Jedną z nich jest brak okazji do poznania odpowiedniej osoby. Jeżeli np. kobieta pracuje w sfeminizowanym środowisku, to jej kontakty z mężczyznami stają się bardzo ograniczone, a nie zawsze najbliższy krąg rodzinny prowadzi życie towarzyskie. Niektórzy ludzie dzielą swoje życie na określone etapy i np. w okresie studiów chcą skoncentrować się jedynie na nauce, a sprawy osobiste odkładają na 119 później. Bywa jednak i łąk, że po studiach znajdują pracę w innym, nowym środowisku, nie stwarzającym okazji towarzyskich. Dotyczy to zwłaszcza osób pracujących w małych ośrodkach, które czują się obco, są bowiem ludźmi z zewnątrz. Powstaje żal, że życie studenckie przeszło na samej nauce. Zwłaszcza kobiety, np. w listach, poruszają ten problem. Ma wprawdzie studia i interesującą pracę z możliwościami awansu, ale liczba potencjalnych kandydatów do USC jest bardzo mała. Powstaje dylemat - czy nadal czekać na kogoś odpowiedniego, czy też korzystać z pierwszej okazji matrymonialnej, chociaż partner nie jest w pełni akceptowany? A bywa i tak, że istniejące cechy psychiczne, jak np. nieśmiałość, duża wrażliwość, delikatność, połączone z pewną biernością, brakiem przysłowiowej już siły przebicia sprawiają, że oczekuje się inicjatywy z drugiej strony, a tymczasem wiele okazji zawarcia interesującej znajomości mija bezpowrotnie. Tego typu zahamowania występują nie tylko u mężczyzn, chociaż są dla nich bardziej charakterystyczne. Wiele trudności w znalezieniu partnera wynika z rozbieżności jaźni uzewnętrznionej z jaźnią wewnętrzną. Mówiąc po prostu, inne jest własne poczucie JA, a zupełnie odmienne otoczenia. Ktoś może być spostrzegany jako atrakcyjny, seksowny, z inicjatywą, śmiały. Oczekuje się więc jego inicjatywy, aktywności, pierwszego kroku. Tymczasem jest to osoba nieśmiała, bierna, a jej pozornie śmiałe zachowanie jest stylem bycia tylko w pewnych granicach. Może też kryć za sobą kompleksy, poczucie małej wartości. Powstaje nieporozumienie, wcale zresztą nierzadkie. Każdy chyba zna je ze swego życia. Przecież często widzimy, że otoczeniu wydajemy się inni aniżeli naprawdę jesteśmy. Często w gabinecie słyszę wypowiedzi typu: "Kobiety sądzą, że jestem doświadczonym mężczyzną, oczekują mojej inicjatywy, tymczasem ja nie mam żadnych doświadczeń seksualnych i czuję się onieśmielony". Styl zachowania takiego mężczyzny jest jednak rozbieżny z jego wewnętrznym samopoczuciem. Sprzeczność sygnałów w komunikacji międzyludzkiej jest więc oczywista. Trudności w znalezieniu sobie partnera wiążą się nieraz z rozwojem psychoseksualnym, neurotyzmem czy też konkretnymi cechami osobowości. Wymienię te najczęściej spotykane. Brak socjalizacji Jeżeli ktoś nie miał kontaktów z rówieśnikami, w okresie dojrzewania był izolowany od złych wpływów niepożądanego towarzystwa, to długotrwały brak socjalizacji sprawia, że trudno mu nawiązać jakąkolwiek znajomość. Na otoczeniu może sprawiać wrażenie dziwaka, z którym ciężko się porozumieć. Brakuje mu bowiem umiejętności prowadzenia lekkiej rozmowy, odpowiedniego znalezienia się w klimacie zabawy. Przeważa kontakt "na serio", z dystansem wobec innych. 120 Kompleksy Kompleksy są typowe dla okresu dojrzewania, ale w wyniku reakcji otoczenia, porównywania siebie z innymi lub przeżycia czegoś przykrego, np. krytycznej uwagi, pogłębiają się. Wówczas narasta i utrwala się poczucie niższości, małowarłościowości. W kontaktach z innymi może to prowadzić do izolowania się, nieufności, niewiary w komplementy, w prawdziwość ocen i sądów. Własne JA widzi się w zwierciadle kompleksu, jest ono zatem skrzywione i pożądana wartość własnej osoby sprowadza się do tej cechy, której akurat brakuje. * Wyczulenie na brak akceptacji i odrzucenie U niektórych osób obawa przed odrzuceniem, brakiem akceptacji stwarza tak silne poczucie zagrożenia, że sami oni uprzedzają taką możliwość, zrywając znajomość. Dla drugiej osoby jest to decyzja nieuzasadniona, niezrozumiała, czy nawet osobiście krzywdząca. Jednak potrzeba wyjścia z zachowaniem twarzy jest tak przemożna, iż potencjalnie dobrze rokujący związek ulega zerwaniu. Tego typu postawę ujawniają nie tylko osoby, które doznały w przeszłości goryczy odrzucenia, ale i osoby ambitne, z wysokim poczuciem własnej wartości. Skrzywione postawy zarówno wobec płci odmiennej, jak i własnej Wspomniałem już wyżej o znaczeniu stereotypów męskościŚkobiecości. Stąd np. mężczyzna nieśmiały sądzi, że to właśnie koniecznie od niego jako mężczyzny oczekuje się aktywności, a inicjatywę i aktywność ze strony kobiety traktuje jako uwłaczającą jego poczuciu męskości; zarazem jednak nie czuje się na siłach samemu wystąpić z inicjatywą. Wiele osób, w wyniku swoich doświadczeń rodzinnych, osobistych, ma nieprawidłowy stosunek wobec płci odmiennej i stąd klimat nieufności, uprzedzeń, nastawień w poważnym stopniu utrudniający kontakty z ludźmi. Zachowania odrzucające U części osób dominujący styl ich zachowań jest negatywnie oceniany przez otoczenie. Są to np. osoby podkreślające swój nonkonformizm i zrażające otoczenie swym zachowaniem. Inne ujawniają agresywny styl bycia, jeszcze inne natarczywość erotyczną, narzucanie swego zdania i woli, braku taktu iłp., lub też zachowania, w których wypowiada się negatywne opinie o płci odmiennej, wyraża się wobec niej pozorny cynizm itd. Nic więc dziwnego, że pierwsze wrażenie jest negatywne z dalszymi tego konsekwencjami. Słyszę nieraz skargi, że np.: "Oceniają mnie jako agresywnego i cynicznego, a ja naprawdę nie jestem taki, nie chcę być taki". 121 Brak przyciągania, atrakcyjności, wrażenie chłodu i oziębłości Są łypy osobowości, które stwarzają wokół siebie atmosferę chłodu, dystansu, nie ma w nich cech, które by przyciągały, nie ma ciepła czy kokieterii. Dopiero po bliższym poznaniu, kiedy czują się bezpieczne, zaczynają rozkwitać i ujawniać inne cechy. Zbyt jednak rzadko dochodzi do tego etapu i pierwsze wrażenie decyduje o ich odrzuceniu, nieatrakcyjności. Oziębłość, oschłość, wrażenie zimna uczuciowego danej osoby może być jednak prawdziwa. Kryje się w tym dramat zahamowania uczuciowego lub brak rozwoju uczuciowości. Obiektywnie rzecz biorąc, taka osoba może się nawet w pierwszym momencie podobać, ale na tym. się kończy. Wymienione przeze mnie przyczyny trudności w znalezieniu partnera wiążą się z mechanizmami zachowań, które również są zróżnicowane. Mogą one pogłębiać te trudności lub je ograniczać, a nawet przezwyciężać. Wiele zależy od samoświadomości. Jeżeli ktoś zna przyczynę swych niepowodzeń, może wówczas - przez świadome sterowanie swymi zachowaniami - eliminować te przyczyny. Na przykład seria niepowodzeń związanych z zachowaniami negatywnie ocenianymi przez otoczenie może prowadzić do ich zmiany i do podjęcia usiłowań wprowadzenia nowych form kontaktu z ludźmi. Znam wiele osób, które dzięki lekturze, poradzie, psychoterapii, umiejętności wyciągania wniosków zmieniają siebie i tworzą nowy styl kontaktów, uwieńczonych powodzeniem, albo brak jakiejś cechy wyrównują przez podkreślanie czy uzewnętrznianie innej. Niepowodzenia w jednym środowisku mogą prowadzić do jego zmiany i szukania nowych kontaktów. Zmienia się więc miejsce pracy, zamieszkania, krąg znajomych itp. Inaczej mówiąc - wobec swych trudności przyjmuje się postawę refleksyjną i czynną. Często udzielam porad tego typu i wskazuję - na podstawie badań, wywiadu, rozmowy - co jest przyczyną trudności i co należałoby zmienić, l zaczyna działać mechanizm pozytywny. Czyjeś życie zmienia się na lepsze. Niestety, dość często, bywają uruchamiane mechanizmy negatywne, które pogłębiają trudności życiowe. Wymienię kilka typowych. Stereotypy i skrzywione przekonania W tego typu stereotypach generalizuje się pewne oceny i sądy, np.: "Nie ma prawdziwych mężczyzn", "mężczyzna myśli tylko o łóżku", "kobieta myśli tylko o tym, jak złapać męża", "nie ma szczęśliwych małżeństw", "mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiety" itp. Tego typu stereotypy poprawiają nieco własne samopoczucie przez przerzucenie winy na drugą płeć. Ucieczka w chorobę Wiele zaburzeń chorobowych powstaje w wyniku mechanizmu psychicznego, jakim jest ucieczka od swoich trudności życiowych. Mogą to być zarówno nerwice, jak i zaburzenia typu choroby wrzodowej, migren, zaburzeń dróg żółciowych, hormonalnych itp. Dolegliwości pozwalają skupić na nich uwagę i stają się pierwszoplanowe w życiu psychicznym. Podstawowe trudności w związku z tym ulegają odroczeniu, oddaleniu. Zachowania agresywne Zachowania takie mogą być autoagresywne (np. próby samobójstw), mogą wyrażać się agresją wobec otoczenia w ogóle lub tylko wobec płci odmiennej. Potrzeba dowartościowania W wyniku niepowodzeń w znalezieniu partnera usiłuje się sprawdzić swoją atrakcyjność, wartość, poprzez przelotne kontakty seksualne, odbijanie innym partnerów, zyskanie uznania w swej działalności zawodowej lub też akceptacji otoczenia, np. przez podkreślanie swego altruizmu, wartości moralnych itp. Derealizacja Niepowodzenia życiowe mogą prowadzić do rozbudowy świata marzeń, fantazji, idealizacji swego dzieciństwa, domu rodzinnego, rozczytania w sentymentalnych lekturach itp. Można też przesadnie wartościować dziedziny, których się jest pozbawionych i stąd np. nadmierne idealizowanie małżeństwa, seksu, rodziny. Trudności w znalezieniu partnera mogą być przejściowe Wiele osób po pewnym czasie trafia szczęśliwie na znajomość odmieniającą ich sytuację. Powodzenie tego związku zależy nie tylko od spotkania właściwego człowieka. Ważne jest również oddalenie się od dawnych trudności. Inne osoby, dzięki pomocy biur matrymonialnych, pośrednictwu znajomych, zawierają związek, może niekoniecznie wymarzony, ale zaspokajający podstawowe potrzeby psychiczne, do jakich należą: potrzeba oparcia, więzi, bezpieczeństwa, akceptacji własnego gniazda. A jeszcze inne doświadczają samotności, którą w różny sposób rozwiązują (zwiększona aktywność zawodowa, działalność społeczna, poświęcenie się dla kogoś, np. starych rodziców, sierot społecznych, zamknięcie w sobie, zgorzknienie itp.). Powszechność problemu, jakim jest trudność w znalezieniu partnera, znajduje oddźwięk w rozbudowie biur matrymonialnych, poradnictwa prasowego, klubów samotnych, poradnictwa przedmałżeńskiego i rodzinnego. Są to ważne i konieczne inicjatywy, wymagające dalszej rozbudowy. Warto jednak zwrócić uwagę na potrzebę uprzedzania 123 tych trudności, chociaż z pewnością nie wyeliminuje się ich całkowicie. Wielu jednak dramatycznych przeżyć, bezsennych nocy, ciężko przeżywanego odrzucenia, samotności można by uniknąć, gdyby się wcześniej dostrzegło niepokojące sygnały zwiastujące wystąpienie takich trudności. W domach rodzinnych często milczy się na ten temat lub nie zauważa faktu, że dziecko jest izolowane od rówieśników, nie ma przyjaciół, nie zyskuje akceptacji, że przeżywa trudności w swych próbach nawiązania znajomości. W systemie oświatowym zbyt ceni się wyniki w nauce, karność, zdyscyplinowanie, lekceważy natomiast fakt izolacji ucznia w swym środowisku. Nastawienie na sukcesy w nauce i odkładanie spraw uczuciowych na potem jest również typowym błędem. Osobowość powinna rozwijać się harmonijnie i wszechstronnie, a nie od zadania do zadania. Ubogie życie towarzyskie i zamykanie się we własnym kręgu również utrudnia wyrobienie i rozwijanie umiejętności nawiązywania stosunków przyjacielskich i erotycznych. Trudność zatem w znalezieniu partnera nie jest wynikiem fatum, złego losu, pecha, ale zakłóconych kontaktów z ludźmi. KULT WAGINALNY Większość pojęć psychoanalitycznych, nazw zespołów psychopatologii seksualnej powstała w okresie dominacji tradycyjnego podziału ról męskokobiecych w kulturze europejskiej. Nic więc dziwnego, że tradycje i wzorce kulturowe, jak również zdominowanie seksuologii przez mężczyzn, doprowadziły do przeakcenłowania męskiego punktu widzenia. Zapewne w okresie przełomu wieków męż-125 czyźni mieli powody do dumy z samego fakłu bycia mężczyzną, a kobiety z faktu bycia kobietą. Satysfakcja kobiet wiązała się z macierzyństwem, opinią dobrej żony, urodą, kobiecością rozumianą jako uczuciowość, delikatność. Dopiero procesy emancypacyjne i rewolucja obyczajowa doprowadziły do zwiększenia zakresu satysfakcji z JA w kobiecie o erotyzm i seks. Zdolność przeżywania orgazmu stała się nobilitacją kobiecości. Stopniowo zaczęły się upowszechniać inne jeszcze wartości erotyzmu kobiecego, współuczestnictwo w ars amandi, równouprawnienie, naturalność. Jak zawsze w tyglu przemian obyczajowych powstają formy skrajne. Jedną z nich słał się np. kult orgazmu, technik seksualnych, ujawnił się również kult waginalny. Jest on pojęciowo odpowiednikiem kultu fallicznego. Kult waginalny polega na odczuwaniu dumy z faktu posiadania pochwy, z jej ważności w życiu seksualnym, z bogatszego zakresu doznań i funkcji tego narządu nad analogicznymi u mężczyzny. Przeżycia we współżyciu m.in. polegają na odczuwaniu posiadania mężczyzny, generalizuje się fizjologia stosunku na wzajemny kontakt partnerów, a ten na wszelkie relacje męskokobiece. Przeważa zatem prymat widzenia pierwiastka kobiecego w świecie oraz naturalnej przewagi kobiecości nad męskością. Powiązania kultu waginalnego z narcyzmem są zróżnicowane - mogą być współzależności, ale bywa narcyzm bez kultu waginalnego. Kult waginalny powstaje również i wtedy, gdy w środowisku rodzinnym dominuje matka (również i w zakresie temperamentu seksualnego, erotyzmu, atrakcyjności erotycznej). Rozwija się często u atrakcyjnych kobiet, które zaczynają doświadczać mocy swego działania, powstaje też przez porównanie własnych doznań seksualnych z doznaniami mężczyzny (jeżeli te ostatnie są słabsze). U części kobiet kult waginalny wyrasta z bogatych zdolności seksualnych, które są podkreślane przez ich partnerów jako wyjątkowe. Rozwijający się w świadomości i w przeżywaniu kobiety kult waginalny oprócz poczucia dumy z bycia kobietą, poczucia swej atrakcyjności erotycznej i wysokiej samooceny w roli seksualnej, prowadzi do wielu innych zachowań: Postawa królewny Postawa oczekująca hołdów i służebności ze strony mężczyzny, łaskawie dopuszczająca go do swych łask. Postawa wymagająca Partner ma stanąć na wysokości zadania, czyli musi odpowiednio zaprezentować swą atrakcyjność męską. Postawa ta jest zrozumiała, świadomość bowiem zakresu tkwiących w sobie możliwości seksualnych musi prowadzić do oceniania partnera, czy potrafi on wyzwolić te możliwości, czy też zaledwie je rozbudził, a nawet czy jest zdolny do ich rozbudzenia lub rozpoznania. Stopniowo jednak postawa wy-126 czekująca zmienia się w swoisty egzamin męskości dla mężczyzny i eliminuje istotny sens współżycia seksualnego. Postawa dominacji we współżyciu Kobieta decyduje o częstotliwości współżycia, formie aktywności, narzuca partnerowi scenariusz zachowań. Zaczyna w niej przeważać postawa biorcy. Postawy manipulacyjne Poczucie swej atrakcyjności w roli partnerki seksualnej i rzadko spotykanych u innych kobiet zdolności reakcji seksualnych stwarzają wysokie szansę oddziaływania na mężczyzn i manipulowania nimi w imię realizacji własnych potrzeb. Znam wiele związków, w których jedynym elementem łączącym jest wyjątkowo bogate współżycie seksualne, zapewnione właśnie dzięki naturalnym uzdolnieniom kobiety. Niejedna kobieta przegrywa wtedy swoje życie osobiste, jeżeli trafi na tego typu konkurencję. Manipulacyjne zachowania mogą być różne; przywiązanie i uzależnienie partnera, wywarcie na niego presji, szantaż w formie odmowy współżycia, "olśnienie" partnera itp. W kulcie waginalnym należy odróżnić urojone i rzeczywiste przyczyny. Może on być wynikiem skrzywionego spojrzenia na rzeczywistość, bezkrytycznego widzenia siebie. Może też powstać na tle wyjątkowych uzdolnień seksualnych i wyjątkowej skali doznań i odczuć erotycznych. Natomiast wspólnym elementem jest przeakcentowanie znaczenia sfery seksualnej, widzenie jej jako dominującej w osobowości i w kontaktach między płciami. Kult waginalny ma słabe tradycje literackie, mało jest jego przejawów w twórczości, stosunkowo jest też rzadki w kulturze masowej. Można powiedzieć, że dopiero wchodzi na rynek kultury masowej. W codziennym życiu jest mniej rozpoznawalny aniżeli kult falliczny, co zapewne jest wynikiem pewnego treningu zachowań społecznych. Kult waginalny, jak i falliczny są fenomenem orientacji seksualnej, nie są natomiast chorobą czy patologią w ścisłym znaczeniu tego słowa. Stanowią nieprawidłowość w rozwoju psychoseksualnym, wykrzywiającą hierarchię wartości w osobowości i w kontaktach między płciami. Mogą też wiązać się z trudnościami w życiu osobistym, jeśli osoba partnera będzie reprezentowała kult bliźniaczy. Można przypuszczać, że w obecnych tradycjach emancypacyjnych kult waginalny będzie spotykany coraz częściej. ZESPÓŁ KASTRACJI W koncepcjach psychoanalitycznych zespół kastracji polegał na agresywnych zachowaniach kobiet, zmierzających do ośmieszenia, poniżenia, podporządkowania sobie mężczyzny w wyniku podświadomej zazdrości o członka. Dalszy rozwój psychologii głębi i różnych orientacji seksuologicznych zmodyfikował ten uproszczony punkt widzenia, wprowadzając pewne zróżnicowania. Łatwo każde agresywne zachowanie kobiety wobec mężczyzny tłumaczyć takim mechanizmem, zapominając o wielu przecież innych i pozaerołycznych źródłach agresji. Nie można równocześnie negować takiego mechanizmu występującego u różnych kobiet, czego dowodzi jasno dokładna historia ich życia. Temat jest o tyle złożony, że rywalizacje, walki o do-128 minację, napięcia związane z emancypacją, wyzwalające konflikty między partnerami, mają różne przyczyny i przejawy. Zachowania kasłracyjne kobiety polegają na deprecjacji męskości partnera, a wynikają z różnorodnych napięć i stłumień seksualnych. Te ostatnie biorą się z typowych, chociaż często nie uświadomionych przyczyn. Przejdę teraz do ich omówienia. Brak akceptacji własnej roli kobiecej Niejedna dziewczynka żałuje, że nie jest chłopcem. Może to wynikać z odczucia, że w domu spodziewano się chłopca, z silnej identyfikacji z dominującym ojcem, z dużych potrzeb do bycia dominującą (a dominacja jest u niej utożsamiana z męskością). Brak akceptacji swej płci może prowadzić np. do przyjmowania zachowań męskich w danej kulturze, podporządkowania sobie partnera, narzucenia mu swej dominacji itp. W tym mechanizmie może również znajdować się wspomniany psychoanalityczny motyw zazdrości o członka. Brak satysfakcji z roli kobiecej Wiele kobiet z zaburzeniami seksualnymi, tzw. zimnych, z brakiem adoracji ze strony mężczyzn, z poczuciem swej nieatrakcyjności jako kobiełyparłnerki, nie zaspokojonych seksualnie, przerzuca odpowiedzialność za swoje trudności na drugą płeć. Dzięki temu uwalniają się z kompleksów, z poczucia winy, niższości. Poczucie zanikającej atrakcyjności kobiecej, seksualnej Ten mechanizm, typowy dla omawianego zespołu paniki zamykających się drzwi, u jednych kobiet wzmaga zachowania kokieteryjne, u innych wyzwala zachowanie kasłracyjne. Sprzeczność w potrzebach dominacji i uległości Kobiety odczuwające potrzebę bycia akceptowaną, uzależnioną od mężczyzny, a jednocześnie pragnące same dominować, mogą przyjąć zachowania kastracyjne. Niekiedy przybiera to typową formę: świetna kochanka, partnerka oddająca się z zapamiętaniem swemu partnerowi - w pozaseksualnych relacjach usiłuje go sobie podporządkować, a nawet ośmieszyć, udowodnić samej sobie i innym, że nie jest od niego zależna. Niezaspokojenie potrzeb seksualnych W wyniku mniejszego temperamentu lub niesprawności partnera kobieta może prowokować zachowania kastracyjne, będące formą "karania" za niezaspokojenie potrzeb. Tendencje narcystyczne Tendencje takie typowe są u wielu kobiet, naturalnie wiążą się z zachowaniami kastracyjnymi, które mają tu charakter wykazania niższości płci męskiej w stosunku do kobiecej. 9 - Seks dojrzały 129 Przedstawiłem najbardziej typowe źródła zachowań kastracyjnych kobiet, a teraz warto przyjrzeć się bliżej tym zachowaniom. Mogą one przyjmować bardzo zróżnicowane formy; które poniżej opiszę. Zachowania agresywne wobec płci i seksualizmu męskiego Zachowania te polegają na próbach ośmieszenia budowy męskiej, przypisywania mężczyźnie roli trutnia, drwinach z jego małego temperamentu, wytykaniu mu niepowodzeń seksualnych itp. Niekiedy zdarza się bowiem, że kastracja psychiczna - przez wzbudzenie kompleksów i poczucia niższości u mężczyzny - wyzwala impotencję. Zachowania zmierzające do zamiany ról Role męskie i kobiece są różne w wielu kulturach, ale usiłowanie narzucania mężczyźnie roli kobiecej, a przyjmowanie męskiej, jest zachowaniem kasłracyjnym. Jest to zagadnienie dość trudne do oceny i drażliwe w dyskusjach. Obecne przemiany w obyczajach i stylu życia rodzinnego wiążą się z zacieraniem wielu dawniej typowo męskichkobiecych powinności i jest zrozumiałe, mnie natomiast chodzi o świadomy lub podświadomy mechanizm zmiany ról w celu narzucenia swego prymatu, dominacji. Dążenia zmierzające do wychowania sobie partneramężczyzny W kulturach Wschodu ten typ dążeń określa się "utratą twarzy" mężczyzny. Stopniowo jego osobowość ulega przeobrażeniom, zgodnie z narzuconym mu modelem i wzorcem. Jego podatność na te zmiany i utrata swej pierwotnej osobowości jest później źródłem podporządkowania i zaniku jego atrakcyjności. Zachowania zawoalowane, pozorowane Tego typu zachowania najtrudniejsze są w interpretacji, mogą bowiem wypływać z zupełnie innych mechanizmów. Przyjmują różne formy: rywalizacje zawodowe, przypisywanie roli kozła ofiarnego, deprecjacja moralna, niszczenie w oczach opinii czy też jej urabianie, rozdmuchiwanie pozorów, np. flirt utożsamiany z erotomanią iłp. Zachowania kastracyjne mogą być nieskuteczne, mogą stać się źródłem wielu napięć i konfliktów, walki, mogą również prowadzić do impotencji u mężczyzny, zaniku jego atrakcyjności u kobiety. Najczęściej wyzwalają nieokreśloność roli męskiej, jej nijakość. Jest to problem typowy dla współczesnej obyczajowości. Charakterystyczne, że kobiety z silnymi cechami kastracyjnymi uskarżają się na brak prawdziwych mężczyzn, zwłaszcza wówczas, kiedy ich zachowania okazują się skuteczne. Już nieraz wspominałem, że feminizacja oddziaływań wychowawczych (dom, przedszkole, szkoła) utrudnia samookreślenie się w roli męskiej, nic więc dziwnego, że w powiązaniu z przeobrażeniami obyczajowymi coraz więcej mężczyzn ujawnia cechy kastracji psychicznej. 130 ZESPÓŁ KSANTYPY Według tradycji, zresztą zweryfikowanej, żona Sokratesa - Ksantypa była zrzędliwą, oschłą, nadmiernie rygorystyczną kobietą, pozbawioną wyobraźni i zrozumienia dla jego osobowości, a zwłaszcza twórczości. Chociaż historia zrehabilitowała Ksantypę, pozostało jednak pojęcie zespołu Ksantypy, który oznacza specyficzny typ żon, o określonych cechach charakteru, jak: nadmierna, przesadna schludność, porządek, rytuał obowiązkowości, traktowanie partnera jak mebla, sprzętu, a instytucji domu jako nadrzędnej wobec dobra bliskich, ocenianie męża według kryterium sprawdzania się w narzuconej mu roli sprzętu - służebnika domu, brak wyrozumiałości, wyobraźni, zrzędliwość; w dodatku wszystkie te cechy z wiekiem pogłębiają się. Tego ty'• 131 pu partnerka może byłaby ideałem żony w obyczajowości mieszczańskiej, jest bowiem wierna, ma zasady, idealnie dba o dom. Jeśli tego typu kobieta zostaje partnerka ,,niezależnych duchów", twórczej osobowości, lubiącej improwizację, swobodę i nieskrępowanie we własnym domu - to musi dojść do sytuacji konfliktowych, a atmosfera staje się coraz trudniejsza do zniesienia. Bardzo często w tej odwiecznej walce płci mężczyźni przypisują swoim partnerkom różnorodne wady, w tym i należące do Zespołu Ksantypy. Obecnie może tego typu epitet ("Jesteś Ksantypa") jest rzadziej stosowany i zastępowany synonimami. Jeżeli jednak dokonamy analizy wszelkich skarg na żony, okaże się, że typ Ksantypy jest rzeczywistością może nie tak codzienną, ale występującą w niektórych związkach. Jeśli losy zaprowadzą nas do domu kierowanego przez typ Ksantypy, to dość szybko doświadczymy, na czym on polega: sztywność atmosfery, nadmierny porządek, ryłualizacja przyjęcia w formie trudnej do zniesienia etykiety, czystość jak w muzeum, sztywność poglądów, traktowanie męża jak mebla, a gości jako zła koniecznego, po których trzeba będzie przecież posprzątać, a tymczasem uważać, aby czego przypadkiem nie uszkodzili (wylanie płynu na obrus równa się nieszczęściu). Źródłem satysfakcji dla Ksanłypy jest pochwała jej schludności, zainteresowania domem, a sprawy ducha się trzeciorzędne. Pojęcie zespołu Ksantypy znane jest w psychologii i nie jest jedynie pojęciem potocznym. Struktura psychiczna tego typu kobiety może wyrażać osobowość sztywną, rygorystyczną, o mentalności drobnomieszczańskiej, swoistym narcyzmie, ale prawie zawsze - pozbawionej wyobraźni i fantazji. Istnieje znany związek między nadmierną schludnością, czystością, pedanterią a niskim poziomem wyobraźni, fantazji, wewnętrznej swobody, ekspresji. Osobowość Ksantypy najczęściej formuje się w wyniku błędnego wychowania, ale może też wyrażać postawę obronną wobec świata, siebie samej. W gruncie rzeczy jest to niezbyt szczęśliwy człowiek - zamknięty w świecie norm, rygorów, pedanterii, przeżywający bardzo wszelkie zakłócenia w tym świecie, a jednocześnie, skrycie zazdrosny wobec ludzi mogących żyć na luzie, swobodnie, towarzysko. Maleje krąg przyjaciół, znajomych, co przecież wynika z duszności atmosfery tego domu, ale fakt ten tłumaczony jest brakiem docenienia wartości uporządkowanego stylu życia, choć jednocześnie budzi rozgoryczenie i smutek. Nic zatem dziwnego, że kobietaKsantypa stopniowo znajduje coraz więcej powodów do zrzędliwości, utyskiwania i skarg. MEMENTO DLA KOBIET :K W t^^^^^^f \ Wielu seksuolo^^ f f^^^^^^^^^ \. gów z różnych kraZI^ f f ^^^^^^f \ jów podkreśla, że =^& ^f ^^^^^1 j w kontaktach mię^^j^ ^^f ^^ / dzy płciami zaczyna ^EEE^^, .^^f \^^ pojawiać się niepoŚ^~^^^^^^f \ kojąca tendencja: co'^Ś^•^^^^^^f [ł \ raz więcej mężczyzn ^^^^^y \ czuje się zmęczo^~^^f \ nych zabiegami o a~^^f \ trakcyjność wsółW | życia seksualnego u partnerek, a coraz więcej kobiet nasila swoje oczekiwania i wymagania wobec partnerów. Mówi się, że ten mechanizm prowadzi do rosnącego rozczarowania współżyciem u obu stron. Można powiedzieć, że z jednej skrajności powstała druga. Publikacje seksuologiczne sprzed kilkudziesięciu lał zgodnie podkreślały, że egoizm seksualny mężczyzn uniemożliwia wielu kobietom przeżywanie satysfakcji seksualnej: mnożyły się więc rady, jak należy dbać o partnerkę. One natomiast dowiedziały się z tych publikacji, iż nie ma kobiet oziębłych, są jedynie nieumiejętni partnerzy, a w seksualizmie kobiecym tkwi wiele potencjalnych możliwości. Mężczyźni zatem stopniowo zaczęli czuć się bardziej odpowiedzialni za doznania seksualne swych partnerek, a one coraz bardziej wymagające. Procesy emancypacji, rewolucja obyczajowa, nasiliły ten proces. Teraz, po upływie czasu, okazało się, że nastąpiło przerysowanie. Mężczyzna 133 czuje się coraz bardziej zagrożony wobec rozbudzonych wymagań i oczekiwań partnerki, niejednokrotnie doświadczonej seksualnie, a kobiety oczekują od mężczyzn, aby stanęli na wysokości zadania. Seks przestał być radosnym przeżyciem dla jednych i drugich. W dodatku lektury seksuologiczne uświadomiły wielu ludziom, iż ars amandi jest trudna sztuką i wymaga wielu ćwiczeń, pracy, znajomości psychologii. Niektórzy poradzili sobie z tą sytuacją dzięki predyspozycjom w tej dziedzinie, łatwości uczenia się, a także odporności psychicznej, dobremu temperamentowi seksualnemu. Inni natomiast, czując się przytłumieni nadmiarem wymagań, zaczęli bronić się przed nimi. Można założyć, iż ten właśnie mechanizm przyczynił się do nasilenia homoseksualizmu, bioseksualizmu, masturbacji przedłużonej do późnych lat życia małżeńskiego, unikania zbliżeń, odwracania się od seksu i spadku zainteresowania nim. Wielu młodych ludzi czuje się zmęczonych takim wymagającym seksem. Jest to również jedna z przyczyn różnych zaburzeń seksualnych u mężczyzn oraz dominacji czy wręcz agresywności seksualnej wielu kobiet. W celu przeciwdziałania zjawisku zmęczenia seksem u mężczyzn zaczyna się postulować nawrót do seksu spokojnego, traktowanego na luzie, bez udziwnień, ćwiczeń. Inni popierają nawrót mody retro, jeszcze inni krytykują seksuologię, iż stała się szkołą robotów seksualnych. Ja również coraz częściej spotykam wśród pacjentów zjawisko zmęczenia seksem i tajoną agresywność mężczyzn wobec kobiet. Zdarzają się przypadki, kiedy partnerka w obecności partnera krytykuje go, że zbyt rzadko z nią sypia i nie stara się o atrakcyjność współżycia, tymczasem partner ma już szczerze dość zabiegania o jej zadowolenie, zaspokojenie jej oczekiwań i woli poczytać dobrą książkę, posłuchać muzyki, porozmawiać z kolegami. Tego typu sygnałów ostrzegawczych nie należy lekceważyć, mówią one bowiem o zmianach relacji między płciami. Pod wpływem takich sygnałów reformuje się edukację seksualną na świecie (wystarczy chociażby przytoczyć przykład Szwecji, która odeszła od pierwotnej wersji nauczania w tej dziedzinie). Uczynienie mężczyzny w pełni odpowiedzialnym za satysfakcję seksualną kobiety jest nieporozumieniem, wszystko bowiem zależy od obojga partnerów. SEKS INTELEKTUALIZOWANY Tradycyjna rola męska wiązała się z dominacją w związku, z poczuciem posiadania kobiety, stawiania jej określonych wymagań co do wierności, a w przypadku zdrady z jej strony - pobudzała do ostrych, karzących zachowań (bicie, rozstanie, okresowa separacja, zmiana uczuć itp.). Postawa ta nie była skuteczną barierą wobec zdrad, ale były one ukrywane, a w przypadku ujawnienia, jeżeli nawet następowały ostre reakcje ze strony mężczyzny, to dochodziło niekiedy do pogodzenia się, a sam fakt zdrady był oceniany jako niewierność, nielojalność, przypominany w sporach, ale bez drążenia w jego techniczny przebieg. W obecnych przemianach obyczajowych i zacieraniu się różnic między rolami seksualnymi, dochodzi do tego, 135 że ostre reakcje coraz częściej zastępowane są uczuciowymi (rozpacz, płacz, przygnębienie) lub inłelekłualizowanymi, do których m.in. należy postawa badawcza. Wiele można by pisać o charakterze przemian obyczajowych i przyczynach zacierania się granic między rolami seksualnymi, ale jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest zapewne nadmierna intelektualizacja spraw seksu i współżycia w wyniku upowszechniającej się wiedzy na te tematy. Coraz częściej obraz udanego współżycia seksualnego budowany jest na naukowych fundamentach i sprawia wrażenie, że trzeba ukończyć uniwersytet seksuologiczny, aby sprostać takiemu zadaniu, jakim jest zadowolenie seksualne partnerki. Nic zatem dziwnego, że inny partner traktowany jest nie jako ktoś zabierający moją własność, burzący świat norm i zasad współżycia dwojga ludzi, lecz jako inny nauczyciel seksualny lub dostarczyciel rozkoszy, wobec którego odczuwa się zagrożenie, lęk wyzwalający pragnienie, aby dla partnerki być lepszym od tamtego. Rola męska jest zatem utożsamiana z rolą seksualną, a seksualna z poziomem świadczenia usług seksualnych. Celem współżycia seksualnego staje się w ten sposób nie tyle pogłębienie więzi uczuciowej, zjednoczenie partnerów, co coraz wyższy poziom satysfakcji seksualnej, intensywność orgazmu, złożoność techniki seksualnej. Tego rodzaju postawa eliminuje seks radosny, ciepły, autentyczny, relaksowy na rzecz seksu zadaniowego, wzbudzającego niepewność i lęk przed jutrem, stopniem usatysfakcjonowania partnerki. Popularne porzekadło mówi, że "nie ma dymu bez ognia" i rzeczywiście seks zadaniowy jest wynikiem specyficznej emancypacji części kobiet, które nastawione są na seks ekstatyczny, dostarczający im coraz większych doznań, przyjemności orgazmowych, a ocena partnera, iż "jest dobry w łóżku" staje się najwyższym uznaniem roli męskiej. Tego typu nastawienie sprawia - co potwierdzają opinie wielu seksuologów zachodnich - iż coraz więcej partnerów czuje rozczarowanie współżyciem seksualnym, sobą, tym stałym dopingowaniem siebie, co w efekcie prowadzi do nerwic seksualnych, zmęczenia, zaostrzenia się napięć między płciami. Na szczęście tego typu orientacja nie jest powszechna i we współżyciu wielu związków dominuje seks więziotwórczy, uczuciowy, opierający się na wartościach, a nie seks zadaniowy, kult techniki i ekstazy. KULT FALLICZNY Kulturowa dominacja mężczyzn m. in. wyrażana była przez fallizm, czyli nadanie członkowi męskiemu pierwszoplanowego znaczenia w ars amandi oraz w erotyzmie. W wielu kulturach fallizm wiązał się również z podkreślaniem znaczenia płodności. Różnorodne kamienne słele, obeliski, rzeźby o łypie fallicznym wyrażały prymat seksualizmu męskiego. W kulturach dworskich starożytnego Rzymu, libertyńskiej Francji fallizm poza obyczajowością seksualną znajdował swój wyraz w sztuce: piękne posążki, drobiazgi biurkowe, rysunki o łypie fallicznym podkreślały pół żarłem, pół serio łę samą ideę, że w erotyzmie dominuje mężczyzna, a we współżyciu seksualnym fallus. W postawach wobec seksu, płci, zachowały się elementy fallizmu 137 u wielu mężczyzn, wyrażające się w formach narcystycznych, kulcie potencji, w obiegowych poglądach co do znaczenia wielkości członka dla przeżyć seksualnych kobiety. Świadomość własnej sprawności seksualnej, zadowolenie z wielkości swych narządów płciowych i szybkiego ich reagowania w sytuacji intymnej, u wielu mężczyzn wyzwala dumę i poczucie dużej wartości męskiej. Od kobiety oczekują oni uległości, podziwu dla ich budowy i potencji, adoracji. Potrzeba pieszczot ze strony partnerki nie tyle ma znaczenie uczuciowe, więziotwórcze. co adoracyjne i zaspokajające męskie poczucie dumy. Fallizm w ars amandi wyraża się tym, że mężczyzna czuje się zdobywcą i panem kobiety, potwierdza w akcie seksualnym swoją wartość i siłę, a stosunek w języku erotycznym kojarzy się z walką, zdobywaniem ("wtargnąłem do wnętrza", ,,nadziałem ją", "posiadłem ją"). Fallizm w postawach wobec kobiet wyraża się w przyjęciu wobec nich pozycji "nad", prawa własności. Zatem kobieta jest własnością mężczyzny, a kolejne zdobycze podkreślają ideę wartości męskiej. Fallizm w prymitywnej formie ogranicza się do zdobywania kolejnych kobiet, natomiast w wyższej formie wiąże się z potrzebą doprowadzenia partnerki do orgazmu, intensywnych doznań, świadczących o wartości jej partnera. W fallizmie strukturę seksualną sprowadza się do wymiaru biologii, a najważniejszym narządem jest członek męski. Zrozumiałe zatem, iż wszystkie zaburzenia seksualne są utożsamiane ze sprawnością członka. Leczenie ma polegać na przywróceniu jego sprawności przez środki dopingujące. Wyklucza się natomiast rolę rozumu w życiu seksualnym, czyli świata emocji, świadomości, postawy. Dla mężczyzny uformowanego w kulcie fallicznym wszelkie zaburzenia dotyczące członka stają się dramatem przesądzającym o poczuciu małej wartości męskiej. Kompleks małego członka, słulejka, skrzywienie osi członka w słanie erekcji, niepełna erekcja, trudność w jej uzyskaniu negują wartość męskiego JA i wzbudzają lęk wobec kobiety. Fallizm jest jedną z częściej spotykanych barier w partnerstwie seksualnym. Sam fakt postawy "nad" wobec kobiety wyklucza ideę partnerstwa. Niejedna kobieta, wychowana w kulcie fallizmu, sprowadza wartość męskości do biologicznego wymiaru. Chce być zdobywana, posiadana, ceni sobie szybkość powstawania erekcji i jej wielkość u partnera, natomiast zaburzenia erekcji negują wartość partnera. We współczesnej kulturze więzi partnerskiej fallizm jest przeżytkiem, dla wielu śmiesznym, dla innych niezrozumiałym. Niejeden związek rozpadł się dlatego, że kobieta oczekiwała od partnera innych wyrazów męskości oraz buntowała się wobec sprowadzania jej do roli podporządkowanej wobec mężczyzny. Potrzeba partnerstwa ujawniana przez kobietę może być negowana przez partnera z kultem falicznym, a świat kobiecy jest krytykowany i traktowany agresywnie za usiłowanie zmiany odwiecznego porządku rzeczy. 138 Typologie określają najbardziej charakterystyczne cechy ludzi, m.in. dzieliły ich na ludzi czynu, refleksyjnych, sentymentalnych iłp. Jednym z typów jest człowiek nastawiony na działanie, aktywność zewnętrzną, wyżywający się w pracy. Można to nazwać prometejską postawą życiową. U części ludzi ta postawa przybiera posłać skrajną, kiedy ukierunkowanie na działanie, pracę przesłania całkowicie świat wewnętrzny, autorefleksję, poznawanie siebie. Proces taki z reguły postępuje stopniowo, zafascynowanie swą aktywnością narasta aż do zagubienia swego JA. Można nawet powiedzieć, że ten łyp człowieka jest bardzo rozpowszechniony we współczesnym świecie cywilizacji technicznej. 139 Wielu moich pacjentów, opisujących swoje życie, przedstawia je jako nieustanny ciąg działań, aktywności, przerywany krótkim snem. Nie zawsze można znaleźć uzasadnienie takiego życia w charakterze wykonywanej pracy, są po prostu tak nią zauroczeni, że identyfikują się z nią, poświęcając jej całą swoją energię psychiczną. Prowadzi to jednak do pewnych konsekwencji. Stopniowo zanika zdolność odprężenia się, relaksu, wszechstronności życia, narasta presja czynu, obowiązków, przymusu działania. Dochodzi do tzw. nerwicy niedzielnej, kiedy nie wiadomo, co zrobić z wolnym czasem i wynajduje się preteksty do kontynuowania swej pracy. Zaczyna unikać się urlopów lub skraca się je do kilku dni, ale nawet i wtedy świadomość jest zaabsorbowana pracą. Życie rodzinne istnieje w sensie formalnym, następuje psychiczne wyłączenie się z niego. Spotkania z członkami rodziny są krótkie i ograniczają się do spraw organizacyjnych, materialnych, brak rozmowy, bycia ze sobą. Rozwój takiej formy życia prowadzi do aleksytymii - zjawiska coraz częściej spotykanego. Nazwa brzmi uczenie, oznacza jednak nadmierny przerost JA - społecznego, zewnętrznego i atrofię JA - wewnętrznego. Aleksytymia charakteryzuje się: Niezdolnością do opisywania i określania swych nastrojów, przeżyć. Określa się je skrótami "jest mi dobrze", "jest mi źle", brakuje natomiast cieniowania swych uczuć, które są zubożone, tłumione, niejasne. Zanikiem wyobraźni. Myślenie staje się nadmierne, konkretne i rzeczowe, nastawione na teraźniejszość, a myślenie o przyszłości dotyczy jedynie pracy i własnej pozycji. Działalnością zawodową i społeczną, która jest bezustanna, ciągła. O niej myśli się bez przerwy, zaczyna się i kończy dzień rozważaniem tego, co należy zrobić. Zanikiem autorefleksji. Traci się zdolność poznawania siebie, wczuwania w siebie. Zanikiem odprężenia, relaksu. Napięcia związane z działalnością, przeżyciami kumulują się, co wpływa na pogorszenie snu, nerwowość. Aleksytymia (nie zajmuję się aleksytymią patologiczną, która towarzyszy niektórym procesom chorobowym) odbija się niekorzystnie na życiu seksualnym. Powstają reakcje nerwicowe (zaburzenia wzwodu, czasu trwania współżycia), pogarsza się więź erotyczna z partnerem, może też powstać impotencja z wyczerpania, z nadmiernego zmęczenia. Współżycie zaczyna tracić swój relaksujący, radosny charakter i zaczyna ciążyć na nim atmosfera czynu, aktywności nastawionej na efekt, jakim jest orgazm i potwierdzenie sprawności. Tego typu 140 pacjenci oczekują w leczeniu środków dopingujących, hormonalnych lub szukają poprawy przez sprawdzenie się z innymi partnerami. W trakcie rozmowy nieraz przyznają rację, że nadmierne zapracowanie może rzutować na jakość ich życia seksualnego, lecz nie widzą możliwości zmiany tego stanu rzeczy, zbyt są bowiem wciągnięci w kierat tej aktywności. Początkowo urlopy ratują sytuację i życie seksualne poprawia się. Po pewnym czasie to nie wystarcza, a narastające konflikty z partnerem pogarszają zaburzenia seksualne. Konflikty te wypływają z kilku źródeł; zaburzenia we współżyciu, narastające poczucie osamotnienia partnera, tendencja "od" w związku tracącym kontakt ze sobą, poczucie bycia na dalszym planie w życiu nadmiernie aktywnego partnera iłp. Aleksytymia oznacza niewłaściwą ewolucję rozwoju osobowości i trudności seksualne, małżeńskie stanowią jeden z jej objawów. Nie tyle leczenie jest potrzebne, co reorientacja sposobu myślenia i życia. Sam fakt "nakazania sobie" autorefleksji niewiele zmieni, jeżeli nie rozpocznie się procesu autorefleksji, sztuki odprężenia, relaksu. Stąd w procesie terapeutycznym pomaga się początkowo pacjentowi przez zwrócenie jego uwagi w kierunku wewnętrznego JA, uczy się go technik relaksacyjnych, a dopiero po pewnym czasie pomaga się w osiągnięciu poprawy seksualnej. Niekiedy poprawa współżycia w wyniku wypoczynku rodzi euforię i przekonanie o wyleczeniu. Jest to złudne, poprawa jest bowiem przejściowa. Dopiero zmiana stylu życia, umiejętność odprężenia się, mogą wyzwolić trwalszą poprawę. To wszystko musi być poprzedzone zmianą hierarchii i zgodności w realizowaniu siebie w roli zawodowej, małżeńskiej, rodzinnej, społecznej i samorozwojowej. Niektórzy nazywają aleksytymię chorobą dyrektorską, "biznesmenów", co częściowo odpowiada prawdzie. Aleksytymia może powstawać w wyniku potrzeby ucieczki w hiperaktywność. Można w ten sposób uciec od niepokojów związanych z własnym JA, z życiem rodzinnym i małżeńskim, może też zagłuszać niepokój egzystencjalny. Aleksytymia jest jednym z wielu źródeł zaburzeń i trudności seksualnych, które raczej rzadko mają czysto seksualne przyczyny. Podkreślam to dlatego, że nazbyt często ujawniają się mechanistyczne postawy, upatrujące źródła zaburzeń seksualnych głównie w biologii, w brakach techniki seksualnej. MIT ODYSEUSZA Najwięcej relacji o niezdolności opanowania się pochodzi od osób z problemami samozaspokajania się. Zwrot "to jest silniejsze ode mnie" jest typowym sformułowaniem swego problemu. Podobnie wiele osób tłumaczy swoje przypadkowe kontakty seksualne, motywując je zapomnieniem się, niemożliwością opanowania. Można by na podstawie tego typu relacji wysunąć dwie hipotezy. Jedna, że seks jest potrzebą, której nie można się oprzeć i jest się wobec niej bezbronnym i podporządkowanym. Druga - że są osobowości niezdolne do opanowania się w sferze seksualnej, wyjątkowo podatne wobec niej, pozbawione wewnętrznych barier. Czy 142 rzeczywiście istnieje taki dełerminizm seksu, osobowości? Wiadomo, że są fazy rozwoju psychoseksualnego i pewne słany sprzyjające trudnościom w samoopanowaniu seksualnym. Należą do nich np.; okres dojrzewania, wpływ alkoholu, sytuacje erotyczne, niedojrzałość psychiczna, długa przerwa w kontaktach seksualnych itp. Mogą zatem zaistnieć sprzyjające warunki, w których natężenie potrzeb seksualnych jest wyjątkowo duże przy jednocześnie słabych wewnętrznie barierach. Czy jednak przekracza to możliwość wytrzymałości psychicznej? Tylko niektóre nieprawidłowe osobowości reagują tak silnie na bodźce seksualne, bez żadnych zahamowań, i rzeczywiście realizują potrzeby seksualne w poczuciu wewnętrznego przymusu nadmiernej uległości. Są to jednak rzadkie sytuacje. W większości przypadków pod stwierdzeniem "to jest silniejsze ode mnie" kryje się zwolnienie siebie z poczucia odpowiedzialności, winy, wysiłku, przerzuca się bowiem odpowiedzialność na coś zewnętrznego wobec JA. Istnieją również pewne stany psychiczne, swoiste kolce psychiczne, sprawiające, że akurat w danej sferze zachowań ujawniamy wyjątkową podatność na określone sytuacje. Mogą one wytworzyć się wówczas, gdy powstały już pewne nawyki, przyzwyczajenia, uwarunkowania. Zrozumiałe, że jeśli takie sytuacje powtarzają się, to pogłębiają uległość i poczucie bezradności wobec nich. Czy jednak i wtedy jesteśmy zupełnie bezradni? Istnieje znany mit Odyseusza, który jest przykładem literackim trudnej sytuacji, podatności, poczucia niemożności sławienia oporu. Jak pamiętamy z Odysei Homera, Odyseusz wiedział, że śpiew syreni pozbawia ludzi zdolności oporu, a jego silnie kuszący wpływ działa tak mocno erotycznie, że nie można się temu oprzeć, co później prowadzi do przykrych konsekwencji. Odyseusz nie chcąc ulec, kazał swoim towarzyszom podróży przywiązać siebie do masztu, a im polecił zatkać uszy woskiem. Polecił im również zdecydowane działanie, jeżeli nawet będzie ich prosił o odwiązanie od masztu, l tak się słało. Słysząc piękny śpiew syreni poczuł się jakby był w raju, żądał wypuszczenia go. Dopiero po przepłynięciu niebezpiecznej cieśniny i oddaleniu się z fatalnego miejsca odzyskał zdolność zapanowania nad sobą. Mit Odyseusza wskazuje, że w sytuacjach szczególnie trudnych, kiedy przewiduje się niezdolność stawiania oporu, a jednocześnie własną podatność, można świadomie stworzyć barierę. W zasadzie każdy z nas ma w sobie coś z mitu Odyseusza i musi stwarzać bariery. Literacki archetyp jest bardzo opisowy, a jednocześnie symboliczny. Jedynie my sami możemy wiedzieć, jakiego typu bariera jest realna, możliwa. Pierwszym typem takiej bariery jest po prostu unikanie sytuacji prowadzącej do wiadomych następstw. Jeżeli np. ktoś wie, że pod wpływem alkoholu jest niezdolny do samoopanowania, to unikanie alkoholu w takiej sytuacji okaże się skuteczną barierą. 143 Przykłady tego typu racjonalnych barier można mnożyć i w zasadzie każdy dysponuje taką możliwością sprostania zadaniu. W leczeniu różnych problemów seksualnych stosowane są również metody polegające na umiejętności stwarzania barier w określonych sytuacjach lub na świadomym omijaniu tych sytuacji. Zapewne pierwsze kroki są niezwykle trudne, ale podobnie jak istnieje stereotyp reakcji uległych, tak powstaje i stereotyp reakcji obronnych. Nawyki można tworzyć w różny sposób. Zgodnie z tą zasadą kształtuje się przecież zręby dojrzałości psychicznej, zdolności samoopanowania seksualnego, jak również pozytywne stereotypy zachowań seksualnych. W micie Odyseusza mamy poza strategią sytuacji również i określoną postawę, motywację Odyseusza; on po prostu świadomie chciał stawiać czoła trudnościom w imię innych wartości. W wielu sytuacjach wszystko zależy od motywacji i celu naszych zachowań. Motywacje mogą być prawdziwe, ale i pozorne. Można np. być przekonanym o determinizmie swych zachowań, istnieje bowiem potrzeba takiego determinizmu. Mit Odyseusza jest przykładem rozwiązania własnego problemu, znalezienia wyjścia w przypadku istnienia sprzecznych motywów "chcę" i ,,nie chcę"; decydujący jest jednak cel nadrzędny. Archetyp Odyseusza wskazuje, że siłę wewnętrzną znajduje się nie tyle w samym "nie chcę", ile w sposobie realizacji tego "nie chcę". ZESPÓŁ TRISTANA W patriarchalnej kulturze europejskiej przez całe wieki formowała się swoista obyczajowość seksualna, której źródła sięgają do tradycji judeochrześcijańskich, świata kultury antycznej, tzw. kultur narodowych. Jedną z charakterystycznych cech tej obyczajowości była aktywność mężczyzny w okresie zalotów, przezwyciężanie rzekomego lub jawnego oporu kobiety (co należało do kanonu kokieterii), dominująca rola w życiu seksualnym. Przeszkody wyzwalały wzrost namiętności, pożądania, aktywności, w rezultacie tzw. owoc zakazany słał się typowym zjawiskiem erotyki europejskiej. Przekroczenie przeszkody, zlikwidowanie bariery, zerwanie owocu zakazanego mogło usunąć podświadomy czynnik mobilizujący i w rezultacie namiętność gwałtownie spadała, miłość seksualna ulegała spaleniu. Typowym tego przykładem jest chociażby sytuacja związana z domaganiem się 10 - Seks dojrzały 145 tzw. dowodu miłości u nastolatków, również część małżonków przekonuje się po ślubie, że ich współżycie przedmałżeńskie było bardziej udane, satysfakcjonujące niż współżycie seksualne po ślubie. Tego typu zjawisko określamy mianem zespołu Tristana i Izoldy. Mężczyzna wychowany w tego typu konwencji, obyczajowości seksualnej może mieć poważne trudności w swym życiu seksualnym, jeżeli trafi na emancypowane, aktywnie seksualne partnerki. W jego podświadomości tkwi potrzeba zdobywania, przezwyciężania oporu kobiety. Jej aktywność, brak oporów nie wyzwala namiętności - nie ma czynnika mobilizującego. Mamy wówczas do czynienia z tzw. Zespołem Tristana. Zmiana roli mężczyzny, poczucie zagrożenia ze strony kobiety, jej partnerska i wymagająca postawa są obecnie bardzo często przyczyną zaburzeń seksualnych u mężczyzn, a oziębłość seksualna kobiety może być wyrazem protestu i niechęci wobec partnera. Znany psychoanalityk francuski Ren6 Nellii pisze: ,,Wszyscy lekarze wiedzą, jak bardzo rozpowszechniana jest wśród młodych mężczyzn ta forma niemocy płciowej (przedwczesny wytrysk nasienia)... jest zazwyczaj tylko wynikiem chwilowego poczucia niższości. Odczuwa je przyjaciel... skazany na ,,działanie", w które wchodzą elementy równocześnie zależne i niezależne od woli, w obecności młodej kobiety często znacznie bardziej od niego doświadczonej, która w gruncie rzeczy może tylko sobie czekać i... sądzić. Jest przejęty i obezwładniony troską o okazanie jej swojej męskości i wyższości całej płci męskiej, co dawniej nie budziło najmniejszych wątpliwości i było przez nieświadome i posłusznie poddane kobiety naiwnie przyjmowane jako pewnik bez żadnych dowodów". Rola samogwałtu (onanizmu, samozaspokajania się) może tu mieć dość istotne znaczenie. U jednych mężczyzn samogwałt staje się formą ucieczki od trudnej dla nich sytuacji (co jest często spotykane i w małżeństwie). U innych samogwałt powiązany jest z wyobrażeniami i fantazjami, w których kobiecie przypisuje się urodę i bierność, a sobie aktywność. Tego typu fantazje mogą tak dalece ulec utrwaleniu, że konfrontacja z rzeczywistością uniemożliwia współżycie seksualne, brak bowiem powtórzenia się oczekiwanej i chcianej sytuacji. Z tego punktu widzenia samogwałt może mieć niepożądane następstwa dla współżycia seksualnego. U części osób podobnie ujemny jest mechanizm następstw fascynowania się pornograficznymi wydawnictwami. Ten, jak i wiele innych przykładów, jest dowodem, jak istotne są wzajemne powiązania biologii z kulturą, przemian obyczajowych ze światem psychicznym. Samo rozpoznanie takiego, czy innego zespołu, zaburzenia, nie prowadzi do jego usunięcia. Potrzebne jest rozpoznanie w sobie tych nieraz głęboko ukrytych mechanizmów powstawania trudności, zaburzeń, zmiana postawy wobec męskościkobiecosci, w której akceptuje się partnerstwo, wzajemną aktywność. Jeżeli okazuje się, 146 że rozbudowywany świat marzeń, samozaspokajania się jest przeszkodą dla współżycia seksualnego - należy stopniowo go zmniejszać, eliminować. Samo współżycie seksualne należałoby poprzedzić czymś więcej niż tylko chceniem, nawet jeżeli występuje ono u dwojga osób. Współżycie seksualne wymaga pewnego tła psychicznego, postawy wzajemnej życzliwości, poczucia bezpieczeństwa, co może dać jedynie miłość. Zespół Tristana, wyrażający potrzebę zdobywania, pokonywania oporu kobiety przez mężczyznę nie jest bynajmniej rzadko spotykany i w obecnej obyczajowości erotycznej. Nie chodzi w nim jedynie o "zdobywanie kobiety", co zdaje się być podstawowym problemem. Głębszą treść tego zespołu ujawnia analiza postaw wobec seksu takiego mężczyzny, który w osobie partnerki szuka poczucia bezpieczeństwa, wierności, zdolności do stałości uczuć i pewnej wyłączności w życiu seksualnym. Fakt braku jakichkolwiek oporów przed przysłowiowym pójściem do łóżka to nie tylko sprawa dopingu seksualnego, lecz także test wierności i stałości danej kobiety. Łatwość nawiązywania więzi seksualnej przez kobietę nie daje poczucia bezpieczeństwa mężczyźnie ("może ze mną, to może i z innym"). W wielu wypadkach mężczyźni stosują tego typu praktyczne testy zachowań kobiety. Zespół Tristana z pewnością wyraża tradycyjną obyczajowość i ogranicza się do dominującej roli mężczyzny zdobywającego kobietę; obecnie wiele kobiet ceni sobie zdobywanie mężczyzny i również oczekuje gwarancji wierności i stałości z jego strony. KOMPLEKS QUASIMODO Poczucie własnej nieałrakcyjności, posiadania widocznego dla innych braku, jest jednym z boleśniejszych doświadczeń człowieka. Rodzi poczucie krzywdy ("dlaczego mnie ło właśnie spotkało"), dystansu wobec innych i wyczulenia na sposób traktowania. Świat psychiczny JA koncentruje się na owej opozycyjności JaŚ INNI, która może być przełamywana w różny sposób. U jednych - dzięki uzyskanym sukcesom - np. pozycji społecznej, wykształcenia, tytułów, majątku wyrównuje się poczucie własnej wartości, u innych istnieje potrzeba więzi z podobnymi sobie, którzy dają dzięki temu poczucie bezpieczeństwa. Znane jest przecież zjawisko zawierania małżeństw przez partnerów z podobnymi problemami. Istnieje również mechanizm obrony polegający na autoironii, dystansie wobec siebie, 148 uzewnętrzniany wobec innych. Dzięki niemu z jednej strony neutralizuje się możliwe przejawy dystansu otoczenia, a z drugiej zyskuje się uznanie, akceptację. Mechanizmów obronnych jest zresztą wiele, ale w interesującym nas przedmiocie chciałbym przedstawić mechanizm zwany kompleksem Quasimodo. Polega on na powstaniu dystansu, izolacji wobec ludzi, bariery wobec drugiej płci, która wzbudza sprzeczne uczucia: wrogości i pragnienia zbliżenia, idealizowania i pomniejszania wartości. Świat własnej płci również wzbudza podobne skrajności, zwłaszcza zazdrości i potrzeby więzi. Również własne JA też ulega rozdarciu, ponieważ własne ciało nie jest akceptowane, rodzi obcość* wrogość. W skrajnej postaci brak akceptacji własnego ciała może generalizować się na całą osobowość. Zrozumiałe zatem, iż kompleks Quasimodo często prowadzi do stanów lękowych, nerwic, postaw antysocjalnych. Relacje z drugą płcią są pełne napięcia, trudności. Mogą wiązać się z nasileniem potrzeby więzi seksualnej, akceptacji lub też odwrotnie - rezygnacji z nich. Kompleks Quasimodo polega na przyjęciu postawy rezygnacji z więzi partnerskich, wiąże się z tłumieniem potrzeb seksualnych, z częstym ujawnianiem wrogości wobec seksu. Podobne więzi spotykamy w charakterystycznych typach związków: Związki kontrastowe z partnerem o wyjątkowo wysokim poziomie lub znacznie wyższym poziomie atrakcyjności zewnętrznej. Tego typu związek potwierdza poczucie własnej wartości, jest wyrazem stwierdzenia: ,,Widzicie, stać mnie na takiego partnera". W przypadku drugiej osoby motywacją związku może być np. opiekuńczość lub inne motywy, może być również więź uczuciowa. Znane jest np. powiedzenie Taylleranda, iż dla kobiet ważna jest pozycja, pieniądze i jakaś ułomność mężczyzny, która wzbudza w nich odczucia macierzyńskie. Związki sadomasochisfyczne, w których partnerzy dobierają się na zasadzie przystosowania do struktur sadystycznomasochistycznych osobowości. Związki z bogatą więzią seksualną, w których osoba dotknięta wspomnianym kompleksem wyrównuje poczucie nieatrakcyjności zewnętrznej atrakcyjnością w roli partnera seksualnego. KOMPLEKS MEDUZY Według mitologii greckiej Meduza była córką Foryksa, mądrego starca morskiego, i była bardzo piękna. Kiedy oddała się Posejdonowi w świątyni Ateny, bogini była oburzona profanacją i zamieniła Meduzę w potwora o płonących oczach, których spojrzenie zamieniało człowieka w kamień. Jej krew z lewej strony ciała wskrzeszała zmarłych, a z prawej miała wielką moc niszczącą. Syn Danae i Zeusa - Perseusz, wielki bohater mitologii, uciął głowę Meduzie unikając patrzenia jej w oczy (zasłonił się tarczą), a z kropel jej krwi wylęgły się jadowite węże. Tyle mitologia. Motyw Meduzy nie ograniczył się jedynie do mitologii 150 i znany jest w literaturze i sztuce europejskiej jako symbol kobiety fatalnej, groźnej, zniewalającej. W psychologii i seksuologii kompleks Meduzy oznacza reakcję lękową mężczyzny, której bodźcem wyzwalającym jest wyraz oczu, mimika kobiety. Mężczyzna mający w sobie pogotowie lękowe w przypadku zetknięcia z mimiką kobiety, którą odbiera zagrażające, może ujawniać różne formy lęku: lęk obezwładniający, jakby stan zahipnotyzowania, zniewolenia, strachu lub lęk pobudzający do agresji, walki. Przy okazji chciałbym wspomnieć, że w niektórych przypadkach przestępstw seksualnych bodźcem wyzwalającym był właśnie kompleks Meduzy, a agresja była formą panicznej obrony ze strony mężczyzny. Na podstawie danych z literatury naukowej oraz własnych badań mogę wyodrębnić następujące, typowe przyczyny rozwoju kompleksu Meduzy: Uwarunkowania wczesnodziecięce, np. reagowanie lękiem na mimikę matki, która karała ostrym spojrzeniem. Uwarunkowania lękowe na mimikę kobiet, które karciły spojrzeniem, reagowały w ten sposób krytycznie, odrzucały uczuciowo - np. kobiety z kręgu rodziny, nauczycielki, sympatie. Zakodowane reakcje lękowe z nieudanych kontaktów seksualnych, kiedy partnerka ujawniała wyrazem oczu swoją dezaprobatę, rozczarowanie, gniew, wściekłość. Poczucie niższości i małej wartości w roli męskiej i seksualnej oraz wynikające z nich wyczulenie na mimiczne reakcje kobiet, często interpretowane jako odrzucenie, ośmieszenie, złość, agresja. Podświadomy mit kobiety fatalnej, czyli postawa ambiwalencji, lęk wobec kobiecości. Kompleks Meduzy jest zatem utrwaloną postawą zagrożenia i lęku, a w sprzyjających okolicznościach wyzwala reakcję lękową. Należy do jednej z przyczyn trudności i zaburzeń seksualnych, trudności w kontaktach z kobietami, nieśmiałości wobec nich. Może być również przyczyną zachowań agresywnych, a nawet sadystycznych. Mężczyzna studiuje mimikę kobiecą i odbiera z niej informacje o postawie wobec siebie. Łatwo można sobie wyobrazić, iż często odbierane sygnały mimiczne są zniekształcane przez lęk i wówczas przypisuje się danej kobiecie nieprawdziwe uczucia, postawy. Może się również zdarzyć, iż odbiera się trafnie sygnały wyrażające negatywne postawy i uczucia, ale reakcja na nie jest nadmiernie silna, zabarwiona lękiem. Jeżeli dokładniej przyjrzymy się temu zjawisku, to należy przyznać, iż kompleks Meduzy nie jest egzotycznie rzadkim zjawiskiem. 151 Najczęściej jest on przełamany w wyniku udanej więzi uczuciowej, akceptacji ze strony partnerki, satysfakcjonującego współżycia seksualnego. Potwierdzenie siebie jako mężczyznypartnera eliminuje ten kompleks, który - podobnie jak inne - zostaje rozładowany. U niektórych mężczyzn pozostaje w formie zniekształconej, zmienionej i np. spotykamy go w twórczości artystycznej (np. nienaturalne eksponowanie mimiki kobiecej), literackiej (dokładne opisy mimiki, wyrazu oczu kobiet), w snach. U innych mężczyzn pozostaje jako wyczulenie na mimiczne wyrażanie postaw przez kobiety. Z powyższego zdaje się wynikać, że tylko mężczyźni reagują lękiem na mimikę kobiet, co nie jest prawdą. Wiele kobiet ma podobne reakcje wobec mimiki męskiej i podobną genezę rozwoju tego lęku. Rzecz w tym, że nazwy kompleksów i zespołów zostały stworzone przez mężczyzn i kompleks Meduzy w odwróceniu ról czeka na swoją nazwę. Jest jednak pewna różnica. Kompleks Meduzy ma określone tradycje kulturowe, a w przypadku reakcji lękowych u kobiet tego typu tradycji w kulturze Zachodu nie spotyka się. Lęk wobec mimiki męskiej jest u kobiet bardziej nerwicową reakcją, najczęściej zakodowaną w procesie wychowania w rodzinie, kiedy posłać ojca budziła lęk. Lęk ten jest przenoszony następnie na innych mężczyzn i może znaleźć szczególne ujście w relacjach seksualnych. KOMPLEKS KAINA W psychologii głębi kompleks Kaina oznacza rywalizację braci o miłość ojca, czego pierwowzorem w naszej kulturze jest biblijny konflikt między Kainem a Ablem. W seksuologii kompleks Kaina poszerza się na zachowanie rywalizacyjne między rodzeństwem, bez względu na płeć, co ma znaczenie w niektórych przypadkach zaburzeń seksualnych, wynikających z trudności nawiązywania więzi uczuciowych, z postawy rywalizacyjnej wobec przedstawicieli tej samej płci. W popularnych opracowaniach z seksuologii pisze się najczęściej o wczesnodziecięcych powiązaniach z rodzicami, rzadziej z rodzeństwem. Jest to o tyle słuszne, iż więź psychiczna z rodzicami jest 153 jakby małrycą więzi uczuciowych w wieku dojrzałym. Pięknie i przejrzyście pisze o łym A. Kępiński w "Psychopatologii życia seksualnego". Rola pierwszych, rodzinnych doświadczeń jest łułaj bezsporna, chociaż nie są one jedyne i przesądzające. Warło jednak zwrócić uwagę na rzadziej opisywany, ale istniejący kompleks Kaina. Na przykład badania Nastovicia potwierdziły powiązanie rywalizacji między rodzeństwem z późniejszymi przejawami aspiracji, postawy rywalizacyjnej wobec tej samej płci, zawiści, zazdrości, agresywności w kontaktach międzyludzkich. Tak więc rywalizacje z życia rodzinnego przenoszą się na późniejsze związki z ludźmi i np. niejedno małżeństwo powstało z potrzeb prestiżowych, z konieczności udowodnienia innym swego powodzenia. Podobnie i wzajemne odbijanie partnerów, szukanie wyróżnienia u osób znaczących, może być następstwem pierwotnych doświadczeń. Kompleks Kaina może przyjąć nawet tak dziwaczne formy, jak rywalizacja małżonków o akceptację i miłość u dzieci. W jaki sposób powstaje kompleks Kaina? W życiu rodzinnym nakładają się na siebie różnorodne oddziaływania i więzi uczuciowe między wszystkimi członkami rodziny. W czteroosobowej rodzinie mamy do czynienia z 12 związkami. Można to przedstawić graficznie. Więzi między rodzeństwem są uzależnione od innych powiązań. W naszym życiu uczuciowym świadomie czy podświadomie preferujemy pewne cechy drugiej osoby i dlatego nigdy nie jesteśmy w stanie kochać wszystkich członków rodziny jednakowo. Miłość, nawet najbardziej sprawiedliwa, ma zawsze charakter subiektywny. Dziecko pytane, kogo z rodziców kocha bardziej,' zazwyczaj odpowiada, że jednakowo. Jest to jednak albo dyplomacja, albo życzenie, ale nigdy obiektywna rzeczywistość. Więź między rodzeństwem jest jeszcze bardziej skomplikowana. Ważny jest tu wiek, płeć, typ charakteru, pozycja w rodzinie itd. J. Quitton pisze o tym następująco: "Brat może, ale nie musi być przyjacielem ... "braterstwo" stanowi oczywiście doskonały grunt do przyjaźni, ale w takim wypadku więzom krwi i wspomnień musi towarzyszyć świadoma akceptacja tra-154 dycji, dążenie do wypełnienia wspólnego zadania ... Jest to możliwe jedynie w wieku bardziej dojrzałym i na skutek długotrwałego i podświadomego odkrywania... To wszystko można odnieść do sióstr, z tą jednak różnicą, że zgodnie z naturą kobiecą w grę wchodzi tu nie tyle koleżeństwo, co jakaś wspólnota, jedność. Dlatego też, gdy między siostrami zabraknie miłości, panuje między nimi większa zazdrość... ... Jeśli chodzi o stosunki między bratem a siostrą... stosunki między ludźmi różnej płci, w których nie ma w ogóle mowy o miłości cielesnej, stanowią jeden z uroków życia rodzinnego, dowód uduchowienia ludzi. Dla młodego człowieka wielkim jest szczęściem, jeśli ma siostrę bliską wiekiem i upodobaniem... Można nawet zadać sobie pytanie, czy obecność w gronie rodzinnym braci i sióstr nie jest najdoskonalszą szkołą miłości". Historia dowodzi, że właśnie przyjaźnie między bratem a siostrą były najbardziej twórcze, rzadziej spotyka się je między rodzeństwem tej samej płci. Z rywalizacji między braćmi rodzi się nienawiść, czego przykładem jest historia Abla i Kaina. Nie przeprowadzano dotąd dokładnych badań, jaki to ma wpływ na przyszłe życie małżeńskie i seksualne. Nie ulega jednak wątpliwości, że rywalizacje znajdują swoje odbicie w pewnych postawach wobec innych, w strukturze potrzeb, w patologii typu nerwicowego. Najgorzej, gdy kompleks Kaina staje się podstawowym kierunkiem, motorem działania. Zazdrość, zawiść, ambicje mogą niszczyć zdrowie psychiczne. Rywalizacje prowadzące do współżycia seksualnego, do małżeństwa, są szczególnie niebezpieczne, ponieważ współpartner staje się narzędziem negatywnych dążeń. Udowodnienie innym odbywa się kosztem drugiej osoby, a w końcu i samego siebie. Rodzący się żal, rozgoryczenie, poznanie połowiczności swych sukcesów obraca się przeciwko kozłowi ofiarnemu, jakim jest współpartner. Są to najbardziej zakamuflowane przyczyny konfliktów seksualnych i małżeńskich, niewiele bowiem z początku wskazuje, że u ich źródeł leżą wczesnorodzinne układy rywalizacyjne przeniesione w życie dorosłe. Koncentracja na układzie konfliktowym niczego wówczas nie rozwiązuje, jedynie zmiana rywalizacyjnych postaw na twórcze, współpracujące, jest optymalnym rozwiązaniem. SZTUCZNA STYMULACJA Samozaspokajanie się seksualne przy użyciu sztucznych narzędzi jesł jedną z form łzw. samogwałtu (masturbacji, ipsacji). Rodzaj używanych narzędzi bywa bardzo różny i znane są z wielu kultur przykłady posługiwania się bardzo wymyślnymi urządzeniami. Pomysłowość ludzka potrafi być niewyczerpana i korzysta z tak szerokiego wachlarza możliwości, że nieraz oscyluje na granicy zdumienia i podziwu. W miarę postępu techniki wprowadza się w tym zakresie nowe udoskonalenia i w sexshopach można zobaczyć najwymyślniejsze cacka z własnym napędem. W niektórych krajach Zachodu produkcja wspomnianych urządzeń ma skalę masową i konkurencja mobilizuje do coraz bardziej skomplikowanych wynalazków. Do ich reklamy zatrudnia się różnych specjalistów, którzy "naukowo" dowodzą wyższości sztucznej stymulacji seksualnej nad naturalną itp. Badania socjoseksuologiczne wskazują jednak, ze ta forma samozaspokajama się ma nadal (na szczęście) charakter marginesowy, cho-156 ciąż w ciągu ostatnich lat w niektórych krajach Zachodu kilkakrotnie wzrosła procentowość tej formy współżycia. Podczas ostatnich kilku spotkań z młodzieżą niejednokrotnie zadawano mi pytania, czy używanie narzędzi ma patologiczny czy prawidłowy charakter, czy w przyszłości może nastąpić umasowienie tych praktyk, co jest ich przyczyną? Jakie są najczęstsze motywy stosowania sztucznej stymulacji! Trudności w osiąganiu harmonii współżycia, w dostosowaniu swych potrzeb seksuajnych i potrzeb ars amandi. Samozaspokajanie się jako forma zastępcza, zamiast współżycia, jako jedyna forma zaspokajania potrzeb seksualnych. Uleganie modzie, nowości, konformizmowi. Trudności w nawiązywaniu związków heteroseksualnych, przewaga tendencji ,,od" ludzi - wówczas człowiek kieruje się ku sobie i dąży do samowystarczalności. Przewaga negatywnych postaw wobec płci odmiennej; wówczas (przy braku tendencji homoseksualnych) rozwija się potrzeba samowystarczalności, niezależności. Powstanie uwarunkowań odruchowych, impnnting seksualny - jeżeli nawet przypadkowe doświadczenie ze sztuczną stymulacją wyzwoli intensywne doznania seksualne, których nie było dotąd. Potrzeba wyrafinowania seksualnego... Jak więc wynika z tego opisu, motywy bywają bardzo różne: od biologicznych uwarunkowań do mechanizmów społecznych. Zdecydowanie dominują dwa motywy: samozaspokajanie się zamiast współżycia i uwarunkowania fizjologiczne, ponieważ sztuczna stymulacja dostarcza intensywniejszych bodźców erotycznych, konkurencyjnych niekiedy wobec typowej, heteroseksualnej stymulacji. Następstwa tej formy zaspokajania potrzeb seksualnych są różne: Rozwinięcie się uwarunkowania fizjologicznego bardziej ekscytującego od heferoseksualnej ars amandi. Technicyzacja współżycia (w sensie dosłownym) i pozbawienie go charakteru więziotwórczego, poczucia wspólnoty. Przewaga postawy ,,od" nad "do" partnera. Koncentracja na przyjemnościowoorgazmowym sensie seksualizmu i stopniowa utrata jego sensu partnerskiego. Oddzielenie seksu od miłości. 157 Często pada pyłanie, "czy na dłuższą metę takie metody nie wpłyną na fizyczną, a potem duchową niezależność" od partnera. Rodzący się niepokój jest więc sygnałem ostrzegawczym, że ewolucja związku rozwija się w niepożądanym kierunku. Jak dotąd w gabinetach seksuologicznych niewielu jest tego typu pacjentów, co z jednej strony wynika z małego upowszechnienia się tego typu sztucznej stymulacji, z drugiej - z braku poczucia niepokoju i zagrożenia. U tych, którzy proszą o poradę, podając jako motyw stosowania sztucznej stymulacji większą intensywność doznań erotycznych, konieczne jest przeanalizowanie życia seksualnego od jego pierwszych uwarunkowań, więzi uczuciowej i seksualnej z partnerem oraz dokładnego przebiegu ars amandi. Jak dotąd, w większości przypadków udaje się zmienić uwarunkowanie przez zmianę charakteru współżycia i postaw wobec seksu, partnera i własnej w nim roli. U wielu osób, które cel i sens współżycia seksualnego łączą z doznawaniem przyjemności, intensywnością doznań erotycznych, po pewnym czasie powstaje uczucie niedosytu i potrzeba więziotwórczej relacji, co jest przecież wyrazem natury współżycia, potrzeby miłości. Sztuczna stymulacja seksualna jest przeszkodą w realizacji tego celu. RYGORYZM SEKSUALNY U niektórych ludzi życie seksualne podlega tak wielu ograniczeniom, że zatraca spontaniczność, naturalność, pogodę. Eros jest wówczas surowy i złowieszczy. W Dekalogu najważniejsze staje się VI przykazanie i jego przekraczanie przez innych jest niewybaczalne. Swoboda obyczajowa równoznaczna jest dla nich z upadkiem świata, a wyrafinowanie czy perwersje seksualne - z największymi przestępstwami. Domagają się wówczas surowych kar, tworzenia obozów itp. Wspomniany rygoryzm może przyjmować różne formy - od talmudycznego kodeksu - do potępienia i domagania się wyeliminowania "zboczeńców". 159 Co się kryje za tego typu postawą? Jakie bywają jej źródła? Pierwotny lęk przed płciowoscią i seksualizmem, postrzeganymi jako niebezpieczna i zgubna siła, co dowodzi nieznajomości istoty płciowości. Pierre Antoine pisze: "Moralizm, który budzi nieufność w stosunku do pożądania i przekształca miłość w coś mdłego, zasadza się na potępieniu przyjemności. Argumentem najczęściej (...) przytaczanym jest rzekome niebezpieczeństwo, jakie przyjemność stanowi dla człowieka. Pociąg do niej uważany bywa za motor wszelkich zbrodni i perwersji. Upatruje się związek między przyjemnością a gwałtem (...) jest to przede wszystkim* strach przed człowiekiem jako tym, który wyłania się z "natury". Kompensowane poczucie winy. U osób, które w przeszłości seksualnej z powodu błędów czy infantylizmu wyrządziły wiele krzywd - budzące się poczucie winy może być neutralizowane przez rygoryzm. Jest to swego rodzaju ekspiacja przeszłości. DysocjacJa między własnym seksualizmem a sumieniem budzącym lęk. Występuje u osób z brakiem harmonii między własnymi wyznawanymi normami a seksualizmem. Freud pisze: ,,Każda rezygnacja z popędu staje się teraz dynamicznym źródłem sumienia, każda rezygnacja wzmaga jego siłę i nietolerancję". Wspomniana dysocjacja może przebiegać i w drugim kierunku - autonomizacji sfery seksualnej i stłumienia sumienia, pozbycia się norm, jak np. w erotomanii, w stylu coolsex. Tłumienie, wypieranie własnych potrzeb seksualnych. U osób z takich czy innych względów rezygnujących z zaspokojenia potrzeb seksualnych mogą się wykształcić właściwe mechanizmy adaptacyjne, ale u niektórych przeważa proces tłumienia i wypierania, prowadzący do nadmiernej koncentracji na sferze seksualnej. Ponieważ Eros jest postrzegany jako zagrażający - następuje obrona przed nim przez mnożenie niebezpieczeństw z jego strony. Stąd narastające ograniczenia, rygory, tabu. Utrata erotycznej atrakcyjności może charakteryzować się swoistym mechanizmem agresji wobec osób mogących korzystać z uroków seksu. U niektórych starzejących się kobiet z objawami maskulinizacji istnieje tendencja do nadmiernego moralizowania, narzucania tabu, nacisków ograniczających płciowość u innych. Z jednej strony może to być wyrazem podświadomej czy świadomej agresji wobec atrakcyjniejszych i młodszych kobiet, z drugiej natomiast - podświadomego buntu: "skoro ja nie mogę, to i innym utrudnię". Rygoryzm seksualny ma wówczas charakter pozornej moralności, prawości, ustatkowania. Niekiedy kryje się za nim rywalizacja, np. z córką - poprzez rygoryzm hamuje się jej wejście w kobiecość. Sztywność osobowościowa występująca u niektórych osób. Może to być cecha wynikająca z wychowania albo z procesu miażdżycowego, 160 starzenia się. Sztywność taka obejmuje wszystkie sfery życia - jest totalna. Rygoryzm seksualny Jako odzwierciedlenie procesów społecznych. W wielu kulturach zauważalne były tendencje do rygoryzmu seksualnego jako reakcji na nadmierną swobodę obyczajową. W okresie schyłkowym cesarstwa rzymskiego surowe przepisy i edykty cesarskie miały powściągnąć swobodę seksualną, a ówczesna kultura masowa pełna była przykładów surowej, statecznej i patriarchalnej obyczajowości początków cesarstwa. • W walce klasowej odwoływano się często do moralnej wyższości obyczajowości seksualnej własnej klasy. Niekiedy przybierało to cechy rygoryzmu seksualnego, jak np. w rosnącym w siłę mieszczaństwie europejskim. Rygoryzm seksualny jest drugim skrajnym biegunem. Pierwszym, równie skrajnym, jest zupełna swoboda obyczajowa, brak wszelkich norm. W publicystyce popełnia się niekiedy błąd utożsamiający rygoryzm seksualny z niską kulturą seksualną danego społeczeństwa. Jest to tylko częściowa prawda. Wspomniane wyżej źródła rygoryzmu wskazują, że istnieje zespół psychologicznych dynamizmów warunkujących rygoryzm. Prawdą jest, że zależnie od tła kulturowego mogą one mieć mniej lub bardziej sprzyjające warunki rozwoju, np. w purytańskiej Anglii rygoryzm był zgoła cnotą, a w libertyńskiej Francji - wadą, patologią, śmiesznością. Postawa rygorystyczna w wychowawczych oddziaływaniach może być więc źródłem wielu konfliktów. 11 - Seks dojrzały NUDA A SEKS Erich Prom sugerował, że w cywilizacji współczesnej coraz częściej występuje obraz człowieka ogarniętego nudą: brak mu pasji, chęci do życia, zainteresowań, więzi międzyludzkie ma płytkie, powierzchowne. Jedną z form przeciwdziałania nudzie są narkotyki, inną alkohol, ale może też być i seks, agresja skierowana ku innym. Przykładem tej ostatniej możliwości jest historia księcia Jusupowa, mordercy Rasputina: "Kto nie jest bogaty, piękny, kto nie posiada powodzenia w życiu towarzyskim, nie może odgadnąć, jak nieznośnie nudnymi mogą stać się bogactwo, piękność i popularność. Feliks Feliksowicz miał wszystko, czego dusza zapragnie. Na tle tego wiecznego szczęś-162 cia, które nie kryło w sobie żadnych tajemnic, które nie mogło nastręczyć żadnych nowych uczuć, pokus lub podniet, wyrosła mimo wszystko bezmierna nuda i nieopisana pustka ...tylko przestępstwo związane 2 pewną dozą osobistego niebezpieczeństwa mogło poruszyć jego stępiało nerwy" (Renę Mi Her). U wielu osób z nieskomplikowaną osobowością, mających zaspokojone potrzeby materialne, bytowe, pojawia się nuda. E. Fromm podkreśla, że człowiek jednak jest stworzeniem potrzebującym namiętności, podniet, działa/i, a brak tego rodzi poczucie osamotnienia i trudną do przezwyciężenia nudę. Sauł Bellow w "Herzogu" pisze, że samotni ludzie, zamknięci w swych mieszkaniach, przywykli dzwonić do policji prosząc o ratunek: "Na miłość boską, przyślijcie radiowóz! Niech tu kłoś przyjdziel Wsadźcie mnie z kimś do mamra!" Przeciwdziałanie nudzie polega m.in. np. na słuchaniu bez przerwy muzyki, radia, oglądaniu telewizji, mnożeniu kontaktów towarzyskich. Po pewnym czasie i to nie wystarcza, a pustka wewnętrzna domaga się coraz to innych podniet. Jeżeli osoba partnera też nie rozprasza nudy, a związek z nią staje się przyzwyczajeniem, codzienną rutyną, to nuda może objąć cały ten związek i partnerzy szukają jakichś środków zaradczych; jednym z nich staje się seks. Mnożenie technik, pozycji, urozmaiceń wystarcza na pewien czas, ale później oczekuje się nowych bodźców, np. wymiany partnerów, seksu grupowego, zdrad, romansów. Jedną z tajemnic sukcesów uwodziciela jest właśnie umiejętność dostarczenia wrażeń, rozproszenia nudy. Nie zawsze towarzyszy temu wyróżniająca się atrakcyjność zewnętrzna, sprawność seksualna. Sztuka uwodzenia zaczyna się od umiejętności odczytania nudy u danej osoby. Wiele osób ogarniętych znudzeniem szuka również bodźców w świecie wyobraźni, fantazji, dzięki czemu ich życie seksualne przebiega w bajkowej scenerii, z aktorami, a ars amandi pełna jest wyrafinowań a nawet dewiacji. Doświadczanie nudy dotyczy osób z przewagą JA zewnętrznego nad wewnętrznym, które często jest słabo uformowane. O wyborze partnera decyduje jego umiejętność dostarczania podniet. Jeżeli wyczerpie on zdolności i możliwości w tym zakresie, to jego atrakcyjność maleje i pojawia się rozczarowanie jego osobą. Partner określany jest jako mało ciekawy, przeciętny, a dobrze zapowiadający się, pełen bodźców początek związku, zamienia się w szarą, nudną codzienność, rodzącą totalne rozczarowanie. Tego typu mechanizm jest źródłem różnorodnych zaburzeń seksualnych, np. anorgazmii, apatii seksualnej, praktyk masturbacyjnych, które dzięki towarzyszącej wyobraźni są bardziej atrakcyjne od współżycia z partnerem. Przy okazji warto wspomnieć, że tego rodzaju pacjenci często wprowadzają terapeutów na błędne drogi, szuka się bowiem przyczyn tych zaburzeń w mechanizmach pozornie prawdziwych. ir 163 Przeciwdziałanie nudzie jest skuteczne jedynie w przypadku, gdy potrafi się uruchomić rozwój osobowości, jej aktywność wewnętrzna, twórczość w określonym kierunku, np. zainteresowań, hobby, pasji zawodowej iłp. Nie każdy jednak szuka lub pragnie takiego rozwiązania problemu i poprzestaje na mnożeniu doświadczeń, bodźców, podniet. Nuda bywa również procesem wtórnym i wynikającym z niedobrania się partnerów, ale w takich przypadkach dotyczy więzi partnerskiej, seksualnej z daną tylko osobą. W niektórych związkach po ustaniu atrakcyjnego tańca godowego w sposób naturalny formuje się codzienny styl życia. W tym okresie może się okazać, iż partner, który początkowo wydawał się interesujący, tak naprawdę pozbawiony jest życia wewnętrznego, zainteresowań i odpowiada mu życie na poziomie wegetatywnym (jedzenie, spanie, seks), uzupełniane rozrywkami. Więź z tego typu partnerem po pewnym czasie przeradza się w nudę, wegetację, nawet seks traci swoją atrakcyjność. Sposobem przeciwdziałania tej nudzie jest aktywizacja życia poza domem, często związana z szukaniem pocieszycieli, przyjaciół, również w sferze seksu. Tego typu związki są bardzo trudne w terapii partnerskiej i źle rokują, a często zgłaszają się po pomoc mówiąc o oziębłości seksualnej, zaniku współżycia. Nuda jest zatem ważną przyczyną rozwoju różnorodnych zaburzeń seksualnych i więzi partnerskich, uzależnień od alkoholu, narkomanii. SEKS GRUPOWY Seks grupowy należy do zachowań wzbudzających wiele emocji. Traktowany bywa jako zwiastun czasów apokaliptycznych, wyraz upadku kultury i największego wyrafinowania. Jego entuzjaści natomiast głoszą ideę, iż jest formą wzbogacającą zakres ich doświadczeń seksualnych i atrakcyjność ich związku partnerskiego. Wiele osób uważa, że seks grupowy jest zjawiskiem XX wieku, rosnącej fali erotyzacji obyczajowej. Seks grupowy jako taki nie jest wcale nowym zjawiskiem. Znany jest w wielu kulturach Starożytnego Wschodu, u Buriatów, Indian Ameryki Środkowej itd. Miał w większości tych kultur znaczenie sakralne, np. wyrażał płodność natury w okresach przesilenia pór roku, miał sprzyjać lepszym urodzajom, wyrażał hołd bóstwom płodności. W kręgu kultury europejskiej jego znaczenie sakralne dość szybko zanikało. W miarę rozwoju chrześcijaństwa i kultury Dionizosa przybrały znaczenie orgiastyczne, aż wreszcie zaniknęły zupełnie. Seks grupowy pojawiał się jedynie w kręgach Olimpu, np. w kołach arystokracji, w libertyńskiej obyczajowości, a w czasach rewolucji obyczajowej stanowił wyzwanie wobec tradycyjnej obyczajowości 165 (np. w komunach hippisów). Był zawsze marginesem obyczajowym i jak dotąd nie ma zbył dużego zasięgu. Co pewien czas przewija się przez szpalty naszej prasy zainteresowanie seksem grupowym i to w formie sensacji, a nie analizy tego zjawiska. Seks grupowy ma różnorodne formy: wymianę partnerów przez losowanie, kolejne kontakty z partnerami w tym samym pomieszczeniu, układy trójkątne (triolizm), czwórkowe iłd. Różna jest sceneria tych zachowań; najczęściej towarzyszy im alkohol odblokowujący zahamowania i wówczas rośnie podatność na towarzyską zabawę. W niektórych przypadkach seks grupowy ogranicza się do ściśle zamkniętego kręgu towarzyskiego, w innych ma charakter bardziej otwarty, łzn. wystarczy rzucić hasło na jakimś alkoholowym przyjęciu i chętni lub zachęceni decydują się na poznanie czegoś nowego. Dochodzimy teraz do moty\"ów uczestnictwa w seksie grupowym. Dla jednych osób motywem jest ciekawość, a typ przeżyć wynikających z takiego doświadczenia przesądza o tym, czy będzie ono jednorazowe, czy też powtarzane. U innych motywem jest potrzeba zwiększenia przyjemności, zakresu doznań. U wielu seks grupowy ujawnia tkwiące w nich uprzednio potrzeby orgiasłyczne, pigmalionizm, ekshibicjonizm i inne tendencje dewiacyjne. Zdarza się również seks grupowy jako wyraz potrzeby dopingu seksualnego w wyniku pojawiających się objawów znudzenia seksualnego, zaburzeń przeżywania lub pogorszenia sprawności seksualnej. W niektórych środowiskach seks grupowy jest utożsamiany z postępem, emancypacją, nowoczesnością i dlatego wielu jego uczestników akceptuje go na zasadzie konformizmu wobec tego typu poglądów. Możliwe motywy można mnożyć; erotomania, przeciwdziałanie nudzie, jedyna forma rozrywki, poza, wciągnięcie przez partnera. Uczestnicy seksu grupowego (chodzi o tych, którzy akceptują tę formę zaspokajania swych potrzeb) początkowo sądzą, iż wzrasta u nich potencja seksualna, zakres możliwości. Jest to zrozumiały mechanizm, gdyż zwielokrotniony doping wzrokowy, sytuacyjny w seksie grupowym umożliwia danej osobie, np. przeżyć więcej orgazmów, podwyższyć częstotliwość stosunków, dostarcza wyobraźni dla odtwarzania tych scen w związku partnerskim. Okazuje się jednak, że po pewnym czasie powstają nowe uwarunkowania, rodzące problemy. Jednym z najpoważniejszych jest zanik atrakcyjności współżycia z partnerem, osłabienie reakcji w przypadku, gdy partnerzy są tylko ze sobą. Innym uwarunkowaniem jest zdolność współżycia w układzie grupowym, a niezdolność współżycia w parze, z jednym partnerem, fascynacja innym partnerem, w wyniku czego związek dotychczasowy ulega rozbiciu. Stali uczestnicy seksu grupowego poddawani są również różnorodnym stresom, pojawiają się np. kompleksy, rywalizacje w zakresie własnej wydolności, atrakcyjności. W innych związkach ujawnia się dokuczliwa zazdrość o zakres przeżyć i doznań osiągniętych przez 166 partnera z kimś innym. Między innymi ten ostatni mechanizm prowadził do powszechnego rozpadu komun hippisów. Istniał również w niektórych kulturach, np. w dawnej Etiopii, seks grupowy przypominający w pewnym sensie wypożyczanie partnerekżon. Zasada "wypożyczania" partnera polega na tym, że gość ujawniający zainteresowanie daną osobą i wzbudzający u niej pozytywny oddźwięk spotyka się z zachętą do realizacji swych potrzeb seksualnych. Dotyczy to związków oddzielających seks od uczucia, więzi i traktujących go jako czynność fizjologiczną. Seks grupowy bywa również wyzwalany w wyniku kontaktu z wydawnictwami pbrno (zarówno w sensie pojawienia się takiej potrzeby, jak i sytuacyjnej reakcji u uczestników oglądających film porno). Bez względu na deklarowane motywacje zainteresowania nim jest on w konsekwencji wyrazem bariery między partnerami. Stwierdzenie to brzmi może paradoksalnie, ale tak jest rzeczywiście. Bariera ta wynika z faktu, iż partnerzy więź seksualną traktują jako otwartą wobec drugiej płci i pozbawiają ją znaczenia osobowego. Dla siebie są jednymi z wielu możliwych partnerów, a w samych kontaktach seksualnych więź ogranicza się do ciała, odruchów, orgazmu, potrzeby dopingu, orgiastycznego przeżywania. Szansa powrotu do wspólnoty partnerskiej z tej drogi jest bardzo trudna, ale czy w ogóle bywa oczekiwana? PROBLEMY MIĘDZYGENERACYJNE Analiza postaw wobec seksu, drugiej oraz własnej płci często podlega swoistemu mechanizmowi "dziedziczenia", w którym przez pokolenia ujawnia się wpływ odległej przeszłości rzutujący na więzi partnerskie. Dla przykładu posłużę się konkretnymi faktami. W pewnej rodzinie ojciec stwarzał rosnące napięcie w wyniku swych romansów; w odczuciu dzieci krzywdził ich oraz matkę, a jego odejście dopełniło kielicha goryczy. Córka identyfikowała się z cierpiącą matką i okazywała nieufność wobec świata mężczyzn. Zdecydowała się na małżeństwo ze względu na potrzebę założenia własnego domu, ale jej nieufność wobec mężczyzn przeniosła się na osobę męża, a zakodowane w niej negatywne reakcje sprawiły, iż w życiu seksual-168 nym była oziębła. Wobec własnego syna ujawniała chłód uczuciowy, wolała mieć córkę i fakt płci dziecka w poważnym stopniu wpłynął na jej uczucia wobec niego. Syn wobec świata kobiecego odczuwał dystans, wrogość i dość wcześnie szukał oparcia w świecie męskim, co sprzyjało rozwojowi formacji homoseksualnej. Tak w dość dużym uproszczeniu można przedstawić kolejne etapy ciągnącego się problemu, który zresztą nie był w pełni uświadamiany przez zainteresowanych. Gdybyśmy prześledzili linie życiowe wielu ludzi, moglibyśmy odnaleźć tego typu mechanizmy, stwarzające przekonanie, iż nad tą rodziną ciąży fatum, w myśl biblijnego stwierdzenia o przekleństwie ciągnącym się na pokolenia. Czy tego typu fatum jest rzeczywiście nieuniknione? Wiele zależy po pierwsze od stopnia uświadomienia sobie ciążenia przeszłości, wzorców wyniesionych ze swego środowiska, a jednocześnie od więzi partnerskiej, czyli od szansy, jaką stwarza miłość. Ona może stworzyć zaporę dla negatywnych doświadczeń i odbudować prawidłowe relacje międzypartnerskie. Problemy międzygeneracyjne będą trwały tak długo, jak długo nie rozwinie się w danym związku miłość. Przykład tak skróconej wizji kolejnych pokoleń dowodzi, iż w terapii małżeńskiej terapeuta musi niekiedy sięgać w odległą przeszłość, aby wyłaniać z niej określone struktury rodzinne, tworzące linię problemową. Tego typu prawidłowość potwierdza znane zjawisko, iż odpowiedzialność człowieka przekracza granicę jego JA, a jego czyny sięgają w daleką przyszłość. W wielu konfliktowych związkach partnerzy dokonują wyboru, jakim jest idea własnego dobra za wszelką cenę, nie licząc się z następstwami tej decyzji. Okazuje się zatem, iż warto niekiedy ujrzeć perspektywę swych zachowań w życiu dzieci i później. Problemy międzygeneracyjne mają różne linie "dziedziczenia", jedną z nich jest np. linia oziębłości seksualnej kobiet, gdyż matki przekazują swoim córkom pewien styl przeżywania więzi partnerskiej, decyzji prowadzących do zawarcia małżeństwa. Nic zatem dziwnego, iż uświadomienie sobie tego typu podobieństwa rodzi przekonanie o biologicznym dziedziczeniu, a nie docenia się wpływu psychicznych oddziaływań na kolejne generacje. Inną linią "dziedziczenia" są rodziny patologiczne, w których również można stwierdzić ciążenie określonych zachowań antysocjalnych w kolejnych pokoleniach. Podobnie jak istnieją rodziny rodzące wielkich, wspaniałych ludzi, istnieją rodziny rodzące patologię. Więź partnerska ma zatem wielowymiarowy charakter. Zjawisko "dziedziczenia" patologicznych zachowań w rodzinach zostało dokładniej opisane w przypadku tzw. Zespołu maltretowania dziecka, w którym jedno lub oboje rodzice znęcają się nad swym dzieckiem. Badania przeprowadzone nad przyczynami takich agresywnych zachowań rodzicielskich pozwoliły stwierdzić, iż bardzo 169 często mamy tu do czynienia z przekazywaniem z pokolenia na pokolenie podobnych przejawów agresji. Inną linią "dziedziczenia" w relacjach międzygeneracyjnych są zachowania rywalizacyjne; te szczególnie często są spotykane u kobiet. Jeżeli np. matka zaczyna ujawniać zachowania rywalizacyjne wobec stającej się kobietą córki, ta z kolei może przenieść tego rodzaju model zachowań wobec własnych córek itd. Spotykałem się nawet z przypadkami tego typu rywalizacji prowadzącej do układów seksualnych, w których dany mężczyzna utrzymywał stosunki z córką i z jej matką, jako wyraz postaw rywalizacyjnych. Rywalizacje co do roli i atrakcyjności seksualnej spotyka się również i u mężczyzn, co również rodzi problemy międzygeneracyjne. Są również relacje międzygeneracyjne niekonfliktowe, ale wiążące się z powielaniem podobnych zachowań, np. kokieteryjnych, uwodzicielskich, określonych postaw wobec drugiej płci - np. ojciec i syn podobnie traktują kobiety, upatrując w nich "zdobycz" seksualną, w innych przypadkach razem "chodzą na kobiety" i dla syna fakt, że ojciec zdradza wówczas matkę nie stanowi żadnego problemu. Przekazywane standardy zachowań postaw potrafią długo przetrwać w obrębie danej rodziny. Terapeuta badając strukturę rodzinną swych pacjentów szuka w niej tzw. legend rodzinnych, czyli opowieści przekazywanych sobie przez pokolenia o jakimś z ich przodków. W zasadzie każda rodzina ma tego typu legendy, ale w tym wypadku chodzi o legendy dotyczące sfery seksu. Niejednokrotnie mogłem przekonać się o tym, że sława przodkauwodziciela zachęcała jego następców do powielania tego wzorca zachowań i identyfikowania się z nim. Zatem treści przekazywane w wychowaniu w formie tego typu legend rodzinnych mają znaczenie dla kreowania wzorców osobowych i zachowań seksualnych. PROBLEMY l ZABURZENIA W SEKSIE DOJRZAŁYM ^ Zaburzenia seksualne są dokładniej opisane w specjalistycznych publikacjach, a także w wielu popularnonaukowych. W tej pracy nie chciałem powtarzać tego typu materiału i dlatego bardziej ograniczam się do zaburzeń specyficznych dla wieku dojrzałego, a także do specyficznych w tym wieku problemów seksualnych i psychicznych. Patologia seksualna najczęściej bywa przedstawiana według rozpoznań, typów, rzadziej natomiast wg grup wieku. Obecnie w publikacjach seksuologicznych coraz częściej odróżnia się patologię seksualną w wieku młodzieńczym, dojrzałym, w jesieni życia czy w starości. Powstały nawet kierunki seksuologii poświęcone danemu przedziałowi wieku, np. gerontoseksuologia, opisująca problemy i specyfikę seksu od okresu przekwiłania. Tę część pracy należy traktować jako skrócony opis typowych problemów i zaburzeń seksualnych wieku dojrzałego, ponieważ dokładny opis wymagałby oddzielnej monografii. W tym przedziale wieku, który określamy pojęciem dojrzałego, istnieje pewna specyfika przyczyn, mechanizmów oraz obrazu zaburzeń seksualnych, a także wiele problemów; rośnie np. liczba zaburzeń seksualnych wywołanych czynnikami biologicznymi (choroby, zażywane leki, zmiany w układzie hormonalnym, alkohol, nikotynizm itd.). Inną przyczyną problemów i zaburzeń seksualnych jest znudzenie osobą partnera, rutyną życia seksualnego, potrzeba dowartościowania się w roli męskiej i kobiecej, uwrażliwienie na własny wiek i ocenianie własnej atrakcyjności przez innych. ZABURZENIA U KOBIET W tej części pracy przedstawiam różnorodne problemy i zaburzenia kobiet, mężczyzn i związków partnerskich w wieku dojrzałym, a więc problemy specyficzne dla wieku, np. Zespół paniki zamykających się drzwi, wynikające z niezaspokojenia potrzeb seksualnych (np. Zespół demona nocy) i zaburzeń więzi między partnerami. Zostaną również omówione niektóre zaburzenia seksualne, np. oziębłość, zaburzenia wzwodu czy wytrysku. Ta część pracy nie jest wykładem patologii seksualnej, ponieważ nie jest to specjalistyczny podręcznik. Przedstawione są raczej typowe zagadnienia, chociaż niektóre z nirh nie były 173 jeszcze dotąd opisywane w naszym piśmiennictwie - jak np. Zespół demona nocy. Pewne problemy i zaburzenia zostały omówione w części pracy nazwanej "Małym kompendium seksualnym." NIE SPEŁNIONE MACIERZYŃSTWO Macierzyństwo jest jednym z najsilniejszych mechanizmów życia psychicznego kobiety, gdyż łączy ją z dziedzictwem świata przyrody, zaspokaja ważne potrzeby psychiczne, niezbędne dla osiągnięcia wewnętrznej harmonii i poczucia własnej wartości. Jakkolwiek przemiany obyczajowe zmniejszyły kult macierzyństwa, tak charakterystyczny dla poprzednich pokoleń, a podniosły rangę innych wartości w życiu kobiety (życie seksualne, pracę zawodową, zdobywanie kwalifikacji, emancypację), to jednak macierzyństwo z racji swej specyfiki pozostało i pozostanie wartością nobilitującą kobiecość. W typowej ewolucji życia kobiety macierzyństwo jest czymś oczywistym, przychodzi na nie czas, rozwija się i spełnia w wychowaniu dziecka. Wiele codziennych problemów i trudności związanych z macierzyństwem może pozbawiać je poezji w oczach kobiety, rodzi niekiedy nawet bunt wobec "skazania" na macierzyństwo i zazdrość wobec "lżejszego" życia mężczyzn. Macierzyństwo staje się wówczas żmudną codziennością, szeregiem obowiązków, ograniczeń, nie przespanych nocy, niepokojów i obaw związanych z przyszłością dziecka. Natomiast wartość macierzyństwa zupełnie inaczej wygląda w oczach poetów i kobiet, które okazały się do niego niezdolne z przyczyn chorobowych i temu zagadnieniu poświęcam ten rozdział. Nie będę oczywiście omawiał przyczyn i typów niepłodności kobiecej, a jedynie konsekwencje, jakie ona wywołuje. Stwierdzenie niepłodności najczęściej jest zaskoczeniem dla ko-174 bieły. Jej poprzednie życie wypełnione było zdobywaniem kwalifikacji, urządzaniem się, małżeństwem i spokojnym oczekiwaniem na dziecko. Wydłużający się czas niezachodzenia w ciążę po pewnym okresie rodzi niepokój. Kobieta jednak wierzy w wyleczenie, jest też przekonana, że to coś przejściowego, albo że to partner ma jakieś zaburzenia. Słyszy się przecież często w otoczeniu o kłopotach innych kobiet oraz o pomyślnym ich rozwiązaniu - zostały wyleczone, partner poddał się badaniom i został wyleczony - macierzyństwo stało się więc faktem, aczkolwiek z pewnym opóźnieniem i z trudnościami, ale przecież wszystko zakończyło się pomyślnie. Jest zatem nadzieja, że "i w moim przypadku" sprawa zakończy się pomyślnie. Uświadomienie sobie niezdolności do zajścia w ciążę, posiadania dziecka burzy tę wiarę, wyzwala szok, reakcje emocjonalne. Jest to prawdziwe "trzęsienie ziemi" w psychice. Naturalna potrzeba psychiczna macierzyństwa staje się teraz pragnieniem, gwałtownym boleśnie zawiedzionym "chceniem". Istnieje jednak jeszcze nadzieja, że może badania były błędnie wykonane, że może lekarz się pomylił, że może są jakieś zagraniczne środki, które pomogą? Szuka się zatem pomocy u innych specjalistów, mnoży badania, oczekuje się cudu. Niekiedy szuka się pomocy w redakcjach, pisze listy, zabiega o wizytę u "sławy medycznej". W przypadku potwierdzenia diagnozy i przedłużania się czasu nieskutecznych prób zmiany stanu rzeczy - rodzi się bolesna świadomość braku w sobie czegoś ważnego, jakby okaleczenia. Jest to jeden z największych dramatów psychicznych. Zmienia się hierarchia wartości, ocena siebie i innych. Własna kobiecość jest widziana jako niepełnowartościowa, co wyzwala poczucie niższości, przygnębienia, smutku, skrzywdzenia przez los. Macierzyństwo staje się ideałem, często nadmiernie idealizowanym. 2ycie wydaje się być pozbawione sensu, uważa się je za wegetację, nie widzi się jego celu. Sytuacja taka wyzwala różne mechanizmy obronne, przewartościowania, zmianę postaw wobec otoczenia: Szukanie "winnego" lub "winy" Na pytanie, dlaczego tak się słało, co jest powodem nie spełnionej możliwości macierzyństwa - usiłuje się znaleźć odpowiedź. Można przyczyny znaleźć w sobie. Są one obiektywne lub urojone. Obwinia się np. siebie za popełniane błędy w antykoncepcji, za przerwania ciąży, za brak troski o zdrowie, właściwe odżywianie, zaniedbywanie badań okresowych u ginekologa itp. Takie interpretacje pogłębiają poczucie winy i niższości, bo to własne JA jest obwiniane. Niekiedy obwinia się rodziców za brak uświadomienia, uwrażliwienia. Wini się również partnera, obecnego lub poprzedniego. Winnym może stać się również lekarz, "niedoskonałość" medycyny. 175 Składanie winy na otoczenie lub medycynę pozwala przynajmniej odciążyć własne JA i przerzucić odpowiedzialność z siebie na zewnątrz. W konsekwencji może dojść do konfliktów rodzinnych, małżeńskich, a naweł seksualnych. Zmiana postaw wobec kobiet obdarzonych macierzyństwem Nowe postawy są różne - świadome lub (częściej) podświadome. Inne kobiety mogą zatem wzbudzać zazdrość, rywalizację. Usiłuje się również pomniejszyć wartości macierzyństwa tych kobiet, np. przez znajdowanie błędów w jego realizowaniu. Niekiedy spotyka się przypadki agresji, złośliwości, udowadniania na siłę "prawdziwych" wartości w życiu kobiety, np. ich roli zawodowej. Kobieta w ciąży lub kobieta z dzieckiem może wzbudzać agresję prowadzącą do pomniejszenia jej wartości; znajduje się błędy w jej pracy, zachowaniu, w wyglądzie, wady w charakterze. Bywa również i tak, że pragnie się dopomóc jej swymi radami, sugestiami wychowawczymi. Spotyka się również postawy pozytywne, np. przyjaźń i udzielanie pomocy komuś z rodziny, w sąsiedztwie, w zakładzie pracy... Własne nie spełnione macierzyństwo może być również przerzucone na dzieci innych kobiet; jest się dla tych dzieci ,,ciocią" - troskliwą, pełną zainteresowania i chęci pomocy. Zmiana postaw wobec kobiet jest mechanizmem typowym i oczywistym. Rzecz jednak w tym, jaki jest ich charakter. Niektóre ze wspomnianych mogą być źródłem napięć, konfliktów, zazdrości. Zmiana postaw wobec partnera O jednej z nioh, czyli obciążenia winą, była już mowa. Są jednak jeszcze inne, dość często spotykane. Jedną z nich jest np. przerzucenie na męża potrzeb macierzyńskich; zaczyna mu się ,,matkować", partner występuje jednocześnie w roli męża i w roli dziecka. Ponieważ w wielu mężczyznach tkwi jednocześnie potrzeba bycia dzieckiem swej żony, takie rozwiązanie może być dla obu stron zadowalające. Jednak dla bardziej niezależnych mężów taka postawa żony staje się uciążliwa. Inną z postaw jest lęk przed utratą partnera, obawa, że może on skierować uczucia do kobiety, która obdarzy go dzieckiem. Wzbudza to zazdrość, nieufność, obawy, wyczulenie na sposób traktowania przez niego kobiet. Tego rodzaju lęk może wyzwalać potrzeby ,,wynagrodzenia" mu braku dziecka, np. przez wzrost zainteresowania jego osobą, wzrost aktywności seksualnej, wzbudzenie w nim przekonania o własnej niezbędności i miłości przewyższającej możliwą miłość ze strony innych kobiet. Znany jest też mechanizm ,,wejścia w chorobę", czyli demonstrowanie różnego rodzaju cierpień, mających wzbudzać w partnerze uczucia opiekuńcze i zobowiązujące go wewnętrznie do trwania przy cierpiącej żonie. Również i ten mechanizm bywa często podświadomy. Znam wiele przypadków, kiedy 176 wszelkie próby leczenia różnych nerwic, tzw. chorób psychosomatycznych, kończyły się niepowodzeniem; im bardziej zbliżałem się do końca terapii - tym większy był postęp choroby. Tego rodzaju objaw jest symbolicznym wołaniem o pomoc, o uczucie, o wierność, o zainteresowanie sobą. Istnieje też mechanizm wynikający z poczucia winy wobec partnera za: "nie mogę dać ci dziecka". Przyjmuje się wówczas postawę typu: "jestem gorsza od innych, zawiodłam twoje potrzeby ojcowskie". Taka postawa może prowadzić do zachowań "wynagradzających" lub prowokujących rozstanie. Przykładowo omówione mechanizmy postaw wobec partnera nie wyczerpują wszystkich możliwości, są naturalną konsekwencją kobiecej frustracji. Jedne z nich pogłębiają wzajemną więź, inne ją komplikują. Wiele związków tworzy bogaty wzajemny świat uczuć, przyjaźni, wspólnoty duchowej, będący kompensacją zawiedzionego rodzicielstwa. Neurotyzacja Nie spełnione macierzyństwo może być trwałą sytuacją konfliktową, co, jak wiadomo, sprzyja rozwojowi zaburzeń nerwicowych. Mogą to być np. tzw. nerwice narządowe, kiedy dominują dolegliwości jednego narządu, albo inne postacie nerwic. Mechanizmy kompensacyjne Poczucie niższości w roli macierzyńskiej może wyzwalać mechanizmy kompensacyjne. Dzięki nim następuje odbudowa poczucia własnej wartości. Są one różne - mogą być pozytywne i twórcze, ale i konfliktogenne. Niektórym kobietom - dzięki wzmożonej aktywności zawodowej, społecznej, naukowej - udaje się przywrócić wiarę w siebie, poczucie bycia potrzebną i przydatną innym. Tego rodzaju motywacja może przynieść wiele sukcesów, a co najważniejsze, przywraca wewnętrzną harmonię i ład, sens i cel w życiu. Inne mechanizmy kompensacyjne mogą polegać np. na podkreślaniu swych zalet, wartości, sztucznym akcentowaniu swych atutów kobiecych, seksualnych. Życie staje się demonstrowaniem swych zalet, wartości, potrzebą przekonania o nich otoczenia. Jest się nastawionym na wywarcie pozytywnego wrażenia na innych. Tego rodzaju zachowania mogą być konfliktogenne chociażby przez wzbudzanie zazdrości, zagrożenia u innych kobiet, rywalizacji, irytacji itp. Próby rozwiązania Emocje i zmiany postaw wynikające z nie spełnionego macierzyństwa po początkowo burzliwym przebiegu prowadzą w konsekwencji do rozwinięcia się trwałych motywacji i przeobrażeń. Powstaje nowa jakość życia psychicznego i styl życia dostosowany do istniejącej sytuacji. Przedstawię obecnie najbardziej typowe rozwiązania życiowe, które przyjmują kobiety z nie spełnionym macierzyństwem. 12 - Seks dojrzały 177 Adopcja. Jest ona właściwie realizacją macierzyńsłwa w sensie psychicznym, wychowawczym. Dzięki niej powstaje świadomość bycia matką i odczuwane są wszystkie wynikające z tego problemy codzienności rodziny. Adopcja może zatem w sensie psychicznym wyrażać realizację pełnej kobiecości, odbudowuje poczucie własnej wartości i adoptowane dziecko staje się dzięki trudom wychowawczym, wzajemnym uczuciom dzieckiem własnym. Takie rozwiązanie jest częste i popularne. Istnieje tu jednak potencjalne niebezpieczeństwo kompensacyjne nadopiekuńczości macierzyńskiej. Im bardziej było przeżywane nie spełnione macierzyństwo, im większe wzbudzało zagrożenie poczucia własnej wartości, tym większa może być potrzeba wynagrodzenia sobie tych przeżyć. Również adoptowane dziecko widziane jako skrzywdzone przez los może mobilizować te uczucia. W konsekwencji nadopiekuńczość wynagradzająca może wiązać się z wieloma błędami wychowawczymi wobec dziecka. Szczególnie tu wskazane jest poradnictwo rodzinne. Postawa buntu wobec złego losu, ciążącego fatum. Nie spełnione macierzyństwo staje się trwałym zarzewiem wewnętrznego niepokoju, rozterki, poczucia pokrzywdzenia w życiu przez los. Sprzyja to powstaniu zgorzknienia, przygnębienia, zazdrości, izolacji. Obrażanie się na życie może dystansować wobec niego i zamiast realizacji siebie, aktywności życiowej, bycia z innymi, następuje wycofanie się do własnego zgorzkniałego wnętrza. Tego rodzaju postawa wpływa destrukcyjnie na osobowość, na najbliższe otoczenie, na kontakty z ludźmi. Trwały bunt może wyrażać się wspomnianą postawą życiową, może mieć również charakter symboliczny, np. w formie chorobowej. Pogodzenie się z losem; "tak musi być", "takie było moje przeznaczenie" jest postawą również często spotykaną. Czy jest to postawa twórcza, czy destrukcyjna zależy od uruchomionych mechanizmów kompensacyjnych. Postawa twórcza. Nie spełnione macierzyństwo stało się wyzwaniem, a jednocześnie zadaniem dla osobowości. To prawda, że została ona pozbawiona jednej z największych potrzeb psychicznych, ale cel i sens życia nie ograniczają się przecież do macierzyństwa, ono nie jest przecież jedynym takim celem. Sprzyja to wzbudzeniu refleksji nad istotnym sensem naszej egzystencji. Dla wielu osób znajdujących się w wirze pracy zawodowej, życia rodzinnego, wielości wynikających z tego obowiązków, tego rodzaju refleksja jest często marginesem życia psychicznego. Pełna treści teraźniejszość wypełnia uczucia, myślenie i dystansuje wobec problemów ogólnych, egzystencjalnych. Dopiero zdarzenie życiowe, a takim staje się m.in. nie spełnione macierzyństwo, mobilizuje do myślenia na innym poziomie. Znalezienie swego miejsca w życiu, sensu i celu życia staje się jakby nowym narodzeniem. Przestawia się hierarchia wartości, dzięki czemu życie nabiera nowego znaczenia 178 i mobilizuje do twórczości, czynu, a jednocześnie pozwala osiągnąć harmonię wewnętrzną, pogodę, radość życia. Ład w sobie, odbudowany świat wewnętrzny ułatwia też współżycie z innymi. Otoczenie nie staje się wówczas źródłem porównań, zazdrości, rywalizacji, wyrażania swego buntu czy uczucia skrzywdzenia. Inni ludzie są widziani jako żyjący według własnego systemu wartości, według innej struktury powinności, zadań. "Każdy ma swoje miejsce w życiu" - jest postawą wobec siebie i innych. Postawa twórcza często powstaje w wyniku autorefleksji, pracy nad sobą, niekiedy pomaga w tym bliska osoba, przyjaźń. Czasem jest wynikiem psychoterapii. Dochodzę tu do końcowego wniosku: otóż wydaje mi się, że potrzebą chwili jest rozbudowanie poradnictwa przedmałżeńskiego i rodzinnego oraz psychoterapia. Wiele z wymienionych etapów pośrednich - od frustracji do znalezienia rozwiązania - mogłoby mniej obciążać psychikę kobiety z nie spełnionym macierzyństwem, gdyby miała ona dostęp do takiej pomocy. PATOLOGIA MACIERZYŃSTWA W rodzinach niepełnych najczęściej mamy do czynienia z modelem matkadziecko, do rzadkości natomiast należy układ: ojciecdziecko. Czy rzeczywiście kobiety rzadko porzucają swoje rodziny i przestają interesować się własnymi dziećmi? Wszystkie badania światowe wyraźnie stwierdzają, iż matki rzadziej opuszczają rodziny niż ojcowie. Tłumaczy się to specyfiką macierzyństwa, więzi uczuciowej kobiety z dzieckiem, a także presją społeczną, zdecydowanie potępiającą kobiety opuszczające swoje dzieci. Należy jednak pamiętać o tym, iż wiele faktów ucieczki od macierzyństwa przyjmuje formy nietypowe, zamaskowane, np. obciążenie męża i rodziców opieką nad dzieckiem. Matka niby jest, ale w rzeczywistości niewiele ma kontaktu z dzieckiem. Inne znane przypadki, to praca zarobkowa maT tek poza granicami kraju i opieka nad dzieckiem spełniana przez męża i rodzinę. W wielu wypadkach kobiety zakładają tam nowe związki i porzucają dzieci, a poczucie winy redukują paczkami. Trudno zatem powiedzieć, jaki jest rzeczywisty rozmiar porzucania przez matki własnych dzieci. Badacze z USA i Kanady stwierdzają, że około 20% rodzin niepełnych jest właśnie pozbawionych matki, a w porównaniu do lał poprzednich liczba kobiet porzucających swe rodziny wzrosła o 40%; jest to zatem zastanawiający wzrost patologii macierzyństwa. Badania przeprowadzone w tych przypadkach stwierdzają, iż kobiety porzucające dzieci mają najczęściej 30Ś35 lat, młodo wyszły za mąż, urodziły 1 dziecko do 2 lat po ślubie, a następne również w 2 lata po pierwszym dziecku. Przyczyną porzucenia rodziny jest rozczarowanie życiem małżeńskim, rodzinnym i narastający konflikt między potrzebą samorealizacji w roli zawodowej a rolą matki. Drugą przyczyną jest rozczarowanie życiem pełnym obowiązków, zmęczenie i poczucie żalu za upływającym wiekiem i brakiem rozrywek, przyjemności. Wbrew pozorom ucieczka z domu nie wiąże się z faktem nawiązania nowego związku. Częściej kobieta nie ma nikogo, ale pragnie usamodzielnić się, być samą, niezależną, chce poszaleć. W nowym miejscu pobytu kobiety rzucają się w wir nowych zajęć, towarzystwa, a także i romansów, pragną z życia mieć coś dla siebie, a poczucie winy wobec porzuconej rodziny zagłuszają wielością rozrywek, kontaktów z ludźmi, niekiedy alkoholem lub narkotykami. Jedne nawiązują w końcu nową znajomość przeradzającą się w więź uczuciową ocenianą jako dojrzalszą, inne pozostają w tym wolnym i swobodnym życiu. Jedynie część wraca po pewnym czasie do rodziny lub przejawia zainteresowanie porzuconymi dziećmi. Rozmiar tego zjawiska skłonił wielu psychoterapeutów do głoszenia idei zapobiegawczej terapii małżeńskiej i rodzinnej, czyli uchwycenia początku narastania w kobiecie decyzji spróbowania nowego życia. W tym okresie ważna jest postawa męża. Jeżeli bowiem nie dostrzega on zmian u swej partnerki: zamykania się w sobie, zobojętnienia wobec rodziny, przeżywanego przygnębienia, nie zwraca uwagi na wypowiadane przez nią poglądy o bezsensie takiego życia, o uwiązaniu kobiety itp., to dalszym etapem będzie dojrzewanie do decyzji odejścia. Wielu mężczyzn zamiast zainteresować się przeżyciami partnerki, traktuje ją jak historyczkę, "przypomina jej o obowiązkach matki i żony lub pozostawia jej cały dom na głowie. Fakt odejścia kobiety z domu (najczęściej nagły) jest dla rodziny wielkim zaskoczeniem. Dopiero wtedy przypomina się objawy zapowiadające to odejście. Wielu mężczyzn upraszcza cały problem sprowadzając go do seksu, czyli posądzenia, iż żona znalazła kogoś innego i "haniebnie uciekła". Jeżeli nawet znajdą żonę, to okazują agresywność i stawiają zarzut zdrady. Metodą wywierania nacisku na kobietę jest zawsze problem dobra dzieci, apeluje się zatem do instynktu macierzyńskiego kobiety, 180 ukazuje cierpienie dzieci. Okazuje się jednak, że wspomniane metody nacisku i perswazji ze strony mężów najczęściej nie dają rezultatu, danej kobiecie zależy bowiem na zmianie całego życia, stylu bycia, a nie tylko na roli matki. Psychoterapia w tych przypadkach polega na rozpoznaniu wewnętrznych problemów kobiety oraz przeobrażeniu struktury związku na partnerski, umożliwiający samorealizację kobiety. Bywają jednak przypadki, iż bunt kobiety wobec dotychczasowej roli życiowej jest tak głęboki lub jej psychika jest na tyle dojrzała, a macierzyństwo zaburzone, że ucieczka od rodziny jest trwałym wyborem. SFRUSTROWANA KOBIECOŚĆ Poczucie przemijania atrakcyjności kobiecej lub świadomość jej braku jest jedną z najgłębszych form frustracji w życiu kobiety. Ten boleśnie przeżywany dramat nie ogranicza się do wewnętrznego JA danej kobiety, ale pośrednio odbija się na środowisku i rodzinie. Doris Lessing w jednej ze swych książek opisuje kobietę świadomą przemijania swej atrakcyjności. Coraz większa obojętność w oczach mijających ją na ulicy mężczyzn była dla niej przykrym doświadczeniem, bo jeszcze przecież nie tak dawno jej uroda, aparycja Ś podkreślona umiejętnie dobranym ubiorem - wzbudzała zainteresowanie mężczyzn, próby uwodzenia. Zrozumiałe zatem, iż to przejście z poziomu atrakcyjności do swoistego "niebytu" kobiecego może być źródłem frustracji, pogłębianej dodatkowo przez zachowania męskie, które z samej swej natury są nastawione na wizualną atrakcyjność kobiecą. Niski poziom kultury wielu mężczyzn sprawia, iż nieatrakcyjne dla nich kobiety traktują jak przysłowiowe powietrze, zapominając o tym, że kobieta zawsze oczekuje adoracji, szacunku. Zrozumiałe, iż tego typu zachowania mężczyzn, uzewnętrzniana przez nich obojętność, 181 a naweł niechęć wobec danej kobiety, nasilają stan frustracji, a co za tym idzie zmuszają ją do wewnętrznego rozwiązania tego problemu. Różne są mechanizmy obronne stosowane przez kobiety w takiej sytuacji. Zacznijmy od tych pozytywnych. Wiele kobiet zaczyna bardziej koncentrować się na życiu rodzinnym, dzieciach, wnukach. Dzięki swej opiekuńczości, ofiarności, poświęceniu na rzecz bliskich osób znajdują sens swego życia, poczucie wartości, przydatności. Inne kobiety zmieniają strukturę swych potrzeb psychicznych i znajdują satysfakcję w pracy zawodowej, charytatywnej, społecznej, zaczynają działać w różnorodnych organizacjach społecznych, klubach itp. Są również i takie, które znajdują satysfakcję w życiu religijnym, kulturalnym, rozwijają swe zainteresowania itp. Duże znaczenie ma również więź partnerska. Jeśli jest dobra, a życie seksualne wzajemnie udane, pojawia się swoisty renesans więzi i partner zaczyna być nawet bardziej bliski niż dotychczas. Jeżeli jednak więź partnerska jest konfliktowa, rozbita lub partner przeżywa tzw. drugą młodość, to uruchamiane zostają mechanizmy obronne o negatywnym charakterze i im zamierzam poświęcić nieco więcej uwagi. Do typowych negatywnych mechanizmów obronnych sfrustrowanej kobiecości należą: Potrzeba władzy. Wiele kobiet zaczyna narzucać swoją wolę i swoje zdanie najbliższym; są to przysłowiowe herodbaby, będące np. uosobieniem złej teściowej. Ich wścibstwo, wtrącanie się w życie intymne własnych dzieci, narzucanie własnej koncepcji życia, posługiwanie się przykładami z własnego życia stają się źródłem wielu rodzinnych konfliktów. Potrzeba władzy zaczyna obejmować również osobę partnera, środowisko zawodowe, organizacje społeczne, co również wiąże się z wieloma konfliktami. Szarogęsienie się w życiu innych motywowane jest najczęściej ,,lepszą znajomością życia", altruizmem, chęcią uchronienia od zbędnych wydatków, błędów życiowych itp. Dla otoczenia jest to jednak trudne do zniesienia i obie strony mają w stosunku do siebie zarzuty, pretensje i żale. Hipochondria. Nadmierne zainteresowanie stanem swego zdrowia, przeczulenie wobec różnych dolegliwości, uzewnętrznianie cierpień wynikających z dolegliwości jest z jednej strony wyrazem potrzeby zainteresowania własną osobą otoczenia, doznania czułości i opieki, ale z drugiej strony staje się źródłem zgorzknienia, niezadowolenia z życia, pretensji do otoczenia za ujawnianą obojętność, do lekarzy za nieskuteczne leczenie, do medycyny za brak cudownych leków przywracających młodość. Bardzo często kobiety o hipochondrycznym nastawieniu znajdują sobie podobne malkontentki i godzinami rozprawiają o sprawach zdrowia i choroby, przekazują sobie różne domowe recepty. 182 W poczekalniach lekarzy wielu specjalności wysoki odsetek pacjentek stanowią właśnie tego typu kobiety, a niekiedy ich erudycja medyczna doprowadza lekarza do rozpaczy. Pazerność na pieniądze. Wiele kobiet zaczyna kompensować sobie sfrustrowaną kobiecość zabiegami o standard materialny, mnożeniem stanu posiadania. Stają się skąpe, zamieniają się w handlarzy, potrafią walczyć dosłownie o każdą złotówkę. Posiadanie pieniędzy daje im poczucie bezpieczeństwa, znaczenia, oparcia ,,na czarną godzinę". Nadmierne kontrolowanie budżetu domowego, usiłowanie ograniczenia wydatków swego partnera, walka o podwyżki, każde nie wypłacone w sklepie drobne pochłania wiele energii, a jednocześnie prowadzi do konfliktów. Moralizatorstwo. Wiele kobiet zaspokaja poczucie własnej wartości, znaczenia, potrzeby władzy przez przyjęcie postawy moralizatorskiej, bigołerii. Z kręgu tych właśnie kobiet pochodzi większość napastliwych listów do redakcji prowadzących porady seksuologiczne oraz radia i TV. Piętnują zachowania młodzieży, osób publicznie okazujących sobie czułość. Bardzo często te same kobiety, które miały w przeszłości bujne życie seksualne, teraz dokonują jakby swoistego aktu pokuty za tę przeszłość. Im bardziej jest sfrustrowane ich aktualne życie seksualne i partnerskie, tym większą okazują agresywność wobec seksu, młodych kobiet, małżeństw, młodzieży, seksuologów. Walczą o ideę ascezy, która pozorowana jest dobrem człowieka, ale tak naprawdę to chodzi tu o ograniczenie innym przyjemności z życia seksualnego. Wszędzie dopatrują się rozwiązłości, upadku obyczajów, działania zła, mają apokaliptyczną wizję erotyzmu prowadzącego ich zdaniem do agonii kultury i narodu. Ciekawe, że tego typu postawę potrafią ujawniać również i te kobiety, które jeszcze nie tak dawno miały bardzo liberalne poglądy, czemu dawały wyraz chociażby w swych publikacjach; obecnie stają się obrończyniami "cnoty". Ich agresywność przybiera niekiedy formy wręcz inkwizytorskie, napastliwe. W czasach płonących stosów to one często przypisywały młodym atrakcyjnym kobietom i różnym don Juanom diabelskie cechy i czary. Obecnie zakres zarzutów z konieczności jest inny, ale chodzi o to samo. Bardziej subtelne formy moralizatorstwa i agresywności wobec seksu polegają na nawoływaniu do tłumienia porywów ciała na rzecz ducha, co jest o tyle łatwiejsze, iż często ,,ciało" w znaczeniu potrzeb seksualnych przemawia u nich słabiej i łatwiej im dystansować się wobec niego. W życiu rodzinnym najbardziej narażone na ich ataki są atrakcyjne synowe i niejedno małżeństwo rozpadło się w wyniku zazdrości o młodą kobietę, łatwo bowiem wmówić niedojrzałemu emocjonalnie synowi, iż jego żona nie jest na miarę jego wielkości, a jej atrakcyjność służy też i innym mężczyznom. 183 Projekcja. Ten mechanizm obronny polega na przypisywaniu innym własnych połrzeb, moływów, agresji. Własne JA traktowane jest jako czyste, pełne altruizmu, natomiast uosobieniem zła, agresji są Inni. Dzięki temu można np. synowej przypisywać własną wrogość, mężczyznom własne tłumione potrzeby erotyczne, autorom audycji i tekstów własne problemy w sferze seksualnej itp. Wymienione wyżej negatywne mechanizmy obronne pogłębiają w zasadzie frustrację kobiecości, a także rodzą sytuacje konfliktowe. W efekcie pojawia się zgorzknienie, wrogość wobec ludzi, zamykanie się w sobie jako uosobieniu cnoty. Zrozumiałe również, iż tego typu kobiety nie wzbudzają szacunku otoczenia, ani nie skłaniają do zachowań adoracyjnych; powstaje zatem sytuacja błędnego koła, a spirala agresywności narasta aż do wyzwolenia choroby wrzodowej, nadciśnienia itp. W związku partnerskim powstaje zazdrość wobec partnera, wyczulenie na jego zainteresowanie innymi kobietami, a w życiu rodzinnym pojawiają się napięcia międzypokoleniowe. Ten odwieczny problem obecnie może narastać, gdyż w życiu kobiet nastąpiło skrócenie okresu macierzyństwa i wydłużenie się okresu aktywności zawodowej, życiowej. Wymaga to zatem autopsychoterapii, umiejętności neutralizacji niepokoju przez partnera, rodzinę, ale również i wzrostu potrzeby psychoterapii dla tej populacji kobiet. PÓŹNA INICJACJA SEKSUALNA KOBIET W Polsce tylko u około 5% kobiet następuje inicjacja seksualna powyżej 20 roku życia, natomiast powyżej 25 roku życia Ś u około 1%. Jakie są przyczyny inicjacji seksualnej u kobiet dopiero powyżej 25 roku życia? W zasadzie sprowadzają się one do kilku typowych: normy moralne dozwalające współżycie jedynie po ślubie, zahamowania i lęki w sferze seksu, brak okazji, idealizowana koncepcja miłości i partnera. W przypadku norm dotyczących współżycia po ślubie najczęściej wynikają one z religijnej motywacji i nie ma tu w większości przypadków problemów wewnętrznych w sferze seksu. 184 Podkreślam - w większości przypadków, niekiedy bowiem wspomniana norma może wyrażać lęk przed seksem. Zahamowania i lęki seksualne najczęściej są wynikiem błędów wychowawczych lub osobowościowych problemów, albo też następstwem przeżytych szoków seksualnych, fobii, lęku przed defloracją, trudności w samookreśleniu własnej roli seksualnej, a niekiedy i ukrytych cech homoseksualnych. Współżycie seksualne lub mężczyzna są źródłem poczucia zagrożenia, obaw. Problem braku okazji do współżycia jest na tyle oczywisty, iż nie wymaga dokładniejszej analizy. Idealizowana postawa wobec seksu, miłości i partnera dotyczy tych kobiet, k"łóre mają nierzeczywiste modele lub oczekują ,,księcia z bajki"; niektóre ujawniają cechy narcystyczne i stąd zawyżanie oczekiwań wobec życia, inne pragną miłości przez wielkie M i czekają na nią. Im są starsze, tym większe mogą być ich oczekiwania, a zarazem coraz większy niepokój wobec upływu czasu. Poza wyżej wymienionymi przyczynami późnej inicjacji seksualnej istnieje również i taka, która wiąże się z zaburzeniami psychicznymi, ale jest to dość rzadko spotykane. Jakkolwiek różne są przyczyny opóźnionej inicjacji seksualnej, to istotny jest bezpośredni motyw zdecydowania się na nią. Zrozumiałe, że jeżeli ustąpią ww, przyczyny unikania inicjacji, to dochodzi do niej. Bywa jednak i tak, że decyzja rozpoczęcia współżycia wiąże się z narastaniem lęku przed samotnością, kompleksem niepełnej wartości kobiecej, potrzebą sprawdzenia się. Należy tu stwierdzić, iż wiele kobiet decyduje się na współżycie w wyniku presji społecznej, środowiska raczej nieufnie oceniającego te, które są w tym wieku dziewicami. W potocznym rozumieniu przypisuje się im ukryte choroby, wady budowy, brak kobiecości, wabika dla mężczyzn, a w końcu brak powodzenia, co może być najbardziej dotkliwym stresem. Dochodzi zatem do sytuacji, w której powstaje dramatyczna rozbieżność między wewnętrznym JA a oceną postaw otoczenia. Kobiety te często przecież słyszą żarty na temat tzw. starych panien, późnych dziewic itp. Rośnie w nich poczucie nienormalności, wobec mężczyzn czują skrępowanie i lęk przed odczytaniem u nich jakichś problemów w tej sferze. Nic zatem dziwnego, że na otoczeniu mogą stwarzać wrażenie dziwności, przewrażliwienia. Wiele kontaktów seksualnych przypomina przysłowiowy skok w głębiny, podjęcie ryzyka: ,,niech się dzieje, co chce". Na decyzje tych kobiet często również wpływają naciski ze strony najbliższej rodziny, która jest zaniepokojona przeciąganiem się tego stanu rzeczy. Partnerem w późnej inicjacji seksualnej może stać się zupełnie przypadkowy mężczyzna w przypadkowej sytuacji, który dopiero później orientuje się, że kobieta pragnęła defloracji i doświadczyła pierwszego współżycia. Można obecnie zadać sobie dalsze pytanie - czy fakt braku współżycia seksualnego do tego wieku wiąże się z następstwami w sferze psychicznej i seksualnej? Wiele zależy tu od poziomu tem-185 peramentu seksualnego - im jest on u danej kobiety wyższy tym następstwa bywają większe. Jeżeli natomiast potrzeby seksualne nie są rozbudzone lub są umiarkowane, to seks nie musi być problemem. Część tych kobiet rozwiązuje częściowo problem przez zastępczą masturbację, zatem ich potrzeby seksualne częściowo są zaspokajane. Jedynie .mniejsza część kobiet ma problemy z silnymi stanami podniecenia, nękającymi snami i wizjami o treści seksualnej, trwałym stanem podniecenia, nadmiernym uwrażliwieniem na sprawy męskokobiece. Innym możliwym następstwem są stany nerwicowe, chwiejność uczuciowa, drażliwość, konfliktowość w kontaktach z ludźmi. Następstwa późnej inicjacji zależą również od samooceny w roli kobiecej oraz motywacji życia seksualnego. Im samoocena w roli kobiecej jest niższa, a brak współżycia seksualnego jest odczuwany jako przymusowy, narzucony przez los, warunki, tym większe będą napięcia wynikające z braku współżycia. Jeżeli natomiast dana kobieta znajduje satysfakcję z własnej roli kobiecej, a brak współżycia jest świadomie wypracowaną oraz akceptowaną decyzją, to następstwa braku współżycia są niewielkie lub nie będzie ich wcale. Istnieje również dość popularny stereotyp, iż kobiety z późną inicjacją wyrównują sobie ten brak współżycia w formie intensywnej częstotliwości kontaktów, ,,rzucania" się na partnera itp. Tego typu postawa ujawnia się jedynie u tych kobiet, które miały późną inicjację z konieczności, z braku zainteresowania ze strony mężczyzn, nadmiernie rygorystycznego wychowania w domu. Należy przyznać, iż zjawisko późnej inicjacji seksualnej kobiet obrosło wieloma mitami i stereotypami, które stwarzają dość specyficzne nastawienie wobec tych kobiet. SZAŁ ZMYSŁÓW W życiu seksualnym znany jest stan, zwany amokiem seksualnym, kiedy to nagle wybucha bardzo silna namiętność do jakiejś osoby, połączona z nie znanymi uprzednio odczuciami i formami ekspresji erotycznej. Co ciekawe, zdarza się to często ludziom, którzy współżycie seksualne dotąd mieli ustabilizowane, a nawet wręcz doszli do rutyny w dziedzinie pieszczot, reakcji i zachowań seksualnych. l oto nagle, gwałtownie, pojawia się wybuch namiętności, intensywnego podniecenia seksualnego z nie znanymi dotychczas odczuciami. Pewna pacjentka opowiadała mi, że przez 12 lat małżeństwa miała orgazmy, była zadowolona ze współżycia, na pieszczoty reagowała podnieceniem, była przekonana, że dobrze zna siebie i swoje ciało. Poznała na wczasach pewnego pana i poczuła do niego tak silny pociąg zmysłowy, że sama była zaskoczona jego intensywnością. Nie mogła spać, była podniecona, pobudzona, wszystko się w niej gotowało. Czuła potrzebę oddania mu się, robienia tego, czego jeszcze do tej pory nie robiła, chciała, aby wziął ją gwałtownie, chciała rozebrać się przy nim, być naga. Gdy doszło do stosunku, przeżyła to tak silnie, jak nigdy dotąd, pozwalała mu na wszystko, nawet na rzeczy, do których namawiał ją mąż, ale na które nigdy się nie zgadzała. Ze zdziwieniem odkryła w sobie zupełnie inną kobietę, o innej pobudliwości, o możliwościach, których nie przewidywała. Znajomość z konieczności trwała krótko, ale wspomina ją dotąd jako najsilniejsze przeżycie seksualne. Amok seksualny sprawia wrażenie, jakby spadł nagle, nieoczekiwanie, tak że człowiek jest wobec niego bezbronny. Istnienie tego zjawiska powoduje, iż wiele osób sceptycznie zapatruje się na problem wierności, stałości związku, bo przecież każdemu może się coś takiego przytrafić. Czy tak jest rzeczywiście? Otóż zdarza się, że w sposób nagły, niespodziewany rodzi się intensywne podniecenie wobec osoby płci przeciwnej. Znane jest np. pojęcie tzw. pioruna sycylijskiego, czyli wybuchu nagłej miłości, pożądania. Tego typu stan jest odbierany jako zaskakujący, a jedno-187 cześnie tak silny, że burzy dotychczasowy spokój, stabilizację. Najczęściej jednak zdarza się, że wybuch namiętności jest tylko pozornie zaskakujący. Typową przyczyną tego stanu np. u kobiet jest sytuacja, kiedy mąż nie jest męskim ideałem danej kobiety, a małżeństwo było zawarte np. z chęci założenia własnego domu, zrobienia tzw. dobrej partii. Często u podłoża takiego szału miłosnego leży tęsknota za ubarwieniem swego życia, przełamaniem znudzenia. Spotkany partner trafia po prostu w takie oczekiwanie psychiczne, przy czym ma on w sobie na ogół cechy krańcowo odmienne od dotychczasowego partnera, ubarwia zatem monotonię życia, wnosi nowe atrakcje. Jeszcze inną typową przyczyną powstania amoku seksualnego u kobiet jest lęk przed upływem czasu, starością, utratą atrakcyjności. Nowy ekscytujący związek jest dla nich potwierdzeniem wartości kobiecej. Amoku seksualnego nie można traktować jako stanu, wobec którego jest się bezradnym i należy biernie mu się poddać. Gdyby zgodzić się z takim stanowiskiem, to wiele związków nie miałoby szans trwałości. Tłumaczenie, że jest to silniejsze ode mnie, oznacza po prostu przerzucenie odpowiedzialności na los, fatum itp. Amok seksualny jest stanem, wobec którego możemy przyjąć różne postawy - odrzucenia, wycofania się, akceptacji lub fascynacji. O tym, czy będzie on zrealizowany w nowym związku, czy też nie, decydujemy w końcu my sami. ZESPÓŁ DEMONA NOCY W seksuologii istnieje pojęcie "The incubus syndrom", który trudno wyrazić w języku polskim, potocznie można go ująć jako "demon odwiedzający kobiety w nocy". Jest to zespół rzadko rozpoznawany, chociaż dość znany w świecie przeżyć wielu kobiet i opisywany w literaturze pięknej. W znanych mi przypadkach tego zespołu pojawiały się następujące doznania: Iluzje przeżywania obecności mężczyzny przy sobie. Była to jakby świadomość, odczucie bycia obok mężczyzny, a bardziej jego ciała, które wiązało się z wrażeniem przyjemnego ciepła, nastrojowości erotycznej. Osoba mężczyzny najczęściej była nieokreślona, choć odczuwana jako bliska. Rzadziej natomiast ujawniało się odczucie obecności konkretnej osoby, chociaż we wszystkich tych przypadkach istniała świadomość nierealności sytuacji, złudzenia. Odczuwanie prądów, fal przepływających przez całe ciało lub bardziej lokalizowanych w narządach płciowych, w miednicy. Wspomniane prądy, fale wyzwalały przyjemny dreszcz, podniecenie i były odbierane jako ekscytujące seksualnie. Iluzje przeżywania bodźców seksualnych. Najczęściej odczuwane było wrażenie dotyku, lekkiego, delikatnego, miękkiego. Rzadziej natomiast pojawiały się iluzje bodźców wzrokowych, słuchowych, zapachowych. Iluzjom towarzyszyło zazwyczaj podniecenie seksualne i świadomość ich autentyczności, tzn. braku realnego partnera. Iluzje dotykowe najczęściej dotyczyły tych stref erogennych, które u danej kobiety należały do najbardziej ulubionych, silnie reagujących. Wrażenie, iluzja kontaktu seksualnego. Jest to rzadko spotykana iluzja, dająca wrażenie dziania się, przeżywania stosunku przy zachowanej świadomości braku realnej osoby partnera. 189 Wspomniane wyżej iluzje wyzwalały różnego typu reakcje i doznania seksualne. U części kobiet pojawiło się lubricatio (zwilżenie pochwy), u innych narastała fala podniecenia, a jeszcze u innych nawet orgazm. Opisane objawy niekiedy były odczuwane jako seksualne działanie ukochanej osoby z odległości, ale również towarzyszyło temu poczucie nierealności tego oddziaływania. Warto przy okazji wspomnieć, iż niektóre kobiety wierzące w oddziaływanie bioenergetyczne wiązały wspomniane odczucia z przekazem biopola partnera na odległość. Wspomniany zespół demona nocy swój źródłosłów bierze z opisu przeżyć mistyczek, wizjonerek, które odczuwały różne doznania seksualne w nocy i wiązały to z oddziaływaniem złych mocy. Opisy te bywają niezwykle obrazowe, konkretne i barwne. Wspomniany zespół ujawnia się również u osobowości histerycznych, a niekiedy w zaburzeniach psychicznych. Spotyka się go również, i to znacznie częściej, u kobiet, które są nie zaspokojone seksualnie, pozbawione uczucia więzi z partnerem, miłości, a jednocześnie mają wysoki poziom temperamentu seksualnego. Wytłumaczenie powstania tego zespołu w ostatniej z wymienionych możliwości nie jest takie trudne - erołyzacja psychiki, nie zaspokojone potrzeby prowadzą do obniżenia progu wrażliwości zmysłowej i zaczynają ujawniać się bodźce podprogowe, życzeniowe, płynące z wyobraźni. Iluzje seksualne niekoniecznie bywają odbierane jako przyjemne, niekiedy wzbudzają poczucie lęku, nienormalności psychiki, pogłębiają frustrację seksualną i uczuciową. Trzeba również przyznać, iż czasem rozpoznanie granicy między światem zdrowia psychicznego a zaburzeń psychicznych bywa utrudnione. Omawianego zespołu nie należy określać jako zaburzenie, raczej jako swoisty fenomen seksualizmu kobiecego. Nie zawsze jednak łatwo wykluczyć zaburzenia psychiczne. Kobiety odwiedzane przez demona nocy różnie na niego reagują. Jedne usiłują tłumić swe doznania seksualne, inne je rozwijają przez praktyki masturbacyjne. W wielu przypadkach zaniepokojenie nienormalnością prowokuje do nawiązywania kontaktów z mężczyznami, w innych przypadkach iluzjom zaczyna towarzyszyć rozbudowywanie świata fantazji, np. uczucie rzekomego posiadania partnera, oddziaływanie na adoratora bioprądami na odległość itp. Zespół demona nocy jako wyraz frustracji podstawowych potrzeb psychicznych kobiety - miłości, więzi erotycznej - jest sygnałem, iż frustracja zaczyna przybierać intensywny charakter. Wymaga to określenia swej przyszłości - czy nadal sama, czy z kimś? l wyciągnięcie z tego dylematu wniosków dla siebie. ZESPÓŁ PANIKI ZAMYKAJĄCYCH SIĘ DRZWI U wielu 40letnich kobiet powstaje zespół o tak obrazowej nazwie. Polega on na tym, iż istnieje lęk przed upływem wieku, starzeniem się utratą atrakcyjności kobiecej. Rodzi się żal za młodością, adoracją ze strony mężczyzn, atrakcyjnością ciała wzbudzającego podziw i pożądania mężczyzny. Pojawiają się zmienne nastroje, hipochondryczne nastawienie, wzrastają potrzeby seksualne, m.in. wyrażające potrzebę potwierdzenia swej kobiecej atrakcyjności; kobieta wspomina przeszłość, a zwłaszcza utracone szansę, ma obsesje utraty urody. Zespół ten jest tym bardziej burzliwy, im słabsza jest więź partnerska, seksualna, niezaspokojenie potrzeb adoracji i satysfakcji seksualnej. Zmienia się styl bycia kobiety; zaczyna zwracać uwagę na swoją atrakcyjność dla innych, odmładza się strojem, często hołduje modzie młodzieżowej, jest zwłaszcza wyczulona na traktowanie ze strony młodych mężczyzn, od których oczekuje adoracji, podziwu. Często pojawiają się sentymentalne i romantyczne nastawienia: tęsknota za romantyczną miłością, przeżywanie romansowych filmów i lektur, interesowanie się życiem prywatnym przedstawicieli Olimpu. Świat psychiczny takiej kobiety zaczyna koncentrować się na jej roli kobiecej atrakcyjności oraz jej oddźwięku ze strony mężczyzn. Wobec młodych kobiet pojawia się uczucie zazdrości, a jednocześnie wzrasta poczucie zagrożenia. Często przybiera to formy pozorowane, np. krytycznie ocenia się błędy w pracy zawodowej, niedojrzałość młodej kobiety, przypisując jej lekceważący styl życia; typowe są zachowania rywalizacyjne wobec nich. Niejedna kobieta nawiązuje romanse, z reguły z młodszymi wiekiem partnerami, które z jednej strony potwierdzają poczucie własnej kobiecej wartości, z drugiej natomiast są formą cofania się w przeszłość, próbą zaczynania od nowa. Jeśli nowy partner potrafi dostarczyć wzmocnień w roli kobiecej, dochodzi do rozwodów. Na ogół jednak przebieg tego zespołu jest bardzo łagodny, zwłaszcza wtedy, kiedy stały partner potrafi zaspokajać potrzeby adoracyjne, 191 uczuciowe i seksualne. Inaczej mówiąc - zespół paniki zamykających się drzwi jesł wyrazem stresu kobiet, które nigdy nimi nie przestają być, o czym niekiedy zapominają ich partnerzy. Adoracja ze strony partnera, ujawnianie miłości i podtrzymywanie więzi seksualnej są u wielu kobiet ważną potrzebą, odczuwaną aż do późnych lat życia. Wspomniany zespół stanowi istotną barierę dla więzi partnerskiej, jeśli partner zapomina o strukturze psychicznej kobiety i nie zaspokaja jej potrzeby adoracji. Zdarza się często, iż partner coraz mniejsze znaczenie przywiązuje do więzi seksualnej, nie dostarcza wzmocnień swej partnerce. Jeśli w związku dominuje przyzwyczajenie, rutyna, a co gorsza partner ośmiesza zachowanie kobiety i pomniejsza jej wartość w tej roli, to naturalną reakcją kobiety jest agresja, a zdrada traktowana jest jako zemsta wobec niego oraz chęć udowodnienia mu, że dla innych mężczyzn nie przestała być kobietą. Zespół paniki zamykających się drzwi wyraża specyfikę kobiecej dojrzałości, ujawnia kryzys atrakcyjności więzi partnerskiej, frustrację potrzeby adoracji, miłości ze strony kobiety. Zaburza nie tylko więź małżeńską, ale przenosi się również na kontakty interpersonalne w pracy i w środowisku. Jeżeli ten wewnętrzny konflikt kobiety zostaje stłumiony, to jego efektem są różnorodne napięcia, nerwice, choroby psychosomatyczne. Tego typu pacjentki często spotyka się w gabinetach różnych specjalistów, a zwłaszcza u ginekologów, psychoterapeutów. Rozwiązanie tego konfliktu uzależnione jest od postawy partnera, który nie może zapominać, że jego partnerka nadal jest i będzie kobietą ze wszystkimi wynikającymi z tego faktu potrzebami psychicznymi, a jednocześnie musi uświadomić kobiecie, na czym polega istota jej problemów, dość zresztą powszechnych. NIETYPOWE BÓLE MIEDNICY Do częściej występujących u kobiet chorób psychosomatycznych należą łzw. nietypowe (psychogenne) bóle miednicy. Zdaniem znanego ginekologa - R. Bensona - dotyczą one około 5Ś 25% pacjentek zgłaszających się do ginekologów. Brak konkretnych zaburzeń ze strony narządów rodnych sprawia, iż te pacjentki często nie wierzą lekarzowi i szukają pomocy u innego, mnożą różnorodne badania i z niepokojem myślą o najgorszym. Trudno im pogodzić się z faktem, iż "w brzuchu nic nie ma". Bóle w miednicy mogą być stałe lub przemijające, najczęściej nie są zlokalizowane, bywają zmienne, o różnym natężeniu - od pobolewania aż do uporczywego bólu. Nie mają związku z fazą cyklu miesiączkowego. Zazwyczaj po przeprowadzeniu różnych badań stwierdza się psychogenny charakter bólów i zmienia się tryb badania oraz postępowania. Tego typu pacjentki kierowane są do psychiatrów, seksuologów. Według Bensona kobiety z nietypowymi bólami miednicy wychowywały się w specyficznym środowisku rodzinnym. Matki były dominujące, władcze, niezadowolone z życia," rozczarowane partnerem, w poglądach fanatyczne. Ojcowie często bywali brutalni, nadużywali alkoholu lub mieli zaburzenia psychiczne. Tego typu struktura rodziny nie sprzyjała rozwijaniu prawidłowych wzorców kontaktów partnerskich, męskościkobiecości. W wyniku wychowania w takim środowisku u kobiet tych często rozwija się osobowość o cechach niedojrzałych, egocentrycznych, a niekiedy i histerycznych. Życie uczuciowe i seksualne tych kobiet najczęściej nie jest udane, mają problemy z podniecaniem się, osiąganiem orgazmu, konflikty z partnerem, są trwale rozczarowane związkiem. Badania wskazały, iż mężowie tego typu kobiet również nie są zupełnie przypadkowi, zostali wybrani na zasadzie podświadomego doboru, ujawniają bierność, stoicyzm, a często mają i problemy seksualne. Cechy te prowokują do konfliktów, poczucia rozczarowania, niezadowolenia. Spokój i bierność ze strony partnera sprawia, iż u kobiety stany niezadowolenia z konieczności są tłumione, nie ma pełnego ich rozłado-13 - Seks dojrzały 193 wania. Niezaspokojenie potrzeb seksualnych lub ich nierozbudzenie sprawia, iż współżycie seksualne nie doprowadza do orgazmu, satysfakcji, a przekrwienie bierne w wyniku podniecenia ustępuje wolno i po pewnym okresie daje przykre odczucie bolesności, podrażnienia. Można w zasadzie powiedzieć, iż nietypowy ból miednicy jest formą reakcji kobiety na niezadowolenie z życia uczuciowego oraz seksualnego, wyrazem tłumienia i wypierania uczuć, niepełnej wartości kobiecej. Ponieważ zaburzenie to ma charakter ginekologiczny, nie jest kojarzone z przyczynami psychicznymi i przez wiele lat może być bagatelizowane. Postawa ta jest o tyle zrozumiała, iż przecież wiele kobiet ma różnorodne słany napięcia i przykrości wiążące się z miesiączką, owulacją, okresem poprzedzającym miesiączkę (łzw. zespół napięcia przedmiesiączkowego). Zatem dolegliwości miednicy są traktowane jako "babskie", wyraz "losu kobiety". Jeżeli nasilenie tych bólów jest podprogowe, tzn. odczuwane łagodnie, to są one łatwe do zniesienia i kojarzone z typem budowy narządów płciowych, cyklem przemian hormonalnych. Pomocy u lekarza szuka się wówczas, gdy ich natężenie staje się dokuczliwe. Leczenie tych pacjentek wymaga dokładnej diagnozy, wykluczającej zaburzenia somatyczne. W przypadku potwierdzenia tła psychicznego, konieczne jest poznanie całej linii życiowej kobiety, a zwłaszcza powiązań między przeżyciami z domu rodzinnego a stanem aktualnego związku partnerskiego. Psychoterapia samej kobiety lub partnerska ze współudziałem męża jest jedynie skuteczną metodą leczenia, ale i dość czasochłonną. Niektóre kobiety wolą leki przeciwbólowe zamiast terapii wnikającej w ich osobiste przeżycia, co jednakże pomaga tylko na krótki okres. OPERACJE GINEKOLOGICZNE A SEKS Wiele kobiet w różnym wieku staje przed koniecznością przeprowadzenia ginekologicznych zabiegów operacyjnych, które wiążą się z narządami mającymi duże znaczenie dla życia seksualnego. W pierwszym okresie bezpośrednio poprzedzającym zabieg są skoncentrowane na samym zabiegu. W okresie pooperacyjnym, kiedy wracają do domu i podejmują przerwane życie rodzinne i zawodowe, zaczynają komplikować się sprawy seksu. Pojawia się problem, czy sam fakt zabiegów operacyjnych wiążących się np. z częściowym lub całkowitym usunięciem przydatków ma wpływ na późniejsze życie seksualne, a jeżeli tak, od czego to zależy? Problem ten od dawna interesował badaczy i przeprowadzono wiele badań naukowych. Okazało się, że nie jest on prosty i nakładają się na niego różnorodne czynniki. Zacznijmy od kilku danych statystycznych. Operacje ginekologiczne mogą mieć następujące następstwa: Sytuacyjne stany lękowe ^% Słany depresyjnego przygnębienia ^"/o Drażliwość 22% Osłabienie koncentracji, spadek energii 27% Ogólne słany nerwicowe 23% Dyspareunia (bolesne stosunki) 29% Anorgazmia (brak orgazmu) 30% Jak wynika z tych danych, problemy typu seksualnego oraz nerwicowego występują średnio u 30% operowanych kobiet. Dlaczego jednak nie występują u wszystkich? Jakie są przyczyny ich powstawania? Jak im zaradzić? Następstwa operacji ginekologicznych na życie seksualne danej kobiety w dużym stopniu wiążą się z tym, co się działo w okresie przed operacją. Jeśli istniały problemy seksualne, partnerskie, neurotyzm, to zabieg operacyjny może je nasilić. Ważna jest również f3195 postawa partnera. Jeżeli nie okazuje on cierpiącej kobiecie zainteresowania, czułości w okresie bezpośrednio po operacji, po powrocie do domu, jeśli jest niezadowolony z konieczności okresowej przerwy we współżyciu, to zrozumiałe, iż rozczarowanie postawą partnera i żal do niego może się wyzwolić w formie dolegliwości psychicznych i seksualnych. Następstwa zabiegu mogą mieć również tło biologiczne i znana jest np. dyspareunia pooperacyjna czy anorgazmia w wyniku zaburzeń hormonalnych itd. W tych wypadkach konieczne jest informowanie ginekologa prowadzącego opiekę pooperacyjną o tego typu problemach i wówczas włączenie leczenia hormonalnego czy też różnych leków, maści, kremów może poprawić reaktywność seksualną. Zawsze bardzo jest ważne stwierdzenie, czy rzeczywiście problemy seksualne mają tło biologiczne, konieczne jest zatem badanie ginekologicznoseksuologiczne. Innym źródłem problemów seksualnych jest zbyt wczesne podjęcie stosunków po operacji. Niektóre pacjentki, kierując się nadmiernym wstydem, nie pytają lekarza, od kiedy można rozpocząć współżycie i robią to na wyczucie, subiektywnie. Inne natomiast, obawiając się konsekwencji nie zaspokojonego seksualnie męża, zbył szybko wyrażają zgodę na współżycie, co może dać przykre doznania bólowe (dyspareunia). Problemy seksualne w okresie pooperacyjnym mogą również wynikać np. z powikłań hormonalnych, zapalnych, ze skąpego wydzielania lubricałio, stanów grzybiczych itp. W tych przypadkach zaburzenia seksualne są jednym z objawów powstałej choroby i miną wraz z jej wyleczeniem. Niekiedy możność podjęcia stosunków seksualnych jest możliwa w kilka miesięcy po operacji. Tego rodzaju perspektywa niepokoi wiele kobiet obawiających się, "że mąż tak długo nie wytrzyma". Po pierwsze w takich uzasadnionych przypadkach można "wytrzymać", a po drugie w wielu związkach stosowane są zastępcze formy kontaktów seksualnych. Dziwić może jedynie fakt, iż wiele kobiet nie interesuje się tymi formami zastępczymi (pieszczoty ręczne, oralnogeniłalne, stosunki międzyudowe). Wspomniane formy zastępcze utrzymują więź seksualną między partnerami, a służą nie tylko zaspokojeniu potrzeb seksualnych. Wyrażają również wzajemną bliskość, czułość, zrozumienie przymusowej sytuacji. Obecnie przechodzę do najważniejszego problemu kobiet operowanych - jest nim poczucie małowartościowości kobiecej, prowadzącej do zaburzeń seksualnych. W świadomości wielu kobiet seks, popęd, współżycie są utożsamiane głównie z narządami płciowymi, ich funkcjami. Przywiązują one wielkie znaczenie do swej budowy, estetyki okolic genitalnych, regularności cyklu miesiączkowego. Zabieg operacyjny, który wiąże się z bliznami pooperacyjnymi, z usłaniem miesiączkowania, wycięciem "czegoś z środka", może być 196 odczuwany jako okaleczenie kobiecości, pozbawienia wartości istotnej dla seksu. Rodzi się również przekonanie, iż teraz przeżycia seksualne nie będą już takie same jak dawniej. Tak więc kobieta odczuwa, że jest mniej wartościowa dla partnera i nastawia się na kłopoty w sferze seksu. Również dyskomfort estetyczny, wynikający z reakcji na własne ciało, może prowadzić do reakcji typu nerwicowego, depresyjnego, do oziębłości seksualnej. Nic zatem dziwnego, że wspomniane postawy i przeżycia mogą prowadzić do zaburzeń seksualnych. Doznane niepowodzenia w życiu seksualnym, poczucie mniejszej wartości w roli partnerki są traktowane jako potwierdzenie tych nastawień r powstaje spirala błędnego koła, nasilająca problemy seksualne. Potwierdzeniem tego częstego zjawiska jest chociażby fakt, iż kobiety z właściwym poziomem wiedzy seksualnej, świadome skutków mają znaczenie mniejsze problemy seksualne w okresie pooperacyjnym. Zatem odpowiednia wiedza, psychoterapia dają poczucie bezpieczeństwa, sprzyjają obiektywnej ocenie życia seksualnego. Proces ten powinien być przeprowadzony jeszcze przed operacją, gdyż później wiele kobiet traktuje tego rodzaju psychoterapię nieufnie, jako "pocieszenie". Muszę przyznać, że nieraz muszę poświęcić wiele czasu na taką psychoterapię, na uwalnianie z irracjonalnego myślenia, błędnych poglądów. U większości operowanych ginekologicznie kobiet nie ma przeszkód do podjęcia aktywności seksualnej, a zakres ich doznań seksualnych zależy od wielu czynników: stanu biologicznego, więzi partnerskiej, uczuciowej, nastawienia do seksu, reaktywności seksualnej. Zatem wiele kobiet może mieć nadal udane życie seksualne. Pozostaje do omówienia problem kobiet, które w wyniku zabiegu operacyjnego utraciły zdolność macierzyństwa. Problem ten dotyczy nie tylko tych kobiet, które oczekiwały macierzyństwa, ale i tych, które nie miały już takich planów. Dla wielu kobiet sam fakt ubezpłodnienia jest podważeniem ich wartości kobiecej i stąd wiele reakcji typu depresyjnego. Świadomość "nie mogę już nigdy zostać matką" jest bardzo bolesnym przeżyciem i może to wpłynąć na postawy wobec partnera, wobec którego odczuwa się niepełną wartość. Jest to jedna z przyczyn wymienionych wyżej problemów seksualnych kobiet operowanych, l ta kwestia wymaga właściwej psychoterapii, zachowania partnera. Już kilkakrotnie powracam do roli partnera w życiu operowanej kobiety, gdyż od niego zależy przywrócenie kobiecie poczucia wartości, pomoc w nawiązaniu więzi seksualnej, w leczeniu seksuologicznym. Udany związek partnerki jest najlepszą formą psychoterapii operowanych kobiet. OZIĘBŁOŚĆ PŁCIOWA KOBIET DOJRZAŁYCH U kobiet w wieku powyżej 30 roku życia nieco odmienna jest Ś w porównaniu do kobiet młodszych - specyfika przyczyn i przebiegu oziębłości. W zasadzie można powiedzieć, że wiek odgrywa tu rolę dominującą Ś im starsza jest kobieta, tym częściej spotkać można oziębłość na tle organicznym i psychosomatycznym, co jednakże nie oznacza, iż psychogennych przyczyn jest mało. Również w coraz starszych populacjach kobiet spotyka się współistnienie oziębłości z innymi zaburzeniami seksualnymi, np. z dyspareunią (bolesność w stosunku), awersją seksualną, bólami miednicy, zanikiem lubricałio; nie będę oczywiście mówił o oziębłości towarzyszącej procesowi przekwiłania u części kobiet. Do najczęstszych przyczyn oziębłości seksualnej kobiet w wieku powyżej 30 lat należą: Przyczyny somatyczne: zaburzenia hormonalne poporodowe (np. "dyskretne" przebiegi zespołu podwzgórzowego), w wyniku zażywania doustnych tabletek antykoncepcyjnych, stany pozapalne w obrębie przydatków, urazy po przerwaniach ciąży, lekomania (narastająca z wiekiem), neuralgie w obrębie miednicy, choroby przewlekłe, np. nadciśnieniowa, wrzodowa itd. Przyczyny infrapsychiczne; neurołyzm, stany zmęczenia i rozczarowania, trudności w godzeniu różnych ról, np. partnerskiej, zawodowej, macierzyńskiej itp. Przyczyny diadyczne: długotrwałe konflikty i walka między partnerami, zdrady partnera, znudzenie osobą partnera, zrułynizowanym współżyciem seksualnym, brak dbałości o atrakcyjność ars amandi, atrakcyjne romanse, które zmniejszyły wartość stałego partnera itd. 198 Do innych, również ważnych przyczyn, należą np.; poczucie zagrożenia utratą atrakcyjności kobiecej, plałoniczne miłości prowadzące do zniechęcenia wobec partnera, wzrost oczekiwań wobec seksu, na które nie jest w słanie lub nie chce odpowiedzieć partner. Istnieje jeszcze inna, specyficzna przyczyna rozwijającej się oziębłości w tym wieku, która wynika ze zmiany w psychofizjologii seksualnej partnerów: wiele kobiet potrafi w tym wieku szybciej i silniej reagować seksualnie, a wielu mężczyzn - ich partnerów - zaczyna ujawniać problemy seksualne (zaburzenia wzwodu, zmniejszenie pobudliwości i częstotliwości współżycia). W efekcie kobiety tłumią swoje pogrzeby seksualne, co prowadzi je do oziębłości lub innych zaburzeń psychosomatycznych (np. bólów miednicy). Zdarza się również, iż kobiety oczekują pielęgnowania uczuć w swym związku, a partner - okazujący oschłość, unikający pieszczot, czułości, wyznań miłosnych - zmniejsza w rezultacie zainteresowanie życiem seksualnym. Wspomniane wyżej przyczyny jedne kobiety prowokują do tłumienia potrzeb seksualnych, inne do zaspokojenia ich gdzie indziej, a jeszcze inne do ,,ucieczki w chorobę" - z nich właśnie rekrutują się liczne pacjentki internistów, ginekologów, psychiatrów. W gabinecie seksuologa pojawiają się zatem najczęściej kobiety z wtórną oziębłością, ale istnieje również liczna rzesza pacjentek, które dotąd były oziębłe (oziębłość pierwotna) i godziły się z tym faktem, a obecnie oziębłość ta stała się dla nich problemem osobistym. Posłużę się typowym przykładem: wiele kobiet nauczyło się znosić brak orgazmu, inne nie odczuwały potrzeby zmiany tego stanu rzeczy; jeżeli jednak ich partner zaczął interesować się innymi kobietami (co jest dość typowe u mężczyzn w wieku 40Ś50 lat), to pragną utrzymać go przy sobie, podejrzewając, iż źródłem tego zainteresowania jest temperament innych kobiet. Inne, seksowne kobiety, stają się konkurentkami, źródłem poczucia zagrożenia trwałości związku i wówczas zapada decyzja zmiany dotychczasowego stanu rzeczy, potrzeba wyleczenia się. Dla seksuologów są to trudne problemy, gdyż zaangażowanie partnera w inny związek może być daleko posunięte i może mu już nie zależeć na współżyciu z żoną. Zdarzają się jednak dość częste przypadki renesansu więzi seksualnej w małżeństwie, kiedy zagrożona kobieta rzeczywiście ujawnia tak wysoką motywację bycia seksowną i atrakcyjną, iż potrafi wiele zrobić, aby osiągnąć ten cel. Są to bardzo zdyscyplinowane pacjentki, chętnie szukające porad w publicystyce seksuologicznej, przeobrażające się w ars amandi. Otóż partner jest zaskoczony metamorfozą swej żony, która z biernej robi się aktywna, stosuje zróżnicowane formy stymulacji seksualnej i rzeczywiście wciąga się sam w ten nowy świat doznań i przeżyć seksualnych. Wielu mężczyzn traktuje tę metamorfozę nieufnie, podejrzewając jakiś romans, inni zmieniają swoje postawy wobec partnerki i powstaje nowa o wiele atrakcyjniejsza niż dotąd więź seksualna. 199 W wielu wypadkach kobieły po zakończeniu pielęgnowania małych dzieci zaczynają znajdować czas dla siebie i odczuwają potrzeby poprawy przeżyć seksualnych, obawiają się, że lata płyną, że w tej sferze niewiele przeżyły i czas może pozbawić je pełni kobiecości. U kobiety powyżej 30 roku życia seks nabiera innego wymiaru. U tych, które są obdarzone temperamentem, obserwuje się jego dalszy wzrost, a u oziębłych narasta niepokój i potrzeba zmiany. Nic zatem dziwnego, że seksuolodzy mają do czynienia z pacjentkami, których wywiad dotyczący oziębłości obejmuje po 15 i więcej lat. Należy również stwierdzić, iż u wielu kobiet słuchających drobiazgowych opisów przeżyć intymnych swych koleżanek rodzi się poczucie zazdrości i kompleksu, które jest wówczas naturalnym mechanizmem stymulującym. Inne, czytające publikacje na ten temat, również mają wrażenie swej niepełnej wartości kobiecej i "dojrzewają" do zmiany tego stanu rzeczy. Poruszanie problemów seksualnych w wielu pismach kobiecych również skłania kobiety do zajęcia się tą dotychczas bagatelizowaną sferą życia, a niektóre dopiero wtedy dowiadują się, że jest to zaburzenie i że można je wyleczyć. Kobiety oziębłe stosują również strategię rozwiązań swego problemu. Jedne szukają pomocy u doświadczonych koleżanek i wypróbowują ich rady, niejednokrotnie zresztą z dobrym skutkiem. Inne stosują stereotypową formę "sprawdzenia się, jak będzie z innymi" i gdybyśmy przeanalizowali motywacje wielu romansów, zdrad wczasowych, to znaleźlibyśmy taki właśnie mechanizm. Należy jednak zaznaczyć, że tego typu metoda "leczenia" w wielu wypadkach nie tylko nie pomaga, ale i pogłębia kompleks oziębłości. Im bardziej doświadczony i atrakcyjny partner, tym większe będzie rozczarowanie i zaniepokojenie sobą. Zdarza się również, iż kobieta skarżąca się lekarzowi, nie będącemu seksuologiem ze swych kłopotów, też usłyszy radę, aby sprawdziła się. Wówczas albo zareaguje oburzeniem, albo zastosuje się do porady, zwłaszcza jeśli nosiła się z takim zamiarem, który obecnie nabrał rangi fachowej porady. Zdarza się oczywiście, iż kontakt z doświadczonym lub bardziej atrakcyjnym od męża partnerem wyzwoli nie znane dotąd przeżycia i rzeczywiście oziębłość mija, ale niekoniecznie do męża. Oziębłość leczy się obecnie wieloma metodami. Najpierw należy jednak właściwe postawić rozpoznanie, odkryć źródło oziębłości i wyeliminować je. Nie ma metody uniwersalnej, każda wymaga dostosowania do sytuacji pacjentki oraz jej związku. W wypadku oziębłości na tle somatycznym prowadzi się konsultacje u różnych specjalistów, np. ginekologów, urologów, endokrynologów itp. Wyleczenie podstawowej choroby może usunąć źródło oziębłości, np. w przypadku zaburzeń hormonalnych. Czasem stosowane są środki stymulujące popęd seksualny i obniżające próg wrażliwości zmysłowej, w wyniku czego te same bodźce działają silniej. Daje się np. małe dawki hormonów męskich, środki podwyższające ciśnienie krwi, poprawia-200 jące ukrwienie w obrębie miednicy, witaminy (np. E, A+E, PP), biostyminę w formie iniekcji. W innych wypadkach zaleca się specjalną gimnastykę mięśni miednicy, ćwiczenia mięśnia łonowoguzicznego (np. w formie przerywania strumienia moczu). W wielu przypadkach oziębłości bardzo dobre rezultaty dają tzw. metody treningowe przy współudziale partnera - stosowane są zatem stopniowane seanse seksualne, w których partnerzy znajdują najbardziej wrażliwe miejsca erogenne i uczą się właściwie je pobudzać. Inne metody treningowe polegają na urozmaicaniu techniki seksualnej, pozycji współżycia. Zdarzało mi się wyleczyć pacjentki z wieloletnią "oziębłością dzięki wskazaniu konkretnej pozycji i formy stymulacji seksualnej. W seksuologii stosowane są bardzo zróżnicowane metody treningowe, jest ich wiele, ale należy je dostosować do wrażliwości partnerów, ich poziomu, postaw wobec tych metod. Zdarza się np., iż terapeuta zaleca stosowanie luster we współżyciu, co dla pacjentki i jej partnera jest jednoznaczne z dewiacją. W przypadku wielu kobiet z oziębłością psychogenną wskazane jest stosowanie różnych form psychoterapii: relaksu, hipnozy, psychoterapii indywidualnej (rozmowy terapeuty z pacjentką, w których dochodzi do wyładowania np. zalegających emocji), grupowej, małżeńskiej itp. Wiele pacjentek oczekuje błyskawicznej poprawy, zwłaszcza gdy czują się zagrożone w swych związkach. Należy jednak uświadomić sobie fakt, iż leczenie oziębłości wymaga tygodni, a nieraz nawet i miesięcy, nie ma tu więc mowy o "pogotowiu seksualnym", lecz o stopniowej trudnej pracy partnerów, terapeuty. Chociaż słyszy się różne opinie o niekorzystnym wpływie publicystyki o tematyce seksualnej, to jednak trzeba przyznać, iż wielu kobietom dostarcza ona potrzebnych informacji, dzięki którym poprawia się ich życie seksualne. Wyleczenie oziębłości to przecież nie jest jedynie sprawa wyćwiczenia odruchu orgazmu; dotyczy również wejścia kobiety w nowy dla niej, fascynujący świat przeżyć i doznań seksualnych, więzi seksualnej z partnerem, wzbogacającej ich przyjaźń i miłość, sprzyja również zdrowiu psychicznemu i równowadze emocjonalnej oraz życzliwości w jej kontaktach międzyludzkich. Kobiety mające udane życie seksualne są bardziej życzliwe, pogodne, tolerancyjne, mają poczucie humoru, witalność w porównaniu z kobietami oziębłymi i zahamowanymi w sferze seksu. W literaturze naukowej istnieje ponad 200 prac poświęconych osobowości kobiet oziębłych. Zastosowane testy i kwestionariusze badania osobowości wykazały m.in. istnienie u tych kobiet następujących cech: niepokój, agresywność, niedojrzałość emocjonalna, zaburzenia obrazu własnego ciała, skłonność do depresji, histerii, hipochondrii, intrawertywność, izolowanie się, duży dystans wobec ludzi. Zastanawiające, czy powyższe cechy są przyczyną czy też następstwem oziębłości?, czy osobowość partnera ma jakiś wpływ na rozwój tych cech? Okazuje się, że u części kobiet tkwiły one uprzednio w oso-201 bowości i sprzyjały rozwojowi oziębłości, ale u wielu innych powsłały w wyniku rozwoju oziębłości, a osobowość kobiety uprzednio była inna. To drugie stwierdzenie jest dość istotne, ukazuje bowiem ewolucję psychiki kobiecej w wyniku zaburzeń seksualnych. Zatem leczenie oziębłości kobiet musi jednocześnie uwzględniać cechy ich osobowości i sprzyjać ich poprawie. Trudniej natomiast odpowiedzieć na pytanie, na ile osobowość partnera ma wpływ na rozwój różnych cech osobowości u kobiety z oziębłością. Im większy jest negatywny i oceniający stosunek mężczyzny do partnerki przeżywającej problemy seksualne, tym częstsze będą u niej różne reakcje obronne, poczucie winy, które mogą wprowadzać zmiany w osobowości. Często zatem spotykane ocenianie: "zimna kobieta" może być stwierdzeniem faktu, ale partner tak oceniający partnerkę nieraz sam się przyczynił do powstania tych cech. NASTĘPSTWA GWAŁTU W potocznym myśleniu następstwa gwałtu kobiety są oceniane od skrajnie szkodliwego szoku zaburzającego współżycie seksualne i kontakty z mężczyznami do niewiele znaczącego, acz przykrego epizodu. Skrajne oceny następstwa gwałtu wynikają z niewiedzy na temat istnienia różnych stereotypów, np. że wiele kobiet lubi być gwałconych. W trakcie procesów sądowych spotykałem się z rozbieżnymi ocenami na temat skutków gwałtu - np. rodzina sprawcy dowodziła, iż w końcu nic takiego się nie stało, a rodzina ofiary, że gwałt wpływa negatywnie na całe późniejsze życie. Jaka zatem jest prawda? Ze względu na fakt rosnącej na świecie liczby gwałtów różne organizacje międzynarodowe oraz ośrodki naukowe podjęły na ten temat badania. W lipcu 1984 roku w Sztokholmie odbyła się 202 międzynarodowa konferencja na temat gwałtów oraz psychoterapii ich następstw. Zainteresowano się tym problemem również i u nas, po pierwsze dlatego, iż liczba gwałtów jest spora, a po drugie, że oceny ich następstw są skrajne. Na podstawie wszystkich danych światowych na ten temat należy stwierdzić, iż do najczęściej występujących następstw zgwałcenia należą: ciąża, choroba weneryczna oraz stresy i urazy emocjonalne. Naukowcy u '/ 10 ofiar gwałtów rozpoznają tzw. Zespół urazu gwałtu (The rape trauma syndrome). Polega on na występowaniu objawów lękowych, różnych dolegliwości (bóle głowy, kłucie serca, stany napięcia), zaburzeń w sferze seksualnej (bolesne współżycie, oziębłość, pochwica, brak orgazmu) lub zaburzeń w kontaktach z mężczyznami (niechęć, rezerwa, lęk). Szczególnym wyrazem tego zespołu jest pojawienie się silnych stanów lękowych w przypadku spotkania mężczyzny w oddalonym od ludzi miejscu lub samotnie spędzanego wieczoru. Często również występują koszmarne, pełne lęków sny. Okazuje się, że pojawienie się tego zespołu u '/ 10 ofiar gwałtu zależy nie od stopnia jego urazu, ciężkości, lecz od typu osobowości danej kobiety. Im bardziej kobieta jest intrawersyjna, tłumiąca w sobie emocje, podatna na zaleganie uczuć, tym większe będą następstwa zgwałcenia. Będą one również większe u tych kobiet, które darzyły świat mężczyzn nadmiernym zaufaniem, na pograniczu idealizacji oraz braku wyobraźni. Mniejsze natomiast są następstwa u kobiet bardziej realnie oceniających ludzi, płeć, seks. Skutki zależą również od biografii kobiety: im większe miała problemy w więzi uczuciowej z własnym ojcem, z rówieśnikami, z życiem seksualnym, tym większe będą 'następstwa gwałtu. Pytanie, czy fakt gwałtu rzeczywiście część ofiar przeżywa pozytywnie jest raczej retoryką, gwałt bowiem jako taki jest zawsze czymś brutalnym i bolesnym. Jakkolwiek niektóre kobiety mają w swych marzeniach potrzeby bycia zdobywaną, ale te marzenia dotyczą nie tyle faktu seksualnego zdobycia, ile aktywnego zachowania ze strony podobającego się mężczyzny. Pragną po prostu zainteresowania i aktywności z jego strony. Zaledwie minimalny odsetek kobiet ujawnia oczekiwania prawdziwego gwałtu, ale dotyczy to osobowości masochistycznych. Następstwa gwałtu zatem największy oddźwięk znajdują u '/10 populacji ofiar, które wymagają specjalistycznej psychoterapii, u innych natomiast doznania psychiczne są krótkotrwałe i dzięki pomocy otoczenia mijają bez większych szkód. Szczególnie dramatycznym następstwem gwałtu jest ciąża u tych kobiet, których zasady sprzeciwiają się przerwaniu ciąży; są one rozdarte między swymi zasadami a następstwem gwałtu. Jeżeli nawet dojdzie do przerwania ciąży, to następstwa psychiczne gwałtu pozostają długo. ZABURZENIA U MĘŻCZYZN "CZTERDZIESTOLATEK" Z różnych badań naukowych wynika, że w wieku 40Ś60 lał prawie połowa mężczyzn ma jakieś problemy i zaburzenia seksualne, w tym '/10 wynika z przyczyn organicznych (choroby, zażywanie leków, alkoholu, nikołynizm iłd.). Odsetek przyczyn organicznych stopniowo rośnie z wiekiem. Zakres tej patologii u mężczyzn nie wynika bynajmniej z faktu wieku biologicznego. Ihsan Allssa stwierdza, że to mężczyźni przez swój tryb życia (pośpiech, brak wypoczynku, palenie i picie) w większości przypadków sami sobie szkodzą. U wielu mężczyzn około 40 roku życia pojawiają się problemy w roli seksualnej i męskiej. Polegają one na poczuciu osłabienia poziomu libido, zmniejszenia sprawności seksualnej. Objawy te najpierw są okresowe, ale zaczynają się powtarzać. Innym problemem jest poczucie zmiany swej atrakcyjności zewnętrznej, np. łysienie, brzuszek, spadek siły, częstsze zmęczenia. Pojawia się zagrożenie co do poczucia własnej wartości męskiej. Proces ten wiąże się z częstym w tym wieku bilansem osiągnięć i nie zaspokojonych aspiracji życiowych. Porównuje się to, co zostało osiągnięte (pozycja zawodowa, status materialny, pozycja społeczna, wykształcenie, atrakcyjność małżeństwa, rodziny, potwierdzenie się w roli miczyzny) z tym, co mieściło się w młodzieńczych planach i aspiracjach. Im większa jest frustracja w tym porównaniu, tym większy będzie jej wpływ na samoocenę męskości. Natomiast im większe będzie poczucie zaspokojenia własnych aspiracji i potrzeb, tym mniejsze zazwyczaj bywa, lub wcale go nie ma poczucie zagrożenia w roli męskiej. Mechanizm ten jest zrozumiały, w tym wieku bowiem sytuacja zawodowa, rodzinna i społeczna jest w miarę ustabilizowana. Mężczyzna zdaje sobie sprawę z tego, co osiągnął oraz na co może jeszcze liczyć. Zna własne ograniczenia, możliwości i szansę w przyszłości. Jeżeli globalny obraz własnych sukcesów i osiągnięć nie wypada pozytywnie, to następuje w wielu przypadkach zwrot w kierunku szans w roli męskiej i seksualnej. Tym należy tłumaczyć fakt nawiązywania romansów przez mężczyzn, które w wieku 40Ś49 lat są w ich życiu najczęstsze. Romanse te poprawiają im samopoczucie, są formą ucieczki do innych problemów, dostarczają wzmocnień i przekonania, iż nie zmarnowało się życia. Ważną rolę w tych mechanizmach życia psychicznego mężczyzny spełnia jego partnerka. Jeżeli bowiem dostarcza ona wzmocnień mężczyźnie, podkreśla jego sukcesy i osiągnięcia, zmniejsza napięcia wynikające z frustracji zawodowych itp., to potrzeba uzyskania po-205 twierdzenia swej wartości poza domem jest mniejsza lub jej brak. Jeżeli natomiast partnerka dołącza się do przygnębiającego bilansowania dotychczasowego życia, wyraża niezadowolenie z życia, porównuje partnera do innych mężczyzn, tych bardziej zaradnych i mających większe sukcesy, podkreśla zanik lub zmniejszanie się atrakcyjności fizycznej partnera, to - mówiąc obrazowo - pcha go w ramiona innych kobiet. Romanse w takich przypadkach mogą zakończyć się jedynie na potwierdzeniu własnej wartości i na niczym więcej. Należy jednak pamiętać o tym, że mogą przerodzić się w nowe trwałe związki, gdyż w oczach innej kobiety mężczyzna ten może reprezentować wartości, których nie dostrzega żona. Nagle zaczyna się on przekonywać, że jednak potrafi wywierać wrażenie, jest atrakcyjny, a zakres jego pozycji społecznej i zawodowej ma zupełnie inny wymiar w oczach nowej partnerki. W takiej sytuacji szansę powrotu do starego związku stają się coraz mniejsze. Zrozumiałe, iż w wielu przypadkach wzmocnienia dostarczane mężczyźnie przez nową partnerkę są wyrazem jej strategii, dyplomacji, może ona bowiem mieć interes w stworzeniu własnego gniazda, uzyskania pozycji przy boku partnera, ułatwień życiowych czy materialnych, nie zawsze zatem te wzmocnienia są obiektywne, ale któż z nas jest w stanie oprzeć się sile pochlebstw i wzmocnień? Innym problemem 40lałków jest wpływ trybu ich życia na więź seksualną. Wieloletnie palenie papierosów, picie alkoholu, jazda samochodem, życie w napięciu, nieracjonalne korzystanie z urlopów (wielu mężczyzn z dumą podkreśla, iż od wielu lat nie korzysta z urlopów), brak racjonalnego snu, różnorodne choroby itp. sprawiają, iż sprawność seksualna pogarsza się w wyniku obniżenia libido lub zaburzeń nerwicowych. Należy pamiętać o tym, że w tym wieku ważny jest dla mężczyzny odpowiedni, higieniczny tryb życia, wypoczynku, odżywiania, co może sprzyjać zachowaniu potencji na wiele lat w przyszłości. ZESPÓŁ OTELLA ____ W przewlekłym alkoholizmie jedną z cech dominujących jest zazdrość. Prawie wszyscy alkoholicy są nią owładnięci w mniejszym lub większym stopniu. Wszystko zależy od tego, jaką osobowość mieli przed rozwinięciem się zazdrości. Jeżeli była ona związana z poczuciem małowartościowości seksualnej, przykrymi doświadczeniami źy, ciowymi (porzucenie, niewierność ukochanej osoby, rozbicie małżeństwa własnych rodziców na tle zdrady), to wytwarza się pewna podatność, w języku łacińskim celnie określana jako locus minoris resisteułiae (miejsce zmniejszonej odporności) na uleganie stresom seksualnym i emocjonalnym, wynikającym z życia małżeńskiego. Jeżeli na to nałoży się alkoholizm, to zazdrość wybucha z całą siłą. Zespół Otella (inaczej paranoja alkoholowa) rozwija się stopniowo. Zaczynają się formować nie ujawnione jeszcze podejrzenia co do wierności współpartnera. Jest on obserwowany: jak się zachowuje wobec innych ludzi, jak reaguje na komplementy, jak zachowuje się we współżyciu, które stopniowo zaczyna być konfliktowe, ze względu na powstające zaburzenia czynnościowe, w wyniku działania alkoholu lub rosnącego zniechęcenia partnera do atmosfery wymuszania współżycia, jego niskiej kultury, coraz gorszego wyglądu i zachowania alkoholika; współżycie istotnie pogarsza się. Powstają podejrzenia co do przyczyny tego stanu i zawsze padają na innych, rzekomych kochanków. Rozpoczyna się seria dręczących pytań, żądanie wyjaśnień, drobiazgowe wnikanie w każdą godzinę dnia. Dochodzi do śledzenia partnera, przetrząsania jego bielizny, rzeczy osobistych. Nawet niewinna rzecz - bilet tramwajowy, kino, inna marka papierosów - mogą stać się ,,dowodem" zdrady. Dalszym etapem jest śledzenie wszystkich gestów, ruchów, zmian wyrazu twarzy. Zawsze znajdzie się "materiał obciążający". Oczywiste zaprzeczenia ze strony partnera nie budzą wiary, a wszelkie próby dostarczania dowodów niewinności rodzą dalsze podejrzenia. Powstaje błędne koło. Niektórzy usiłują siłą, szantażem i zadawaniem cierpień wymusić przyznanie się do rzekomej zdrady. 207 Osobowość ogarniętego tą patologiczną zazdrością zawęża się do jednego wektora, opanowuje wszelką myśl, działanie, odczuwanie. Przypomina zachowanie Ołella z dramatu Szekspira. Rosnąca afektacja rodzi prymat pragnienia zemsty nad rozsądkiem: "On? z nią! jak mąż z żoną! Kto mówi, że z nią leżał - to ohydne. Ta chustka - te wyznania - ta chustka. Kto czyni wyznania - z tym na szubienicę, a potem niech wyznaje! Dreszcz mnie przechodzi. Takie wrzenie w mózgu byłoby przeciw naturze, gdyby nie było wskazówką. Nie słowa to tak mną wstrząsają. Nosy, uszy, wargil Czy być może? Przyznał się! Gdzie chustka? O szatanie!" ("Otello", akt IV, scena l). Dramat Szekspira jest świetną ilustracją patologicznej zazdrości; cytowany fragment dowodzi pewnego rozkojarzenia umysłowego oszalałego generała, którego dalsze zachowanie miało impulsywny charakter aż do wiadomego końca. Rozwijająca się choroba psychiczna alkoholika nie musi prowadzić do tak tragicznych następstw, są jednak znane i spotykane przypadki ciężkiego uszkodzenia ciała partnerki. PRZEDWCZESNY WYTRYSK NASIENIA Przedwczesny wytrysk nasienia (PWN) należy do częściej spotykanych zaburzeń seksualnych u mężczyzn, wywołujących dramatyczne poczucie zagrożenia swej męskości. Jeżeli występuje on zanim partnerzy rozpoczną grę wstępną, czyli wówczas, gdy mężczyzna jest ubrany, to istnieją próby "ratowania honoru" przez wycofanie się z dalszego kontaktu, a jakieś wyjaśnienie dla takiego wycofania się można znaleźć. W przypadku gdy wytrysk nasienia nastąpi w czasie pieszczot wstępnych, trudniej ukryć ten fakt i mężczyzna czuje się skompromitowany. Im większe rozczarowanie ujawnia partnerka, im większa była jej gotowość podjęcia stosunku, tym większe jest zażenowanie ze strony mężczyzny. Wiele tu również zależy od tego, czy dany mężczyzna jest w słanie ponowić próbę kontaktu. Jeżeli jest młody lub dysponuje wysokim poziomem temperamentu, szybkim ponownym wzrostem podniecenia, możliwość powtórzenia próby współżycia stwarza szansę "rehabilitacji" w oczach własnych i partnerki. Jeżeli jednak zdolność powtórzenia stosunku zostanie ograniczona na dłuższy czas (godziny), to poczucie poniesionej klęski jest bardzo bolesne. Przedwczesny wytrysk nasienia ma bardzo różne przyczyny. Do częściej spotykanych należą zbyt rzadkie kontakty seksualne. Często zgłaszają się do lekarzy mężczyźni stwierdzający sam fakt przedwczesnego wytrysku, ale zapominający o tym, że w ich przypadku nie ma mowy o żadnej patologii. Jeżeli bowiem dany mężczyzna ma np. próby współżycia raz na kwartał czy miesiąc, a jest obdarzony normalnym temperamentem i byłby w stanie odbywać kontakty kilka razy w tygodniu, to długie przerwy we współżyciu w sposób naturalny wyzwalają szybki i gwałtowny przebieg reakcji seksualnych. Zdawałoby się, iż tak oczywisty mechanizm, mieszczący się w ramach fizjologii, jest na tyle wystarczający, aby uzyskane wyjaśnienie zredukowało lęk i rozwiązało problem. Okazuje się jednak, że tak nie jest, gdyż racjonalnie dany mężczyzna przyjmuje to wyjaśnienie, ale odrzuca je emocjonalnie: "Może tak to jest, ale ja nie mogę zawieść" lub też "ja to rozumiem, ale nie rozumie tego partnerka". Dochodzi tu zatem do wyraźnej sprzeczności między prawidłowościami życia seksualnego a traktowaniem współżycia zadaniowo, prestiżowo lub w sposób podporządkowany ocenie przez partnerkę. Zmiana osoby partnerki U wielu mężczyzn w przypadku PWN występuje tendencja do ratowania "twarzy", dlatego unikają kontaktów z tą partnerką i szukają innej, szczególnie takiej, z którą ewentualne niepowodzenie nie będzie dotkliwą porażką. Inni natomiast mężczyźni traktują współżycie seksualne jako kolejne zaliczania kobiet, stale zatem zmieniają partnerki, a fakt zmiany obiektu erotycznego, wiążący się z większym podnieceniem, sprzyja występowaniu PWN. Zgłaszający się na wizyty pacjenci twierdzą, iż od wielu lat cierpią na PWN, a wywiad ujawnia, że w ciągu tych kilku lat każdorazowo kontakt odbywał się z inną kobietą, nieraz po dłuższej przerwie. Wyjaśnienie, że PWN w takiej sytuacji jest naturalny, traktują z niedowierzaniem lub akceptują racjonalnie, a odrzucają emocjonalnie. Wysoki poziom podniecenia seksualnego W przypadku wymienionych możliwości lub wystąpienia silnego podniecenia, które może mieć różne źródła (wpływ alkoholu, podniecający nastrój, prowokujące zachowanie atrakcyjnej partnerki, zgoda na zbliżenie ze strony długo adorowanej kobiety itp.), wytrysk nasie-208 14 - Seks dojrzały 209 nią może być bardzo szybki, a uczucie zawodu jest bardzo silne, zwłaszcza gdy wiele oczekiwano od tego kontaktu. Zachowanie partnerki W przypadku gdy dany mężczyzna miał do czynienia raczej z biernymi partnerkami, aktywność aktualnej może szybko doprowadzić do PWN; wystarczy również, że partnerka zastosuje nową formę pieszczoty, nowy styl erotycznej kokieterii. Objaw nerwicy Przedwczesny wytrysk nasienia należy do zespołu objawów w różnych zespołach nerwicowych. Wielu pacjentów wyizolowuje ten objaw z całości nerwicy i traktuje go jako coś innego. Lekarz, jeżeli przeprowadzi dokładny wywiad, orientuje się, że nie tyle potrzeba leczyć PWN, ile nerwicę jako taką. Zdarza się również, że PWN jest początkiem rozwoju nerwicy, gdyż towarzyszące mu przeżycia i lęk sprzyjają takiej ewolucji objawu w zespół nerwicowy. Reakcja epizodyczna Zdarza się dość często i dotyczy około 60% mężczyzn, iż sporadycznie pojawiają się jakieś problemy seksualne. Człowiek nie jest doskonałym organizmem o wiecznej sprawności, zdarzają się zatem epizodyczne zaburzenia ze strony różnych narządów lub czynności u zdrowych osób. Zatem epizodyczny PWN może się zdarzyć i przejście nad tym faktem do porządku dziennego jest najlepszym wyjściem z sytuacji. Jednak wielu mężczyzn nie jest w stanie pogodzić się z jakimkolwiek "nieposłuszeństwem" swego organizmu i reagują napięciem, lękiem, poczuciem zagrożenia. Nic zatem dziwnego, że reakcja epizodyczna przeradza się w trwalsze zaburzenie. Objaw zaburzeń organizmu Przedwczesny wytrysk nasienia występuje w przebiegu wielu chorób, w stanach zmęczenia, wyczerpania, rozdrażnienia, w trakcie zażywania leków pobudzających, narkotyków itp. Reakcja zakodowana Zdarza się, że seria PWN może ulec utrwaleniu i powtarzają się one niezależnie od sytuacji; jest to jakby "styl" reakcji seksualnych danego mężczyzny. Niejeden zresztą nie zdaje sobie z tego sprawy, gdyż partnerka tego nie ujawnia, lub też - mając orgazm w wyniku stymulacji zewnętrznej - nie odczuwa potrzeby dłuższego czasu trwania stosunku. Wielu pacjentów zgłasza się do mnie po wielu latach trwania PWN, ponieważ dana kobieta oceniła krytycznie czas takiego kontaktu - dotyczy to sytuacji, gdy pierwszy kontakt wiąże się z PWN, a dopiero* w drugim mężczyzna jest sprawny, a to przecież nie każdej partnerce odpowiada. 210 Mechanizmy podświadome Mechanizmy podświadome są najtrudniejsze do odczytania, ponieważ różnorodne mechanizmy obronne stosowane przez danego mężczyznę tworzą "dymną zasłonę" wobec prawdziwych motywów, którymi mogą być np. potrzeba uniknięcia kontaktu z określoną partnerką, wyraz negacji atrakcyjności partnerki, uczuć wobec niej, lęk przed kobiecością, ukryte tendencje homoseksualne, brak "odpępnienia psychicznego" od matki itp. Wielu mężczyzn z kompleksami, np. małego członka, również ujawnia PWN; występuje wówczas podświadomy melhanizm typu: "Ponieważ zakończyło się to tak szybko, to ty nie zorientujesz się, że mi czegoś brak." Istnieje jeszcze wiele innych przyczyn PWN, np. długotrwałe stosowanie stosunków przerywanych, przekwitanie męskie, starzenie się... odrzucanie partnerki w wyniku nawiązania romansu iłp. Drogi rozwiązania przez mężczyzn problemu, jakim jest PWN są bardzo różne; jednym zdrowy rozsądek podpowiada, co należy robić (np. zwiększenie częstotliwości stosunków, powtarzanie stosunku w tym samym spotkaniu, zażycie łagodnego środka uspokajającego, mała lampka wina czy koniaku). Inni wymyślają techniki wydłużania czasu pobudzenia, np. przez myślenie o czymś innym, natychmiastowe przechodzenie do stosunku z pominięciem pieszczot wstępnych, leżenie przed kontaktem w ciepłej wodzie iłp. Trzeba zresztą stwierdzić, iż wielu mężczyzn skutecznie sobie radzi z tym problemem, obywając się bez leczenia. Czasem pomaga właściwa postawa dojrzałej partnerki, która znając mechanizmy PWN potrafi stworzyć klimat odprężenia, gotowości do ponawiania prób współżycia, nakłaniając do zwiększenia częstotliwości kontaktów itp. W innych natomiast przypadkach postawa partnerki decyduje o przyszłości seksualnej tego mężczyzny i np. śmiech, stwierdzenie - "co z ciebie za mężczyzna", "jesteś do niczego", "lepiej się lecz, a później zajmuj się kobietami" itp. - mogą wyzwolić trwały kompleks, poczucie niższości, nerwicę, inne choroby. Metod leczenia PWN jest wiele, ale najbardziej skuteczne i trwałe są te, które polegają na współudziale partnerki w leczeniu. Dzięki uzyskanym drobiazgowym wskazówkom partnerka wykształca nowy odruch u swego partnera, np. dzięki metodzie ucisku żołędzi. Tego typu metoda średnio po 3Ś5 tygodniach stosowania daje dobre rezultaty. Wielu mężczyzn uważa, że środki uspokajające są najlepszym rozwiązaniem tego problemu, ale chciałbym tu podkreślić, iż wiele z nich wprawdzie wydłuża czas trwania pobudzenia opóźniając wytrysk, ale pogarsza za to erekcję (wzwód), zatem z jednego problemu wyłania się inny. Alkohol doraźnie niektórym mężczyznom pomaga, ale grozi uzależnieniem, gdyż w tej intymnej sferze życia dość szybko może być traktowany jako ucieczka od trudności. Zwiększenie częstości 14 211 współżycia aż do stanu zmęceenia niekiedy pomaga, ale nie odpowiada ich partnerkom, toteż metoda ta również nie jest dla wszystkich. Leżenie w bardzo ciepłej wodzie może pomóc, ale szkodzi płodności i zaburza czynność jąder, zatem to również rozwiązanie wątpliwe. Na Zachodzie bardzo propaguje się tzw. leczniczą masturbację, tzn. zaleca się mężczyźnie poprzedzanie współżycia samopobudzeniem się, w celu osiągnięcia pewnego rozładowania napięcia, i to na kilka dni przedtem, kolejno, a nawet w tym samym dniu lub bezpośrednio przed spotkaniem z partnerką. Metoda ta również nie jest doskonała, gdyż nie wszystkim ona odpowiada, nie zawsze też jest skuteczna. Najwłaściwszą metodą leczenia byłoby odkrycie przyczyn PWN, co wiązałoby się z rozwiązaniem problemu, oraz udział partnerki w leczeniu. Jeżeli jednak przyczyna jest już znana, zakodowanie okazało się trwałe, a udział partnerki w leczeniu nierealny, to pozostają metody wymagające pomocy specjalistycznej: farmakoterapia, np. Lupulina, choć nie należy przeceniać jej działania, oraz środki ziołowe, relaksacja, autotreningi seksualne itd. Przedwczesny wytrysk nasienia jest jednym z łatwiejszych do wyleczenia zaburzeń. ZABURZENIA WZWODU U młodych mężczyzn zaburzenia wzwodu (ZW) najczęściej mają charakter psychogenny, np. wynikają z traktowania seksu prestiżowo, zadaniowo, mogą być również następstwem nadmiernego podniecenia seksualnego, lęku wobec partnerki. Niekiedy są wyrazem nasilenia nerwicy seksualnej, w której zbył szybkie wytryski nasienia stanowiły początek zaburzeń. Coraz więcej młodych mężczyzn ma zaburzenia wzwodu w wyniku picia alkoholu czy palenia dużych ilości papierosów. U narkomanów zaburzenia wzwodu powstają bardzo szybko i na ogół są bardzo głębokie. W przypadku mężczyzn dojrzałych wiekiem zaburzenia wzwodu mają często zarówno charakter psychogenny, jak i organiczny. Uważa się ostatnio, iż np. ZW u mężczyzn w wieku 30Ś40 lat w 25% przypadków mają tło organiczne, a w wieku 40Ś 60 lat w około 30Ś40%. O ile u młodych mężczyzn często spotyka się łzw. pierwotne zaburzenia wzwodu, czyli poprzedzające współżycie seksualne, o tyle w przypadku dojrzałych mężczyzn częściej pojawiają się zaburzenia wtórne, po okresie udanego współżycia. Istnieje jeszcze inna statystyczna różnica: u młodych mężczyzn przeważają zaburzenia wzwodu tuż przed stosunkiem, natomiast są one prawidłowe w przebiegu pieszczot; w przypadku dojrzałych i starszych mężczyzn częstsze są zaburzenia wzwodu pojawiające się w trakcie współżycia seksualnego. Nie zawsze łatwe jest rozpoznanie psychogennego czy organicznego tła zaburzeń wzwodu, mogą też występować obie wspomniane przyczyny. W zasadzie tło organiczne można podejrzewać wówczas, gdy zanikają wzwody ranne (po obudzeniu się), w nocy, podczas masturbacji, pobudzania członka ręką przez partnerkę. Do najbardziej typowych przyczyn zaburzeń wzwodu u dojrzałych wiekiem mężczyzn należą: Przyczyny organiczne Wpływ alkoholu. Z własnych badań wynika, że u 55% osób uza-213 leżnionych od alkoholu występują zaburzenia seksualne, w tym typowe są zaburzenia wzwodu. Ta przyczyna jest często bagatelizowana. Nikofynizm. Wieloletnie palenie przysłowiowej paczki papierosów prowadzi do uszkodzenia ośrodków wzwodu i wytrysku w rdzeniu kręgowym, utrudnia to również działanie leków pobudzających. Kofeinizm. Okazuje się, że codzienne picie więcej niż 2 kaw wiąże się z pojawieniem zaburzeń wzwodu. Natomiast łączenie kawy, alkoholu i papierosów znacznie nasila prawdopodobieństwo tego zaburzenia. Zażywanie leków. Długotrwałe przyjmowanie leków, zwłaszcza psychotropowych (np. Reladorm, Thioridazinum), obniżających ciśnienie krwi, przeciwpadaczkowych, narkotycznych, zaburza wzwód. Choroby. W przebiegu wielu chorób pojawiają się ZW, np. w cukrzycy, chorobie wieńcowej, niewydolności krążenia, w zaburzeniach neurologicznych, prostaty, w chorobach wenerycznych, w otyłości itd. Również wystąpieniu ZW sprzyjają: miażdżyca naczyń miednicy, choroby jelita grubego, dyskopatie, zapalenia korzonków. Stany zmęczenia, wyczerpania, nadmiernego wysiłku fizycznego, narzucanie sobie wysokiego poziomu częstotliwości współżycia. Ta ostatnia przyczyna często występuje u mężczyzn tworzących związki ze znacznie młodszymi wiekiem partnerkami. Przyczyny psychogenne Zanik atrakcyjności partnerki, zainteresowania jej osobą. Konflikty z partnerką, opór wobec niej, przejawy walki z nią. Niepewność sweJ męskości, poczucie małej wartości w roli męskiej. Nerwice, lęki, hipochondria, stany przygnębienia, depresyjne. Ignorancja w sprawach seksu i prawidłowościach współżycia. Ukryte lub jawne cechy homoseksualne, dewiacyjne. Lęk przed utratą atrakcyjności męskiej, starzeniem się. Aleksytymia (tzw. choroba dyrektorska), czyli życie w napięciu. Zaburzenia wzwodu są dramatycznie przeżywane, ponieważ są niemożliwe do ukrycia, a towarzyszy im pojęcie impotencji, narosłe wieloma mitami i lękami. Wielu mężczyzn zgłaszających się do seksuologa określa siebie następująco: "skończyłem się", "nie jestem już mężczyzną", jestem do niczego w łóżku", czyli ujawniają kompleks impotencji, małowarłościowości męskiej i przekonanie o przedwczesnym starzeniu się. U wielu może to być tak dalece bolesne doznanie, iż mają myśli samobójcze, potrzebę rezygnacji ze współżycia, a nawet prowokują swoje partnerki do zerwania lub znalezienia sobie innego partnera. Zaburzenia wzwodu często mają również charakter histerii, która u mężczyzn rzadko jest rozpoznawana, gdyż utożsamiana bywa z ko-214 biełą. Jakkolwiek histeria częściej występuje u młodych mężczyzn i ma związek z nadmierną więzią z matką, zdarza się jednak i u dojrzałych mężczyzn, dla których erekcja członka jest symbolem ich wartości męskiej. Traktują siebie jako mężczyznę tak długo, jak długo są w słanie spełniać potrzeby seksualne i własną wizję męskiej potencji. Przebieg oraz powstanie zaburzeń wzwodu mają również duży związek z osobą partnerki. Znane jest np. w seksuologii pojęcie impotentio ad personam, czyli zaburzenie wzwodu w kontaktach z daną kobietą, przy zachowanej zdolności współżycia z innymi. Niekiedy partnerka prowadzi do zaburzeń wzwodu na zasadzie kastracyjnych zachowań, np. domaga się nierealnych do spełnienia przez partnera świadczeń we współżyciu, ośmiesza go, porównuje z innymi partnerami, krytycznie ocenia wielkość jego narządów płciowych itp. Inne kobiety mogą doprowadzić do ZW w wyniku pogłębienia epizodycznego zaburzenia, które przecież każdemu może się przydarzyć; wystarczy, że powie "coś z tobą jest źle", "kończysz się"?, aby zaburzenie epizodyczne przeszło w trwałe. Zachowanie partnerki może również utrwalić ZW w przypadkach, gdy nie wyczuwa ona sytuacji ani wrażliwości swego partnera. Jeżeli np. udaje, że nic się nie stało i milczy, to dla jednego mężczyzny będzie to zachowaniem "twarzy", a dla innego policzkiem. Również próby pomocy partnerowi w formie uspokajania go, bagatelizowania problemu - jeden przyjmie z wdzięcznością, inny odpowie na nie agresją, a jeszcze inny ucieczką. Wiele kobiet, oczytanych w publicystyce seksuologicznej, stara się pomóc partnerowi przez przyjęcie czynnej postawy (pieszczą członek, pobudzają go oralnie itp.). Dla jednego mężczyzny tego typu pomoc bęc'::e skutecznym rozwiązaniem jego problemu i wyrazem partnerstwa, ale dla drugiego będzie oznaczała degradację męskości, skor» w/maga takiej pomocy. Podobne postawy ujawniają mężczyźni z ZW wobec potrzeby leczenia lub porady. Jedni natychmiast pędzą do seksuologa po jednorazowym niewiele znaczącym, bo przejściowym epizodzie, inni natomiast zwlekają całymi latami, oczekując cudu lub samoistnego wyleczenia, tymczasem ich partnerki niekoniecznie są gotowe czekać tak długo. Wiele związków rozpadło się tylko dlatego, iż mężczyzna z ZW zbył prestiżowo lub lękowo traktował swoją wizytę u specjalisty. Wielu mężczyzn zna różne sposoby przeciwdziałania ZW, stosują np. diety wzmacniające, sprawdzają się z innymi partnerkami, domagają się od znajomych lekarzy johimbiny, zaczynają pić, robią dłuższe przerwy we współżyciu w celu regeneracji organizmu itp. Niekiedy ta samopomoc lub porady znajomych przynoszą dobre rezultaty, zwłaszcza gdy ZW miały charakter epizodyczny. Leczenie zaburzeń wzwodu obejmuje obecnie wiele różnych metod, które dostosowane są zarówno do przyczyny, jak i głębokości 215 typu zaburzenia u pacjenta - np. w tym ostatnim przypadku magiczna wiara w skuteczność słynnej johimbiny może działać sugestywnie. Czy dieta ma sens? W niektórych przypadkach ZW, wiążących się z przemęczeniem, wiekiem, niedoborem witamin itp., rzeczywiście daje rezultaty i zaleca się np. żółtka jaja, ryby, baraninę, witaminy, sole mineralne itd. Niekiedy dobre rezultaty daje farmakoterapia, w której pacjentowi zleca się preparaty wzmacniające, poprawiające ukrwienie miednicy, pobudzające hormonalnie, np. zestaw: Calgam, Tonophos, Mesteron, witamina E i PP, B. Skuteczne też w wielu przypadkach są środki pobudzające ośrodek erekcji w rdzeniu kręgowym (diadynamika, słrychninum nitricum, johimbina). W przypadku ZW towarzyszących różnym chorobom, wymagających długotrwałego zażywania różnego typu leków, wprowadza się uzupełniające leczenie seksuologiczne. W przypadku psychogennych ZW najpierw konieczna jest właściwa diagnoza ujawniająca przyczyny, a następnie dostosowana do nich terapia, np. psychoterapia indywidualna, partnerska, treningi seksualne (w których partnerka stosuje specjalne formy pobudzania ręcznego, zmienia pozycję, np. na jeźdźca, ściska uda w trakcie współżycia w pozycji klasycznej, urozmaica współżycie itd.). W wyjątkowych przypadkach konieczna jest psychoterapia relaksacyjna, hipnoza, gdy np. zaburzenia wzwodu wiążą się z różnorodnymi lękami, stanami napięcia lub fobii przed współżyciem. Zdarzają się również przypadki, gdy ZW wynikają z trwałych zaburzeń biologicznych i wówczas konieczne jest zastosowanie np. wirylizatora, opatentowanego w Polsce. Jest to plastykowa tulejka zakładana na trzon członka i umożliwiająca odbycie stosunku. Współczesny poziom medycyny w większości przypadków ZW daje szansę wyleczenia, dużej poprawy, ale wskazane jest wczesne leczenie oraz pomoc partnerki. SPECYFICZNE ZABURZENIA EREKCJI U części mężczyzn zaburzenia erekcji mają wyraźny związek z zawodami, trybem życia, lekomanią, przymierzaniem się do wzorca męskości. Praca a seks Praca w warunkach szkodliwych dla zdrowia odbija się również i na życiu seksualnym i tak np. zatrucia przemysłowe, różne pyły, ultradźwięki, promieniowanie, duże wibracje, często prowadzą do zaburzeń seksualnych na drodze hormonalnej, do osłabienia organizmu, czynności obwodowych ośrodków seksualnych iłd. Szczególnym rodzajem pracy niekorzystnie działającej na seks jest praca kierowcy. W wyniku sumowania się szkodliwego wpływu wibracji, przegrzewania jąder, kontaktu ze związkami chemicznymi, a także często wielogodzinnego nie przerwanego prowadzenia wozu, dochodzi do zaburzeń czynności jąder, w następstwie tego obniżenia poziomu libido, impotencji. Innym problemem jest praca zmianowa, która może dezorganizować rytmy biologiczne organizmu. Wiele tych zaburzeń można by uniknąć, gdyby w trakcie badań okresowych pacjenci ujawniali swoje problemy seksualne i wcześnie rozpoczynali leczenie. Należy pamiętać o tym, że w wymienionych przypadkach patologii seksualnej zapobiegają różne preparaty wzmacniające i łonizujące, np. Biostymina (w iniekcjach), Tonophos, Calgam, witaminy. Rozwojowi patologii seksualnej u kierowców znacznie zapobiega chłodzenie jąder zimną wodą (przez kilka minut codziennie). W przypadku pojawienia się zaburzeń seksualnych należy korzystać z pomocy lekarskiej, a nie czekać na ich pogłębienie. Lekomania Wielu mężczyzn nie toleruje u siebie żadnych dolegliwości, nawet przejściowych (np. trudności z zasypianiem) i szybko dąży do ich eliminacji przez leki, których zaczynają nadużywać. Zapominają jednak 217 o tym, że wiele leków po pewnym czasie zaczyna zaburzać czynności seksualne, a do takich należą np. Reladorm Thoridazinum, Elenium itd. W przypadku stwierdzenia impotencji w wyniku lekomanii należy przede wszystkim przerwać przyjmowanie danego leku, a następnie po 2Ś4 tygodniach, zacząć leczenie farmakologiczne, usprawniające czynności seksualne, ale ściśle wg wskazówek lekarza. Tryb życia U wielu mężczyzn nadmierna aktywność, brak wypoczynku, higieny życia codziennego dość szybko prowadzi do zaburzeń seksualnych, a zwłaszcza erekcji. Zdarzają się również typowe błędy prowadzące do podobnych efektów, np. częste leżenie w gorącej wodzie, noszenie bardzo obcisłych slipek z tworzyw sztucznych. Również błędy dietetyczne odbijają się na sprawności seksualnej, np. zbyt dużo słodyczy, kakao, niedobór białek, warzyw i jarzyn, dieta monotonna, nadmierna otyłość. Do błędów należy również zaliczyć podejmowanie współżycia po wyczerpującej nocy, wieczorem, tylko dlatego, że pora ta jest kojarzona z czasem właściwym dla seksu. U wielu mężczyzn wskazana jest nawet zmiana pory współżycia na ranną, są bowiem wypoczęci, a struktura układu nerwowego sprzyja wówczas występowaniu erekcji (parasympałykotonia). W wielu związkach przysłowiowa noc jest traktowana sztywno i dlatego pojawiające się trudności, wynikające ze zmęczenia, szybko prowadzą do zaburzeń erekcji. Model męskości Impotencja u niektórych mężczyzn wynika tylko z tego, iż usiłują oni dorównać swym rówieśnikom i np. wiadomość, że inni mają stosunek 3 razy na tydzień skłania do wymuszania od swego organizmu podobnej częstości. W przypadku pojawienia się zaburzeń seksualnych rodzi się poczucie niesprawiedliwości, jakby rzeczywiście wszyscy ludzie byli jednakowi w zakresie temperamentów, zdrowia czy seksu. W seksie nie ma demokracji i dlatego porównywanie z innymi może narażać na nadmierne przeciążenie organizmu. Wspomniane poczucie skrzywdzenia przez naturę jest bardzo często spotykane, dotyczy ono również tempa starzenia się, częstotliwości kontaktów seksualnych, zdolności do powtarzania i tak np. niejeden mężczyzna zgłasza się do seksuologa ze skargami na impotencję, nie jest bowiem w stanie powtórzyć stosunku, jak to robią jego koledzy. Jeżeli badanie ujawni barierę fizjologiczną wobec możliwości powtórzenia współżycia, znów mówi się o niesprawiedliwości losu. Od lekarza oczekuje się środków dopingujących, byle sprostać standardom innych. Istnieje zatem konieczność poznania granic swoich możliwości, specyfiki własnej osobowości i zachowanie umiaru wobec inności spotykanej u wielu mężczyzn. Dotyczy to również i partnerek, one również bowiem porównując życie seksualne swych koleżanek mogą dojść do przekonania, iż coś w ich związku jest nie tak i wywierają presję na partnera. Tak zwane złe dni Specyfika różnych biorytmów (hormonalnych, seksualnych, emocjonalnych, psychicznych itp.) sprawia, iż u każdego człowieka istnieją okresy, w których te biorytmy mają niski poziom i pojawia się znużenie, podatność na stresy, zachorowania, zaburzenia seksualne, depresja itd. Impotencja w tym okresie jest zatem przejściowym zaburzeniem, mijającym po przesileniu się złych dni. Wiele osób nie zna jednak tego zjawiska i wpada w panikę; wówczas niepokój o niesprawność seksualną utrwala się i przeradza w nerwicę seksualną. Po rozpoznaniu tłułnaczę pacjentom, iż człowiek nie jest doskonałą maszyną działającą bez wahnięć i ma swoje lepsze i gorsze dni. Niekiedy daje to rezultaty. 218 IMPOTENCJA CYKLICZNA Impotencja cykliczna jest raczej marginesem w typowej pracy poradnianej i lekarskiej. Być może występuje częściej, ale nie ma potrzeby leczenia jej, skoro ma krótkotrwały przebieg w udanym w zasadzie współżyciu. Inaczej wygląda sprawa takiej impotencji, która uniemożliwia zapłodnienie. Rozważmy najpierw tę formę impotencji cyklicznej. Miałem dotychczas zaledwie kilku pacjentów skarżących się na wspomniane zaburzenia. Wszyscy deklarowali chęć posiadania dziecka, nie rozumieli mechanizmów tego zjawiska, wszyscy również orientowali się w specyfice dni płodnych i niepłodnych partnerek. Kilku z nich usiłowało sobie pomóc lekami pobudzającymi i 2 osiągnęło poprawę, która jednak trwała krótko. Ich żony zaszły wprawdzie w ciążę, ale później znów sytuacja się powtórzyła i małżeństwa te nie mogły doczekać się ponownej ciąży. Po wykonaniu badań testowych, zebraniu wywiadów i zastosowaniu tzw. metod projekcyjnych okazało się, że jednak sprawa nie jest tak przypadkowa i irracjonalna, jak to mogłoby się wydawać. Udało się odkryć następujące mechanizmy: Niechęć do zmiany swego statusu w związku. Mechanizm ten polegał na jednoczesnym byciu w roli męża i dziecka. Partnerki były macierzyńskie, opiekuńcze, spełniały rolę matek. Dziecko zmieniłoby ten stan rzeczy. Jakkolwiek werbalnie było chciane i oczekiwane, jednak emocjonalnie, podświadomie, nie było akceptowane. Impotencja była symbolicznym i konkretnym wyrazem oporu wobec możliwości zmiany statusu JA w tym związku. Brak motywacji do posiadania dziecka, brak potrzeby rodzicielskiej. Potrzeba tego typu deklarowana była werbalnie, jako wyraz zgody 220 na taką potrzebę żony. Ewentualne dziecko było widziane jako "potrzebne dla niej". Znamienne, że ci mężczyźni byli jedynakami, a jeden z nich miał wprawdzie rodzeństwo, ale często słyszał w domu, że dzieci to przeszkoda i przez nie pokrzyżowały się plany życiowe rodziców. W jego związku zaistniała podobna sytuacja, dziecko byłoby przeszkodą dla jego ambicji zawodowych z planowanym wyjazdem zagranicznym. U innych mężczyzn z tej grupy dziecko również pokrzyżowałoby dotychczasowe plany, zmieniłoby styl życia. Zazdrość o uczucia żony. Zazdrość o uczucia żony typowa jest u mężczyzn darzonych gorącymi uczuciami, odczuwających satysfakcję z bardzo udanej więzi erotycznej, przyjacielskiej i uczuciowej. Dziecko było odbierane jako zagrożenie prawa wyłączności do uczuć, obawiano się przejścia na drugorzędną pozycję. Dominowała orientacja - biorę, a nie daję. l tu deklarowana była gotowość bycia ojcem, jednak zagrożenie było tak duże, że wyraziło się w tak specyficznej formie negacji. Impotencję cykliczną mogą również spowodować następujące mechanizmy. Utrwalenie się nawyku impotencji. Może wystąpić banalna okresowa niesprawność seksualna, ale rodzi się lęk przed możliwym jej powtórzeniem i sytuacja czasowo powtarza się. Reakcja obronna organizmu, wymagającego wypoczynku, przerwy we współżyciu. Byłaby to zatem samosłerująca się aktywność seksualna. Cykliczność, będąca odpowiednikiem cykliczności kobiet. Dokonano spostrzeżeń, że i u mężczyzn jest pewna okresowa cykliczność nastrojów, sprawności seksualnej, związana z rytmami biologicznymi. Najczęściej są one niezauważalne, mogą też nie być kojarzone z cyklicznością, stwierdza się po prostu jakąś przejściową zmianę i przechodzi nad tym do porządku dziennego. Dopiero wyrazistość tej okresowości w formie pogorszenia się sprawności seksualnej budzi zastanowienie i niepokój. Ta forma impotencji cyklicznej nie jest żadnym problemem. Inaczej wygląda to w przypadku rozbieżności między deklarowanym ojcostwem a podświadomym jego negowaniem. Znam przypadki, kiedy kobiety świadomie zaczynają wprowadzać w błąd swych partnerów, że rzekomo coś się rozregulowało i zmieniły się fazowości dni płodnych i niepłodnych. Ułatwia to wprawdzie zapłodnienie i posiadanie dziecka, nie zmienia jednak postawy rodzicielskiej potencjalnego ojca. W tym przypadku należałoby najpierw ją zmienić i wówczas autentyczna potrzeba rodzicielstwa eliminuje impotencję cykliczną. IMPOTENCJA "NA ZAMÓWIENIE" Niekiedy zaburzenia seksualne mężczyzn polegają na tym, że pojawiają się w konkretnych sytuacjach, kiedy oczekuje się od nich zbliżenia. Natomiast w sytuacjach seksualnych pozbawionych poczucia zagrożenia sprawność jest zachowana i wówczas to partnerka ma być gotowa do podjęcia współżycia, gdyż jedynie wówczas erekcja jest pełna. Inaczej mówiąc to mężczyzna narzuca rytm współżycia w swym związku, czując, że akurat w danej chwili jest sprawny seksualnie. W niektórych związkach istnieje programowanie życia seksualnego i nie są to rzadkie przypadki. Jeżeli np. dana kobieta stosuje metody biologiczne regulacji urodzeń, współżycie jest dozwolone w określonych dniach cyklu miesięcznego. Niektórzy mężczyźni akurat w okresie dozwolonym lub zalecanym nie odczuwają potrzeby współżycia lub też mają zaburzenia seksualne. Niemała grupa mężczyzn odczuwa potrzebę własnej dominacji i aktywności w życiu seksualnym. Jeżeli natomiast ich partnerki próbują ujawniać aktywność lub własne oczekiwania, to gwałtownie spada zainteresowanie samym współżyciem, a niekiedy pojawia się zaburzenie sprawności seksualnej mężczyzny. Tego typu impotencja "na zamówienie" nie jest rzadkim zjawiskiem i wymaga zrozumienia mechanizmów jej powstawania. Wielu mężczyzn podkreśla np., że nie znosi traktowania seksu jako zadania do wykonania, "pracy domowej" w określonym rutynowym porządku. W innych przypadkach impotencja ,,na zamówienie" pojawia się wówczas, gdy mężczyzna odczuwa, iż współżycie dla jego partnerki bardziej jest potrzebą zdrowotną, reakcją ciała, wynikającą z jej wewnętrznych potrzeb, aniżeli wyrazem potrzeby bycia z nim. Należy również stwierdzić, iż niektóre kobiety zniechęcają swoich partnerów do współżycia przez deklarowanie określonych oczekiwań typu: "Zobaczymy, co potrafisz!". Partner w takiej sytuacji czuje się jakby był robotem do zadań seksualnych, który ma wykazać się spełnieniem zadania. Impotencja "na zamówienie" powstaje również i w tych przypadkach, gdy mężczyzna nastawia się na konieczność wykazania się sprawnością seksualną i np. traktuje zbliżające się spotkanie z poznaną partnerką jako decydujące dla ich przyszłości, a zbliżenie ocenia jako "musi się udać", "muszę ją zadowolić". Taka postawa najczęściej prowadzi do skutków odwrotnych od zamierzonych. Istnieją również sytuacje prowokowanej impotencji, np. dany mężczyzna marży o zerwaniu związku i szuka pretekstu. Znając wyczulenie swej partnerki co do sprawności seksualnej mężczyzny, ważności osiągnięcia satysfakcji seksualnej - może świadomie doprowadzić siebie do impotencji, w celu sprowokowania odrzucenia z jej strony. Tego typu motywacja może prowadzić do impotencji rozwijającej się na drodze podświadomych lub świadomych mechanizmów. W tym ostatnim przypadku mężczyźni potrafią wymyślać najrozmaitsze sztuczki, aby wzbudzić impotencję "na zamówienie", takie jak: zażywanie leków, alkoholu, wyczerpanie organizmu intensywnym samogwałtem, fantazjowanie obrzydzające partnerkę iłp. W pracy seksuologicznej spotyka się przypadki podświadomej impotencji "na zamówienie" jako formy walki z partnerką, sabotażu seksualnego, niechęci do posiadania dzieci iłp. Leczenie impotencji "na zamówienie" jest możliwe jedynie wtedy, gdy odkryje się prawdziwe mechanizmy jej rozwoju. Stąd w jednych przypadkach konieczna jest psychoterapia partnerska, w innych indywidualna, zmiana motywacji do rodzicielstwa, neutralizacja walki między partnerami, powrót do spontanicznego współżycia, aktywności seksualnej mężczyzny, itp. Z badań seksuologicznych wynika, iż wiele przypadków różnych zaburzeń seksualnych, zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, ujawnia podświadome "zamówienie" na nie, kryjące układy konfliktowe między partnerami. Stąd konieczność leczenia nie tyle zaburzenia seksualnego, ile zaburzonego związku konfliktowego. Warto to podkreślić, zdarza się bowiem, iż pacjent broni się przed sprowadzeniem osoby partnera do gabinetu, uznając, że to niepotrzebne, zbędne, że "wszystko sobie mówimy i przekazujemy". Przyczyny własnych zaburzeń seksualnych często ograniczają się do zamknięcia JA, a rola partnera sprowadza się do przeżywania cierpienia, rozczarowania. Impotencja "na zamówienie" bardzo często sprawia duże trudności interpretacyjne ze względu na trudności w sprecyzowaniu mechanizmów jej rozwoju. 222 NIEBEZPIECZNY DOPING Zdarza się, i to nie tak rzadko, iż do seksuologa zgłasza się pacjent skarżąc się na zbyt słabe wzwody członka. Podstawą diagnozy seksuologicznej w typowym leczeniu ambulatoryjnym jest wywiad uzyskany od pacjenta. Lekarz zakłada, że słyszy prawdę, a w przypadku wątpliwości stara się zachęcić do jej ujawnienia. Istota leczenia polega na wzajemnym zaufaniu. Jest to dość ważna sprawa, gdyż rodzaj leków pobudzających, hormonalnych musi być dostosowany do stanu biologicznego organizmu. Również analiza przyczyn rozwoju zaburzeń seksualnych, usiłowanie odkrycia mechanizmu ich nasilania się oraz określenie szans uzyskania poprawy wymagają poznania prawdziwej sytuacji pacjenta. Spotyka się jednak przypadki świadomego ukrywania prawdy przez pacjenta, w celu uzyskania określonych celów. Posłużę się kilkoma typowymi przykładami. W niektórych związkach istnieje dość znaczna różnica wieku między partnerami, np. partnerka jest młodsza o ponad 20 lał. Zdarza się, że wynika z tego i znaczna różnica w poziomach temperamentów, sprawności seksualnej. Mężczyzna czując się zagrożony faktem trudności w zaspokajaniu potrzeb seksualnych wymagającej kobiety, mający trudności z realizacją oczekiwanej częstotliwości kontaktów seksualnych, po pewnym czasie współżycia może mieć trudności w uzyskaniu erekcji. Inaczej mówiąc, jest sprawny seksualnie, ale przy określonej częstotliwości kontaktów, natomiast zmuszając siebie do jej zwiększenia, zaczyna mieć zaburzenia. Zdaje sobie sprawę z tego, że w zasadzie nie jest chory, a jego trudności wynikają z różnic temperamentów i możliwości seksualnych. Pragnąc utrzymać przy sobie partnerkę dopinguje siebie przez różne diety, ćwiczenia fizyczne itp. Jeżeli metoda ta nie daje oczekiwanych rezultatów, to udaje się do seksuologa i podaje mu inny obraz sytuacji, np. że partnerka jest jego rówieśnicą, że dotąd mieli udane współżycie, ale od pewnego czasu ma trudności i z pobudzeniem się, coraz rzadziej osiąga erekcję 224 i w efekcie współżycie jest rzadkie, raz na miesiąc. W trakcie wywiadu świadomie obniża swoje możliwości biologiczne. Wszystko to służy potrzebie uzyskania od lekarza środków dopingujących seksualnie. Inny typowy przykład, to starszy wiekiem mężczyzna mający udane współżycie z żoną, ale mający jeszcze drugą partnerkę. Znajduje się zatem w sytuacji, kiedy współżyje z dwiema partnerkami, co wymaga większego wysiłku i potencji. Obawiając się ujawnienia prawdy przed żoną, stwarza pozory, że nic się między nimi nie zmieniło i kontynuuje dotychczasową częstotliwość kontaktów. Zrozumiałe w tej sytuacji obciążenie organizmu może prowadzić do osłabienia sprawności seksualnej, przekroczył bowiem poziom swego temperamentu. Początkowo również dopinguje siebie różnymi dietami, lekarstwami uzyskiwanymi od znajomych lekarzy, w końcu udaje się do seksuologa i ukrywa przed nim fakt współżycia jednocześnie z 2 partnerkami. W obu cytowanych przykładach celem wizyty jest uzyskanie leków dopingujących, np. słynnej johimbiny, hormonów itp. Lekarz zaleca stosowanie danych preparatów i w efekcie są one dopingiem sprzecznym z prawdziwym stanem organizmu pacjenta. W dodatku niektórzy pacjenci na własną rękę zwiększają sobie dawki w celu uzyskania szybszego i większego efektu. Podczas kolejnej wizyty u lekarza skarżą się, że brak poprawy i oczekują silniej działających leków. Dochodzi do sytuacji, kiedy doping farmakologiczny zaczyna szkodzić organizmowi i np. przedawkowanie johimbiny nadmiernie pobudza układ krążenia, a preparaty hormonalne zakłócają równowagę hormonalną. Zaczynają się różne komplikacje wymagające leczenia u internisty, kardiologa, urologa itp. Świadome ukrywanie prawdy zaczyna obracać się na szkodę zainteresowanego. 15 - Seks dojrzały i ROLA PARTNERKI W LECZENIU IMPOTENCJI Kobiety dość często uważają, że przyczyny zaburzeń seksualnych ich partnerów tkwią w nich samych. Jeżeli w dodatku czują się zdrowe, sprawne seksualnie i prawidłowo reagują, to wszelkie problemy seksualne w związku utożsamiają z winą partnera. Przyczyny zaburzeń seksualnych najczęściej tłumaczą sobie tłem biologicznym (wyczerpanie, zaburzenia hormonalne, słaba potencja, choroba nerwów) lub też tłem nerwicowym (,,on jest nerwowy"). Podobne interpretacje występują również i wtedy, kiedy to właśnie kobieta odczuwa zaburzenia seksualne i wówczas przyczyny, np. anorgazmii, wiąże jedynie z własną osobą. Ograniczenie przyczyn zaburzeń seksualnych do czynników tkwiących w jednym z partnerów sprawia, że powstaje relacja: Ja zdrowa - on chory. Relacja ta stwarza dalsze: osoba zdrowa czuje rozczarowanie w wyniku niezaspokojenia swych potrzeb seksualnych, ocenia zachowania partnera, dopinguje go do podjęcia leczenia, darzy go różnymi uczuciami, m.in. takimi, jakimi darzy się człowieka chorego. Natomiast osoba w roli chorego w tak intymnej dziedzinie zazwyczaj przeżywa poczucie dużego zagrożenia, kompromitacji, lęku przed przyszłością, spadku swej wartości w oczach partnera. W zaburzeniach seksualnych możemy mieć do czynienia z różnymi relacjami: Partner zdrowy - partner z zaburzeniem. Partner zdrowy - więź zaburzona - partner zdrowy. Partner z zaburzeniem - partner z zaburzeniem. Możliwe są również inne kombinacje ww. relacji. Wynika z nich jednakże, ze sam takt zaburzeń seksualnych u jednego z partnerów 226 nic jeszcze nie mówi o ich przyczynach i niekoniecznie tkwią one w chorym. Zdarza się, że istotnie różne choroby czy postawy neurotyczne są przyczyną zaburzeń seksualnych i to niezależnie od osoby partnera. W innych przypadkach zaburzenia seksualne są ściśle związane z osobą partnera i on jest ich przyczyną (np. partner zachowujący się stresowe) albo powstają w wyniku zaburzeń więzi, komunikacji między partnerami, czyli wina obejmuje obie strony. Warto o tym pamiętać, gdyż wiele przyczyn zaburzeń seksualnych ma właśnie charakter interakcyjny, czyli wynika z zaburzeń relacji między partnerami. W takich przypadkach leczenie chorego partnera nic nie zmieni w wi^zi seksualnej związku, konieczne jest natomiast leczenie układu partnerskiego. Drugi ważny problem - to reakcja partnera na pojawienie się zaburzeń lub trudności seksualnych u drugiej osoby. Zachowanie partnera może skutecznie eliminować zaburzenia albo pogłębiać je, podtrzymywać. W wielu przypadkach dzięki doświadczeniu, lekturom, intuicji czy po prostu zdrowemu rozsądkowi partner potrafi tak się zachowywać i takie stosować formy stymulacji seksualnej, że zaburzenie seksualne szybko mija i więź seksualna ponownie jest udana. BRAK WYTRYSKU ___ Brak wytrysku jest rzadko spotykanym zaburzeniem seksualnym. Najczęściej występuje u tych mężczyzn, którzy w trakcie długotrwałego samopobudzania ukierunkowali się na określony typ bodźców dotykowych. W trakcie stosunku innego typu bodźce odbierane są jako luz w pochwie. Może dojść do zmniejszonej wrażliwości dotykowej w wyniku nawilżenia członka wydzielina pochwową (tzw. lubricałio). W takich przypadkach partnerka może przedłużyć linię pochwy własną dłonią. Wówczas ruchy członka odbywają się na dłuższej przestrzeni, a obejmowanie członka ręką sprzyja pobudzeniu do wytrysku. Ewentualnie wskazane jest, aby partnerka przed rozpoczęciem stosunku przez pewien czas najpierw pobudzała partnera do wytrysku ręcznie, a później w wyżej opisany sposób. Metod leczenia jest zresztą wiele. Dla przykładu podałem dwie, dość łatwe i skuteczne. Istnieją jednak przypadki, kiedy brak wytrysku ma zupełnie inny charakter: nie można go uzyskać ani w stosunku, ani też w wyniku ręcznej stymulacji. Jeżeli sam mężczyzna nie jest w słanie wyzwolić u siebie wytrysku w wyniku aułosłymulacji, ło możemy przypuszczać, iż istnieje jakaś głębsza blokada psychiczna lub też choroba, np. w obrębie narządów płciowych czy w układzie seksualnym. Dla przykładu podam, że tego typu zaburzenia spotyka się w przypadku chorób gruczołu krokowego, jąder, nasieniowodów. Niekiedy są to słany pozapalne, pourazowe, polekowe. Wówczas konieczna jest wizyta u specjalisty, gdyż teoretycznych przyczyn tego stanu rzeczy może być wiele. Są to w zdecydowanej większości przypadków zaburzenia uleczalne. Coraz częściej spotykam się z sytuacjami, kiedy to właśnie kobiety ,, matkują" swym partnerom, piszą w ich sprawach listy, przychodzą 228 do lekarza, a sami zainteresowani potrafią latami zwlekać z podjęciem leczenia. Jakkolwiek można to tłumaczyć lękiem przed wizytą, rozpoznaniem jakiejś choroby, męskim ambicjonalnym przeczuleniem, to jednak postawa strusia nie ma sensu, rzadko bowiem poprawa przychodzi samoistnie. Nie wiem dlaczego, ale zaburzenia seksualne są przez wiele osób traktowane jako rzekomo nieuleczalne lub trudne do wyleczenia, a seksuolog jest dla nich nie tyle terapeutą, dysponującym zakresem metod diagnostycznych i leczniczych, co zwiastunem złej wiadomości typu "to już koniec". Zresztą niejeden pacjent zaczyna wizytę od tego stwierdzenia i lekarskie zaprzeczenia uważa za pocieszenie. "Prawda jest jednak taka, że zdecydowana większość zaburzeń seksualnych i u kobiet i u mężczyzn jest uleczalna. i ZABURZENIA U PARTNERÓW Omówiony zakres problemów i zaburzeń nie obejmuje wszystkich możliwości, rozpoznań. Więcej informacji na łen łemał można znaleźć w specjalistycznych publikacjach. Chciałbym zwrócić uwagę na problem zakodowania zachowań seksualnych wobec stałego partnera. Zakodowanie to polega na utrwaleniu się określonych potrzeb, reakcji seksualnych, a nawet przeżyć im towarzyszących. Partnerzy żyjący w iele lat ze sobą mają wiele takich utrwalonych reakcji seksualnych; mogą być one pozytywne, ale mogą być i negatywne - np. zdarzają się sytuacje, iż dany mężczyzna ma we współżyciu z żoną zakodowany przedwczesny wytrysk, natomiast z innymi partnerkami współżycie jest udane. Do seksuologów często zgłaszają się pacjenci jakby obudzeni z wieloletniego letargu i proszą o leczenie zaburzenia trwającego niekiedy i ponad 10 lat. Leczenie jest wprawdzie możliwe, ale wymaga czasu, współudziału partnera. Kody pozytywne natomiast bywają niekiedy tak silne, iż współżycie może być udane i satysfakcjonujące jedynie ze współmałżonkiem. Przychodzą do seksuologa czasem dziwni ,,pacjenci", skarżą się, że są niezdolni do zdrady, gdyż w wypadku zmiany osoby partnera "nie wychodzi", natomiast jedynie ze stałym partnerem nie mają problemów ani zaburzeń. Zazdroszczą innym przygód i romansów, a swoją wierność traktują jako przymusowo narzuconą przez los. 230 ROZMIARY PATOLOGII SEKSUALNEJ Moi pacjenci mówiąc o swoich trudnościach i zaburzeniach seksualnych często są przekonani, iż ich osobiste dramaty należą do rzadko spotykanych, mają poczucie smutnej wyjątkowości, wyróżniającej ich wśród innych normalnych i zdrowych ludzi. Zapewne sam fakt przeżywania niepowodzeń seksualnych sprzyja powstaniu poczucia niższości i porównywania siebie z innymi. Tego rodzaju zaburzenie jest wstydliwie ukrywane, a nawet często kompensowane przechwałkami co do własnej potencji, sprawności. O ile w przypadku wielu chorób somatycznych istnieje swoiste licytowanie - co do ich rozmiaru, leczenia, podobieństw u siebie i swoich bliskich, znajomych (co sprzyja poczuciu powszechności i częstości tych chorób) - o tyle w przypadku chorób seksualnych istnieje tendencja do ich wypierania się, ukrywania. Nic więc dziwnego, że istnieją choroby eleganckie, modne, wzbudzające nawet zazdrość oraz wstydliwe. W konsekwencji zmienia się przestrzeganie powszechności danych zaburzeń i poczucie wyjątkowości w przypadkach seksualnych. Oto dane statystyczne, ilustrujące powszechność zaburzeń seksualnych. Nie kieruję się jedynie potrzebą pocieszania tych, którzy są nimi dotknięci. Dane te sprzyjają refleksji co do przyczyn powszechności tych zaburzeń, mimo wieloletniego już procesu uświadamiania i wychowania seksualnego. Poddają również w wątpliwość prawdziwe rozmiary szczęścia seksualnego, wskazują na konieczność dalszego poradnictwa oraz rozbudowania lecznictwa seksuologicznego. Przedstawione dane pochodzą z różnych źródeł, ale reprezentują jedynie te, które są zbieżne. Warto przecież podkreślić fakt, iż zaburzenie seksualne nie musi być chorobą, częściej jest to proces przejściowy o charakterze nerwicowym, sytuacyjnym. Przekonanie o jego ciężkości i towarzyszący mu lęk sprzyjają utrwaleniu tych reakcji i rozwojowi nerwicy. 231 ZABURZENIA U PARTNERÓW Omówiony zakres problemów i zaburzeń nie obejmuje wszystkich możliwości, rozpoznań. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w specjalistycznych publikacjach. Chciałbym zwrócić uwagę na problem zakodowania zachowań seksualnych wobec stałego partnera. Zakodowanie to polega na utrwaleniu się określonych potrzeb, reakcji seksualnych, a nawet przeżyć im towarzyszących. Partnerzy żyjący w iele lat ze sobą mają wiele takich utrwalonych reakcji seksualnych; mogą być one pozytywne, ale mogą być i negatywne - np. zdarzają się sytuacje, iż dany mężczyzna ma we współżyciu z żoną zakodowany przedwczesny wytrysk, natomiast z innymi partnerkami współżycie jest udane. Do seksuologów często zgłaszają się pacjenci jakby obudzeni z wieloletniego letargu i proszą o leczenie zaburzenia trwającego niekiedy i ponad 10 lat. Leczenie jest wprawdzie możliwe, ale wymaga czasu, współudziału partnera. Kody pozytywne natomiast bywają niekiedy tak silne, iż współżycie może być udane i satysfakcjonujące jedynie ze współmałżonkiem. Przychodzą do seksuologa czasem dziwni "pacjenci", skarżą się, że są niezdolni do zdrady, gdyż w wypadku zmiany osoby partnera "nie wychodzi", natomiast jedynie ze stałym partnerem nie mają problemów ani zaburzeń. Zazdroszczą innym przygód i romansów, a swoją wierność traktują jako przymusowo narzuconą przez los. 230 ROZMIARY PATOLOGII SEKSUALNEJ Moi pacjenci mówiąc o swoich trudnościach i zaburzeniach seksualnych często są przekonani, iż ich osobiste dramaty należą do rzadko spotykanych, mają poczucie smutnej wyjątkowości, wyróżniającej ich wśród innych normalnych i zdrowych ludzi. Zapewne sam fakt przeżywania niepowodzeń seksualnych sprzyja powstaniu poczucia niższości i porównywania siebie z innymi. Tego rodzaju zaburzenie jest wstydliwie ukrywane, a nawet często kompensowane przechwałkami co do własnej potencji, sprawności. O ile w przypadku wielu chorób somatycznych istnieje swoiste licytowanie - co do ich rozmiaru, leczenia, podobieństw u siebie i swoich bliskich, znajomych (co sprzyja poczuciu powszechności i częstości tych chorób) - o tyle w przypadku chorób seksualnych istnieje tendencja do ich wypierania się, ukrywania. Nic więc dziwnego, że istnieją choroby eleganckie, modne, wzbudzające nawet zazdrość oraz wstydliwe. W konsekwencji zmienia się przestrzeganie powszechności danych zaburzeń i poczucie wyjątkowości w przypadkach seksualnych. Oto dane statystyczne, ilustrujące powszechność zaburzeń seksualnych. Nie kieruję się jedynie potrzebą pocieszania tych, którzy są nimi dotknięci. Dane te sprzyjają refleksji co do przyczyn powszechności tych zaburzeń, mimo wieloletniego już procesu uświadamiania i wychowania seksualnego. Poddają również w wątpliwość prawdziwe rozmiary szczęścia seksualnego, wskazują na konieczność dalszego poradnictwa oraz rozbudowania lecznictwa seksuologicznego. Przedstawione dane pochodzą z różnych źródeł, ale reprezentują jedynie te, które są zbieżne. Warto przecież podkreślić fakt, iż zaburzenie seksualne nie musi być chorobą, częściej jest to proces przejściowy o charakterze nerwicowym, sytuacyjnym. Przekonanie o jego ciężkości i towarzyszący mu lęk sprzyjają utrwaleniu tych reakcji i rozwojowi nerwicy. 231 J Zaburzenia orgazmu u kobiet Około 10% współżyjących seksualnie kobiet nie zna przeżycia orgazmu. Nie miały doznań orgazmowych we współżyciu, w pieszczotach, we s'nie, również nie maja doświadczeń z samozaspokajaniem się. Około 20% kobiet przeżyło kilka orgazmów w swoim życiu; mógł on występować we s'nie, sporadycznie w pieszczotach czy w stosunku. Przeważająca większość ich doświadczeń erotycznych sprowadza się do łagodnie przeżywanego podniecenia lub obojętności seksualnej czy odczuć przykrych. Około 20Ś30% kobiet niekiedy przeżywa orgazm (bez względu na sposób jego wyzwalania), ale w zdecydowanej mniejszości przypadków współżycia. Można zatem stwierdzić, że prawie połowa populacji kobiet ma trudności z przeżywaniem orgazmu. Przyczyny są bardzo zróżnicowane, począwszy od rozwoju seksualności w wychowaniu, cech osobowości, błędów popełnianych we współżyciu aż do różnorodnych zaburzeń w ich związkach, w rozwoju reakcji nerwicowych itp. Zaburzenia sprawności seksualnej mężczyzn Około 15% mężczyzn ma długotrwałe zaburzenia seksualne w formie zaburzeń erekcji lub czasu trwania współżycia, około 25% - okresowe zaburzenia seksualne, występujące w różnym wieku, około 20Ś40% - sporadyczne, krótkotrwałe zaburzenia we współżyciu seksualnym. Zatem jedynie 30Ś40% mężczyzn nie ma żadnych form trudności seksualnych i określa swoje współżycie jako w pełni udane. U młodych mężczyzn przeważają zaburzenia czasu trwania współżycia (przedwczesne lub zbyt wczesne wytryski nasienia), a mężczyźni starsi częściej przeżywają zaburzenia erekcji oraz trudności z uzyskaniem wytrysku. Inności psychoseksualne Homoseksualna orientacja obejmuje około 1Ś2% populacji mężczyzn i kobiet; dotyczy to osób o zdecydowanym ukierunkowaniu popędu wobec przedstawicieli własnej płci, a nie osób ujawniających takie tendencje lub biseksualnych. Różnorodne formy patologii seksualnej, jak np. ekshibicjonizm, sadyzm, masochizm, zoofilia, pedofilia, kazirodztwo iłp. są rzadko spotykane w wyraźnej formie, częściej ujawniają się w formie ukrytej, w skłonnościach. Istnieje wokół nich posmak sensacji, są traktowane jako ciekawostki. Czynniki sprzyjające występowaniu zaburzeń seksualnych Wiele zaburzeń seksualnych ma konkretne przyczyny, wiele z nich ma charakter poliełiologiczny, czyli nakładają się na siebie różne 232 negatywne czynniki, dające w konsekwencji zaburzenia. Do najczęściej spotykanych czynników sprzyjających rozwojowi zaburzeń seksualnych należą: Czynniki związane ze środowiskiem rodzinnym: nadmierny rygoryzm wychowawczy, konfliktowe środowisko rodzinne, odrzucenia emocjonalne. Czynniki związane z wykształceniem i z pracą: nadmierne lub bardzo nikłe uświadomienie seksualne, niezadowolenie z pracy zawodowej (fl mężczyzn). Czynniki związane z osobowością; osobowości mało aktywne, zamykające się w sobie, zahamowane, zakompleksione, sztywne, neurotyczne, hipochondryczne, chwiejne uczuciowo, niedojrzałe, o niskim progu frustracji, z długotrwałymi stresami. Czynniki związane z trybem życia: nikotynizm (przyczyna coraz częstsza, zwłaszcza u mężczyzn), alkoholizm (picie w tzw. narodowym stylu), błędne odżywianie (niedobór witamin, soli mineralnych), przegrzewanie narządów płciowych (u mężczyzn), brak wypoczynku, słany zmęczenia, wyczerpania, zakłócenia rytmów biologicznych, snu. Czynniki związane z rozwojem związków uczuciowych: związki konfliktowe, rozczarowanie osobą partnera, niekorzystne warunki mieszkaniowe, walka o dominację, rywalizacje. Czynniki związane ze współżyciem seksualnym: błędy i niewiedza, prestiżowe nastawienie na sukces, stresujące zachowanie partnera, lęk przed ciążą, niektóre metody zapobiegania ciąży (np. stosunek przerywany). Czynniki związane ze stanem zdrowia: wiele chorób somatycznych o długotrwałym przebiegu, np. choroba nadciśnieniowa, cukrzyca oraz długotrwałe przyjmowanie i nadużywanie leków. Czynniki społecznokulturafne, np. mity, stereotypy seksualne, jatrogenne działanie niektórych publikacji i prelekcji, zachowań lekarzy, wychowawców. Jak więc wynika z analizy tych czynników, przeciwdziałanie zaburzeniom seksualnym jedynie w małej części jest uzależnione od wychowania i uświadomienia seksualnego. Warto też tu wspomnieć, że współczesny poziom lecznictwa seksuologicznego daje poprawę w zdecydowanej większości zaburzeń seksualnych. MECHANIZMY OBRONNE W ZABURZENIACH SEKSUALNYCH Zaburzenie seksualne jest frustracją prowadzącą do obniżenia poczucia własnej wartości, napięcia, lęku, niepokoju, uderzającego w obraz JA, wyzwalającą poczucie niepewności lub kompleksu wobec partnera, lęku przed oceną przez partnera. Im dłużej dana osoba doświadcza trudności w życiu seksualnym, tym głębszy jest stan frustracji na tym tle. Osoba przeżywająca tego rodzaju problemy znajduje się w słanie długotrwałego napięcia, zrozumiałe jest zatem, że uruchamia mechanizmy obronne. Mechanizmów tych jest kilkadziesiąt, a wybór jednego lub kilku z nich jednocześnie zależy od poziomu intelektualnego, dojrzałości psychicznej danej osoby, od zakodowanych doświadczeń, wyniesionych ze środowiska rodzinnego itd. Zagadnienie mechanizmów obronnych jest dokładnie opracowane w wielu pracach z tego zakresu. Obecnie przedstawię rodzaje mechanizmów obronnych najczęściej uruchamianych w zaburzeniach seksualnych, z wyodrębnieniem specyficznych różnic między płciami. Należałoby uwzględnić również różnice wieku, wykształcenia, środowiska, typ zaburzeń seksualnych, ale wymagałoby to całej monografii na ten temat. Przedstawiam zatem wersję skróconą, która daje pewien obraz samoobrony psychicznej przed frustracją seksualną. Wprawdzie spotykam się ze wszystkimi mechanizmami obronnymi, ale omawiam tylko niektóre z nich, częściej spotykane; posłużę się również konkretnymi przykładami. Racjonalizacja polega na podświadomym zniekształcaniu swych 234 przeżyć, myśli w taki sposób, aby poprawić samoocenę, np. kobieta z lękiem przed defloracją, współżyciem, nie mająca powodzenia, silnie podkreśla wartość dziewictwa i własne posłannictwo. Tabela 4 Rodzaje mechanizmu obronnego Mężczyźni Kobiety Racjonalizacja +++ ++ Intelektualizacjd +++ + Kompensacja +++ + Zaprzeczanie ++ +++ Projekcja ++ +++ Inwersja + +++ Konwersja + +++ Przeniesienie h +++ Fantazjowanie + +++ Reakcje upozorowane + ++ Regresja ++ +++ +++ czysty mechanizm ++ przeciętnie częsty 4 rzadki mechanizm Infelelcfualfzacja polega na podświadomym przenoszeniu własnych problemów na inne tory rozumowania i np. impotent zaczyna studiować dzieła seksuologiczne, staje się erudyłą w tej dziedzinie. Kompensacja polega na podświadomym wyrównywaniu obniżających poczucie własnej wartości problemów w sferze seksu w innych sferach aktywności, np. impotent stara się wyróżnić szybkością jazdy samochodem, wielkością dochodów, zdobyciem pozycji społecznej. Zaprzeczanie polega na podświadomym zaprzeczaniu istnienia problemu przez kontrastowe zachowania, np. kobieta anorgastyczna ukazuje siebie jako bardzo seksowną, z temperamentem. Projekcja jest to podświadome przypisywanie własnych problemów innym, np. kobieta nie mogąca osiągnąć podniecenia seksualnego, określa swego partnera jako zimnego, aseksualnego. Inwersja polega na podświadomym przeniesieniu wypartych problemów na zachowanie wprost przeciwne i np. wrogość, agresja do partnera jest manifestowana podkreślaniem swej miłości do niego. Pragnienia kontaktu z kobietą, które rodzą lęk i niepewność, są przenoszone na zachowanie homoseksualne. Konwersja jest to mechanizm polegający na wyrażaniu w formie symbolicznej potrzeb i zachowań wzbudzających silny lęk, np. kobieta obawiająca się współżycia z partnerem odczuwa silne bóle miednicy, dolegliwości genitalne; dzięki temu broni się przed współżyciem. 235 Przeniesienie polega na przenoszeniu uczucia na obiekty zastępcze w przypadku, gdy wzbudza ono lęk, niemożność spełnienia; np. miłość do nauczyciela jest kierowana na przedmiot, jaki on wykłada, miłość do danej kobiety jest kierowana na osoby z jej kręgu iłd. Fantazjowanie polega na podświadomym przenoszeniu stłumionych potrzeb w świat wyobraźni, snów i np. kobieta rozczarowana osobą męża ma sny, w których pozostaje on w związku z inną kobietą. Reakcje upozorowane polegają na podświadomym kierowaniu się ku zachowaniom akurat odwrotnym wobec oczekiwanym oraz chcianym i np. nie zaspokojone potrzeby seksualne przemieniają się w pruderię, moralizatorstwo, tendencje exhibicjonistyczne - w przesadną wstydliwość, homoseksualne - w uwodzenie wielu kobiet itp. Regresja polega na podświadomym cofaniu się w kierunku bardziej dziecięcych form zachowania, np. niepowodzenia w życiu seksualnym prowadzą do hipochondrycznego podkreślenia złego stanu zdrowia, chorób. Zastępowanie polega na tym, że za trudności w życiu seksualnym obwiniani są rodzice, którzy nie uświadomili seksualnie, partner itd. Odwracanie uwagi polega n? tym, że mężczyzna mający narastające problemy z żoną zaczyna przesadnie zajmować się własną pracą zawodową, przesadnie pielęgnuje swój samochód, poświęcając na to całe dnie iłp. Dewaluacja polega na tym, że mężczyzna mający przedwczesne wytryski ujawnia krytyczną postawę wobec seksuologii, publicystyki na ten temat. łntrojekcja polega na tym, że kieruje się na siebie uczucie pierwotnie skierowane ku innym i np. mężczyzna odczuwający wrogość wobec kobiet zaczyna dokonywać aktów samoponiżania się lub usiłuje popełnić samobójstwo. Sublimacja polega na tym, iż skierowuje się nie akceptowane potrzeby, np. seksualne, na zachowanie wysoko cenione - służenie innym, prace naukowe itp. W kręgu istniejących możliwych mechanizmów obronnych są takie, które można oceniać jako pyzytywne dla zainteresowanej osoby i jej otoczenia, np. altruizm, humor, sublimacja. Inne stwarzają problemy danej osobie (np. intelektualizacja, kompensacja) lub otoczeniu (np. projekcja, inwersja, reakcje pozorowane). Leczenie zaburzeń seksualnych polega m.in. (poza usuwaniem objawów tych zaburzeń) na odkrywaniu istniejących mechanizmów obronnych i zmianie postaw pacjenta wobec seksu, siebie, partnera. Zrozumiałe zatem, że jest to proces wymagający niekiedy żmudnej pracy diagnostycznej oraz psychoterapii. 236 PRZECZULICA NARZĄDÓW PŁCIOWYCH Przeczulica narządów płciowych u mężczyzn najczęściej polega na tym, iż żołądź członka jest nadmiernie wrażliwa na wszelkie bodźce dotykowe i np. dotyk ręki, przywieranie ubrania, a także stosunek - sprawiają ból, przez co współżycie niejednokrotnie ulega przerwaniu. U kobiet przeczulica najczęściej dotyczy pochwy i np. może być źródłem bolesności w czasie stosunku, ale może również dotyczyć łechtaczki, warg sromowych, wejścia do pochwy itp. W wielu wypadkach przyczyną wspomnianych dolegliwości bywają różnorodne choroby, np. grzybice, słany zapalne, małe urazy, zaburzenia neurologiczne, naczyniowe (np. w przebiegu cukrzycy). Do przeczulicy może również prowadzić zbył intensywne współżycie seksualne, kiedy sfery erogenne zlokalizowane w okolicach narządów płciowych są nadwrażliwe na bodźce dotykowe. W takich wypadkach po pewnej przerwie we współżyciu dolegliwości mijają. Jeśli rozpozna się przyczyny somatyczne przeczulicy lub takie, które wiążą się ze współżyciem seksualnym, leczenie daje dobre rezultaty. Inaczej wygląda problem, gdy lekarze różnych specjalności wykluczają tło somatyczne i podejrzewają nerwicę. Dla pacjenta tego typu rozpoznanie wydaje się dziwne. Najczęściej nerwica dotyczy przecież ogólnego stanu psychiki; niektórzy słyszeli o tzw. nerwicy serca, żołądka, ale "nerwica narządów płciowych" bez zaburzeń sprawności seksualnej? Czy to możliwe? Jeżeli nie ma wątpliwości, iż przeczulica narządów płciowych ma charakter nerwicowy, oznacza to, że pacjent choruje na nerwicę, a przeczulica jest jednym z jej objawów. Można oczywiście zastanawiać się nad tym, dlaczego u jednego pacjenta z nerwicą objawy dotyczą czynności serca, u innego - pracy jelit, a u jeszcze innego narządów płciowych. Wiadomo, że ,,wybór narządu" nie jest przypadkowy i ujawnia podświadome mechanizmy. Sole głowy mogą np. wyrażać niemożność rozwiązania problemu, bóle żołądka mogą być wyrazem tłumienia uczuć. W przypadku narządów płciowych może się np. kryć podświadomy protest wobec partnera, niechęć 237 do współżycia seksualnego, lęk przed słosunkiem, ocenę siebie w roli partnera iłp. Bardzo często przeczulica narządów płciowych rozwija się w wyniku błędów w szłuce kochania lub braku właściwej ars amandi. Jeżeli np. partner zbyt długo i zbyt silnie drażni łechtaczkę, a jego partnerka wstydzi się przyznać, że nie odczuwa już przyjemności, lecz ból, to przeczulica łechtaczki jest zrozumiałym następstwem takiego pobudzania. Inny przykład: jeżeli mężczyzna szybko dąży do stosunku, a pochwa jest wąska i niedostatecznie zwilżona, to drażnienie żołędzi członka może wyzwolić przeczulicę. Kiedy tego typu odczucie pojawi się w następnym kontakcie, wówczas może to prowadzić do sytuacyjnego kojarzenia i utrwalenia doznania. Przeczulica narządów płciowych może również powstać w wyniku zmiany typu stymulacji seksualnej. Jeżeli np. po dłuższym masturbowaniu się powstało przyzwyczajenie do określonej siły bodźców dotykowych, to w momencie podjęcia współżycia z partnerem zakres otrzymanych od niego bodźców, jakkolwiek zgodny z kanonami ars amandi, może wyzwalać przeczulicę. Leczenie tej dolegliwości zależy od odkrycia jej przyczyn. Może zatem obejmować leczenie choroby podstawowej (np. cukrzycy, podrażnienia korzeni nerwowych itd.), psychoterapię pacjenta lub obojga partnerów. W wielu przypadkach bardzo pomaga doraźne stosowanie różnych maści o działaniu miejscowo znieczulającym. Sam fakt braku odczuwania nadwrażliwości na dotyk może przynieść dużą ulgę i umożliwić współżycie. PATOLOGIA WIĘZI PARTNERSKIEJ Przedstawiona tu typologia zaburzeń więzi partnerskiej jest wynikiem uogólnienia tych zaburzeń, z którymi spotykam się najczęściej. Inaczej mówiąc, moi pacjenci sami ułożyli zaburzone związki w pewne charakterystyczne typy. Z konieczności przedstawiam je w formie skondensowanej. W przypadku związków neurotycznych bogactwo form i rodzajów zaburzeń komunikacji partnerskiej wymagałoby odrębnej książki i dlatego dla przykładu omawiam jeden z typów związku neurotycznego - małżeństwo histeryczne. Chciałbym również zastrzec, że niżej wymienionych typów zaburzonych związków nie należy ostro od siebie odgraniczać, gdyż wiele z nich przybiera formy mieszane. Związek formalny Ze związkiem formalnym mamy do czynienia wówczas, gdy więź partnerów w małżeństwie ogranicza się jedynie do formalnej strony trwania instytucji małżeństwa, natomiast więzi uczuciowa i seksualna uległy rozpadowi. Związek formalny istnieje najczęściej w sytuacji, gdy małżonkowie ze względu na dobro dzieci nie chcą się rozwieść, natomiast pragną zachować pozory istnienia ogniska rodzinnego. Innym motywem lub motywem towarzyszącym poprzedniemu są wyznawane przez nich zasady religijne; przy ich respektowaniu związek formalny jest właściwie formą separacji. Przyczyną powstawania i trwania małżeńskich związków formalnych może być również wspólnota interesów majątkowych lub innych (np. konieczność posiadania współmałżonka, jako warunku uzyskania zgody na atrakcyjny wyjazd służbowy za granicę). W związkach formalnych terapeuta ma do czynienia z następującymi typami problemów: Jeden z partnerów przeżywa głęboka frustrację w wyniku trwania układu pozbawionego więzi uczuciowej i seksualnej. Występują stresy i stany napięć wywołane niezaspokojenfem potrzeb seksualnych. Małżonkowie mają wątpliwości do idei działania "na rzecz dobra dziecka", gdyż klimat uczuciowy istniejący w formalnym związku nie stwarza ciepła ogniska domowego, a dzieci i tak wyczuwają napięcia między rodzicami. Związek dysharmoniczny Związek tego typu występuje między partnerami odczuwającymi zaburzenie jednej z relacji interpersonalnych, przy pozytywnie ocenianych innych relacjach. Najczęściej jest on oceniany pozytywnie i ujawniana jest niechęć do jego zerwania i do zmiany osoby partnera. Zaburzona relacja więzi stwarza jednak trwałe rozczarowania i napięcia. W polaryzacji tendencji "od" i ,,do" związku przeważa ostatecznie "do", ale tendencja "od" wyzwala długotrwały stres. W praktyce terapeutycznej najczęściej powtarza się zaburzenie relacji seksualnej: np. partnerka nie odczuwa orgazmu, istnieje między partnerami rozbieżność potrzeb seksualnych, oczekiwań i upodobań. Może też być zaburzona relacja porozumienia intelektualnego: partnerzy mają rozbieżne zainteresowania, nie potrafią nawiązać kontaktu intelektualnego. Innym przykładem zaburzonej relacji jest różnica poglądów, systemów wartości, światopoglądów. Zaburzone relacje mogą również obejmować postawy wobec rodzin pochodzenia (genetycznych), podziału ról w. gospodarstwie domowym, koncepcji wychowawczych, kontaktów z innymi ludźmi czy sposobów spędzania wolnego czasu. U partnerów istnieje subiektywne przekonanie, że gdyby "to" zostało przezwyciężone, wówczas więź między nimi byłaby jak najlepsza. W małżeńskim związku dysharmonicznym mogą się ujawniać rzeczywiste różnice w poszczególnych relacjach więzi partnerskiej, począwszy od seksualnej, a kończąc na stylu komunikowania się, mogą również ujawniać się pozornie zaburzone relacje kryjące zupełnie odmienne motywy (np. wtórna anorgazmia żony może być wyrazem ukrytego konfliktu, rozczarowania osobą partnera, zaś różnice zdań co do formy spędzania wolnego czasu mogą katalizować tendencje dominacyjne partnerów itp.). Psychoterapia związków dysharmonicznych najczęściej umożliwia poprawę zaburzonej relacji lub przyjęcie postawy tolerancji wobec odmienności partnerów w danej sferze ich cech czy kultywowanych form życia. Związek "alergiczny" W związku "alergicznym" dominuje zaburzenie więzi uczuciowej, przy ograniczeniu postaw racjonalnych. Partnerzy zajmują wobec siebie postawy irracjonalne i w ich zachowaniach dominują silne wybuchy emocji. Natomiast w sytuacji, kiedy każde z małżonków przebywa oddzielnie, np. w pracy, napięcia uczuciowe wygasają. Reakcja alergiczna, łzn. wybuch emocji, powstaje w wyniku powtarzania przez partnera nie zaakceptowanych zachowań, przy czym skrajnie negatywnym wyrazem tej reakcji jest awersja seksualna, niechęć do jakiegokolwiek kontakłłi fizycznego z partnerem. Małżonkowie ujawniają wobec siebie ambiwalencję i ambitendencję. W zasadzie mają - niekiedy nawet silną - motywację do utrzymania związku, deklarują i wyrażają wzajemną więź uczuciową, czasem i seksualną, ale nie potrafią opanować swych reakcji uczuciowych. Bywa, że sam widok partnera stwarza stan napięcia, lęk, pobudliwość, agresję. Stan ten można porównać do działania czynnika alergicznego w chorobie uczuleniowej. Reakcje alergiczne mogą być wyrazem zalegania emocji związanych z istniejącą w danym związku sferą tabu. l tak np. niezaspokojenie seksualne, frustracja potrzeb seksualnych, zwłaszcza przy braku dialogu na ten temat, może sprzyjać ujawnianiu napięć, przemieszczonych na inne dziedziny, np. punktualności, porządku w domu itp. W pewnych przypadkach reakcja alergiczna może wyrażać wyczulenie na tle zachowania się partnera w dziedzinie osobiście bardzo istotnej, l tak np. pedantyczna żona może bardzo silnie reagować na brak higieny osobistej partnera. Reakcje alergiczne mogą być również wyrazem objawów nerwicowych, tendencji dominacyjnych, walki między partnerami bądź zakodowanych reakcji z okresu dzieciństwa (np. wyczulenie na spożywanie alkoholu, w wyniku przykrych przeżyć z własnego środowiska rodzinnego; wówczas sam fakt picia przez małżonka wyzwala silną reakcję uczuciową). W przypadku związku alergicznego dobre lub złe rokowanie zależy od rodzaju i przyczyn reakcji uczuciowych oraz istniejących motywacji trwania związku. Związek niedojrzały Ze związkiem niedojrzałym mamy do czynienia wówczas, gdy partnerzy pozostają wobec siebie w relacji "dzieckodziecko". Może on również wiązać się z niedojrzałością psychoseksualną partnerów, dla której charakterystyczna jest dominacja własnych potrzeb seksualnych, autoerotyzm, albo powstać w wyniku braku przygotowania do ról małżeńskorodzinnych, rodzącego konflikty w pełnieniu tych ról i trudności w wywiązywaniu się z określonych obowiązków. 16 - Seks dojrzały 241 W praktyce terapeutycznej w związkach niedojrzałych najczęściej spotyka się następujące problemy: Niezdolność do tworzenia partnerstwa i równowagi między różnymi lub sprzecznymi potrzebami i oczekiwaniami. Oczekiwanie od współmałżonka postaw rodzicielskoopiekuńczych (np. mąż szuka w żonie małki, a żona ojca, u obojga natomiast przeważa postawa biernozależna). Przewaga tendencji "biorę" u partnerów, którzy oczekują od drugiej osoby zaspokajania własnych oczekiwań i potrzeb, przy równoczesnym braku postawy "daję". Narzucanie partnerowi własnej wizji związku. Traktowanie partnera jak członka własnej rodziny genetycznej, od której nie nastąpiło psychiczne oddzielenie. W takich przypadkach istnieje swoiste prawo klanu, rodu, któremu partner ma się podporządkować. Związki niedojrzałe typowe są dla partnerów o niedojrzałej osobowości, zbyt silnie związanych ze swoim środowiskiem rodzinnym (rodzinami pochodzenia), egocentrycznych, nie przygotowanych do życia w małżeństwie i rodzinie, unikających odpowiedzialności. W praktyce terapeutycznej małżonkowie ze związków tego typu bardzo często zgłaszają się do poradni w zaawansowanym stadium konfliktu, np. w trakcie sprawy rozwodowej, skierowani przez ośrodek rodzinnodiagnostyczny. Związek neurotyczny Więź partnerska w związku, w którym jedno z partnerów jest neurotykiem lub oboje, a komunikacja w związku jest neurotyczna, ma bogatą literaturę. W zasadzie większość publikacji poświęconych patologii i psychoterapii partnerskiej opisuje typy związków neurotycznych. W piśmiennictwie światowym istnieją 'liczne monografie i czasopisma przedstawiające problem związków neurotycznych. Każda orientacja czy szkoła psychoterapeutyczna ma własne teorie na ten temat, jak również specyficzne techniki terapii. Zagadnienie związków neurotycznych jest bardzo ważne, ponieważ są one spotykane bardzo często, a wielu neurotyków zrywając dotychczasowe i nawiązując nowe związki w ten sposób usiłuje rozwiązać swoje wewnętrzne problemy. Czytelnik dysponuje obecnie możliwością przeczytania wielu opracowań poświęconych nerwicom i dlatego nie zamierzam powtarzać tu zawartych w nich informacji. Dla przykładu omówię typ związku histerycznego, należącego do najczęściej spotykanych w tej grupie zaburzeń więzi partnerskiej. Małżeństwa histeryczne Powstanie niejednego związku wzbudza zaskoczenie, zdziwienie i refleksję nad motywami jego zawarcia. Osoby znajdujące się w po-242 zycji widza, obserwatora, mogą nie rozumieć tego typu motywów, brakuje im bowiem zaangażowania uczuciowego, motywacji erotycznej, które są przecież najczęstsze w powstawaniu związków. Można jednak zadawać sobie pytanie, czy fakt powstania danego związku jest czystym przypadkiem, czy też w pewnym sensie jest zdeterminowany cechami osobowości partnerów? Istnieje powszechna opinia, iż miłość nie zna granic i możliwe są związki między partnerami bardzo odmiennymi co do wykształcenia, aparycji, popędu seksualnego, wieku. W wielu przypadkach rzeczywiście miłość nie zna granic, ale niejeden związek powstał dzięki przyciąganiu do siebie określonych cech* osobowości partnerów. Do tego typu związków należą właśnie małżeństwa, określane w specjalistycznym piśmiennictwie jako histeryczne. Chociaż instytucja małżeństwa jest stara jak świat, jednak naukowa jego analiza jest stosunkowo świeżej dały. W zasadzie dopiero w latach sześćdziesiątych zaczęła się rozwijać gamologia, czyli nauka o małżeństwie. Okazuje się, że wybór osoby partnera nie jest sprawą przypadku, również nasze zachowania potrafią prowokować partnera na zasadzie zaprogramowania. W histerycznych małżeństwach mamy do czynienia z kilkoma kombinacjami. Histeryczna żona i histerofilny mąż. W osobowości partnerki dominują takie cechy, jak: niedojrzałość, chwiejność nastrojów, decyzji, powierzchowność przeżywania, brak poczucia stałości i oparcia. Seksualność często bywa słaba lub też obwarowana obawami, lękiem. Tego typu kobieta wobec mężczyzn adresuje sygnały ujawniające potrzebę stabilizacji uczuciowej, oparcia oraz słabego temperamentu seksualnego. Nic zatem dziwnego, że sygnały te mogą zostać przyjęte przez mężczyznę, którego określa się mianem histerofilnego, czyli odczuwającego potrzebę więzi z partnerką o cechach histerycznych. Cechy osobowości takiego mężczyzny to np. zahamowania i poczucie niższości w roli męskiej, wstydliwość, lęki związane z seksualnością, niski poziom temperamentu seksualnego, zdolność adaptowania się do różnych warunków, niekonfliktowość. W tego typu związku przyciągają się zatem określone cechy osobowościowe, a partnerzy podtrzymują siebie w tych cechach. Histeryczny mąż i hisferofilna żona. Tego typu układ jest odwrotnością powyższego związku, ale należy do rzadziej spotykanych, gdyż osobowość histeryczna jest rzadsza u mężczyzn. "Normalna" osobowość żony i hisferoformujący mąż. Pojęcie normalnej osobowości jest względne, dlatego zostało ujęte w cudzysłów. W tym jednak przypadku chodzi o układ, w którym partnerka nie ujawnia cech histerycznych, ale jest prowokowana do nich przez swego partnera o niskim poziomie temperamentu seksualnego, nie-16243 określoności w roli mężczyzny, chwiejności uczuciowej i konfliktowości. Stopniowo, w miarę trwania tego układu, partnerka coraz częściej ujawnia zachowanie histeryczne lub nie odpowiada na adresowane wobec niej oczekiwania i związek ulega zerwaniu. Tego typu sytuacja najczęściej powstaje wówczas, kiedy mąż miał matkę histeryczną, będącą dla niego modelem osobowości kobiety. "Normalna" osobowość męża i histeroformująca żona. Tego typu układ jest odwrotnością poprzedniego i również najczęściej powstaje wówczas, gdy żona miała ojca o osobowości histerycznej i stał się on dla niej modelem osobowości mężczyzny. Powyższe układy partnerskie potwierdzają znaną tezę, iż w interakcji między partnerami może dochodzić do przeobrażeń osobowości "na życzenie" drugiej osoby. Adresowane wobec niej konkretne potrzeby i sygnały mogą prowokować do podświadomie chcianych reakcji zgodnie z zasadą zaprogramowania. W każdym związku partnerzy mogą zadać sobie pytanie, na ile moja osobowość pozostała nie zmieniona, a na ile uległa przeobrażeniu "na życzenie" partnera, lub też na ile zmieniły ją obiektywne fakty życiowe. Badacze wyodrębniają również pojęcie sytuacyjnych histerycznych małżeństw, powstających w przypadkach ważnych zmian życiowych, np. zmiany pozycji społecznej jednego z partnerów, stylu życia, sytuacji kryzysowych wynikających np. ze zdrady, pojawienia się zaburzeń seksualnych. W wielu przypadkach histerycznie reagują na swoje zaburzenia seksualne mężczyźni, którzy dotąd nie mieli trudności w swym życiu seksualnym. Uświadomienie sobie "jestem niesprawny", "kompromituję się jako mężczyzna" prowadzi do histerycznej reakcji z myślami samobójczymi włącznie. Analiza histerycznych związków potwierdza zatem tezę, iż w wielu przypadkach wybór osoby partnera nie jest przypadkiem, a więź uczuciowa i seksualna powstaje na zaprogramowanym podłożu, jakim jest określona osobowość partnerów. Miejmy nadzieję, że dalszy rozwój gamologii ujawni wiele mechanizmów powstawania związków i interakcji między partnerami. Tego typu badania są bardzo zaawansowane w wielu krajach; z bliższych nam należy wymienić Czechosłowację, która ma duży dorobek w tej dziedzinie. Związek rywalizacyjny Związek rywalizacyjny to taki związek, w którym do typowych form zachowań partnerów należą walka i dominacja. Na podstawie własnych obserwacji badawczych mogę stwierdzić, iż zjawisko to dotyczy około 40% związków małżeńskich z zaburzeniami więzi partnerskiej. Podstawową przyczyną powstawania i rozwoju tego typu związków są przeobrażenia kulturowospołeczne, m.in.: emancypacja kobiet i feminizacja systemu oświatowego, wzrost rangi matki w środowisku rodzinnym, nieokreśloność roli męskiej, powszechność 244 pracy zawodowej kobiet, antykoncepcja dająca kobiecie dużą swobodę decydowania o swoim życiu seksualnym, zmiany w systemie wartości dotyczących małżeństwa, prokreacji, seksualności itp. Charakterystyczne zachowania i postawy rywalizacyjne partnerów w małżeństwie to: Dążenie do przyjęcia postawy górowania nad partnerem w zakresie pozycji zawodowej, społecznej, finansowej, towarzyskiej, podkreślanie swej przewagi w pochodzeniu społecznym, uznaniu u innych itp. Rozbieżność łniędzy postawami ujawnianymi w środowisku domowym, np. towarzyskim. (Niekiedy żona zaskoczona jest faktem, iż w domu istnieje zgoda między nią a mężem, gdy tymczasem w towarzystwie mąż zachowuje się agresywnie, ośmiesza ją). Ukryty sposób rywalizacji, np. w marzeniach, realizowany poprzez fantazje dotyczące wysokiej pozycji własnej, a zarazem degradacji partnera. Nastroje pozytywne w przypadkach, gdy partner przeżywa porażki, klęski, niepowodzenia, oraz negatywne, gdy przeżywa sukcesy. Ukryte rywalizacje seksualne (np. dysfunkcje seksualne, zachowania masturbacyjne, mimo możliwości współżycia z partnerem. Jawne rywalizacje seksualne (np. ośmieszanie partnera, zwiększanie wymagań, powoływanie się na doświadczenia z innymi partnerami itp.). Rywalizacja w rodzicielstwie (np. szukanie sprzymierzeńca w dziecku, podrywanie autorytetu partnera, "kupowanie" dziecka prezentami itp.). Przejawy agresji słownej i fizycznej. Walka o prestiż za wszelką cenę nawet przez uzyskanie rozwodu. Związek socjopatyczny Pojęcie związek socjopatyczny obejmuje różne kategorie zaburzeń więzi partnerskiej, wiążących się z patologią społeczną. W praktyce terapeutycznej najczęściej występują następujące rodzaje związków tego typu: Związki należące do subkultury marginesu społecznego. Małżeństwa alkoholików, narkomanów, osób z uzależnieniami lękowymi. Związki kazirodcze. Związki z pogranicza prostytucji (np. mąż jest równocześnie sułenerem własnej żony), Związki należące do subkultury przestępczej itp. Małżonkowie (partnerzy) należący do wyżej wymienionych typów związków najczęściej zgłaszają się do poradni z problemami sytuacyj-245 nymi: seksualnymi - w okresie nasilenia potrzeby walki z partnerem, manipulacyjnymi - w celach rozwodowych, karnych (np., aby móc później przedstawić zaświadczenie o fakcie leczenia). Związki socjopatyczne należą do wyjątkowo trudnych w psychoterapii, źle rokują, co pośrednio wynika z faktu, iż najczęściej powstają one między partnerami reprezentującymi nieprawidłowe typy osobowości i mającymi różne powiązania ze swym środowiskiem subkulturowym. Zespół maltretowanej żony W pewnym sensie zespół ten należy do związków socjopatycznych, został jednak wyodrębniony ze względu na jego specyfikę i częstość występowania. Charakteryzuje się tym, że mąż różnymi formami agresji (fizycznej, słownej i innej) doprowadza żonę do całkowitego podporządkowania sobie, a następnie przejawia wobec niej okrucieństwo. Zespół ów wiąże się z nieprawidłowymi lub psychopatologicznymi cechami osobowości mężczyzny, z występującymi długotrwale mechanizmami obronnymi, najczęściej powstającymi w wyniku stresu seksualnego i uczuciowego, głębokiego poczucia niższości w roli męskiej czy też urazu na tle odrzucenia przez kobietę. Do terapeuty zgłasza się najczęściej maltretowana żona lub mąż skierowany na badania sądowoseksuologiczne czy psychiatryczne. Zespół maltretowanego dziecka Związek partnerów tego typu należy również traktować jako socjopatyczny, jego wyodrębnienie wynika jednak z narastania problemu. Według statystyk co roku na każdy tysiąc dzieci w wieku do lat 4 jedno doznaje ciężkich urazów spowodowanych przez rodziców, z czego '/10 kończy się śmiercią dziecka (Raport WHO z 1977 roku). Osobowość małżonkówrodziców z Zespołem maltretowanego dziecka cechuje niedojrzałość, impulsywność, agresywność, a doświadczenie na sobie brutalności przechodzi później z pokolenia na pokolenie. W genezie tego zespołu podkreśla się m.in. znaczenie długiego okresu separacji matek od narodzonych dzieci oraz fakt niechcianego dziecka. Narodowe Centrum Urazów Dziecięcych w Waszyngtonie jako czynniki sprzyjające rozwojowi tego Zespołu u rodziców podaje: alkoholizm, narkomanię oraz zaburzenia psychiczne. Zespół opuszczonego gniazda Zespół opuszczonego gniazda powstaje w wyniku sytuacji konfliktowych i rozpadu więzi partnerskiej w okresie zakończenia wychowywania dzieci i ich usamodzielnienia się. Często jest mylnie rozpoznawany jako depresja lub psychopatologia wynikająca z przekwitania. Do terapeuty zgłaszają się małżonkowie negatywnie oceniający swój związek, skarżący się na zaburzenia komunikacji z partnerem, na sprzeczność systemu wartości, zanik zainteresowań seksualnych. 246 Często podstawowym objawem tego Zespołu jest spadek libido, zanik więzi seksualnej, przy zachowanej sprawności seksualnej. Rokowanie w przypadku tego Zespołu bywa pozytywne, a psychoterapia wpływa na poprawę więzi między małżonkami. Związki z ostrym kryzysem Do grupy tej należy około 30% wszystkich zaburzeń więzi partnerkiej w małżeństwie. Ostry kryzys, w którym ulega zaburzeniu więź uczuciowa l seksualna, najczęściej powstaje w następujących przypadkach: Reakcja na ujawnienie zdrady partnera. Reakcja na urodzenie się dziecka. Reakcja na niechcianą ciążę. Reakcja na nagłe sytuacje, np. konieczność zmiany pracy, mieszkania. Reakcja na nagłe pojawienie się dysfunkcji seksualnych. Reakcje wynikające z ujawnienia stresowych faktów w biografii życiowej partnera (np. innego związku, układu kazirodczego, zgwałcenia, porównania z innym partnerem seksualnym itp.) Związki z ostrym kryzysem wymagają tzw. interwencji kryzysowej, czyli intensywnej psychoterapii, nastawionej na "tu i teraz" związku, neutralizacji niepokoju, redukcji lęku, a następnie poprawy sposobu porozumiewania się między partnerami. Granice między omówionymi wyżej typami związków małżeńskich, w których występują zaburzenia, bywają nieostre; niekiedy w jednym związku występuje więcej niż jeden typ zaburzeń. Dlatego wszystkie sytuacje konfliktogenne we współżyciu pary małżeńskiej wiążą się z koniecznością dokładnej diagnozy, różnicowania oraz kwalifikowanej psychoterapii partnerskiej. APATIA SEKSUALNA Apatia seksualna oznacza brak lub słabe zainteresowanie seksem, współżyciem, obojętność wobec bodźców erotycznych, bierność w ars amandi. Osoba taka sprawia wrażenie, jakby mogła żyć aseksualnie, bez współżycia (przy zachowanej do niego zdolności). Wspomniana apatia bywa u kobiet utożsamiana z oziębłością, a u mężczyzn z impotencja, co nie jest prawdą. Istnieje zdolność współżycia i doznawania orgazmu, ale nie czuje się potrzeby tych doznań. Istnieją różne stopnie apatii seksualnej: l - współżycie odbywa się normalnie, z częstotliwością prawidłową, wg statystycznych kryteriów, brak jednak zainteresowania nim, dominuje bierność w ars amandi. II - współżycie seksualne Jest rzadkie, chociaż sprawne, traktowane jest jako obowiązek, brak zainteresowania seksem, współżyciem, a partner czuje, że jest obojętny erotycznie. III - współżycie seksualne zanika (przy zachowaniu zdolności do niego), brak jakichkolwiek zainteresowań seksem, płcią odmienną, obojętnie reaguje się na sceny erotyczne, bodźce seksualne, człowiek taki sprawia wrażenie aseksualnego. Reakcje fizjologiczne seksualne istnieją, ale brak treści seksualnych w świadomości, jak i w podświadomości (brak snów, marzeń erotycznych). Wspomniane stopnie apatii seksualnej mogą być pierwotne, tzn. ujawniają się od okresu dojrzewania (co jest rzadkie) lub wtórne, czyli występują po okresie udanego współżycia (co jest najczęściej spotykane). 248 Musimy jednak rozróżnić apatię seksualną prawdziwą, o której będzie mowa niżej, od pozorowanej. Tę ostatnią ujawnia się w sposób prowokacyjny. Kryje za sobą różne mechanizmy (złość wobec partnera, potrzebę okazania niechęci, odegrania się, jako parawan innego związku, poza przyjmowana przez kobiety, zaniepokojone swymi zaburzeniami seksualnymi). Zwłaszcza ten ostatni mechanizm jest często spotykany. Partnerowi okazuje się apatię, niechęć lub odmawia współżycia przy zapewnianiu (słownym) co do zdolności do niego. Łatwiej w ten sposób zachować twarz i ukryć swoje zaburzenia seksualne, które są przeżywane z silnym lękiem i z poczuciem zagrożenia. Spotykam sytuacje, kiedy taki partner jest "doprowadzany" do gabinetu i manifestuje apatię seksualną rzekomo niezrozumiałą, a dopiero w indywidualnej rozmowie i w trakcie badania okazuje się, że jest to parawan zaburzeń seksualnych. Przyczyny rzeczywistej apatii seksualnej najczęściej są następujące: Osłabienie aktywności życiowej. Po przebytej chorobie lub w czasie jej trwania, w wyniku przemęczenia, wyczerpania, niedosypiania, niedożywienia, braku potrzebnych witamin, zniechęcenia dotychczasowym życiem, nałożeniem się na siebie kolejnych stresów itp. może powstać apatia seksualna, która towarzyszy ogólnemu spadkowi aktywności. Nerwice (np. neurasteniczna), zespoły apatycznoabuliczne towarzyszące psychopatologii, obniżenie poziomu temperamentu seksualnego. Nierozbudzenie seksualne, opóźnienie rozwoju potrzeb erotycznych. Znudzenie partnerem i wygaśnięcie zainteresowania erotycznego wobec niego. Bywa, że wygasa namiętność wobec partnera; nieraz jest to wynik rozczarowania, konfliktów, a znudzenie jedynie w wymiarze seksualnym. Znudzenie seksem, uczucie przesytu. Bywa, że u osób mających bardzo duże i różnorodne doświadczenia i przeżycia seksualne, intensywne współżycie z różnymi formami doznań, następuje pewnego rodzaju przesyt i sfera seksu im obojętnieje, nabierają wobec niej dystansu. Kiedyś tłumaczono to wyżyciem się, np. tym, że mężczyzna może tylko określoną ilość razy współżyć. Jeszcze teraz spotykam się z sytuacją, kiedy matka usiłuje nakłonić mnie do "wybicia córce z głowy" małżeństwa "z wyłysiałym i wyżytym już" partnerem, ,,z którego nie będzie pożytku, bo swoje już przeżył". Tymczasem me istnieje żadna określona granica co do ilości ejakulacji w życiu mężczyzny, choć może być granica jego fascynacji sferą seksualną. 249 Duża aktywność w innej działalności. Wiadomo, że intensywne i pasjonujące zajęcie może wiązać się z zobojętnieniem wobec seksu, co jest procesem przejściowym, ale dla partnera bywa dokuczliwym. Przychodzą czasem do mnie żony mężów pracujących intensywnie społecznie czy nad doktoratem z prośbą, abym im uświadomił, że one też mają swoje potrzeby i innego typu zajęcie nie może mężowi przesłaniać całego świata. Jak wynika z przytoczonych rozważań, w większości przypadków apatia seksualna jest procesem przejściowym i towarzyszącym czemuś innemu. Może jednak w razie znudzenia partnerem i seksem przybrać bardziej trwały charakter, a niekiedy stanowi wstęp do zaburzeń seksualnych (oziębłość, impotencja, ejaculatio retardata itp.). ZNUD