SCHODY.BESKIDY.PL

Forum dyskusyjne
It is currently September 8, 2010, 8:39 am

All times are UTC



Viewing profile - Artur Zgadzaj

Board presence

Contact

Artur Zgadzaj
Registered User
Offline
[ Add friend | Add foe ]
E-mail address: E-mail
PM: Send private message
MSNM/WLM:
YIM:
AIM:
ICQ:
Jabber:

Author Message

Topic: latanie we snie

 Post subject: latanie we snie
Posted: 2003-12-10 13:39:19 

Replies: 0
Views: 0


Przyklady moich snow o lataniu. Wyrwane z kontektsu i z roznych okresow.
Czy tego mozna sie nauczyc lub wywolywac na zawolanie? Moze tak, ale
powiedzialbym raczej, ze to zalezy od stanu naszego umyslu i postawy, a
wtedy sie zdarza. Ja nie robie zadnych sztuczek, aby to zaprogramowac we
snie, w przeciwnym razie mialoby to dla mnie mala wartosc. Poniewaz sie to
jednak zdarzalo samoistnie i to czasami w mocnej, glebokiej formie - to
opisalem to.
Wedlug mnie latanie - to odzwierciedlenie "lotnosci" naszej duszy i umyslu,
ich poczucia swobody. Bez tego poczucia swobody - nie moze byc mowy o
lataniu, nawet we snie. Powiedzialbym: swoboda i otwartosc. Wtedy reszta
dzieje sie zupelnie samoistnie i nie wymaga jakiejs szczegolnej kontroli.
Pojawiaja sie kontakty, mozliwosc komunikacji, przemieszczanie sie, nawet
miedzywymiarowe i w czasie, co uwazam za bardziej zaawansowana forme
"latania we snie". Pojawiaja sie takze "proby" i mozliwosc podjecia waznych
decyzji, ktore beda mialy swe znaczenie takze po zbudzeniu sie, w zyciu na
jawie. Zatem do tego - trzeba miec tez troche smialosci - wtedy we snie to
sie moze zdarzyc, bedac przygotowanym.  Ale pierwsze kroki sa wazne, nawet
bardzo. Tu sa opisane te pierwsze kroki. Niema tu jednak niczego do
stosowania, gdyz sprawy sa indywidualne. Potraktujmy to, jak czyjas
opowiesc, tak jak wieczorem przy kominku, w lesnej chatce - zdala od
zgielku, falszu i ludzkich trudow, tam gdzie wiatr za oknem delikanie szumi,
a ciebie ogrzewa rumiany, wesoly ogien.
Pozdrawiam,
Artur Zgadzaj
===========================================
" L o t    z    d z i e c m i "    (06.08.1997)
(Miejscowosc "Studziany Las" g. 4.20 - Nasz rodzinny splyw kajakowy po
Czarnej Hanczy)
(zapis snu)
Zajmowalem sie sprawami komputerowymi - jak zwykle. Bylem w jakiejs firmie
we Wroclawiu. Cos trzeba bylo zainstalowac, czy naprawic - jak zwykle.
Robilem to, a w miedzyczasie nawiazalem rozmowe z Panem, ktory zajmowal sie
specyficzna dystrybucja, tak jak wody APIA nasz znajomy we Wroclawiu. Ten
wlasnie nowo poznany Pan chcial opanowac caly rynek wroclawski. Zatem
wyjasnialem mu, co jest potrzebne, co widzialem u innych, ktorzy opanowali
caly swoj region. I tu jako przyklad dalem firme GOLDDOM Pana Daniela
Sokolowskiego z Jeleniej Gory. Mowilem, ze tak pomyslowo rozwijal swoja
firme, iz w koncu stal sie najmocniejszy w Jeleniej Gorze i okolicy. Szedl
do przodu, zatrudnial ludzi, szkolil ich, wspomagal, rowniez przy budowie
wlasnego domu. Poza tym, robil czesto gratisowe pokazy, szkolenia i inne
prezentacje przy roznych okazjach i w roznych miejscach w Jeleniej Gorze.
Robil rzeczy, ktore wcale od razu nie przynosily dochodu i nie wiadomo bylo
czy na pewno dadza jakis efekt. Jednak "tu" poszly sluchy, "tam" poszly
sluchy, tu zachwalono, tam zauwazono, ze w koncu krok po kroku mieli srodki
na dalszy rozwoj swojej firmy. Bardzo pilnowali i dbali o dobre uklady w
srodowisku. Pan Daniel po prostu byl zawsze otwarty i wydaje mi sie, ze byl
czesto serdeczny i wesoly. To mu takze bardzo pomagalo.
Tak o tym rozprawialem i obrazowalem, ze w koncu przenioslem sie,
przeskoczylem do Jeleniej Gory i znalazlem sie kolo Toska, pracownika firmy
GOLDDOM. Byl to chyba jeden z pierwszych ich pracownikow, jesli chodzi
branze komputerowa i najdluzej tu pracujacy. Poznalem go kilka lat temu i
spotykalismy sie od czasu do czasu. Jak zwykle w tej branzy, takze i on byl
u jakiegos klienta, w jakims wielkim i wysokim budynku, jakby szerokiej
wiezy. Byl przy komputerach. Przywitalismy sie, jak ludzie znajacy sie juz
dobrze i niepotrzebujacy dlugich ceregieli powitalnych. Tosiek szukal
programu ARJ.EXE, gdyz potrzebowal cos rozpakowac, cos, co bylo dla niego,
tzn. dla jego klienta bardzo potrzebne. Mial troche pasowa mine, ze nie moze
tego podstawowego programu narzedziowego znalexc - przeciez powinien go
gdzies miec. Przegladal wlasnie swoje CD-ROM-y i dyskietki. W koncu
poirytowany zapytal mnie, czy go gdzies nie mam. Wyjalem swoj CD-ROM,
- lecz ja z kolei nie moglem go odczytac. Powiedzialem Toskowi, ze nie
moglem go juz przeczytac u klienta, gdzie przed chwila bylem, ze w ogole nie
we wszystkich
napedach daje sie go odczytac. On to potwierdzil, ze faktycznie tak czasem
jest z CD-ROM-ami nagrywanymi, a nie tloczonymi. W koncu stwierdzilismy, ze
czas juz isc, a Tosiek wlasnie skonczyl swoja robote.
Wychodzac zauwazylem, ze sa kolo nas jakies dzieci, jakby gapie naszej
pracy. Byly w wieku od 10 do 15 lat, chyba dwoje chlopcow i dziewczynka.
Wlasciciel zamknal drzwi i szybko zszedl na dol. My powoli, rozmawiajac
(ciagle jeszcze o tych komputerach) szykowalismy sie do zejscia. Zwrocilem
uwage na te dzieci. Zawstydzilo mnie, ze ich wczesniej nie widzialem -
zaaferowany technika. Podszedlem do nich i rozejrzalem sie szeroko. One
stojac przy barierce  - pokazywaly sobie jak tu wysoko, ze strach byloby tam
upasc. Popatrzylem za nimi w dol. Jakie dziwne miejsce - pomyslalem? Schody
prowadzily dookola, wokol jakby ogromnej, bardzo szerokiej i wielopietrowej
studni, a my bylismy na samej gorze. To byl budynek-wieza, tylko ogromny,
podobny do poteznych wiez cisnien, tylko w srodku bylo pusto. Jednak czulem,
ze to nie byl jakis zamek, tylko budynek jakiejs instytucji. Patrzylem z
dziecmi chwile w dol i widzac te ogromna przestrzen w dole i ich wielkie
zaciekawienie i wielki lek - postanowilem szybko im cos pokazac. Tosiek juz
zaczynal schodzic w dol, dzieci juz odchodzily od barierki, gdy ja czmych -
dalem nura w te otchlan i latalem, unosilem sie w powietrzu - to wyzej, to
nizej. Na ten widok dzieci zaniemowily z wrazenia, najpierw z przerazenia, a
potem z pojawiajacym sie podziwem, a w koncu z radoscia. Tylko dziewczynka
zachowywala ciagle wieksza rezerwe, lecz chlopcy
poczuli juz radosc. Unosilem sie swobodnie i szybko przypomnialem sobie jak
sie lata, choc dawno tego nie robilem. Podlecialem teraz na gore i stanalem
kolo nich. Chwilke porozmawialismy o tym i zaczalem schodzic po schodach na
dol z Toskiem, ktory sie zatrzymal i czekal na nas. Dzieci szly kolo nas,
gdy nagle chlopcy cos miedzy soba obmyslili, wbiegli na gore i patrzac na
mnie rzucili sie w dol. Przedtem dziewczynka krzyknela do nich: "Stojcie, co
wy robicie!". Lecz oni nie zatrzymali sie, tylko powiedzieli do niej:
"Chodx - on nas na pewno wyratuje i polatamy". Lecz ona nie skoczyla za
nimi, bedac tym co powiedzieli, jeszcze bardziej przerazona. Zaczela
krzyczec. Ja szybko wbieglem na gore i skoczylem za nimi. Dziewczynka
chciala mnie zatrzymac, bojac sie i o mnie. Lecialem w dol wyprostowany i
tym razem uzylem swojej woli, aby przyspieszyc lot w dol, a nie tak jak
zwykle do unoszenia sie. Jeszcze nigdy tak nie robilem i sam przez chwile
sie balem. Zobaczylem ich i bardzo szybko dogonilem. Zreszta nie mialem
wyjscia, gdyz juz bylo dno. Zlapalem ich w rece i wtedy zatrzymalem nasz
impet, tuz nad posadzka. Unosilismy sie chwilke tuz nad nia, ciagle jeszcze
do gory nogami i "pociagnalem" wszystkich powoli do gory, a potem coraz
szybciej. To "pociagniecie" nie bylo takie jak zwykle znamy, gdyz ta sila im
sie takze udzielala, dopoki trzymalem ich za rece. Nie musialem, zatem ich
ciagnac, a tylko trzymac za rece. Byli prawie tak samo lekcy, jak ja. Jeden
z chlopcow wyslizgiwal mi sie jednak z reki i musialem uscisk ciagle
poprawiac. Chlopiec ten sam wyslizgiwal swoja reke, tak jakby sam chcial
polatac. Powiedzialem, aby tego nie robil - bo upadnie.
W pewnym momencie w dole zobaczylem czarna straz zlozona z trzech osob.
Lecieli w naszym kierunku szykiem, niezwykle szybko i zwarcie. Byli ubrani w
czarne uniformy i mieli w prawej rece jakby oszczep. Od razu widac bylo, ze
nie maja przyjaznych zamiarow. Uwazali, ze zapedzilismy sie w ich rejony i
od tej pory nalezymy do nich. Byli bardzo szybcy! Nie moglismy im - tylko z
moim napedem - uciec. Pierwszy z nich dogonil nas i zlapal chlopca, ktory
byl wyzej. Przylgnal do niego i chcial go sciagnac w dol. Trzymalem chlopca
mocno i krzyknalem, aby naplul na tamtego, a dokladniej w jego twarz.
Powiedzialem jeszcze raz: "Jak was zlapia - plujcie na nich!". I ten
chlopiec z zacieciem plul na tego straznika i on, jego twarz zaczela sie
spalac, jak po zetknieciu z kwasem. Doslownie go to parzylo i spalalo, tak,
ze zaczal sie kurczyc i w koncu odpadl. Ich dowodca zachowywal do tej pory
dystans i zajal sie przez chwile swa rozbita straza. Chlopiec na dole
wyslizgiwal mi sie. Krzyczalem do niego: "Nie puszczaj - nie bede cie juz
mogl wyratowac!". Wtedy dowodca nalecial na mnie, scisnal mnie, zaczal
odrywac i ciagnac w dol. Powiedzialem do chlopcow: "Plujmy na niego!".
Robilismy to, lecz dowodca wyraxnie byl uodporniony, tak jakby na twarzy
mial pancerz ochronny. Wiedzialem, ze i to mu nie pomoze, jesli tylko
bedziemy zgrani i zdecydowani. Sam plulem na niego bez przerwy. W koncu
nawet ta jego maska zaczela sie cala spalac i kurczyc, az w koncu zostal
zniszczony i odpadl.
Chlopiec, ktory ciagle sie wyrywal  - wyslizgnal sie z dloni i polecial jak
kamien w dol.
Z drugim chlopcem wlecialem na gore i stanelismy na schodach obok Toska i
dziewczynki. Dziewczynka patrzyla na nas uradowana, a za chwile przerazona.
Zapytala gdzie jest drugi chlopiec i z rozpacza: "Co sie z nim stalo!?"
Powiedzielismy jej, co sie stalo i ze pewnie lezy na dole. Chlopiec, ktory
sie uratowal
... wiecej »
Sort by:  

Who is online

Users browsing this forum: IMike,Wojtek 'W.O.T.I.K.' Cichecki,Alfer, prezenty and 8 guests


New posts New posts    No new posts No new posts    Announce Announcement
New posts [ Popular ] New posts [ Popular ]    No new posts [ Popular ] No new posts [ Popular ]    Sticky pozycjonowanie
New posts [ Locked ] New posts [ Locked ]    No new posts [ Locked ] No new posts [ Locked ]    Moved topic Moved topic
You can post new topics in this forum
You can reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group - Pozycjonowanie